Zmęczeni urlopem. Wakacje potrafią wykończyć

Odpoczynek i przerwa od pracy to nie fanaberia, lecz jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Czasem jednak z wypoczynku wracamy… zmęczeni. Dlaczego – i co możemy zrobić, by tak się nie stało?
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
Ilustracja - Jan Kałużny
Ilustracja - Jan Kałużny

Wyjeżdżając na urlop, zwykle planujemy „naładować baterie” i odciąć się od frustracji związanych z życiem codziennym. Nie zawsze się to jednak udaje – niektórzy z nas po wakacyjnych wojażach lub po prostu czasie wolnym czują się bardziej zmęczeni niż przed wypoczynkiem. 

Organizacja i zmiany

Ktoś, kto nie jest szczególnie zamożnym człowiekiem albo nie pracuje jako podróżniczy influencer, zwykle wyjeżdża na dłuższy urlop raz lub dwa razy do roku. Czas wolny od pracy ma – z założenia – posłużyć nam do tego, by zregenerować ciało i umysł, spędzić czas z osobami, które są dla nas szczególnie ważne, a także po prostu doświadczyć ekscytacji związanej ze zmianą otoczenia. Paradoksem jest zatem sytuacja, która dotyka obecnie całkiem sporą część populacji – wyczekiwane tygodnie urlopu, na które odkładamy pieniądze, i o których niekiedy fantazjujemy podczas długich dni w biurach, powodują u nas jeszcze większe zmęczenie, frustrację, a nawet problemy zdrowotne. Czasami wykańczająca okazuje się sama organizacja urlopu: planowanie poszczególnych dni wyjazdu, załatwianie noclegów i przejazdów potrafi być bardzo obciążające psychicznie zwłaszcza dla osób, które mają raczej introwertyczny charakter lub zwyczajnie nie pisały się na bycie organizatorami wyprawy, ale z jakiegoś powodu rola ta została im przydzielona. Męcząca potrafi być także sama podróż – wiele godzin spędzonych w aucie, pociągu lub samolocie (zwłaszcza z przesiadkami i opóźnieniami) niekiedy sprawia, że urlopowiczom odechciewa się już wypoczynku. Pewna kobieta wspominała, że udając się z mężem na „wakacje marzeń”, doświadczyła wybuchu płaczu i chciała po prostu wrócić do domu – tuż przed kolejną odprawą na lotnisku uderzyła ją świadomość, że zanim będzie mogła położyć się na złocistym piasku nad ciepłym morzem, minie jeszcze wiele godzin, zaś ona była niewyspana, przebodźcowana i obolała z powodu menstruacyjnego bólu brzucha. Koniec transportu – czyli np. chwila, gdy samolot ląduje na płycie, bądź głos z nawigacji stwierdza stanowczo: „jesteś u celu” – wcale nie oznacza, że nadszedł czas błogostanu. Dla niektórych osób świadomość, że jest się z daleka od domu i należy realizować jakiś program wycieczki – nawet jeśli nie jest on bardzo intensywny – bywa obciążająca i wywołująca niepokój. Wbrew wyobrażeniom części z nas nie każdy człowiek najlepiej wypoczywa na rajskiej wyspie – pewna grupa osób czuje się najbezpieczniej i najbardziej komfortowo wtedy, gdy może spędzić spokojny czas blisko własnego domu. Zdarza się i tak, że ktoś, kto przepada za podróżowaniem, odkrywa, że plan podróży po prostu nie odpowiada jego możliwościom i potrzebom – w dobie społecznego nacisku na egzotyczne podróże i niezwykłe przeżycia staje się to coraz bardziej powszechne. 

Pięć stolic w pięć dni 

W świecie fast szybkie stało się nie tylko jedzenie – tendencja do przyspieszania objęła także sposób, w jaki podróżujemy. Niejedno biuro podróży posiada w ofercie wyjazdy typu „pięć stolic w pięć dni” – podczas tego typu wakacji harmonogram potrafi być napięty bardziej niż podczas najbardziej intensywnych dni w pracy. Wakacje, których core stanowi nieustanna pogoń za „odhaczeniem” kolejnych atrakcji, potrafią być wykańczające psychicznie i fizycznie – a osoby, które w ten sposób spędzają wolny czas, mają niekiedy poczucie, że straciły pieniądze, gdyż w ciągu paru godzin nie sposób przecież dokładnie poznać odwiedzanego miasta czy regionu. Czasami przyczyną wakacyjnego zmęczenia bywa także to, że tak naprawdę czas spędzamy nie na napawaniu się pięknem przyrody lub poznawaniu okolicznej architektury, ale na robieniu idealnych zdjęć i tworzeniu „dokumentacji” z wyjazdu w mediach społecznościowych. Nie ma oczywiście niczego zaskakującego w tym, że współcześnie chcemy zrobić sobie estetyczne zdjęcie w miejscu, które odwiedzamy pierwszy (i być może ostatni) raz w życiu. Jednak jeśli zamiast cieszyć się pobytem w nowym miejscu kompulsywnie szukamy tła do odpowiednich ujęć, to miejsce radości zajmuje napięcie, a zamiast rozluźnienia pojawia się zmęczenie. Dla niektórych osób męczące, a wręcz wyniszczające bywa także nieustanne analizowanie wpływu urlopu na ich stan konta lub sytuację domową. Podsumowujący swoje wakacje młody ojciec wspomniał niegdyś podczas konsultacji psychologicznej, że kiedy zdecydował się na romantyczny wyjazd z partnerką, był przekonany, że właśnie zrobił „deal życia”. Jednak już po dwóch dniach okazało się, że myślenie o tym, jak „odkują się” finansowo po urlopie oraz obawy o to, czy jego matka i siostra na pewno odpowiednio zajmą się jego malutkim synem, który właśnie dostał diagnozę alergii na gluten, doprowadziły go do stanu emocjonalnego wycieńczenia i tęsknoty za przewidywalną codziennością.

Animator i kontener

Osobami, które często zgłaszają zmęczenie po wakacyjnym wyjeździe czy też urlopie spędzonym „stacjonarnie”, są rodzice małych dzieci. Dla niejednej matki lub ojca pierwszy wspólny wyjazd z dziećmi stanowi moment bezlitosnej konfrontacji z rzeczywistością – to właśnie podczas wyczekiwanych wakacji okazuje się, że życie zmieniło się diametralnie, a od odpowiedzialności za dziecko nie da się wziąć urlopu. Popularne rolki i zdjęcia w mediach społecznościowych ukazują wakacje z niemowlęciem jako czas bliskości i budowania wspomnień, które będą nas rozczulały przez lata (obecnie rekordy popularności bije trend ukazywania stópek dziecka na tle morza z podpisem „masz tylko jedno lato, gdy te stópki nie potrafią chodzić – doceń ten czas!”). Nie neguję tego, że rodzinne wyjazdy potrafią obfitować w czułość i dawać ogromną radość z możliwości pokazywania maluchowi świata – jednak drugą stroną rodzicielskiego medalu jest konieczność zachowywania nieustannej czujności. Wakacje z małym dzieckiem potrafią zmęczyć szczególnie wtedy, gdy latorośl podczas wyjazdu zachoruje, będzie domagała się noszenia na rękach, albo też nie będzie zainteresowana atrakcjami zaplanowanymi przez rodziców. Niejedna młoda matka lub ojciec wspominają, że podczas pierwszych wspólnych wyjazdów byli bardziej animatorami i „kontenerami” na trudne emocje dzieci narzekających na upał, zbyt długą podróż lub niewygodne buty, niż osobami mogącymi naprawdę wykorzystać wolne dni. Z tego powodu niektórzy rodzice decydują się zrezygnować z wyjazdów (przynajmniej tych dalszych) do czasu, aż dzieci będą bardziej samodzielne. 

Czasami dni wolne od pracy bywają również obciążające dla osób, które pozostają w konflikcie z członkami rodziny bądź innymi osobami, z którymi wyruszają na urlop. Konieczność spędzania czasu z osobami, za którymi nie przepadamy, z którymi mamy niewyjaśnione konflikty, lub które zabieramy w podróż niejako „z przymusu” (bo np. współmałżonkowi zależy na tym, by w podróż udała się także jego mama lub samotna siostra), wiąże się z trwaniem w stanie pobudzenia, a niekiedy wręcz „alarmu” dla naszego układu nerwowego – po tygodniu lub dwóch spędzonych w takich warunkach możemy więc być o wiele bardziej wyzuci z energii niż przed wyjazdem. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że konflikty rodzinne lub między przyjaciółmi są jednym z najbardziej obciążających psychicznie elementów naszej egzystencji – stres relacyjny potrafi wykończyć nas bardziej niż ciężka fizyczna praca. Nie mniej istotne od miejsca, w którym spędzamy urlop, jest zatem to, z kim się na niego udajemy. Jeśli zaś z jakiegoś powodu okazuje się, że podczas wyjazdu będzie towarzyszyła nam niezbyt lubiana osoba, postarajmy się wygospodarować na urlopie choćby odrobinę czasu tylko dla siebie. W sytuacji przeciążenia relacyjnego chwile spędzone samotnie np. nad brzegiem jeziora potrafią zadziałać na nasz układ nerwowy tak, jak balsam po opalaniu na spaloną słońcem skórę.

Urlop dla człowieka

Rozwiązaniem problemu zmęczenia urlopem nie jest rezygnacja z wolnych dni i bardziej intensywna praca – choć być może wizja takiego wyboru ucieszyłaby niejednego szefa lub menedżera. Odpoczynek i przerwa od pracy nie stanowi fanaberii ani wyrazu lenistwa, lecz jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka, tak samo jak postoje na tankowanie podczas podróży autem nie są stratą czasu, lecz działaniem absolutnie niezbędnym. Jednak aby urlop zapisał się w naszej pamięci jako pozytywne wydarzenie i rzeczywiście był czasem wytchnienia, warto pamiętać, że – parafrazując biblijne słowa – to urlop jest dla człowieka, a nie człowiek dla urlopu. Udane wakacje to przede wszystkim takie, które są dostosowane raczej do naszych potrzeb niż aktualnych trendów lub cudzych oczekiwań. To, że ceniony influencer wraz półrocznym niemowlęciem wybiera się w podróż dookoła świata, nie oznacza, że my także musimy się na to zdobyć – a fakt, że krewny poleca nam wypad nad ocean, połączony z intensywną nauką surfingu, nie powinien stanowić rozstrzygającego argumentu za tym, byśmy właśnie w ten sposób spędzili swoje wolne dni. Udany urlop może być zarówno połączony z wysiłkiem, jak i spokojnym spędzaniem wakacji „pod gruszą” – wszystko zależne jest od tego, czego na co dzień najbardziej nam brakuje, jakie mamy możliwości fizyczne i oczywiście – na co możemy sobie pozwolić bez finansowego rujnowania się. Atrakcyjnie prezentujące się zdjęcia nie są warte tego, by z urlopu wracać wykończonym i zniechęconym. Niejedna osoba zarówno w gabinecie terapeutycznym, jak i poza nim, za swoje najlepsze wakacje uważa te, które spędziła w domu krewnych na wsi, z przyjaciółmi na piknikowaniu pod miastem bądź na spokojnym czytaniu książek na własnym balkonie. Jeśli zaś z jakiegoś powodu odczuwamy zmęczenie urlopem, warto oczywiście dołożyć starań, aby następne wakacje wyglądały inaczej, ale także – jeśli tylko mamy taką możliwość – zorganizować sobie choćby jeden dzień wypoczynku, który spędzimy tak, jak tego w głębi serca pragniemy. Kiedy planujemy wolne dni, pozwólmy sobie „konsumować” dane miejsce i wakacyjne atrakcje stopniowo. Za szybkie zwiedzenie kilku miast zwykle nie czeka na nas żadna nagroda – bardziej prawdopodobne jest zmęczenie, rozczarowanie i poczucie zawodu. Na szczęście nieudane wakacje to nie życiowa przegrana, ale ważna lekcja na temat życiowych priorytetów i szansa na lepsze zrozumienie własnych potrzeb i marzeń. 

W prawdziwym „urlopowaniu” nie chodzi o wywołujące napięcie realizowanie określonych scenariuszy. Kluczem jest wsłuchanie się w potrzeby swoje i najbliższej rodziny, a później realizacja tych pomysłów i pragnień, na które zwykle nie wystarcza nam czasu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Zmęczeni urlopem