Z perspektywy psychologii powrót z urlopu jest zmianą, która wymaga adaptacji do nowych (choć przecież dobrze znanych) warunków. W dodatku jest przecież drugą, w stosunkowo krótkim czasie, zmianą warunków, w których człowiek funkcjonuje: pierwszą z nich jest bowiem wyjazd na urlop i związany z nim inny tryb funkcjonowania dobowego, zasypianie i jedzenie w nowym miejscu oraz często inny klimat.
Obciążeni zmianą
Oczywiście pobyt w hotelu czy górskim schronisku rezerwujemy, by sprawić sobie przyjemność. Dla naszego umysłu i „aparatu emocjonalnego” wciąż jest to jednak proces, który wymaga adaptacji. Po powrocie czeka nas kolejne przystosowanie: wracamy do trybu zadań i obowiązków związanych z pracą, wczesnych pobudek i oczekiwań (czasami nazbyt wygórowanych) ze strony przełożonych. Dodatkowo powrót z wakacji bardzo często wiąże się z naturalnym i zrozumiałym smutkiem, wynikającym z zakończenia czasu swobody i beztroski. Zdarza się także, że koniec urlopu konfrontuje nas z nie najlepszym stanem własnego konta (bo przecież wakacje zwykle wiążą się z niemałymi wydatkami), dodatkowymi kilogramami (co bywa „zasługą” lodów, gofrów i drinków) albo… konfliktami z osobami, które towarzyszyły nam podczas wyjazdu. Niełatwa bywa też konfrontacja z faktem, że podróż, na którą czekaliśmy cały rok, czas, który miał być tak bardzo wyjątkowy, właśnie się skończył. Budzi to naturalną nostalgię i poczucie bezradności wobec przemijania. Kiedy zaś my jesteśmy już po urlopie, a nasi znajomi z zespołu właśnie znajdują się na ekscytującym etapie planowania go, może pojawić się w nas także zrozumiałe ukłucie zazdrości. Ponieważ wszyscy żyjemy w czasach presji dobrej zabawy (bo Instagram i telewizja śniadaniowa karmią nas obrazkami z wakacji marzeń…), po urlopie doświadczamy także czasami… poczucia zmarnowanego czasu, bo nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwości, jakie stwarzało miejsce, w którym przebywaliśmy, albo też nasz urlop, choćby z powodów zdrowotnych, nie był tak bardzo atrakcyjny, jak naszym zdaniem powinien być. Tak samo więc jak na urlop zabieramy ze sobą napięcia z całego roku pracy, tak i po zakończeniu wypoczynku do biur, instytucji i gabinetów, w których zarabiamy na życie, wędrują z nami „na gapę” frustracje z okresu okołowakacyjnego.
Niektórzy z nas po wolnych dniach potrzebują sobie jedynie westchnąć i pożalić się współpracownikom, że urlop był wspaniały, ale – bo jakżeby inaczej! – o wiele za krótki. U innych osób powroty do pracy wiążą się ze stanem silnego napięcia, który może negatywnie wpływać nie tylko na jakość wykonywanej pracy, ale i na… chęć wybrania się na kolejny urlop w przyszłości. Tak, zgadza się – istnieją osoby, które z powodu przewidywanego stresu pourlopowego potrafią zrezygnować z wakacji, aby nie musieć mierzyć się z bolesnym powrotem. Rzecz jasna, ukojenia radziłabym szukać wówczas w gabinecie terapeutycznym, a nie anulowaniu planów wyjazdowych. Taki sposób myślenia i planowania pokazuje jednak, jak nieprzyjemny może być czas tuż po zakończeniu wakacji.
Ciało nie chce do biura
To, że wielu z nas po zakończeniu urlopu wciąż myślami jest nad morzem lub na górskim szlaku, oznacza zwykle, że nasza psychika nie dostroiła się jeszcze do kolejnej zmiany miejsca i okoliczności. Co więcej, nawet będąc entuzjastą własnej pracy i biurową duszą towarzystwa, można odczuwać napięcie związane z powrotem do pewnego rodzaju sztywności, z którą wiąże się życie zawodowe. Stres pourlopowy jest więc reakcją naszego organizmu, który musi przystosować się do nowych-starych warunków funkcjonowania. Trudno się zresztą dziwić, że ludzkie ciało, zamiast siedzieć na niewygodnym, biurowym krześle, wolałoby wciąż leżeć na dmuchanym materacu i korzystać ze słonecznych promieni…
Choć stres pourlopowy nie jest zaburzeniem ani chorobą w sensie klinicznym, to jednak potrafi naprawdę utrudnić życie – zwłaszcza osobie, której naprawdę zależy na jakości wykonywanej przez siebie pracy. Do objawów tej dość powszechnie występującej przypadłości należą: apatia, smutek, zmęczenie, drażliwość, trudności z koncentracją, zaburzenia łaknienia (nadmierne objadanie się bądź brak apetytu), a także trudności związane ze snem (wybudzanie się w nocy, problemy z zasypianiem albo nadmierna senność w ciągu dnia). Stres pourlopowy może objawiać się także zmiennością nastroju, uczuciem napięcia w ciele i wyobcowania oraz niechęcią do rozmów o sprawach zawodowych. Ze stresem pourlopowym wiąże się także poczucie przytłoczenia, zagubienia w gąszczu zawodowych obowiązków – nawet jeśli są one dokładnie takie same, jakie były przed wyjazdem na urlop – a także spadek motywacji do pracy. Napięcie pourlopowe może sprawiać, że nawet te obowiązki zawodowe, których wykonywanie zwykle sprawiało nam radość i satysfakcję, przez pewien czas jawią się jako nudne, bezsensowne i frustrujące. Nawet jeśli na poziomie intelektualnym wiemy, że nasza praca jest przydatna społecznie i pozwala nam się rozwijać. Niektóre osoby cierpiące z powodu stresu pourlopowego wspominają także, że po powrocie z wakacji trudno jest im porozumieć się ze współpracownikami (również tymi, których darzą sympatią), a rozmowy z nimi wywołują u nich rozdrażnienie. Zdarza się także, że napięcie pourlopowe skłania ludzi do przepracowywania się – w sytuacji niepewności staramy się bowiem pracować nader wydajnie i szybko, by ukryć (również przed sobą) to, jak bardzo jest nam trudno. Maska zawodowego perfekcjonisty pozwala więc na chwilę uciec przed dyskomfortem i ukryć niechęć do obowiązków związanych z pracą, jednak po pewnym czasie skutkuje jeszcze większym zmęczeniem i poczuciem porażki. Nie da się przecież w nieskończoność podnosić własnej wydajności. Jeśli zatem siedzimy biurko w biurko z kimś, kto właśnie wrócił z wakacji i od razu wszedł w tryb „pracownika roku”, to być może jego sposób wykonywania pracy jest wywołany nie doskonałą formą pourlopową, ale właśnie… pourlopowym napięciem, które dana osoba próbuje ukryć pod grubą warstwą wysiłku. W takiej sytuacji warto zapytać współpracownika o to, jak się czuje, i subtelnie przypomnieć mu, że urlopu nie trzeba „nadrabiać”, a powrót po nim ma prawo być obciążający.
Co ważne, objawy stresu pourlopowego zwykle ustępują w ciągu około dwóch tygodni. Jeśli jednak, pomimo upływu tego czasu, nasz stan się nie poprawia, nie możemy odnaleźć się w pracy lub wręcz czujemy się gorzej, to może oznaczać, że nasz stan nie jest wynikiem „zwykłego” stresu po urlopie, ale może być np. początkiem depresji albo wskazywać na wypalenie zawodowe. W tego typu sytuacji wskazane jest zgłoszenie się na konsultację do psychiatry lub psychoterapeuty. Szybka interwencja specjalisty uchroni nas przed dalszym pogarszaniem się naszego stanu psychicznego. Również sam fakt, że stres pourlopowy towarzyszy nam rok w rok, może oznaczać, że potrzebujemy pomocy: być może w obszarze radzenia sobie z napięciem, może nazywania i regulowania własnych emocji, a może w obszarze interpersonalnym, jeśli po powrocie do pracy szczególnie trudno jest nam porozumieć się ze współpracownikami.
Impuls do poszukiwań
Aby zapobiec wystąpieniu stresu pourlopowego lub złagodzić jego objawy, wskazane byłoby odpowiednie przygotowanie się… do urlopu. Pomocne będzie m.in. wykonanie najbardziej obciążających obowiązków przez wyjazdem, aby nie musieć mierzyć się z nimi tuż po powrocie. Jeśli jest to możliwe, warto również tak zaplanować urlop, aby co najmniej dwa dni dzieliły powrót z wyjazdu i wyjście do pracy – pomoże to w łagodnej, stopniowej adaptacji. Tak samo korzystne jest takie „ustawienie” sobie czasu pracy, aby przez pierwsze dni móc pracować trochę krócej lub mniej intensywnie (np. nie na poranną zmianę), a po powrocie z biura zrobić coś, co ukoi nasz układ nerwowy, czyli wybrać się na basen lub spokojny spacer po lesie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że możliwość skorzystania z tego typu wskazówek stanowi przywilej – nie każdy może sobie na to pozwolić. Jeśli więc nawet tuż po powrocie z wyjazdu marzeń musimy mierzyć się z bardzo obciążającymi psychicznie obowiązkami, zwróćmy szczególną uwagę na to, by mieć po pracy czas na regenerację i wyciszenie. Urlop oczywiście pomaga w „ładowaniu baterii”, ale ponieważ przełączenie z trybu urlopowicza na tryb pracownika nie jest łatwe, to w tym czasie szczególnie duże znaczenie ma odpoczynek, higiena snu, odpowiednie odżywianie i aktywność fizyczna dostosowana do naszych możliwości.
Pourlopowe napięcie może także być niekiedy motywacją do „przemeblowania” w życiu. Samego doświadczenia stresu pourlopowego nie zamierzam romantyzować ani „rehabilitować” na siłę – jest to nieprzyjemny stan, którego mamy prawo nie lubić i nie chcieć. Jednak jeśli już stanie się on naszym udziałem, to czasami można wyciągnąć na tej podstawie pewne wnioski, które mogą pomóc zaprowadzić nam głębokie zmiany w życiu zawodowym. Jeśli bowiem każdy powrót do pracy po urlopie – a czasami także po weekendzie – wiąże się z ogromną niechęcią, lękiem i objawami psychosomatycznymi, albo wręcz sytuacja jest do tego stopnia nie do zniesienia, że zamiast cieszyć się urlopem, przejmujemy się nadchodzącym powrotem do pracy, to może jest to znak, że określone miejsce zatrudnienia po prostu nas wyniszcza. Powroty do pracy mają prawo być niełatwe – nie powinny jednak sprawiać, że czujemy się zdruzgotani. Przerwa w pracy niekiedy uświadamia osobie zatrudnionej, że to, czego doświadcza, jest nadużyciem, np. mobbingiem, fatalną organizacją miejsca pracy lub przemocą ekonomiczną. Silny stres pourlopowy, który pojawia się za każdym razem po przerwie, który współwystępuje z negatywnymi myślami na temat wykonywanego zajęcia i siebie samego, nie powinien być lekceważony. Tak samo jak ewakuujemy się z płonących budynków, tak też, jeśli tylko możemy, warto „ewakuować się” z miejsc pracy, które nas „zatruwają”. Związek z pracą, tak samo jak z innym człowiekiem, bywa niekiedy niezdrowy, wręcz toksyczny. A pierwszym krokiem w leczeniu zatruć jest zaprzestanie kontaktu z toksyną.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















