Ciężar geniuszu

W polskiej szkole i obowiązującym w niej modelu pruskim jest niewiele przestrzeni na indywidualizację ścieżki nauczania i towarzyszenie tym, którzy uczą się szybciej lub wolniej niż „przeciętny uczeń”. Z czym mierzą się ci ponadprzeciętnie zdolni?
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Koszmarne wspomnienia ze szkoły bardzo często stają się udziałem tych osób, które nie radziły sobie z nauką najlepiej – i które nie miały obok siebie nikogo, kto by im powiedział, że oceny nie determinują ich wartości. Jednak kolejną grupą uczniów, którzy często czują się przez system edukacji pokrzywdzeni, są dzieci wybitne, określane – często adekwatnie – przez rodziców i nauczycieli mianem „małych geniuszy”.

Programy szkolne a zwyczajność
Nie jest tajemnicą, że programy nauczania są na ogół tworzone z myślą o uczniach przeciętnych (czyli dobrych, a nie – jak wielu z nas kojarzy to słowo – słabych). Zarówno potrzeby dzieci z deficytami rozwojowymi, jak i tych z wybitnymi uzdolnieniami już na etapie „projektowania” podstaw edukacyjnych często schodzą na dalszy plan. Nie jest to jednak poważny zarzut – trudno byłoby się spodziewać, że oczekiwania wobec ogółu uczniów będą kształtowane w oparciu o możliwości dzieci wyróżniających się lub mających trudności edukacyjne – zwykły rozwój przeciętnie uzdolnionego dziecka stanowi całkiem niezły punkt odniesienia, kiedy tworzymy wymagania i dokumenty obowiązujące później w całym systemie oświatowym. Jednocześnie musimy pamiętać, że w takim układzie potrzeby uczniów, którzy są bardziej lub mniej zdolni niż większość ich kolegów, pozostają niezaspokojone, a często – zwyczajnie niedostrzeżone. W polskiej szkole i obowiązującym w niej modelu pruskim jest niewiele przestrzeni na indywidualizację ścieżki nauczania, a także na towarzyszenie w emocjonalnym rozwoju tym, którzy uczą się inaczej – np. szybciej lub wolniej niż „przeciętny uczeń”. Również oferta zajęć dodatkowych w szkołach pozostawia wiele do życzenia: koła zainteresowań nie prezentują zwykle wysokiego poziomu, a w wielu placówkach nie ma ich wcale (często dlatego, że nie ma ich kto prowadzić). Alternatywą są oczywiście płatne zajęcia dodatkowe, jednak nie wszyscy rodzice mogą pozwolić sobie na wysyłanie na nie dzieci – nie mówiąc już o tym, że publiczna oświata również powinna wspierać talenty uczniów i mieć przygotowaną „ofertę” dla szczególnie uzdolnionych dzieci. Jej brak jest przejawem tego samego zjawiska co niedobór zajęć wyrównawczych, który zmusza rodziców do opłacania korepetycji – nieformalnej prywatyzacji polskiej szkoły, uderzającej głównie w dzieci, których możliwości „odbiegają” od sztywnej normy. Również sami pedagodzy i osoby pełniące w szkołach funkcje kierownicze często nie są przygotowani do pracy z uczniami wyróżniającymi się pod względem intelektualnym. Na studiach pedagogicznych czy podyplomowych z przygotowania pedagogicznego zwykle więcej miejsca poświęca się sytuacji dzieci, które posiadają deficyty rozwojowe, niż tym, które materiał opanowują ponadprzeciętnie szybko. A to często obraca się przeciwko zdolnym uczniom, którzy także znajdują się w „niestandardowej” sytuacji edukacyjnej.

Wysoka cena bycia prymusem
Mali geniusze nie zawsze są lubiani w szkołach – i nie chodzi tutaj jedynie o brak sympatii ze strony rówieśników, ale także nauczycieli czy dyrekcji. Jeśli chodzi o kolegów i koleżanki, to – co jest dość oczywiste, jeśli weźmiemy pod uwagę słabości ludzkiej natury – nierzadko bywają oni zazdrośni, a wręcz zawistni, o niezwykłe uzdolnienia znajomego z klasy. Zazdrość ta bywa podsycana przez rodziców i nauczycieli, jeśli ci – chcąc zmotywować uczniów do wytężonej nauki – stawiają zdolne dziecko jako wzór do naśladowania. Z „wzorami” trudno jest przecież się przyjaźnić – można je co najwyżej obserwować z bezpiecznej odległości. Koledzy i koleżanki z klasy czasami mają też poczucie, że genialny znajomy ich „przyćmiewa”, a zatem łatwiej będzie trzymać się od niego z daleka – lub nawet skonsolidować się przeciwko niemu. Wybitnie zdolne dzieci padają zatem czasami ofiarami szkolnej przemocy – zwłaszcza tej emocjonalnej, polegającej na odrzucaniu. Do grona oprawców wybitnie zdolnych dzieci dołączają czasami również nauczyciele. Dzieci zdolne mogą bowiem nudzić się na lekcjach, wykonywać polecenia w sposób nieszablonowy czy niedbały (jeśli uznają je za nudne), a także wdawać się z pedagogami w dyskusje – nie każdy nauczyciel wie, jak należy postąpić w takiej sytuacji. Mniej pewni siebie pedagodzy czują się czasami zagrożeni, gdy uczeń i jego sposób myślenia wymykają się spod kontroli – stąd rozpaczliwe próby przywrócenia jej, czasami przybierające postać upokarzania lub wytykania zdolnemu dziecku popełnionych błędów („nie bądź taki mądry – ostatnia kartkówka nie poszła ci najlepiej!”). Problemem ponadprzeciętnie zdolnych dzieci są także stawiane im wyśrubowane oczekiwania – od małych geniuszy oczekuje się, że przez cały czas nauki szkolnej będą najlepsze ze wszystkiego, podczas gdy zwykle z biegiem czasu ich zainteresowania i zdolności zaczynają krystalizować się wokół wybranych dziedzin czy przedmiotów. Jeśli wybitnie zdolny uczeń czuje, że przestaje być postrzegany jako najlepszy ze wszystkiego – może mieć poczucie porażki, a nawet kryzysu tożsamości.

Modliłam się o normalność dla córki
To, że życie szkolnego geniusza wcale nie musi być „usłane różami”, jest jasne dla wielu rodziców ponadprzeciętnie zdolnych dzieci. Jolanta, mama uzdolnionej humanistycznie Aleksandry, w pewnym momencie marzyła o tym, by jej córka stała się „zwyczajna” – wyjątkowość jej dziecka wiązała się z wieloma kryzysami w życiu szkolnym i rodzinnym. – Od przedszkola słyszałam, że Ola jest wybitnie zdolna. W wieku pięciu lat czytała książki młodzieżowe, takie jak Przygody Tomka Sawyera – opowiada. – Nauczycielki proponowały, żeby Ola przeszła do wyższej grupy, na co w końcu się zgodziłam. Przedszkole było czasem, gdy byłam naprawdę dumna ze swojego dziecka i wierzyłam, że etap szkolny pozwoli się mojej córce rozwinąć, odkryć mocne strony. Jednak w szkole zaczęły się problemy. Nauczycielka klas 1–3 często mówiła Oli, żeby się nie popisywała, gdy ta wypowiadała się na lekcjach. Nie pozwalała jej występować w niektórych konkursach, bo jej zdaniem za bardzo „gwiazdorzyła”. Koleżanki to podłapały i mówiły na Olę „Gwiazda”, co oczywiście było prześmiewcze. Moja córka czuła się samotna, miała w klasie tylko jedną bliższą znajomą. Interweniowałam, zwracałam uwagę na potrzeby mojego dziecka, ale w odpowiedzi słyszałam, że za bardzo chcę ją chronić. W kolejnych klasach córka wygrywała konkursy recytatorskie i pisała najlepsze wypracowania – dzieci mówiły, że ja jej je piszę, a konkursy wygrywa, bo za to płacimy. Ola nudziła się też na lekcjach, więc zaczęły się problemy z jej zachowaniem. Moja mama i siostra obwiniały mnie o to, co się dzieje. Mówiły, że powinnam trzymać Olę krótko i nie wmawiać jej wyjątkowości, bo życie to wszystko zweryfikuje. Zaczęłam się nawet modlić o „normalność”, czyli zwyczajność dla Oli, bo te jej uzdolnienia przynoszą problemy. Teraz się tego wstydzę.
Przełom, zdaniem kobiety, nadszedł dopiero w szkole średniej, gdy Ola była już bardziej dojrzała i samodzielna. – W liceum córka trafiła do szkoły, która rozumiała jej pasje i ją wspierała. Ola znalazła się wśród zwycięzców olimpiady przedmiotowej i miała indeks na studia jeszcze przed maturą. Nie było już tej zawiści i wykluczenia. Znalazła koleżanki i chłopaka, którzy także byli zainteresowani książkami. Moja matka w końcu zrozumiała, że Ola jest wyjątkowa, ale jednocześnie zupełnie normalna i umie funkcjonować wśród rówieśników, jeśli znajdzie się w odpowiednim miejscu, a nie wśród osób, które jej nie rozumieją. Nasze relacje również nieco się poprawiły. Ale lat, które przeżyłam w nerwach w jej podstawówce, nikt mi nie zwróci – podsumowuje kobieta z żalem w głosie.

Prowadzić ku wyżynom
Rodzice dzieci z wybitnymi uzdolnieniami często zastanawiają się, czy ich dziecko w ogóle powinno uczęszczać do publicznej szkoły, czy może – z racji swoich wyjątkowych możliwości – lepiej byłoby wybrać szkołę np. montessoriańską czy edukację domową. Oczywiście ten tekst nie ma na celu udzielenia odpowiedzi na to pytanie – na wybór ścieżki edukacyjnej ma i powinno mieć wpływ mnóstwo czynników, począwszy od specyfiki funkcjonowania samego dziecka i jego preferencje, po warunki życiowe całej jego rodziny. Bez wątpienia również „zwykła” szkoła rejonowa może być miejscem, w którym dziecko będzie prowadzone ku wyżynom swoich możliwości przez pedagogów – sprzyja temu mniejsza klasa, obecność nauczyciela wspomagającego oraz stały kontakt rodziców z wychowawcą. Zarówno rodzice, jak i nauczyciele powinni mieć na uwadze, że już samo określenie „genialne dziecko” czy „wybitny uczeń” to również etykieta – ma ona oczywiście pozytywne konotacje, ale jednak wciąż osadza dziecko w określonej roli, co może wywoływać u niego stres i napięcie. Ważne jest zatem, aby zwracać uwagę na to, że uczeń uzdolniony jest nie tylko istotą o niezwykłych możliwościach intelektualnych, ale także osobą posiadającą potrzeby emocjonalne i społeczne. Rodzice i pracujący ze zdolnymi dziećmi pedagodzy powinni zwracać zatem uwagę nie tylko na to, jak dziecko radzi sobie z materiałem dydaktycznym, ale także jak funkcjonuje w grupie rówieśniczej, jaki posiada wgląd we własne emocje, co dzieje się w jego wnętrzu, gdy jest chwalone, a co – gdy spotykają je niepowodzenia. Rozwój dziecka – również ponadprzeciętnie zdolnego – to nie tylko poszerzanie się możliwości intelektualnych, ale także nabywanie umiejętności rozumienia samego siebie oraz innych osób. W przypadku podjęcia decyzji o wyborze edukacji domowej lub zapisaniu dziecka np. do szkoły prywatnej warto także wytłumaczyć mu powody tej decyzji bez budowania niechęci do otoczenia – nie należy mówić wybitnie zdolnemu dziecku, że zły świat go nie rozumie i dlatego zabieramy je ze szkoły. Takie podejście może wywołać u niego niechęć wobec otoczenia i lęk przed budowaniem relacji interpersonalnych. Raczej uzasadnijmy taki krok tym, że naszym zdaniem skorzystanie z alternatywnej opcji edukacyjnej pomoże mu w danym momencie pełniej wykorzystać jego możliwości i będzie korzystne dla rodziny.
Wspieranie wybitnie zdolnego dziecka w jego rozwoju musi uwzględniać nie tylko jego niezwykły umysł, ale także jego zwykłe, ludzkie potrzeby. Należy do nich chęć bycia zauważanym, posiadania przyjaciół i doświadczania miłości. Jeśli uda nam się to zrealizować – mamy szansę „otrzymać” nie tylko człowieka utalentowanego w danej dziedzinie, ale i chcącego służyć swoimi umiejętnościami całemu społeczeństwu.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2025