Oburzenie po słowach profesora Bralczyka, który stwierdził, że pies „zdycha”, a nie „umiera”, pokazało, że na przestrzeni dekad w naszym podejściu do zwierząt nastąpiła ogromna zmiana. Śmierć ukochanego zwierzęcia wielu z nas przeżywa bardzo emocjonalnie, a po odejściu psa czy kota przechodzimy przez niełatwy i bolesny proces żałoby.
Opłakiwanie członka rodziny
Nasz stosunek do zwierząt jest obecnie inny niż naszych pradziadków: zwierzęta mają dla nas już nie tylko wartość użytkową, ale także emocjonalną. Rolą większości psów jest obecnie nie tyle pilnowanie podwórka czy gonienie owiec na pastwiska (choć oczywiście psy pracujące dalej wykonują swoje odpowiedzialne zadania), ile towarzyszenie człowiekowi w codzienności. Głównym zadaniem kotów nie jest już łowienie myszy, lecz mruczenie na kolanach opiekuna – kocie instynkty łowcze bywają nawet postrzegane jako problematyczne, bo wielu z nas nie do końca wie, jak się zachować, gdy kot przyniesie w pyszczku ledwo żywą zdobycz. Konie zaś spotykamy już nie w polu, lecz w klubach jeździeckich lub przydomowych stajniach. Ewolucja naszego podejścia do zwierząt nie oznacza bynajmniej, że nasi przodkowie wcale nie przywiązywali się do ukochanych czworonogów – w większości rodzin żyją opowieści o ulubionym zwierzaku babci czy dziadka, np. o niezwykle wiernym psie lub darzonej sympatią krowie, którą ktoś wykarmił od cielęcia. Sam Mickiewicz w epilogu Pana Tadeusza, opisując wyjątkowość Polaków, zwracał uwagę na to, że mają oni w zwyczaju „po psie płakać szczerze i dłużej niż gdzie indziej lud po bohaterze”. Jednak przywiązanie do zwierząt domowych współcześnie stało się wręcz „ustawieniem domyślnym” – można powiedzieć, że bierzemy zwierzaki pod swój dach dlatego, że chcemy tworzyć z nimi emocjonalną więź, a nasi bracia mniejsi stają się członkami naszych rodzin, o których potrzeby dbamy niekiedy tak jak o dobrostan małych dzieci. Zwierzętami, do których większość z nas przywiązuje się najsilniej, są domowe psy (co ciekawe, Polacy oraz Węgrzy mają statystycznie najwięcej psów w Europie). Naszymi najlepszymi przyjaciółmi bywają jednak także koty, konie, papugi czy świnki morskie. Skoro zaś darzymy nasze zwierzęta niezwykle ciepłymi uczuciami przywiązania, to gdy przychodzi kres życia pupila, wielu z nas przeżywa ogromne cierpienie i stratę. Śmierć ukochanego zwierzęcia bywa kryzysem zarówno w życiu pojedynczych osób, jak i całych rodzin – nierzadko troska o domowe zwierzę jest elementem spajającym system rodzinny. Kiedy więc kot lub królik, nad którym cała rodzina pochylała się z troską, kończy swoje życie, system rodzinny może albo się wspierać i łączyć w smutku, albo – co niekiedy ma miejsce – oddalić się od siebie czy nawet wzajemnie obwiniać o zaistniałą sytuację.
Wyrozumiałość i empatia
Osoby, które doświadczają odchodzenia i śmierci zwierzęcia, mierzą się często z tymi samymi uczuciami, co osoby żegnające bliskich sercu krewnych. W dynamiczny proces żałoby wpisany jest zwykle szok i zaprzeczanie, złość, smutek, próba „negocjacji” z losem czy Bogiem, a w końcu – jeśli żałoba będzie przebiegała w sposób niepowikłany – stan akceptacji. Niektóre osoby żegnające pupila obawiają się, że ich otoczenie nie zrozumie ich bólu – słowa „przecież to tylko pies!” potrafią rozerwać serce i pogłębiać poczucie osamotnienia. Na szczęście obecnie – z racji wspomnianych wcześniej zmian kulturowych – takie sytuacje mają miejsce coraz rzadziej. Mało który przedstawiciel młodszego pokolenia śmieje się podczas sceny zastrzelenia kota w Samych swoich – utrata zwierzęcia to dla nas coś więcej niż „stracone pieniądze”, a smutek opiekuna to nie ekscentryczna fanaberia. Co ważne, współczuciem wobec osoby tracącej ukochane zwierzę wykazują się czasami nawet bardzo odlegli światopoglądowo krewni czy znajomi – upodmiotowienie zwierząt przyczyniło się do większej empatii wobec ich opiekunów. Osoby, których szczekający czy miauczący przyjaciele powoli „gasną”, a także te, które tracą pupila nagle (np. na skutek wypadku lub otrucia przez kogoś, kto zwierząt nienawidzi) potrzebują wsparcia i możliwości bezpiecznego „wylania” swoich uczuć. Podobnie jak w przypadku opłakiwania ludzi, w najbardziej obciążającej psychicznej sytuacji znajdują się osoby, których zwierzę zginęło nagle, a także te, które nie do końca wiedzą, co właściwie przyczyniło się do jego śmieci. Opiekunowie niekiedy obwiniają się o to, że wcześniej nie wychwycili sygnałów mogących świadczyć o chorobie pupila, co niestety zdarza się dość często, bo przecież zwierzę nie jest w stanie wytłumaczyć nam, że coś je boli lub że odczuwa dyskomfort.
Zaniosłam go na śmierć
Szczególnie trudną sytuacją związaną z odchodzeniem zwierzęcia bywa podjęcie decyzji o uśpieniu go (czyli „weterynaryjnej eutanazji”). Nawet osoby, które co do zasady zgadzają się, że w pewnym momencie należy skrócić cierpienie pupila, mogą w takiej sytuacji przeżywać liczne napięcia: wątpliwości („czy to już ten moment?”), poczucie winy, czy lęk przed reakcją bliskich na ich decyzję. Sam moment poddania zwierzęcia usypianiu bywa niekiedy tak trudny dla opiekuna, że wraca do niego w snach lub natarczywych wspomnieniach. Adrianna, którą spotkałam na jednym z forów poświęconych opiece nad labradorami, do dziś, kiedy opowiada o śmierci swojego psa, ma – jak mówi – dreszcze na całym ciele i wciąż zmaga się z wyrzutami sumienia. – Nasz Deko był ze mną i z moją rodziną czternaście lat – opowiada. – To był pies, który zachowywał się jak człowiek – chodził za mną i moją mamą i wszystko rozumiał. Kiedy zachorował na raka, wiedziałam, że będę o niego walczyć, ale nie za wszelką cenę. Kiedy już nie dało się inaczej, podjęłam decyzję, że pomogę mu odejść bez bólu. Czułam, że to było jedyne, co można było zrobić, ale też wiem, że to ja – razem z moim narzeczonym – zaniosłam go na śmierć, ja pojechałam z nim do weterynarza… minęły prawie trzy lata, a ja dalej żyję z poczuciem, że zabiłam ukochanego członka rodziny. Może on by tego nie chciał? A może chciałby wcześniej umrzeć? Czasem mi się śni, że on po tym zastrzyku się jednak budzi, a czasem, że jednak się z tego wycofuję. Nie chcę więcej mieć kota ani psa, więcej nie będę tego przechodzić. Jeśli będę miała dzieci, to kupię im najwyżej rybki albo chomika.
Magda Firlej-Oliwa, lekarka weterynarii znana w sieci jako weterynarz.tez.czlowiek, w jednym z podcastów tak tłumaczyła tego typu decyzje: „Zawsze tłumaczę, że eutanazja jest gestem miłości w stosunku do zwierzęcia, bo umieranie naturalne, mimo że bardzo romantyzowane, jest brzydkie, jest w bólu, jest w agonii i długie, i to jest niepotrzebne cierpienie. Decydując się na zwierzę, musimy mieć świadomość, że prawdopodobnie kiedyś będziemy musieli podjąć decyzję o tym, że trzeba temu zwierzęciu dać odejść, kiedy nie będzie już szans na życie w komforcie (…). W pewnym momencie możemy dojść do granicy, w której medycyna się kończy i dalsze postępowanie będzie już tylko przedłużaniem cierpienia".
Zmaganie się z ambiwalencją bardzo często dotyczy osób w żałobie – nie tylko tej po ukochanych zwierzętach. Człowiek, który traci kogoś lub coś ważnego, ma prawo do łez, złości czy poczucia pustki – jednak w przypadku śmierci fizjologicznej uczucia te po pewnym czasie (zwykle około roku) słabną i blakną.
Pieniądze i lęk przed oceną
Aspektem nierozerwalnie związanym z troską o starzejące się i chorujące zwierzę – a o którym niejednej osobie niełatwo się mówi – jest kwestia kosztów leczenia. Standardowa opieka weterynaryjna nad zdrowym zwierzęciem nie jest czymś nie do uniesienia dla większości opiekunów zwierząt – szczepienia i odrobaczenie to zabiegi, które zwykle wpisujemy w koszty i które nie nadwyrężają naszych portfeli. Jednak w sytuacji przewlekłej choroby, niepełnosprawności czy pojawiających się wskazań do poddania zwierzęcia operacji koszty te potrafią być bardzo wysokie. Jest to coś, co wielu z nas na poziomie intelektualnym doskonale rozumie – leki, sprzęt medyczny i zaangażowanie lekarza weterynarii nie są przecież darmowe. Niemniej dla części opiekunów decyzja o podjęciu lub zaprzestaniu leczenia bywa podejmowana także w oparciu o aspekt finansowy. Część opiekunów zwierząt w sytuacji, gdy zwyczajnie nie może pozwolić sobie na dalsze leczenie zwierzęcia, przeżywa silny stres, poczucie winy oraz bolesną bezradność – osoba czuje wtedy, że „zawodzi” swojego czworonożnego przyjaciela, a czasami także obawia się oceny ze strony otoczenia i samego weterynarza. Niekiedy opiekunowie w obliczu niemożności sfinansowania leczenia zwierzęcia próbują brać pożyczki lub organizować internetowe zbiórki, co jednak nie zawsze kończy się sukcesem – w niejednej tego typu sytuacji zwyczajnie liczy się czas. Niezależnie od okoliczności śmierci czworonoga, większość opiekunów zwierząt po ich śmierci uczy się regulować wszystkie trudne uczucia i „zamyka” swoją żałobę. Pomoc w tym zakresie często w naturalny sposób oferuje rodzina i przyjaciele. Nową formą wsparcia dla osób opłakujących zwierzęta są natomiast kręgi żałobne oferowane przez niektóre stowarzyszenia zajmujące się wspieraniem po śmierci, czyli bezpieczne przestrzenie, w których można wyrazić swój żal i podzielić się wspomnieniami. Czasami jednak śmierć zwierzęcia staje się początkiem masywnego życiowego kryzysu – dzieje się tak głównie wtedy, gdy dana osoba ma ogólne trudności z radzeniem sobie ze stratą lub gdy zwierzę stanowiło jedyną bliską danemu człowiekowi istotę. W takich sytuacjach konieczne bywa podjęcie interwencji kryzysowej i dłuższej psychoterapii.
Upamiętnić pupila
Ponieważ psy, koty, konie czy świnki morskie bywają dla nas niemal tak ważne jak „ludzcy” członkowie rodzin, wielu z nas odczuwa także potrzebę upamiętnienia roli, jaką odegrały w naszym życiu. Zdjęcia, obroże czy odciski łapek czworonożnych przyjaciół wielu z nas przechowuje przez długie lata po ich śmierci – formę memoriału można również otrzymać od weterynarza, jeśli zwierzę kończy życie w lecznicy. Formą upamiętnienia zwierzęcia są oczywiście także pochówki. Obecnie nielegalne jest urządzenie „dzikiego” grobu zwierzęcia np. na łące. Szczątki zwierząt mogą zostać skremowane przez uprawnioną osobę, albo też mogą zostać złożone na specjalnym „cmentarzu” dla zwierząt. Te drugie niekiedy bywają bardzo podobne do nekropolii, na których składane są ciała ludzi – opiekunowie dbają o estetykę pochówku i o to, by wyrażał on wyjątkowość zwierzęcia. Anna Myślińska w opracowaniu poświęconym zwierzęcym nagrobkom zwraca uwagę na podobieństwa i różnice pomiędzy pochówkiem ludzi oraz ukochanych zwierząt: „W Polsce grób zwierzęcy nie jest traktowany pod względem symboliki religijnej tak samo jak grób ludzki. Wydaje się, że różnica ta jest spowodowana odmiennym traktowaniem śmierci zwierzęcia i człowieka. Chociaż nagrobki występują w różnych kształtach i rozmiarach, to chyba najwięcej charakteru grzebowiskom nadają różnego rodzaju nietrwałe ozdoby. Na najstarszym polskim grzebowisku, w Koniku Nowym, najbardziej przyciągającymi uwagę elementami są wielobarwne wiatraki, zabawki i sztuczne kwiaty" (Grzebowiska dla zwierząt w Polsce, „Architectus" 1/2018).
Brak religijnej symboliki na zwierzęcych grobach nie oznacza bynajmniej, że opiekunowie zwierząt nie postrzegają śmierci swoich pupili w sposób duchowy. Wiele osób, które żegnają ukochane zwierzęta, ma przekonanie lub nadzieję, że ich przyjaciel żyje w lepszym świecie, a jego śmierć stanowiła w istocie „przejście za Tęczowy Most”. Miłość do ukochanego zwierzęcia, które odeszło, czasami przejawia się w tym, że dana osoba bierze pod swoją opiekę kolejne zwierzę i dokłada starań, by jak najlepiej o nie zadbać. Życie z wyjątkowym dla nas zwierzęciem – a później także żegnanie go – w niejednym człowieku otwiera nowe przestrzenie wrażliwości i czułości, która znajduje wyraz także w stosunku do ludzi.
Domowe zwierzęta – choć niestety żyją krótko – mają niezwykłą „moc” czynienia nas bardziej ludzkimi.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















