Jeszcze Polska nie zginęła

„Każdy ptak powinien tak śpiewać, jak jemu dziób urósł. Ponieważ nam po polsku urósł, więc chcemy po polsku śpiewać”. 125 lat wybuchł strajk dzieci wrzesińskich.
Czyta się kilka minut
Uczestnicy strajku dzieci wrzesińskich, wśród nich (u góry pośrodku) Bronisława Śmidowicz | fot. Wikipedia
Uczestnicy strajku dzieci wrzesińskich, wśród nich (u góry pośrodku) Bronisława Śmidowicz | fot. Wikipedia

Był 24 kwietnia 1901 roku. W Katolickiej Szkole Ludowej we Wrześni niemiecki nauczyciel i zastępca kierownika Felix Koralewski wszedł do klasy z naręczem książek, które zaczął rozdawać uczniom. Katechizmy po niemiecku. „Mając jakiś dziwny wstręt do tej książki, która miała służyć do wynarodowienia nas, wzięłam ją przez fartuszek” – wspominała po latach w audycji dla Polskiego Radia Bronisława Matuszewska z domu Śmidowicz. Był to pierwszy akt protestu młodej Bronki i jej rówieśników, który historia zapamiętała jako strajk dzieci wrzesińskich.

Jedna Rzesza

W 1871 roku Prusy ostatecznie zwyciężyły Francję w wojnie francusko-pruskiej. Proklamowane w Sali Lustrzanej w Wersalu Cesarstwo Niemieckie było punktem kulminacyjnym ich starań o zjednoczenie Niemiec i jednocześnie symbolem wzrastającej potęgi. Zapoczątkowało też okres szybkiego wzrostu gospodarczego, który uczynił z Rzeszy mocarstwo militarne, ekonomiczne i polityczne. Wydajne rolnictwo i przemysł miały zaplecze w sprawnej administracji i prawodawstwie umożliwiającym realizację inicjatyw społecznych i prywatnych.

Sytuacja ta pod wieloma względami była korzysta także dla mieszkających w granicach cesarstwa Polaków. W Wielkopolsce, na Śląsku, na Warmii i Mazurach pruski porządek i pracowitość zapewniały lepszy poziom życia niż w Galicji czy zaborze rosyjskim. Z drugiej strony zaborczy aparat państwowy dążący do unifikacji państw wchodzących w skład cesarstwa poddawał mniejszości narodowe, w tym Polaków, opresyjnej i przymusowej asymilacji.

Długi cień Kulturkampfu

Kulturkampf, czyli „walka o kulturę” kanclerza Ottona von Bismarcka, celował szczególnie w Kościół katolicki, który na ziemiach zaboru pruskiego stanowił fundament i ostoję polskości. W życie weszło szereg ustaw i zarządzeń ograniczających swobodę duchownych. Księża musieli zdawać specjalne egzaminy państwowe, z parafii usuwano proboszczów, zamykano seminaria duchowne, likwidowano klasztory. Nie tylko nie złamało to jednak oporu, ale jeszcze go wzmocniło. Nawet nastawiony ugodowo do władz w Berlinie arcybiskup gnieźnieński i poznański Mieczysław Ledóchowski powiedział „dość”, za co został aresztowany, a później zmuszony do opuszczenia kraju.

Germanizacja objęła także szkolnictwo. Język polski konsekwentnie rugowano z kolejnych szczebli edukacji. Usunięty już wcześniej z seminariów nauczycielskich zaczął być teraz eliminowany ze szkół elementarnych. Polską mowę słychać było w murach pruskich szkół już tylko podczas lekcji religii. Gdy i tego zakazano, iskra padła na proch.

Odważna Bronka Śmidowicz

W 1959 roku Polskie Radio wyemitowało audycję z udziałem Bronisławy Matuszewskiej z domu Śmidowicz, która brała udział w strajku dzieci wrzesińskich i jako jedna z pierwszych odmówiła uczenia się z niemieckiego katechizmu. Wspominała: „Początek roku szkolnego [wtedy w kwietniu – przyp. autorki] niósł z sobą głuche wieści o wprowadzeniu języka niemieckiego w dwóch najwyższych klasach szkoły powszechnej, do ostatniego przedmiotu wykładanego dotychczas w języku polskim, tj. do nauki religii. W ciszy ognisk domowych przygotowano opór wobec bezprawia. W dniu 24 kwietnia przystąpił nauczyciel Koralewski do rozdawania katechizmów. Dzieci odmówiły przyjęcia, a dwoje z nich, chłopiec i dziewczę, stanowczo odpowiedziało, że nie będą się uczyły ani odbierały książek, za co 2 maja otrzymały chłostę. To samo powtórzyło się w dniu 13 maja, gdy nauczyciel zadał nam z książek pewien rozdział, abyśmy się nauczyły na pamięć. Dwoje tych dzieci nie odpowiedziało na zadawane pytania, za co ponownie otrzymały po sześć uderzeń trzciną na rękę”.

Karę, czyli tzw. łapy, dostała Bronka i jej kolega Staś Jerszyński, co uczyniło z nich naturalnych przywódców strajku. Dzieci miały poparcie rodziców i mieszkańców 5,5–tysięcznej wówczas Wrześni. Sprawą zainteresowały się też pruskie władze oświatowe. Do szkoły przyjechał inspektor Paul Winter, który zdecydował o zatrzymaniu w placówce opornych: już nie dwoje, ale ponad dwadzieścioro.

Dziób nam urósł po polsku

W połowie maja wydarzenia nabrały tempa i dramatyzmu. W czwartek 16 maja zorganizowano wiec, na który przyszło ponad tysiąc osób. Obecni byli także polscy posłowie na sejm pruski. Zgromadzenie uchwaliło rezolucję potępiającą decyzję władz o nauczaniu religii w języku niemieckim. Bez rezultatu. 18 maja decyzją zastosowano kolejny szkolny areszt wobec uczniów. Dwa dni później, 20 maja, doszło do kulminacji protestu. Dzieci miały nauczyć się pieśni Kto się w opiekę po niemiecku. Czternaścioro, które stanowczo odmówiły, na polecenie inspektora Paula Wintera poddano chłoście.

Bronisława Śmidowicz wspominała: „Gdy tłumaczono nam, że przecież to obojętne, w jakim języku się modlimy, czy w polskim, czy w niemieckim, pouczona przez rodziców powtórzyłam słowa kanclerza (Bernharda von) Bülowa w parlamencie niemieckim: Każdy ptak powinien tak śpiewać, jak jemu dziób urósł. Dodałam do tego: ponieważ nam po polsku urósł, więc chcemy po polsku śpiewać”. Wkrótce za Bronką stanęła milcząco niemal cała klasa. Rozzłoszczony inspektor Winter ponownie zarządził areszt i chłostę dla protestujących.

Wrzenie

Strajkujące dzieci miały 12-13 lat. Dziewczynki bito po rękach, chłopców po pośladkach. Ilość razów, od czterech do ośmiu, mierzono stopniem hardości. Bronisława Śmidowicz opowiadała: „Zbite, zmaltretowane, pojedynczo wychodziły ze szkoły. Wtenczas przechodnie, widząc dzieci, pytali, co się stało? Jeden z chłopców, wychodząc ze szkoły, wydał okrzyk: Jeszcze Polska nie zginęła!, co jeszcze więcej podnieciło zebranych przed szkołą. O 13.00 pod budynkiem stali już rodzice, mieszkańcy okolicznych domów i Wrześnianie w liczbie od 100 do 200 osób. Do rękoczynów nie doszło, ale nauczyciele – jak wspominała pani Bronisława – musieli salwować się ucieczką przez płot na teren sąsiedniego hotelu".

W następnym dniu demonstracja przed szkołą się powtórzyła, a w tłumie byli także uczniowie ze szkoły ewangelickiej i żydowskiej. Kary, chłosta i zastraszanie nie odniosły skutku. Nauki religii po niemiecku odmówiły wkrótce także dzieci z młodszych klas, a w czerwcu podobny strajk wybuchł w szkole w pobliskim Miłosławiu.

Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz

Kilka miesięcy później, w listopadzie 1901 roku, przed sądem ziemiańskim w Gnieźnie stanęło 26 osób – rodziców strajkujących dzieci. Jedna z matek pytała: „Dlaczego tak prześladujecie polską mowę dzieci? Jeżeli nie umiecie mówić po polsku, to nie udzielajcie dzieciom żadnego wykładu religii, my wcale nie potrzebujemy takiego wykładu, jaki jest obecnie w użyciu. My, matki, będziemy same dbały o pożyteczny wykład. Tylko nie katujcie nam naszych dzieci”. Protestujących rodziców skazano na karę od dwóch do dwóch i pół miesiąca więzienia.

Bunt się tlił. Zimą 1902 roku wybuchł ponownie – tym razem strajkowało 120 ze 158 uczniów. Ostatecznie protest wygasł dopiero w roku szkolnym 1904/1905, angażując polskie społeczeństwo i odbijając się echem za granicą. Za odważnymi uczniami z Wrześni stanęli m.in. Maria Konopnicka i późniejszy laureat Nagrody Nobla Henryk Sienkiewicz. Dzieci, które w 1901 roku odmówiły modlitwy Ojcze nasz po niemiecku, pozostawiły po sobie anonimowy wiersz:

„My z Tobą Boże rozmawiać chcemy,

lecz Vater unser nie rozumiemy,

i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać,

boś Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2026