Zacznijmy od samego początku. Od kiedy w ogóle możemy mówić o tłumaczeniach Pisma Świętego i czy znamy pierwszych tłumaczy Biblii?
– Historia tłumaczeń Pisma Świętego zaczyna się po niewoli babilońskiej, czyli około V wieku przed Chrystusem. W Księdze Nehemiasza znajdujemy bardzo wymowny opis sytuacji, w której kapłan Ezdrasz publicznie odczytuje Torę zgromadzonemu ludowi (Ne 8). Problem polegał na tym, że Izraelici, przebywając przez pokolenia na wygnaniu, przestali mówić po hebrajsku i zaczęli posługiwać się językiem aramejskim. Konieczne stało się więc tłumaczenie tekstu świętego. Początkowo miało ono charakter ustny. Ktoś czytał tekst hebrajski, a ktoś inny tłumaczył go na aramejski, często jednocześnie wyjaśniając sens czy dodając komentarz (Ne 8, 8). W ten sposób narodziła się tradycja targumów aramejskich, które z czasem, na przełomie er, zaczęły przybierać formę pisaną. To właśnie one stanowią pierwszy etap historii przekładów biblijnych.
Kolejny etap to tłumaczenie tekstów biblijnych na grecki – to od razu była Septuaginta?
– Było to związane z diasporą żydowską, zwłaszcza tą zamieszkującą Egipt, a konkretnie Aleksandrię. Była to bardzo liczna społeczność, która nie tylko mówiła po grecku, ale także zaczęła myśleć w kategoriach greckiej kultury. Około III wieku przed Chrystusem pojawiła się więc potrzeba przetłumaczenia świętych pism żydowskich na język grecki.
Z tym procesem wiąże się znana legenda opisana w tzw. Liście Pseudo-Arysteasza, według której król Ptolemeusz II zaprosił 70 lub 72 uczonych żydowskich, aby w cudowny sposób, niezależnie od siebie, dokonali identycznego przekładu Tory w ciągu 70 dni. Choć jest to opowieść legendarna, sam przekład, Septuaginta, stał się rzeczywistością i stopniowo objął całość żydowskich pism świętych.
Jakie znaczenie miała Septuaginta dla chrześcijaństwa?
– Ogromne. To właśnie Septuaginta była Biblią pierwszych chrześcijan. Autorzy Nowego Testamentu, pisząc po grecku, bardzo często cytowali Pismo Święte właśnie w wersji greckiej, a nie hebrajskiej. Wraz z rozwojem Kościoła i jego ekspansją poza świat semicki znaczenie targumów aramejskich malało, a Septuaginta stała się podstawowym tekstem biblijnym wspólnot chrześcijańskich.
W miarę jak chrześcijaństwo rozwijało się w Cesarstwie Rzymskim, potrzebna była pewnie nowa wersja – łacińska?
– Początkowo nawet na zachodzie Cesarstwa Rzymskiego dominował język grecki. W tym języku w I wieku po Chrystusie pisał między innymi wybitny rzymski historyk Józef Flawiusz. Z czasem jednak, wraz z rozwojem Kościoła w świecie łacińskim, pojawiła się potrzeba przekładu Biblii na łacinę. Pierwsze tłumaczenia, zwane dziś Vetus Latina, powstawały na podstawie Septuaginty i były bardzo zróżnicowane.
Aby uporządkować ten stan rzeczy, papież Damazy I zlecił św. Hieronimowi przygotowanie jednolitego przekładu. Hieronim przetłumaczył Biblię bezpośrednio z języków oryginalnych: hebrajskiego, aramejskiego i greckiego, na łacinę. Przekład ten, znany jako Wulgata, powstał na przełomie IV i V wieku i przez ponad tysiąc lat był podstawowym tekstem Biblii w Kościele katolickim.
Do tłumaczenia Biblii wystarczy znajomość języków oryginalnych?
– Sama znajomość języków to za mało. Oczywiście pozwala ona przełożyć tekst, ale niekoniecznie oddać jego sens. Tłumacz Biblii powinien znać zasady egzegezy, historię powstania ksiąg, kontekst kulturowy i religijny, a także podstawy krytyki tekstu. Język się zmienia, a wraz z nim znaczenie słów. Za jednym greckim terminem, takim jak np. anthropos, stoi cała starożytna antropologia, której nie da się oddać jednym polskim odpowiednikiem.
Translatoryka ma teorię „zagubienia w tłumaczeniu”. Czy w przekładach biblijnych częściej coś się gubi, czy raczej dodaje?
– Bywa różnie. Jeśli coś się dodaje, na przykład słowo potrzebne dla jasności stylu, zazwyczaj jest to zaznaczone kursywą lub kwadratowym nawiasem. Gubienie sensu jest trudniejsze do wychwycenia, zwłaszcza dla czytelnika nieznającego języków oryginalnych. Dlatego dobrą praktyką jest porównywanie różnych przekładów, które pozwala dostrzec niuanse i różnice interpretacyjne.
W tym roku mija 430 lat, od kiedy Biblia została przetłumaczona na język polski – to dzieło ks. Jakuba Wujka i jego towarzyszy, których mniej znamy.
– Dzisiaj są nowe badania prowadzone nad tłumaczeniem Wujka, które pokazują, że to nie jest tylko Biblia Wujka. On tłumaczy, na przykład – jeżeli chodzi o Nowy Testament – z Justusem Rabem, a po śmierci Jakuba Wujka przekład całej Biblii poddano rewizji, przy której pracowali jeszcze inni jezuici, jak np. Stanisław Grodzicki czy Marcin Łaszcz. Biblię Wujka wydano na trzy tury: tekst Nowego Testamentu, który ukazał się w 1593 roku, drugie wydanie Nowego Testamentu i Psałterz w 1594, i wydanie całości w 1599 roku. Przekłady te przygotowane były prawdopodobnie przez zespół ludzi. Dlatego niektórzy mówią, że to jest Biblia Wujka, Raba i Grodzickiego. Choć Wujek nie doczekał jej publikacji, jego przekład stał się podstawowym tekstem biblijnym dla Polaków przez kolejne stulecia. Warto jednak pamiętać, że wcześniej istniały średniowieczne przekłady, najstarsze z nich to Psałterz floriański z końca XIV wieku czy Biblia Królowej Zofii z XV wieku.
Reformacja przyniosła wiele nowych przekładów Biblii. Jak wyglądała ta sytuacja w Polsce?
– XVI wiek był prawdziwym wyścigiem translatorskim. Luteranie, kalwiniści i katolicy rywalizowali ze sobą, publikując kolejne przekłady Pisma Świętego. Z inspiracji księcia Albrehta Hohenzollerna powstał m.in. Nowy Testament Królewiecki (1551–1553). Ciekawostką jest, że jej wydawca – Jan Seklucjan – rozpisał prenumeratę: przedpłaty na to wydanie. Później jeszcze ukazały się: Biblia Leopolity (1561 i 1575), Biblia brzeska (1563) czy Biblia Budnego (1572). Każdy z tych przekładów nosił wyraźne znamiona wyznaniowe, widoczne zarówno w samym tekście, jak i w komentarzach. Gdy szukałem tych rzeczy, to znalazłem około 150 edycji z okresu renesansu.
Czy mimo tych różnic można dziś mówić o wspólnych podstawach tłumaczeń biblijnych?
– Zdecydowanie tak. Choć dawne przekłady były silnie nacechowane wyznaniowo, współczesna biblistyka dąży do jak największej wierności tekstom źródłowym. Różnice w tłumaczeniu pojedynczych słów – takich jak „pełna łaski” czy „napełniona łaską”, „pokuta” czy „nawrócenie” – pokazują, jak wiele zależy od interpretacji, ale jednocześnie uświadamiają bogactwo biblijnego przekazu. Budny chrzest przetłumaczył dosłownie z greckiego jako „ponurzanie”. Katolickie przekłady podkreślały z kolei prymat św. Piotra. Dziś, gdy mamy już przekłady filologiczne, naukowe, to te różnice konfesyjne się wypłaszczyły. Mój doktorant, ks. Jan Żak, badał na przykład historię Biblii warszawskiej i zapytano go o typowo protestanckie warianty w tym przekładzie. Naszukaliśmy się, żeby je znaleźć. Po Soborze Watykańskim II kościoły chrześcijańskie w Polsce zdobyły się na wysiłek, by przygotować tak zwaną Biblię Ekumeniczną, pod którą podpisało się 11 Kościołów, cały tom ukazał się w 2017 roku. Mamy wspólny tekst, da się go więc uzgodnić, idąc w stronę filologiczną.
Sobór Trydencki 7 kwietnia 1546 roku ustalił katolicki Kanon Pisma Świętego. To znaczy, że wcześniej były jeszcze inne teksty uznawane za święte czy raczej potwierdzono te księgi, których już praktycznie używano?
– Problem kanonu jest dużo starszy. Kiedy nastąpił rozdział chrześcijan z Synagogą, to chrześcijanie czytali Septuagintę, Żydzi zaś tekst hebrajski. Wynikało to z tego, że Septuaginta oddawała stan tekstu jeszcze nieskończonego: to jakby fotografia Biblii z jednego, dwóch, a nawet trzech wieków przed Chrystusem, a wiemy, że ostateczny tekst Biblii Hebrajskiej zamknięty został pod koniec I w. n.e. – a więc wersja grecka i hebrajska w określonych niektórych miejscach były różne.
Druga kwestia: liczba ksiąg. Żydzi mówiący po grecku zaczęli tworzyć własne teksty, choćby Księgę Mądrości czy Drugą Machabejską. Do XIX wieku nie znaliśmy hebrajskiej wersji Księgi Syracha; jej fragmenty znaleziono pod koniec XIX wieku w Kairze. Chrześcijanom Żydzi zarzucali, że korzystają z tekstów, które nie są natchnione, a w których znaleźć można więcej proroctw wskazujących na Mesjasza, czyli Jezusa.
Oczywiście kolejnym motywem do stworzenia kanonu była ogromna liczba apokryfów.
Ich autorzy puszczali wodze fantazji i wątki ledwie nakreślone w Ewangeliach rozwijali, jak dzieciństwo Jezusa. Te dyskusje trwały od II wieku do końca wieku IV, kiedy to katalogi ksiąg świętych przedstawiono na soborach północnoafrykańskich w Hipponie i Kartaginie, znajdziemy je też u św. Augustyna w De Doctrina Christiana, zatwierdził je papież Innocenty w 405 roku. Kolejne dyskusje rozpoczęły się rzecz jasna wraz z reformacją. Andres Bodenstein, zwany Karlstadtem, napisał broszurkę właśnie na temat kanonu i od 1520 roku znów zaczęły się nad nim dyskusje. Protestanci odrzucili dodatkowe teksty z Septuaginty – tzw. księgi i dodatki deuterokanoniczne, wracając do Biblii Hebrajskiej, w Nowym Testamencie Luter miał problem z Listem św. Jakuba, niektórzy kwestionowali Apokalipsę czy List do Hebrajczyków. Ostatecznie przyjęli oni 27 ksiąg Nowego i 39 Starego Testamentu. Do XIX wieku i tak drukowali oni jednak wszystkie księgi wraz z deuterokanonicznymi, które nazywali apokryfami – ale jako dodatek. W XIX wieku protestanckie Towarzystwa Biblijne, także z oszczędności, bo Biblia miała być tania i dostępna dla każdego, zaczęły omijać to, czego nie uznawały za kanon. W badaniu Biblii jakiegokolwiek tematu się dotknie, otwiera on mnóstwo nowych wątków.
To ja wprowadzę jeszcze jeden: mamy też tłumaczenia literackie Romana Brandstaettera, Czesława Miłosza, niedawno zmarły Jan Turnau redagował Ekumeniczną Biblię Przyjaciół. Czy takie tłumaczenia mogą być też pomocne, np. w modlitwie, poznawaniu słowa Bożego?
– To były przekłady wykonane przez osoby obeznane z literaturą, które same tworzyły i miały wyczucie literackie. Zachęcam do porównywania różnych przykładów, także tych. Tym bardziej, że niewiele brakowało, by tłumaczenie Brandstaettera znalazło się w Biblii Tysiąclecia! Zaproponowano mu przygotowanie tłumaczenia Psałterza do drugiego wydania. Prace były zaawansowane, z różnych przyczyn tekst poety opublikowano jednak jako osobne dzieło.
Powiedział ksiądz słówko o Biblii Tysiąclecia, a mija właśnie 50 lat od wydania Biblii poznańskiej, cenionej nie tylko przez biblistów.
– Historia Biblii poznańskiej ma przedwojenny rodowód. W okresie międzywojennym istniała tendencja do modernizowania tekstu Wujka. Ukazały się dwie wersje – w Drukarni i Księgarni św. Wojciecha wydano tzw. Biblię poznańską I (1926–1932), na życzenie prymasa Dalbora. Była to edycja niekompletna, bo zatrzymała ją wojna, zabrakło w niej listów św. Pawła i Apokalipsy. Jezuici z kolei przygotowali własną edycję w Krakowie – tzw. Biblię krakowską (1935). Po ich ukazaniu ks. Józef Archutowski, biblista z Krakowa, krytycznie ocenił obie te edycje. Na to ks. Piotr Stach ze Lwowa stwierdził, że Kościół w Polsce potrzebuje dwóch nowych tłumaczeń Biblii z łaciny i z języków oryginalnych, z komentarzem. W efekcie odbył się Pierwszy Zjazd Biblistów Polskich (Kraków, 1937), a koordynatorem nowego tłumaczenia miał być ks. Archutowski. Podzielono się nawet poszczególnymi księgami. Członkiem tego zespołu był również pochodzący z Wielkopolski ks. Aleksy Klawek. Wszystko przerwała wojna. Archutowski zginął w powstaniu warszawskim, a tłumaczenia niektórych biblistów pojawiły się krótko po wojnie. Pod koniec lat 50. z kolei o. Augustyn Jankowski OSB zaczął zbierać zespół do tłumaczenia Biblii Tysiąclecia, w Krakowie odbył się stosowny zjazd, na którym nie było nestora biblistów – ks. Klawka. Gdy o. Jankowski zaproponował mu tłumaczenie Księgi Lamentacji, ks. Klawek stwierdził: „Ode mnie trzeba było zacząć”. Ostatecznie odmówił wydawnictwu Pallottinum i o. Jankowskiemu w 1960 roku i wtedy chyba narodził się w nim pomysł na alternatywny projekt.
Było wtedy w Polsce tylu biblistów, żeby zrobić dwa tłumaczenia?
– Ksiądz Aleksy Klawek miał wielu uczniów i to głównie doktorzy, których uczył, weszli w skład zespołu. W grudniu 1960 roku napisał do Wydawnictwa św. Wojciecha list „Pro Memoria”. Przypomniał w nim, że na przedwojennym zjeździe biblistów postulowano, by to właśnie wydawnictwo z Poznania wydało nowy przekład Biblii. Do 1971 roku pracowano tylko nad Starym Testamentem. Już wcześniej, bo w 1962 roku, ks. Michał Peter „podsunął” ks. Klawkowi pomysł, by tłumaczeniem Nowego Testamentu zajął się ks. Marian Wolniewicz. Kolejna ciekawostka: ks. Klawek zebrał zespół, był mózgiem tej operacji, ale w 1969 roku zmarł, nie dodając do Biblii poznańskiej żadnego swojego tłumaczenia. Ksiądz Jan Kanty Pytel, ówczesny dyrektor Wydawnictwa św. Wojciecha, otrzymał w Warszawie zgodę cenzora na tę wersję Biblii, ale nie dostał przydziału papieru. Oznaczało to konieczność sprowadzenia za dewizy drogiego papieru z Zachodu, ale finansowania odmówił prymas Wyszyński. Biblię poznańską sfinansował więc prałat Helmut Holzapfel z Würzburga. Kochał on Polskę, pisał o Polsce, po wyborze kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową przyjeżdżał na pielgrzymki papieża do Polski, pisał z nich relacje dla Niemców. Biblia poznańska ukazała się w trzech tomach: pierwszy w 1973 roku, drugi w 1975 roku, a ostatni został oddany do druku również w tym roku, jednak ostatecznie został wydrukowany w styczniu 1976 roku.
Ten przekład Biblii ma nie tylko ciekawą historię powstania, ale też oryginalny układ treści.
– Przede wszystkim jest to dobry przekład lingwistyczny, nad jego redakcją językową pracowała prof. Irena Kwilecka, badaczka polskich przekładów Biblii. Atutem tej edycji, ale też pewnym obciążeniem, jest jej komentarz: Biblia Tysiąclecia ma lapidarny, punktowy komentarz, tu mamy komentarz niemal ciągły, bardzo obszerny. Mieć Biblię poznańską w latach 70. czy 80. to było pragnienie każdego księdza, właśnie ze względu na ten komentarz. W samym tłumaczeniu zastosowano wiele innowacji. W innych przekładach czytamy: „Jezus wszedł, Jezus powiedział”, a tutaj, zgodnie z tekstem greckim: „Jezus wchodzi, Jezus mówi”. W formie edytorskiej dialogi zostały napisane jak w powieści, nie zwielokrotniano zatem cudzysłowów, tylko zaznaczano dialog myślnikami. Dzięki temu czytelnik jest bardziej wciągnięty w fabułę, może łatwiej „wejść” w biblijną historię. Już w latach 80. ks. Wolniewicz przygotował skrócony komentarz do Nowego Testamentu, a na początku tego wieku również do Starego. Umożliwiło to sporządzenie poręcznych edycji jednotomowych. Niedawno ukazały się opracowane w nowoczesny sposób wydania Biblii poznańskiej z infografikami, które ułatwiają lekturę tekstu. Zdecydowanie warto korzystać z tego przekładu.
Biblia nie jest łatwym tekstem. Czy to, o czym mówiliśmy, pozwala ją lepiej zrozumieć?
– Do niedawna tłumaczyliśmy Pismo tak, by było wierne słowom i sensowi oryginału (jest to tzw. ekwiwalencja formalna). Druga połowa XX wieku przyniosła w tłumaczeniu Biblii tak zwaną ekwiwalencję dynamiczną, czyli tłumaczenie takie, by czytelnik nie tylko odczytał tekst, ale by poczuł się tak jak jego odbiorcy w czasie jego powstania, by tekst wywołał w nim te same efekty, uczucia i doświadczenia. Niektóre przekłady dynamiczne, w tym te po polsku, są warte uwagi, inne nie. Dobrze, gdy przekład jest wierny zarówno językowi oryginału, jak i językowi odbiorcy tekstu. A wszystko, co ponad to, powinniśmy czytać w komentarzu do tego tekstu.
Czyli trzeba po prostu dużo czytać.
– Nie inaczej. By dobrze poznać Biblię, trzeba ją po prostu czytać.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














