Szymon Bojdo: Profesorze, co Pan i Pana zespół poczuliście, kiedy weszliście do tajnych archiwów Watykanu? Jaka panowała atmosfera i jak do tego w ogóle doszło?
Hubert Wolf: Sam pracowałem w Archiwach Watykańskich przez 40 lat. Czekaliśmy 20 lat na otwarcie zbiorów z pontyfikatu Piusa XII, od 1939 do 1958 roku. Jan Paweł II powiedział mi już w 2003 roku, że trzeba to zrobić szybko, a Benedykt XVI również zdecydowanie to popierał. Dla papieża Franciszka nie była to ważna sprawa. Dlatego trwało to aż do 2020 roku. Dla nas był to naprawdę przełomowy moment. Przygotowywaliśmy się do niego przez 20 lat, zmagając się z mnóstwem pytań. Co papież wiedział o Holokauście? Dlaczego milczał na temat zamordowania miliona katolickich Żydów? Dlaczego nie protestował przeciwko Holokaustowi? Dlaczego Mengele mógł uciec do Ameryki Łacińskiej z paszportem watykańskim? Co z dogmatem o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny?
Szymon Bojdo: Profesorze, co Pan i Pana zespół poczuliście, kiedy weszliście do tajnych archiwów Watykanu? Jaka panowała atmosfera i jak do tego w ogóle doszło?
– Sam pracowałem w Archiwach Watykańskich przez 40 lat. Czekaliśmy 20 lat na udostępnienie zbiorów z pontyfikatu Piusa XII, od 1939 do 1958 roku. Jan Paweł II udostępnił już badaczom zbiory z pontyfikatu Piusa XI w 2003 i 2006 roku. Jego następca, Benedykt XVI, zdecydowanie opowiadał się za udostępnieniem zbiorów Piusa XII. Ale dla papieża Franciszka nie była to kwestia kluczowa. Dlatego trwało to aż do 2020 roku. Dla nas był to naprawdę przełomowy moment. Przygotowywaliśmy się do niego przez wiele lat, rozważając wszystkie możliwe aspekty i odpowiadając na szeroki zakres pytań: Co Papież wiedział o Holokauście i kiedy? Dlaczego milczał na temat zamordowania miliona katolickich Żydów? Dlaczego nie protestował przeciwko Holokaustowi? Dlaczego Adolf Eichmann mógł uciec do Ameryki Łacińskiej z paszportem watykańskim? A co z dogmatem o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny? A kiedy dotarliśmy do archiwum, mieliśmy szczęście, że mieliśmy sześć stanowisk pracy z 70 dostępnych. Potem, po trzech dniach, wybuchła pandemia koronawirusa i archiwum zostało zamknięte. Ale w tych pierwszych dniach znaleźliśmy coś, czego się nie spodziewaliśmy. Po dwóch dniach wszyscy pracownicy pytali: „Widzieliście list z prośbą Żyda do Papieża?”. „Ojcze Święty, ratuj nas. Możesz uratować cztery życia. Wisimy na włosku” – napisał na przykład 20-letni Martin Wachskerz. Potem zapytaliśmy: po co mielibyśmy pisać biografię prałata, papieża, skoro mamy szansę ponownie dać głos 10 000 Żydów, których pamięć naziści chcieli wymazać? I jako niemieccy historycy i teologowie musieliśmy to zrobić.
Czy udało się Wam wrócić do pracy po pandemii koronawirusa?
– Oczywiście. Już w ciągu tych kilku dni w archiwum postanowiliśmy odpowiedzieć na prośby o dofinansowanie i dzięki temu mogliśmy natychmiast podjąć próbę znalezienia pieniędzy na rozpoczęcie tego projektu. Finansowanie zewnętrzne jest niezbędne do wynagrodzenia personelu badawczego w takim przedsięwzięciu. Ponadto mamy dziesięciu studentów-asystentów. Mamy też około 15 naukowców obywatelskich, wolontariuszy, którzy pracują dla nas przez kilka godzin tygodniowo, ponieważ mówią językami takimi jak polski, węgierski czy rumuński. I, co najważniejsze, włoski. Tak, i pomagają nam między innymi w transkrypcji i tłumaczeniu tekstów z archiwów.
Zatem to projekt na dużą skalę, ale wróćmy do kwestii doświadczeń emocjonalnych.
– Pierwsze dni w archiwach i z dokumentami Piusa XII były bardzo emocjonalne. Czytaliśmy listy osób prześladowanych jako Żydzi, a jako historycy doskonale wiedzieliśmy, że często są to ostatnie teksty, jakie ci ludzie napisali przed deportacją do nazistowskich obozów zagłady. Czasami było to bardzo wzruszające dla mnie i moich koleżanek i kolegów, zwłaszcza gdy prowadzi się dalsze badania. W kilku przypadkach próba pomocy ze strony Watykanu ostatecznie okazała się nieskuteczna. Każda z około 10 000 próśb uruchamiała proces decyzyjny w Watykanie. Jednak proces ten zawsze przebiega inaczej, w zależności od tego, gdzie w Watykanie petycja dotrze i do których urzędów lub nuncjatur zostanie przekazana. W niektórych przypadkach sam papież był ostatecznie zaangażowany, ale w wielu innych nie, a pracownicy Sekretariatu Stanu samodzielnie decydowali, jak odpowiedzieć na prośby o pomoc.
Czy dokumenty, z którymi Państwo pracowali, były systematycznie uporządkowane w Archiwach Watykańskich, czy też musieli Państwo sami skrupulatnie wszystko składać w całość?
– Znajdują się tam listy zarówno od Żydów, jak i ochrzczonych Żydów. Trafiają one do Watykanu, do różnych urzędów. W związku z tym w archiwach istnieją dwie główne serie. Jedna seria znajduje się w pierwszym departamencie Sekretariatu Stanu, czyli Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Dotyczy ona głównie wiz. Druga seria, będąca drugim departamentem, to Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Opieki Społecznej. Za tę sekcję odpowiadał Giovanni Battista Montini, przyszły Paweł VI. Ta sekcja dotyczy pieniędzy, mieszkań, kryjówek i informacji. Ponadto istnieje około 80 innych serii zawierających petycje i dokumenty watykańskie. Listy można znaleźć również w każdej nuncjaturze, w każdej kongregacji, a także w zupełnie innych miejscach, na przykład w prywatnych dokumentach papieża.
Albo w archiwach różnych zakonów: na przykład w archiwum Towarzystwa Pallotynów „Raphael”. Towarzystwo Rafael było stowarzyszeniem w Niemczech, którego celem było ułatwienie emigracji ochrzczonych Żydów. Zostało ono zdelegalizowane i rozwiązane przez narodowych socjalistów. Archiwum to zawiera głównie dokumenty dotyczące praktycznych aspektów emigracji.
Czyli materiały znajdują się w różnych archiwach? W tym Towarzystwie Rafaela?
– Nie, Towarzystwo Rafaela znajduje się teraz w archiwum Zakonu Pallotynów. I, co ciekawe, odpowiadali na pytania praktycznie. Załóżmy, że pojawia się prośba: potrzebujemy wizy do Brazylii. Wtedy pierwszy departament w Sekretariacie Stanu mówi: „Zajmijmy się tym”. Prosimy biskupa o list polecający, a on odpowiada pozytywnie. Następnie piszą do ambasady brazylijskiej i wiza zostaje wydana. Następnie wnioskodawca pisze do drugiego departamentu i mówi: „Mam wizę, ale nie mam pieniędzy”. Przeprawa statkiem kosztuje 200 dolarów w obcej walucie. Ale jedynym sposobem na wydostanie się z Europy jest teraz Lizbona, ponieważ Cieśnina Gibraltarska jest już zablokowana z powodu wojny. Zatem potrzebne są wizy tranzytowe, aby dostać się z Włoch przez Francję i Hiszpanię do Portugalii. I pieniądze są potrzebne na sfinansowanie podróży. Tutaj Pallotyni pomagają, zwłaszcza konkretnymi ofertami pomocy: Mówią na przykład, że można wziąć jedną walizkę, 10 kilogramów. Będzie się spało na pokładzie. Potrzebujemy więc koca, bo nie ma kabiny… I to jest bardzo interesujące, bo pozwala nam bardzo konkretnie zrekonstruować, jak faktycznie przebiegała taka ucieczka. A przede wszystkim, co się stało, kiedy przybyli do Brazylii?
Czy są jakieś tematy, które pojawiają się szczególnie często w tych listach? Jakie pytania nadawcy zadawali Watykanowi?
– Cóż, do tej pory znaleźliśmy około 10 000 listów z apelami. Ponieważ jednak prześladowani apelują nie tylko w swoim imieniu, ale także w imieniu swoich rodzin lub przyjaciół, szacujemy, że około 30 000 osób w potrzebie liczyło na pomoc Watykanu. Prośby są bardzo zróżnicowane. Niektórzy proszą o pieniądze, aby uniknąć śmierci głodowej, inni błagają Watykan o azyl lub schronienie przed prześladowaniami nazistowskimi w klasztorze. W niektórych przypadkach prześladowani uciekli do Polski lub Włoch i stracili dokumenty lub zostały im one skonfiskowane, w takich przypadkach proszą o nowe paszporty. W źródłach często znajdujemy również prośby o informacje o zaginionych lub deportowanych członkach rodziny. Inne często zadawane pytania dotyczą kwestii emigracji i wiz. Nadawcy listów liczą na to, że Watykan pomoże im uzyskać wizy do Palestyny, których Brytyjczycy, jako państwo mandatowe, zazwyczaj odmawiają. Wielu potrzebuje pomocy w uzyskaniu wiz tranzytowych przez Francję lub Hiszpanię, aby w końcu uciec z Genui do Brazylii. Inni proszą w listach o sakrament chrztu. Mamy nawet przykład dwojga Żydów w dwóch różnych obozach koncentracyjnych we Włoszech, którzy prosili papieża o możliwość ponownego spotkania, aby mogli zawrzeć żydowski ślub w synagodze. Tak więc, choć niektóre prośby stają się coraz częstsze, zakres różnorodnych próśb o pomoc jest ogromny.
Znamy również listy, na przykład Edyty Stein, które nie były prośbami o konkretną pomoc, lecz raczej apelami do papieża.
– Zgadza się. Jest około 300–400 takich listów, jak Edyty Stein, w których ludzie proszą papieża o ogólny protest przeciwko Holokaustowi. W tych listach domagają się, aby milczenie się skończyło. Ciekawy przykład ze źródeł dotyczy również ówczesnego dyktatorskiego państwa słowackiego: Słowacji. Jej prezydent, Jozef Tiso, był księdzem. Ludzie prosili więc papieża o rozmowę z Tiso i interwencję w sprawie kolaboracji z nazistami. Wielu rabinów również pisało do Ojca Świętego, zwłaszcza na początku prześladowań z Polski. W niektórych przypadkach pisali w jidysz. Jednak wszystkie te indywidualne prośby pozostawały w większości bez odpowiedzi, nigdy nie było publicznego protestu. Odpowiedź brzmiała zazwyczaj „NDF” – Niente da fare (Nic do zrobienia). I na tym kończyły się te prośby.
Jeszcze ciekawsze jest pytanie, czy ktoś odpowiedział na te listy. Jeśli nie sam papież, to może jego współpracownicy?
Nasze pierwsze wrażenie jest takie, że prawie każda prośba została rozpatrzona. Są listy, na które petenci nie otrzymali odpowiedzi, listy, na których, jak już wspomniano, widniał jedynie napis „NDF”. Ale i w tym przypadku miał miejsce proces przetwarzania i podejmowania decyzji. Niezależnie od tego, czy prośba zostanie rozpatrzona pozytywnie, czy odrzucona, w większości przypadków petenci otrzymują odpowiedź za pośrednictwem właściwego biskupa, który został poinformowany o decyzji Watykanu. Jeśli więc list pochodzi od Żyda, ofiary prześladowań w Mediolanie, jest bardzo prawdopodobne, że kardynał Mediolanu, Ildefons Schuster, został poinformowany przez Watykan i poproszony o przekazanie odpowiedzi wnioskodawcy za pośrednictwem proboszcza właściwej parafii mediolańskiej.
Jak listy w ogóle docierały do Watykanu, mimo trwającej wojny?
– Działo się to głównie za pośrednictwem poczty dyplomatycznej, często za pośrednictwem nuncjatur w poszczególnych krajach. Zaskakujące jest jednak, że poczta w ogóle funkcjonowała. W rzeczywistości naziści zezwolili na dalsze funkcjonowanie poczty dyplomatycznej. Otwierała się inna droga, jeśli osoby te przebywały już we Włoszech. Wielu prześladowanych – w tym ci z Polski – uciekło do Włoch, gdzie następnie zostali uwięzieni w obozach koncentracyjnych. Nie były to jednak obozy zagłady, lecz zrujnowane obozy, gdzie życie cechowało się ogromną degradacją. Wizyty Czerwonego Krzyża lub nuncjuszy były dozwolone, a więźniowie mogli pisać listy.
A teraz pytanie, które zawsze nas nurtuje, brzmi: co działo się z listami w Watykanie? Kto decydował o sposobie rozpatrywania wniosków?
– Bardzo często decyzje zapadały na niższych szczeblach Sekretariatu Stanu, na poziomie Adetti lub Minutanti. W niektórych przypadkach zaangażowany był również substytut, taki jak Giovanni Battista Montini, przyszły Paweł VI, lub kardynał sekretarz stanu Luigi Maglione, który decydował o dalszym przebiegu prośby. Według naszej obecnej wiedzy, sam papież Pius XII podejmował decyzję jedynie w 10% przypadków, czyli w około 1000 listach. Możemy skutecznie udowodnić, że papież podjął decyzję w konkretnym przypadku, ponieważ personel wyraźnie to udokumentował: treść listów była często streszczona w tak zwanych notatkach w języku włoskim. Jeśli konieczna była decyzja papieska, Giovanni Battista Montini, na przykład, zabierał to streszczenie ze sobą na audiencję u Piusa XII. Następnie odnotowywał odpowiednią odpowiedź na prośbę o dalsze działania i zawsze zaznaczał na notatce „Ex Aud. SSmi”, co oznacza „Z audiencji u Ojca Świętego”. Zdarzały się jednak również prośby, które celowo nie były przedstawiane Piusowi XII. Papież Pius XII, wówczas jeszcze znany pod swoim rodowym imieniem Eugenio Pacelli, uczęszczał do liberalnego liceum w Rzymie i miał wielu żydowskich kolegów w klasie. Jednym z nich był Attilio Ascarelli. Stał się jednym z najwybitniejszych włoskich patologów sądowych, dopóki nie stracił profesury w 1939 roku i nie stanął w obliczu wydalenia z Włoch w 1940 roku. W związku z tym napisał do Papieża, prosząc swojego byłego kolegę z klasy o pomoc. List dotarł jednak najpierw do pracowników Sekretariatu Stanu, którzy obawiali się, że Pius XII mógłby udzielić Attilio Ascarelli audiencji, co oznaczałoby, że fakt przyjmowania Żydów przez Papieża stałby się publicznie znany i naraziłby go na oskarżenia o filosemityzm. Pracownicy postanowili zatem nie przekazać listu Papieżowi, lecz odłożyć go do archiwum. Pius XII nigdy nie otrzymał prośby od swojego szkolnego kolegi. Dlatego też zdecydowanie opowiadamy się za zmianą paradygmatu. W końcu, z czysto organizacyjnego punktu widzenia, z punktu widzenia socjologii, Papież był zależny od swoich pracowników. Dlatego nie powinniśmy już mówić „Papież i Holokaust”, ale „Kuria Rzymska, Papież i Holokaust”.
W Waszym projekcie „Asking the Pope for Help” badacie losy osób prześladowanych jako Żydzi, które napisały do Papieża. Co stało się z tymi wszystkimi ludźmi?
– Postaramy się zrekonstruować losy każdej osoby. Oczywiste jest, że nasze źródła zawsze odzwierciedlają konkretny okres w ich życiu. I że zasadniczo istnieją dwie możliwości: Watykan próbował pomóc i pomoc ta odniosła skutek. Albo Watykan próbował pomóc, ale pomoc nie odniosła skutku. Weźmy przykład. Martin Wachskerz, kandydat na rabina z Berlina, uciekł do Warszawy w 1933 roku. Rodzina zbudowała sobie nowe życie w Warszawie. W 1939 roku Polska została zaatakowana. Rodzina ponownie uciekła, przez Amsterdam i Paryż do południowej Francji. Tam, w 1942 roku, marszałek Pétain rozpoczął deportacje do Auschwitz. W tej sytuacji Wachskerz napisał do Papieża: „Musisz nam pomóc”. Papież poprosił nuncjusza w Szwajcarii o interwencję. Szwajcaria odmówiła wydania wizy. Watykan oczywiście próbował pomóc, ale jego pomoc okazała się nieskuteczna. Rodzina została ostatecznie ukryta przez protestancką rodzinę rolniczą, a ojciec został zamordowany w Auschwitz.
Czy zatem większość osób, które napisały list, trafia do obozu koncentracyjnego?
– Nie. Nie wiemy jeszcze, ale w wielu przypadkach Watykan rzeczywiście próbował pomóc. Częściej niż rzadziej. Ale to tylko wrażenie. Po zakończeniu projektu będziemy mogli precyzyjnie określić dla każdego indywidualnego przypadku, co zrobił Watykan, czy było to skuteczne, czy papież o tym wiedział i jaką podjął decyzję. Myślę, że wszystkie te historie przypadków mają indywidualne rozwiązania i nie możemy tego wyrazić wyłącznie w procentach. Niemniej jednak, ostatecznie będziemy mogli precyzyjnie przeanalizować statystycznie: Jaka była treść wniosków? Jak często otrzymywali wizy, a jak często nie? ... Kto w Kurii był faktycznie antysemitą? Czy sukces zależał od konkretnego pracownika socjalnego? Jedna osoba, która rozpatrywała petycję, napisała „un cattolico non ariano” (katolik niearyjski). Druga napisała „un uomo della stirpe di nostro Signore” (człowiek z rodu naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa). To zupełnie inne spojrzenie i w zależności od tego, kto rozpatrywał petycję, w Kurii można dostrzec tendencje antysemickie i filosemickie.
Może ktoś odnajdzie swoją rodzinę, czytając ten materiał online?
– Mamy naprawdę wspaniałą historię na ten temat. Jednym z pierwszych przypadków, na które natrafiłem, była sprawa Elisabeth Einstein. Elisabeth Einstein pochodziła z mojej diecezji, Rottenburg-Stuttgart. Kiedy kardynał Walter Kasper skończył 90 lat, poprosił mnie o napisanie artykułu o niej do jego pamiątkowej publikacji. Zbadałem więc sprawę i udzieliłem wywiadu „Stuttgarter Zeitung”. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego: czterech członków rodziny Einsteinów zostało zamordowanych przez nazistów w Niemczech. Jeden z synów przeżył pięć lat w obozie koncentracyjnym i wyemigrował do Ameryki. Tego samego dnia, w którym wywiad został opublikowany w „Stuttgarter Zeitung”, syn ocalałego syna był w Stuttgarcie i przeczytał artykuł. Napisał do mnie e-mail i dostarczył nam dalsze materiały. I tak ta dziennikarska więź nagle doprowadziła do osobistego kontaktu z tą rodziną w Ameryce. Po raz pierwszy dowiedzieli się o rzymskiej historii swojej babci. Innym przypadkiem jest Ilan Jacobi. To żydowski chłopiec urodzony w 1939 roku. Jego żydowska matka uciekła z nim do Rzymu i oboje zostali ochrzczeni. Udało im się przetrwać kilka lat, ukrywając się w rzymskim klasztorze. Po wojnie matka go obrzezała. Nigdy jednak nie powiedziała mu, że również został ochrzczony. Dowiedział się o tym dopiero z listów, które znaleźliśmy w archiwach. Kiedy spotkaliśmy się z nim w Rzymie, był głęboko poruszony, ale i wdzięczny. Powiedział: „Dopiero teraz odkrywam całą swoją historię. To przywraca mi moją tożsamość – nawet jeśli trudno ją zrozumieć”. I z pewnością mamy nadzieję, że będziemy tego doświadczać częściej.
Państwa projekt ma na celu nie tylko badania naukowe, ale także edukację. Jak przekazują Państwo to młodym ludziom i jak reagują na te informacje?
– Nasz projekt opiera się na dwóch filarach. Pierwszym filarem jest naukowa analiza źródeł, na którą otrzymaliśmy 15,4 miliona euro dofinansowania z Unii Nauk na kolejne 25 lat. Drugim kluczowym filarem projektu jest transfer wiedzy i rozwój formatów dydaktycznych dla edukacji antysemickiej. Nasze projekty w tym obszarze są bardzo zróżnicowane. Zrealizowaliśmy już około 30 projektów szkolnych, w tym teatr uczniowski, warsztaty i szkolenia dla nauczycieli. Obecnie tworzymy podręcznik i zeszyt ćwiczeń do nauczania religii z materiałami dydaktycznymi opartymi na indywidualnych historiach z naszych źródeł. W tym projekcie młodzież jest również zachęcana do badania dalszych losów samej osoby, co rodzi wiele nowych pytań: Co dokładnie stało się z osobą proszącą o pomoc? Jak możemy teraz stwierdzić, czy osoba ta przeżyła Holokaust, czy nie? Studenci sami stają się badaczami i poznają historię Holokaustu poprzez losy jednostki, co angażuje ich bardziej emocjonalnie niż abstrakcyjna liczba sześciu milionów zamordowanych. Nasze projekty teatralne również wywierają znaczący wpływ na studentów, na przykład podczas Kongresu Niemieckich Katolików 2024 w Erfurcie. Na podstawie sześciu studiów przypadku zrekonstruowanych przez zespół projektowy, studenci samodzielnie stworzyli sztukę teatralną i stwierdzili, że to przedstawienie dało im zupełnie inny stosunek do historii. W przyszłości chcielibyśmy również rozwijać powieści graficzne lub aplikacje cyfrowe, aby być jeszcze bliżej doświadczeń życiowych młodych ludzi.
Na koniec nieco kontrowersyjne pytanie: czy te dokumenty rzucają nowe światło na ocenę papieża Piusa XII i Watykanu wobec Żydów i nazistów podczas II wojny światowej?
– Sam projekt rzuca zupełnie nowe światło na papieża. Wiemy oczywiście, że papież był w pełni poinformowany o Holokauście; w końcu widział tysiące tych listów z apelem. Oznacza to, że jest poinformowany o tym, co dzieje się w Polsce, na Ukrainie, na Słowacji, w Niemczech, we Francji. Jest bardzo dobrze poinformowany. Nie można więc powiedzieć, że nie wiedział. On wiedział. I oczywiście, że te listy zawsze znajdują się wśród innych materiałów. I tam widać, jak trudna jest cała sytuacja i jak niewiarygodnie ciężko było mu osobiście. Na przykład do niemieckiego biskupa Matthiasa Ehrenfrieda pisze: „Gdzie papież chciałby krzyczeć, tam niestety musi czasem milczeć i czekać; gdzie chce działać i pomagać, tam musi cierpliwie czekać”. Uważa się za Padre Commune, ojca wszystkich wierzących. To znaczy, że gdyby zaprotestował przeciwko mordowaniu Polaków-katolików, Rosjanie powiedzieliby, że papież jest po ich stronie. A Niemcy powiedzieliby, że papież jest przeciwko nim. Dlatego narzucał sobie stan milczącego oczekiwania. Może to być trudne do zrozumienia w świetle moralnych zobowiązań Papieża, ale takie jest jego rozumienie. I mamy na to konkretne wytłumaczenie. Zanim rozpoczęliśmy ten projekt, spędziliśmy dwanaście lat na redagowaniu raportów, które Eugenio Pacelli wysyłał do Rzymu jako nuncjusz w Niemczech, dostępnych online na stronie www.pacelli-edition.de. Jego raporty nuncjatury ujawniają traumę. Pacelli przybył do Monachium w 1917 roku i spotkał księży i biskupów, którzy dopiero co wyszli z Kulturkampfu, konfliktu z Bismarckiem. I co się stało? Tysiące parafii stało pustych. Wiele tysięcy ludzi zmarło bez pocieszenia sakramentami świętymi, bez namaszczenia chorych, bez spowiedzi. I to nigdy więcej nie może się powtórzyć, nigdy więcej. Moja hipoteza głosi, że Pacelli w Niemczech przyjął zasadę „Cura animarum suprema lex” – co oznacza, że ostatecznie Bóg nie zapyta cię o co, ale ilu z ludzi, których ci powierzyłem, straciłeś. Ale to nie jest czarno-biały obraz. Historycy powinni również wystrzegać się uciekania się do uproszczonych kategoryzacji. Poznajemy go na nowo z okresu po 1939 roku. Każdego dnia uczymy się czegoś nowego. Pacelli staje się więc w niektórych fragmentach jaśniejszy, w innych być może mroczniejszy. Prawda historii jest taka, jaka jest. Nie ja ją tworzę. Gdybyśmy wiedzieli już wszystko, nie musiałbym codziennie siedzieć przy biurku i czytać tylu dokumentów. Jeszcze nie wiem. Ale chcę wiedzieć. A prawda was wyzwoli. Prawda, jak mówi Ewangelia św. Jana. To jest najważniejsze.
Ks. Hubert Wolf
Profesor średniowiecznej i nowożytnej historii Kościoła na Uniwersytecie w Münster oraz ksiądz diecezji Rottenburg-Stuttgart. Jest autorem opracowania Papież i diabeł. Archiwa Watykanu i Trzecia Rzesza. Ostatnio ukazały się m.in. jego bestsellery: Der Unfehlbare („Nieomylny”) i Die geheimen Archive des Vatikan („Tajne archiwa Watykanu”)
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














