Logo Przewdonik Katolicki

Papież do bicia

Krzysztof Bronk
Fot.

Przed miesiącem świat obiegła wiadomość o sensacyjnym odkryciu dokumentu, który dowodził, że Pius XII zabraniał zwracać uratowane podczas wojny żydowskie dzieci ich rodzinom. Dwa tygodnie później w archiwum znaleziono oryginał sensacyjnego dokumentu, który mówi całkiem co innego. Jan XXIII na zawsze pozostanie Dobrym Papieżem. Jan Paweł II już za życia zyskał sobie niemal powszechną...

Przed miesiącem świat obiegła wiadomość o sensacyjnym odkryciu dokumentu, który dowodził, że Pius XII zabraniał zwracać uratowane podczas wojny żydowskie dzieci ich rodzinom. Dwa tygodnie później w archiwum znaleziono oryginał sensacyjnego dokumentu, który mówi całkiem co innego.



Jan XXIII na zawsze pozostanie Dobrym Papieżem. Jan Paweł II już za życia zyskał sobie niemal powszechną sławę. A Pius XII nawet na swym watykańskim nagrobku wygląda jak przysłowiowy chłopiec do bicia - skryty, zastraszony, z poczuciem winy.
Nie tak wspominają go rzymianie. Ci, którzy doświadczyli wojny, pamiętają, jak podczas bombardowań niczym żywa tarcza stawał w rozświeconych oknach swych apartamentów. Wiedzą, że ukrywał Żydów, bo to wiedzieli wszyscy - działań na taką skalę nie dało się już ukryć. Często wspominają też pierwszy dzień wolności, gdy na Placu św. Piotra zebrał się dosłownie cały Rzym. Wszyscy dziękowali Opatrzności za przetrwanie wojny, a papieżowi za ocalenie miasta. Defensor Civitatis (obrońca miasta) - tak go wtedy nazywali. Pius XII ocalił Rzym nie tylko przed zburzeniem, lecz również przed głodem. W ostatnich miesiącach okupacji alianci i Niemcy przepuszczali do Rzymu przez linię frontu jedynie żółto-białe ciężarówki wiozące żywność do suwerennego państwa Watykanu. Na miejskich placach Kościół stawiał kuchnie polowe i karmił wygłodzonych rzymian.
Oczywiście, Pius XII mógł postąpić inaczej. Mógł zdecydowanie potępić zagładę Żydów. Tak zrobili biskupi Holandii czy greckich Tesalonik. Zachowali twarz i z wojny wyszli jak bohaterowie. Ale z Żydów, których bronili, niemal nikt nie ocalał. Pius XII mógł też sprzeciwić się zagładzie Polaków, o co prosili go polscy biskupi. Swym potępieniem wiele by pewnie nie wskórał, ale my, Polacy, czulibyśmy dziś do niego więcej sympatii. Oczywiście, że mógł postąpić inaczej, ale nie jest jasne, czy powinien. Robił to, co mu sumienie dyktowało. Dzięki temu podczas wojny udało się Kościołowi ocalić co najmniej 700 tys. Żydów, w tym kilkadziesiąt tysięcy dzięki bezpośrednim staraniom Watykanu.

Nowe kontrowersje



Choć w obronie papieża Pacelliego napisano już tak wiele, że same pisma autorów żydowskich starczyłyby za jego dobrą apologię, sprawa Piusa XII powraca regularnie, a raczej wybucha i niczym wielka fala zmiata z pierwszych stron włoskich gazet inne tematy. Zawsze rozpoczyna się od jakiegoś sensacyjnego odkrycia i nowych zarzutów, które z czasem okazują się bezpodstawne. Nim jednak obrońcy papieża się ockną, nim historycy sprawdzą wiarygodność rzekomego odkrycia, świat przez parę dni znowu słyszy o okrutnym Piusie XII, antysemicie.
Tak było i tym razem. 28 grudnia, a więc na miesiąc przed 60. rocznicą wyzwolenia Oświęcimia, "Corriere della Sera" ogłosił sensacyjne odkrycie: dokument Świętego Oficjum (odpowiednik dzisiejszej Kongregacji Nauki Wiary), zaaprobowany przez Piusa XII, przesłany do ówczesnego nuncjusza apostolskiego w Paryżu Angela Roncalliego, przyszłego papieża Jana XXIII. Dokument zakazywał rodzinom i instytucjom katolickim zwracać ochrzczone żydowskie dzieci ich naturalnym rodzinom.
Wiadomość obiegła cały świat, dotarła również do Polski i wywołała powszechne oburzenie, w tym oczywiście środowisk żydowskich. Każdy z nas mógł sobie wyobrazić, jak czują się cudem uratowani od zagłady rodzice czy dziadkowie, którym odmawia się prawa do dzieci czy wnuków. Jednocześnie wychwalano postawę abp. Roncalliego, Dobrego Papieża, który odważył się wypowiedzieć posłuszeństwo Piusowi XII i wbrew jego zakazom pomagał żydowskim dzieciom wracać do swych rodzin.

Niewidzialny dokument



Z dokumentem ciężko polemizować, zwłaszcza jeśli się go nie ma w ręce. Historycy proszeni o komentarz nie byli w stanie nic powiedzieć. Dziwiło ich tylko, że pismo ze Świętego Oficjum zostało napisane po francusku, bo listy do włoskich nuncjuszy kuria pisała po łacinie lub po włosku. Nie mogli też zrozumieć, dlaczego prof. Alberto Melloni, który opublikował ów dokument na łamach "Corriere della Sera", nie podaje żadnych bliższych danych, pozwalających na lepszą identyfikację dokumentu: dokładne źródło archiwum, numer protokołu itp.
Dni mijały, oskarżenia pod adresem Piusa XII się mnożyły, a dokumentu nadal nikt nie widział. Wszystko na słowo honoru. Szóstego stycznia w dzienniku "L'Avvenire" ukazał się wywiad z francuskim historykiem Etiennem Fouilloux, który miał wgląd do dokumentu. Okazało się, że wbrew temu, co utrzymywał prof. Melloni, pismo powstało nie w Rzymie, lecz w nuncjaturze, o czym świadczy nagłówek nuncjatury; nie było na nim podpisów ani pieczęci, zawierało jedynie adnotację: "do kard. Gerlier", ówczesnego metropolity Lyonu. Sprawa zaczęła śmierdzieć. Prof. Melloni skłamał, pisząc, że dokument pochodzi z rzymskiej kongregacji i jest zaadresowany do abp. Roncalliego. Na tym nie koniec. Anonimowa francuska archiwistka, która miała odkryć ów dokument oświadczyła, że nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, co zostało opublikowane we włoskim dzienniku. Ponadto z objaśnień prof. Fouilloux wynikało, że nie chodzi tu o dokument, lecz o notatkę z dokumentu, którego trzeba poszukać w archiwum. Tego prof. Melloni nie zrobił, a powinien.

Konfrontacja z oryginałem



Dokument odszukał pięć dni później, czyli ponad dwa tygodnie po wybuchu całej afery, Andrea Tornielli z dziennika "Il Giornale". Znalazł go w tych samych archiwach, z których pochodziła opublikowana już notatka (Centre National des Archives de l'Eglise de France), z tym samym numerem protokolarnym.
I jak się okazało, tekst oryginalny różnił się od notatki opublikowanej przez "Corriere della Sera" w jednym punkcie, ale właśnie w tym, który stał się podstawą oskarżenia.
Wersja prof. Melloniego zakazuje wydawania ochrzczonych żydowskich dzieci, również ich rodzicom. Oryginał zakazuje wydawania ochrzczonych dzieci nie rodzicom, lecz instytucjom i dodaje "Co innego, gdyby o zwrot dzieci prosiły rodziny". (Altra cosa sarebbe se i bambini fossero richiesti dai parenti). W praktyce oznacza to, że dokument pozwala, a nie zakazuje, jak twierdził prof. Melloni, wydawać żydowskie dzieci i to nie tylko rodzicom, ale również ich rodzinom.
W ten sposób zakończyła się kolejna sprawa Piusa XII, bo w świetle oryginału oskarżenie okazało się oczywiście bezpodstawne. Zarazem rozpoczęła się sprawa Melloniego, historyka, który opublikował fałszywe dane i zaniedbał swego zawodowego obowiązku, jakim była w takim wypadku konfrontacja notatki z oryginałem.
"Błąd metodologiczny czy błąd zamierzony?", pyta prof. Andrea Ricardi, historyk, założyciel Wspólnoty św. Idziego. A jeśli zamierzony, to komu zależało na oczernianiu Piusa XII i zablokowaniu jego procesu beatyfikacyjnego?
Na pewno nie środowiskom żydowskim, odpowiada jeden z największych specjalistów w tej dziedzinie, prof. Pierre Blet. Dla nich sprawa Piusa XII została wyjaśniona i zamknięta. Wskazywałby na to również fakt, że podczas styczniowego "procesu" Piusa XII w jego obronie stanęli również Żydzi, w tym rabin Jack Bemporad z Centrum na rzecz Międzyreligijnego Zrozumienia i prof. Michael Tagliacozzo z izraelskiego Centrum Badań Holokaustu, który uchodzi za największego znawcę historii Żydów w Rzymie podczas II wojny światowej.
Zdaniem prof. Bleta za styczniową aferą Melloniego stoi środowisko ludzi, którzy nie potrafią wybaczyć Piusowi XII powojennej historii Włoch, tego, że dzięki jego staraniom komuniści nie doszli we Włoszech do władzy. A ludzie o niespełnionych lewackich marzeniach są dziś u pióra. Boloński prof. Melloni nie ukrywa swej przynależności do tego środowiska.
Tyle styczniowa sprawa Piusa XII. O "największym kidnaperze w dziejach ludzkości" pisały wszystkie dzienniki. O finale sprawy - ani słowa. Nikomu nie przyszło do głowy, by cokolwiek dementować, choć błąd historyka jest oczywisty.
Na zakończenie warto może jeszcze dodać, że już po wyjaśnieniu całej afery w dzienniku "L'Avvenire" opublikowano inne nieznane materiały, ukazujące pontyfikat Piusa XII w całkiem innym świetle. Chodzi o pochodzące z 1972 r. zeznania generała SS Karla Wolffa, któremu Hitler polecił porwać papieża. Mowa w nich o nienawiści Führera do Piusa XII - "wroga nazizmu i przyjaciela Żydów" - na którą papież Pacelli w pełni sobie zasłużył.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki