Logo Przewdonik Katolicki

Czarna legenda Piusa XII

Paweł Stachowiak
fot. Leemage/EAST NEWS

Bezpośrednio po zakończeniu II wojny prawie jednomyślnie wyrażano uznanie dla postawy papieża jako tego, który niemal jedyny chronił Żydów przed całkowitą zagładą

Większość zarzutów pod jego adresem została wiarygodnie obalona przez historyków. Jednak mit „papieża Hitlera” jest nadal żywy.

Papież Franciszek ogłosił decyzję o otwarciu tajnych archiwów watykańskich dotyczących pontyfikatu Piusa XII. Ma to nastąpić 2 marca 2020 r. – Podejmuję tę decyzję po wysłuchaniu opinii moich najbliższych współpracowników, w duchu spokoju i zaufania, pewien tego, że poważne i obiektywne badania historyczne będą w stanie ocenić we właściwym świetle i przy właściwym podejściu krytycznym momenty chwały tego papieża, a także bez wątpienia również chwile wielkich trudności, pełnych udręk decyzji, ludzkiej i chrześcijańskiej roztropności – powiedział Franciszek. Nawiązał również do kontrowersji, które dotyczą postawy Piusa XII wobec zagłady Żydów, która „była często dyskutowana czy nawet krytykowana, można by rzec z pewnym uprzedzeniem i przesadą”. – Kościół nie boi się historii, lecz ją kocha i chciałby kochać ją bardziej i lepiej tak, jak kocha Boga – zakończył papież.
Zapewne już dziś wielu historyków rezerwuje miejsca w czytelni archiwów watykańskich, licząc na przełomowe odkrycia w debacie naukowej i publicystycznej, w której od lat ujawniają się biegunowo różne oceny i wielkie emocje. Czy ogłoszone otwarcie archiwów przyniesie rzeczywisty przełom i zamknie dyskusję dotyczącą postawy Piusa XII wobec zagłady Żydów? Wątpię.
 
Podziękowania Żydów
Powinniśmy mieć świadomość, że już dziś dysponujemy większością źródeł dotyczących tej kwestii. W latach 1965–1981 zostało opublikowanych 11 tomów dokumentów z archiwów watykańskich dotyczących lat II wojny światowej. Czytelnik polski może się z nimi zapoznać w wyborze opublikowanym przez o. Pierre`a Blet SJ Pius XII i druga wojna światowa w tajnych archiwach watykańskich. Mówią one jednoznacznie o wielkich zasługach Piusa XII dla ratowania Żydów, szczególnie włoskich, przed wywózką i śmiercią. Są jednak również świadectwem zmagań papieża z oczekiwaniami dotyczącymi jednoznacznego napiętnowania nazistowskich zbrodni.
Dziś jesteśmy często konfrontowani z oskarżeniami papieża Pacellego o obojętność, dyplomatyczny chłód, preferowanie interesów Kościoła wobec Zagłady, która dokonała się w przestrzeni chrześcijańskiej Europy. Liczne publikacje tworzą wrażenie, iż Kościół Piusa XII nie sprostał swemu posłannictwu – przedłożył własny interes ponad dobro bliźniego, podążał drogą chrześcijańskiego antyjudaizmu, który znieczulał go na los Żydów.
Znamiennym jest fakt, iż krytyka Piusa XII pojawiła się stosunkowo późno. W latach bezpośrednio po zakończeniu II wojny, aż do 1963 r., prawie jednomyślnie wyrażano wielkie uznanie dla postawy i inicjatyw papieża jako tego, który niemal jedyny chronił Żydów przed całkowitą zagładą.
Niezliczone są wypowiedzi osób reprezentujących ważne środowiska żydowskie, podkreślające zasługi papieża dla ratowania Żydów. Mosze Szaret, pierwszy minister spraw zagranicznych Izraela, wspominał, że spotkał się z Piusem XII w 1945 r., pod koniec wojny, i powiedział: „Moim pierwszym obowiązkiem jest podziękowanie mu, a przez niego całemu Kościołowi katolickiemu, w imieniu społeczności żydowskiej, za wszystko, co uczynili w różnych krajach, aby ocalić nasze dzieci, cały nasz naród”. W 1943 r., w okresie trwania Zagłady, Chaim Weizmann (pierwszy prezydent powstałego w 1948 r. Państwa Izrael) pisał: „Stolica Święta udziela swej potężnej pomocy, gdzie tylko może, by złagodzić los moich prześladowanych współwyznawców”. Wyrazem uznania dla postawy Piusa XII była decyzja rabina Rzymu Izraela Zolliego, który w wyniku doświadczeń wojennych postanowił przejść na katolicyzm i przyjął na swym chrzcie imię papieża Pacellego – Eugenio. Pierwsze dwie powojenne dekady zdawały się nie pozostawiać wątpliwości co do szlachetnej i odważnej postawy papieża wobec tragicznego losu Żydów.
 
Teatralny przełom
Radykalny, gwałtowny i niespodziewany zwrot w ocenianiu postawy Piusa XII przyniosły nie prace badawcze, odkrycie nowych archiwaliów, opublikowanie nieznanych pamiętników i wspomnień czy zeznania świadków tamtych wydarzeń i lat, ale... sztuka teatralna zatytułowana Der Stellvertreter (Namiestnik), autorstwa mało znanego niemieckiego pisarza Rolfa Hochhutha. Dedykował ją „męczennikom czasów nazizmu: o. Maksymilianowi Kolbe i ks. Bernardowi Lichtenbergowi”, treść wymierzył jednak w pamięć Piusa XII. Papież został w niej przedstawiony jako człowiek chłodny i wyniosły, obojętny na los innych, tak bardzo zatroskany o swój własny wizerunek oraz ratowanie skarbów i budynków Watykanu, że niemal cyniczny. Sztuka Hochhutha w ciągu kolejnych 10 lat doczekała się przekładu na 17 języków i wystawiona została w 26 krajach; w Niemczech w latach 1963–1964 sprzedano 210 tys. egzemplarzy jej tekstu. W Polsce wystawiono ją już w 1964 r. jako element nasilającej się wówczas walki z Kościołem. Papież Pius XII, obrońca Żydów, został zastąpiony przez obojętnego i cynicznego hierarchę, a nawet sojusznika nazizmu, „papieża Hitlera” – jak określił go później w swej popularnej książce John Cornwell.
 
Obalone zarzuty
Nowy etap refleksji nad postacią papieża Pacellego rozpoczął się w początkach XXI stulecia, gdy Jan Paweł II wznowił jego proces beatyfikacyjny. W 2009 r. papież Benedykt XVI upoważnił Kongregację ds. Kanonizacji do wydania dekretu o heroiczności cnót Piusa XII. Zdawać się mogło, że stoimy w przededniu ogłoszenia go błogosławionym.
Sprzeciw zgłosiły wówczas ważne środowiska żydowskie. Najważniejszym było stanowisko jerozolimskiego instytutu Yad Vashem, który przedstawił siedem zastrzeżeń – zarzutów co do postawy papieża Piusa XII wobec Zagłady. Były wśród nich m.in. zawarcie konkordatu z Adolfem Hitlerem w 1933 r., brak reakcji na pierwsze doniesienia o gazowaniu Żydów w grudniu 1941 r. w Chełmnie, uchylenie się od podpisania deklaracji państw sprzymierzonych z 17 grudnia 1942 r. potępiającej eksterminację Żydów, brak ochrony Żydów rzymskich i nieinterweniowanie w czasie ich deportacji do Auschwitz i wreszcie zachowanie przez całą wojnę neutralności.
Większość tych zarzutów została wiarygodnie obalona przez historyków, tym niemniej mit „papieża Hitlera”, aczkolwiek pozbawiony jakichkolwiek racji, wciąż pojawia się w przestrzeni publicznej debaty.
Czy ten fałszywy mit może być jednak podstawą do całkowitego odrzucenia wszelkich krytycznych wobec papieża Pacellego opinii? Odpowiedź jest niełatwa, szczególnie dla katolika, który ma skłonność do automatycznej apologii działań Stolicy Apostolskiej. W kościelnych publikacjach na temat postawy Piusa XII spotykamy się właśnie z tym problemem. Można odnieść wrażenie, iż katoliccy autorzy – szczególnie duchowni – przyjmują obronę stanowiska papieskiego jako założenie, któremu należy za wszelką cenę być wiernym. Podobną regułę, tylko odwrotnie, przyjmują ci, którzy z wielu, często osobistych, powodów chcą pokazać hipokryzję Kościoła. W zasadzie brakuje opinii bezstronnych, odrzucających rozmaite założenia a priori, przedkładających dążenie do prawdy ponad obronę lub krytykę papiestwa. Pozostawiając na boku absurdalne oskarżenia Piusa XII o antysemityzm i określanie go jako „papieża Hitlera”, przyjrzyjmy się jednak źródłom jego ostrożności i braku jednoznacznego potępienia nazistowskich zbrodni.
 
Polskie doświadczenie
Zastanawiając się nad postawą Piusa XII wobec dramatu wojny i ludobójstwa, warto przywołać opinię prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, który znalazł się w końcu września 1939 r. w Rzymie. Z wielką nadzieją czekał na audiencję papieską dla Polonii rzymskiej, chciał przemówić, wypowiedzieć słowa konkretnie i bez dyplomatycznych uników ukazujące los kraju. 30 września papież przyjął Polaków, był serdeczny, wręcz czuły, ale nie potępił najazdu niemieckiego, a prymasowi nie pozwolono powiedzieć słowa. Papieska osobowość, ukształtowana w zamkniętym świecie watykańskiej dyplomacji, umożliwiała mu okazywanie uczuć, ale na gruncie prywatnym – publicznie zachowywał bolesną dla wielu ostrożność.
Prymas nigdy nie krytykował papieża, ale wiele wskazuje na to, że podobnie jak liczne grono Polaków, oczekiwał od niego słów bardziej jasnych i konkretnych. Tak zapisał swe wrażenia w Zapiskach: „Nie tylko potrzeba papieżowi daru politycznego i dyplomatycznego zmysłu, ani wyrafinowanej przezorności na sprawy, czy nawet bojaźliwej roztropności w stosunku do rządów. (...) Trzeba raczej zdecydowania, energii, śmiałości, choćby z pewnym ryzykiem, gdy chodzi o realizację Ewangelii…”.
Podobne były refleksje ambasadora rządu emigracyjnego Kazimierza Papee z audiencji u papieża 21 stycznia 1943 r. Oddajmy mu głos: „Ojciec Św. – powiedziałem – mówi językiem, który my rozumiemy i podziwiamy, ale czy masy szerokie, o których duszę teraz idzie walka, rozumieją go? Papież przerwał mi, mówiąc, że na emigracji można przemawiać bezkarnie, ale że tam w Kraju oni cierpią i odpowiadać muszą za wszystko. Niemcy tylko czyhają na pretekst, by rozpętać dalsze prześladowania. Odpowiedziałem, że Niemcy pretekstów nie potrzebują. Terror jest systemem, jest metodą uprawianą z premedytacją. Gestapo samo sobie preteksty stwarza. Głosy proszące o wstawiennictwo, o słowo Ojca Św. dla Polski, idą właśnie z Kraju, idą od najlepszych naszych duchownych. Naród Polski odrzuca zdanie o «potrzebie unikania pretekstów». Obawiam się, że Ojciec Św. nie zdaje sobie sprawy z tego rysu duszy naszego Narodu”. Papież: «Kiedy wy nie chcecie rozumieć moich najsłuszniejszych argumentów! Jak z wami rozmawiać? A poza tym Polska nie jedna w Europie cierpi. I inne narody w Europie cierpią straszliwie. […] A poza tym ja o Polsce mówiłem i mówię stale«. Odpowiedziałem, że o ile sobie przypominam, to ostatni raz Ojciec Św. mówił wyraźnie o Polsce przed dwoma i pół laty. Papież: «Ale przecież trzeba zrozumieć i uwzględnić moją trudną sytuację»”.
 
Wojenne rozdarcie
Ten długi cytat daje do myślenia. Eugenio Pacelli był człowiekiem ukształtowanym w zamkniętym świecie watykańskich dykasterii, pozbawionym codziennych kontaktów ze świeckimi, całkowicie zespolonym z instytucjonalnym Kościołem przedsoborowej epoki. Trudno mu było przekroczyć te ograniczenia. On nie grał w piłkę, nie chodził w góry ani nie pływał kajakiem ze swymi świeckimi przyjaciółmi, jak Karol Wojtyła. Miał również, charakterystyczną dla swej epoki, skłonność do utożsamienia się z urzędem, który sprawował.
Jan Paweł II w pierwszych dniach swego pontyfikatu, przerywając rozmowę z jednym ze swych przyjaciół, powiedział: „Muszę iść trochę popapieżyć”. Pius XII „papieżył” zawsze – podczas spaceru w ogrodach watykańskich, jedząc, spotykając się z ludźmi. Wkładał tiarę lub strzelistą mitrę, przyodziewał bogate stroje liturgiczne, dawał się nosić w lektyce, oczekiwał, że odwiedzający będą klękać i całować go w stopę. Majestat papiestwa wymagał zewnętrznego blichtru – był o tym przekonany. Coraz mniej było w nim Eugenio Pacellego, człowieka raczej skromnego, coraz więcej Piusa XII, namiestnika Chrystusa. Być może tu jest źródło jego wojennego rozdarcia?

Nie był człowiekiem obojętnym na cierpienie. Już dziś wiemy ile uczynił dla śmiertelnie zagrożonych Żydów, jeszcze więcej dowiemy się zapewne po otwarciu archiwów. Jego postawa była jednak wciąż ograniczana identyfikacją z instytucją kościelną, lękiem przed konsekwencjami słów bardziej jednoznacznych, dyplomatyczną ostrożnością. Co winno decydować o jego ocenie: konkretne, choć ukryte działania, czy brak profetycznego głosu? To pytanie pozostanie aktualnym zapewne również po przyszłorocznym otwarciu archiwów.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki