Obsesja pielęgnacji. Czym jest kosmetykoreksja

Skóra twarzy w naszej kulturze pełni rolę wizytówki, a na odpowiednią pielęgnację tej części ciała jesteśmy często skłonni poświęcić niemało czasu i pieniędzy. Niekiedy troska o zdrowie i atrakcyjny wygląd przeradza się w groźną obsesję, która za sprawą mediów społecznościowych udziela się tysiącom nastolatek.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Sozańska
il. Agnieszka Sozańska

Brytyjska influencerka Ellie May już jako ośmiolatka zaczęła publikować filmy dotyczące pielęgnacji skóry. Dziś dziewczyna posiada setki tysięcy obserwatorów i naśladowców, z których niemałą część stanowią dzieci w wieku poniżej dziesięciu lat. Obsesja na punkcie pielęgnacji skóry przez dzieci przekłada się oczywiście na bogacenie się potentatów branży beauty – zgodnie z amerykańskim raportem z roku 2023, wydatki dzieci na kosmetyki wyniosły 4,7 mld dolarów (!). Młodzi ludzie – zwłaszcza dziewczynki – za sprawą internetu inspirują się nie tylko do stosowania produktów do podstawowej higieny. W sieci można znaleźć liczne filmy, których autorki sugerują nastolatkom stosowanie kosmetyków przeciwstarzeniowych, złuszczających czy ciężkiego, wieczorowego makijażu, traktowanego jako część codziennej rutyny. Nadmierne skupienie się na wieloetapowej pielęgnacji skóry (przypominające uzależnienie) przez bardzo młode osoby zyskało swoją nazwę: jest to właśnie kosmetykoreksja.

Niejedna osoba przyglądająca się temu trendowi z boku mogłaby stwierdzić, że jest to niegroźna zabawa, a jedynym związanym z nią zagrożeniem jest uszczuplenie rodzinnych finansów. Jednak kosmetykoreksja ma wpływ nie tylko na stan konta rodziców młodych osób: fiksacja na punkcie skin care może w istocie negatywnie wpływać na stan skóry, ale także pogłębić trudności emocjonalne, które wpędzają młodzież w szpony pielęgnacyjnego perfekcjonizmu. Osoby nagrywające i pochłaniające filmy typu „get ready with me” niekoniecznie cechuje radość i spontaniczność, jak zdają się sugerować nagrania – osoby dotknięte obsesją na punkcie własnej skóry cechuje często niskie poczucie własnej wartości, osamotnienie, wysoki poziomu lęku, a nawet nienawiść do własnego ciała.

Wyimaginowana publiczność

Niejedna osoba, która wiek nastoletni ma już dawno za sobą, wspomina swoje młodzieńcze podejście do pielęgnacji twarzy z mieszanką sentymentu i zgrozy. Kilka dekad temu wśród nastolatków dotkniętych trądzikiem czy przebarwieniami popularne były chałupnicze metody „leczenia” skóry, takie jak intensywne opalanie tłustej skóry, nacieranie zmian mocnym alkoholem, szorowanie skóry twarzy gruboziarnistymi peelingami, zmielonymi ziarnami kawy lub nawet piaskiem. Robiliśmy to, by być cool (tak, wiem – dziś to boomerskie słowo), a także dlatego, że nastolatkowie są z reguły bardzo wrażliwi na ocenę własnego wyglądu. Z wiekiem dojrzewania wiąże się zjawisko wyimaginowanej publiczności (ang. imaginary audience), czyli przekonanie, że inne osoby obserwują nas i poddają surowej krytyce. Inspiracją do ryzykownej anty-pielęgnacji były miejskie legendy o córce kuzynki wujka, która wyleczyła trądzik za pomocą denaturatu, sugestie znajomych i domniemane pomysły gwiazd na zachowanie piękna, regularnie opisywane w kolorowej prasie.

Między podejściem do „pielęgnacji” sprzed lat a tym, które prezentuje liczne grono nastolatków obecnie, istnieją jednak dwie zasadnicze różnice: pierwsza z nich to monetyzacja, z którą mamy do czynienia obecnie. Nacieranie cyst trądzikowych denaturatem było – delikatnie mówiąc – nierozsądne, ale tego trendu nie sponsorowały żadne wielkie korporacje. Dzisiejsze nastolatki stają się zakładnikami przemysłu kosmetycznego, który dosłownie żeruje na ich kompleksach. Drugą różnicą jest szybkie rozprzestrzenianie się pielęgnacyjnych treści: o niegdysiejszych próbach radzenia sobie z wągrami podejmowanymi przez milenialsów wiedzieli oni sami i grono kibicujących koleżanek – obecnie filmy typu my skin routine mają miliony wyświetleń i są w stanie zainspirować również te osoby, które zmagają się z poważnymi trudnościami emocjonalnymi. Osoby dotknięte kosmetykoreksją – używające dziesiątek balsamów, kremów i płatków pod oczy – za ich sprawą próbują nie tyle zadbać o siebie w przyjemny sposób, ile raczej złagodzić wewnętrzne napięcia i ukoić lęk przed byciem nie dość dobrym, by „zasłużyć” na szacunek czy miłość.

Aktywne składniki i bierność otoczenia

Młodzi influencerzy działający w sferze beauty często twierdzą, że dzięki ich planom „świadomej pielęgnacji” wyglądają bardziej atrakcyjnie i są bardziej pewni siebie. Większość tych osób nie ma jednak pojęcia o ludzkiej anatomii i o tym, jak naprawdę dbać o zdrowie skóry. Tak naprawdę kosmetyczny nadmiar może nie tylko nie pomagać skórze (zwłaszcza ludzi młodych), ale wręcz przyczyniać się do pogorszenia jej stanu. 

Coraz częściej spotykam się z pacjentkami i pacjentami, którzy starannie dobierają pielęgnację, inspirując się blogami i poradami z internetu. Często są to wieloetapowe, czasochłonne i kosztochłonne zabiegi. Wszystko po to, żeby mieć idealną skórę jak na zdjęciu z Instagrama, żeby być akceptowanym i czuć się atrakcyjnie – mówi Vasiliki Chwiałkowska, lekarz dermatolog. – Niestety źle dobrana pielęgnacja i kopiowanie trendów często ma odwrotny skutek. Nadmierne złuszczanie peelingami, stosowanie retinoidów bez nadzoru może podrażnić skórę nastolatka, powodują świąd i pieczenie. Z drugiej strony nadmierne nawilżanie, stosowanie emolientów niedopasowanych do potrzeb skóry może powodować trądzik kosmetyczny. To wszystko sprawia, że pacjent coraz bardziej się frustruje, a same zmiany skórne pogarszają jakość życia i poziom samoakceptacji. Tak naprawdę u nastolatków najlepiej sprawdza się zasada im prościej tym lepiej, i lepiej nie leczyć się na własną rękę – konkluduje specjalistka.

Z perspektywy psychologicznej natomiast problemem nie jest ten czy inny kosmetyk – terapeuci nie mają kompetencji do tego, by rozstrzygać, czy dany składnik aktywny jest odpowiedni dla skóry konkretnej osoby, ani też ustalać planu pielęgnacji cery dla pacjentów. Jednak tym, co niepokoi psychologów i psychoterapeutów, jest zarówno emocjonalne podłoże nadmiernej pielęgnacji, jak i jej skutki. W piętnastostopniowej skin routine nie chodzi przecież o przyjemność ani o radość płynącą z odkrywania mocy kolorowych kosmetyków – często zabiegi takie mają podłoże lękowe, obsesyjno-kompulsywne, albo też stanowią wyraz bardzo niskiej samooceny, którą młoda osoba próbuje – dosłownie i w przenośni – zatuszować. Efektem „kosmetycznej manii” bywa labilność emocjonalna (stan psychiczny zależy od tego, jak w danej chwili wyglądamy), konflikty z otoczeniem (chociażby o wydatki), a także wzmacnianie dysmorfofobii oraz często zinternalizowanego seksizmu. Problem kosmetykoreksji znacznie częściej dotyczy bowiem dziewcząt, które od najmłodszych lat słyszą, że ich wartość jest ściśle związana z atrakcyjnością. Szczególnie przykre są zatem te historie młodych dziewczyn, które „walczą” ze swoimi ciałami przy bierności – a nawet cichej akceptacji – matek, babć i starszych sióstr.

Nadmiar jako nowa norma

Istnienie zjawiska kosmetykoreksji może nas niepokoić, ale nie powinno szokować. Nie ma niczego zaskakującego w tym, że przejawy kultury nadmiaru i rozdętego konsumpcjonizmu są widoczne również w sposobach dbałości o własne ciała: media społecznościowe już przed laty znormalizowały posiadanie kilkudziesięciu kosmetyków do twarzy i tuzinów balsamów do ciała. To, że tak wiele młodych osób jest dziś dotkniętych obsesją skin care nie stanowi jedynie sumy indywidualnych wyborów i problemów – jest to objaw społecznych dysfunkcji, które dotyczą nas wszystkich. Dla wielu nastolatków o wiele łatwiej jest kupić kolejne kremy i olejki do twarzy, niż szczerze porozmawiać z rodzicami na temat poczucia własnej wartości i mądrej troski o własne ciało – mimo upowszechniania się idei rodzicielstwa bliskości, wciąż nie wszyscy rodzice mają chęci, czas i umiejętności, by rozmawiać z dorastającymi dziećmi o emocjach. Haule zakupowe z drogerii stają się również substytutem (kulawym i nieskutecznym!) psychoterapii czy pomocy psychiatrycznej – specjalistów przyjmujących w ramach NFZ wciąż brakuje, prywatne placówki ochrony zdrowia psychicznego nie są dostępne dla wszystkich, a dodatkowo chęć podjęcia np. terapii psychologicznej w niektórych środowiskach wciąż bywa stygmatyzowana. Nierzadko nastolatki z problemami skórnymi i zaburzoną relacją z własnym ciałem konsumują więc kolejne kosmetyki, zamiast otrzymać adekwatną pomoc lekarzy i psychologów. Skomplikowane rytuały pielęgnacyjne dają chwilowe poczucie kontroli nad własnym życiem, a obserwatorom zjawiska kosmetykoreksji pomagają zachować komfort uproszczonego myślenia: skupiamy się na tym, że nastolatki są próżne i spędzają czas „z nosem w smartfonie”, zamiast zadać sobie pytanie, co robimy, aby młodzi ludzie mieli dostęp do rzetelnej wiedzy na temat zdrowia i umieli obsługiwać własne emocje.

Mądra dbałość

Samo zainteresowanie tematyką upiększania nie powinno być jednak demonizowane. Makijaż może być przecież wyrazem artystycznej wrażliwości, a chwila spędzona z maską na twarzy bywa po prostu przyjemnym momentem odprężenia po długim dniu spędzonym w szkole czy na uczelni (co zresztą sprytnie podkreślają specjaliści od marketingu zatrudnieni w sieciach drogerii). Sama dbałość o higienę i wygląd to pod względem psychologicznym pozytywny sygnał – zaniedbywanie tego aspektu życia bywa jednym z objawów depresji lub nawet procesu psychotycznego. Zrozumiałe jest także, że nastolatki, które dopiero kształtują swój własny styl i które odkrywają świat pielęgnacji bardziej angażują się w świat urodowych trendów niż osoby dorosłe, mające już pewien dystans do „cudownych mocy” różnych wyrobów drogeryjnych. Istnieje jednak funkcjonalna różnica między tym, co młodzi ludzie robią z ciekawości i zwykłej ludzkiej chęci podobania się, a aktami autoagresji dokonywanych przy pomocy kosmetyków, których niemymi świadkami stają się ściany łazienki: te pierwsze poprawiają samopoczucie, te drugie – na dłuższą metę wykańczają psychicznie.

Nastolatki, które wpadły w pułapkę kosmetykoreksji, nie zasługują na potępiające komentarze, wyśmiewanie ich rzekomej próżności czy dawania im szlabanu na internet. Potrzebna jest im natomiast głęboka rozmowa o ich wartości, która zdecydowanie wykracza poza to, jak prezentuje się ich skóra, o zmiennych kanonach urody, a także o tym, jak odległe od autentyczności bywają rolki i dłuższe filmy publikowane w socialach. Jeśli nastolatek rzeczywiście ma problemy skórne (np. trądzik), to oczywiście wskazana jest także konsultacja u dermatologa oraz pomoc w doborze właściwego leczenia i pielęgnacji. Skóra jest przecież znaczącym organem ludzkiego ciała, o który należy dbać – kluczem jest jednak to, by czynić to pod okiem autorytetów, a nie w oparciu o modne slogany i przelotne trendy. Wreszcie, w postępowaniu w nastolatkiem dotkniętym kompulsywną pielęgnacją często niezbędna jest także psychoterapia – również ta rodzinna, gdyż młode osoby stosunku do własnego ciała uczą się przecież od rodziców.

Pod grubą warstwą peelingów, maseczek, podkładów i rozświetlaczy kryją się niekiedy pełne mroku stany emocjonalne, którymi należy się zaopiekować, a nie obsesyjnie ukrywać je przed światem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Obsesja pielęgnacji