Data świąt Bożego Narodzenia...
Niepowtarzalny urok polskich obchodów świąt Bożego Narodzenia przez wieki wywierał wpływ na wiarę, kulturę i obyczaje. Byłoby dobrze, gdyby wiele z nich nadal towarzyszyło naszemu świętowaniu Narodzenia Pańskiego. Może więc spróbujemy podczas rodzinnych spotkań przy świątecznym stole powspominać, jak nasi przodkowie obchodzili przed laty te piękne dni.
Data świąt Bożego Narodzenia była od początku umowna, bo przecież nie jest znany dokładny dzień narodzin Zbawiciela.
Dlaczego właśnie 25 grudnia?
Pierwotnie Boże Narodzenie obchodzono 6 stycznia i dopiero w IV w. datę tę przesunięto na 25 grudnia, dzień przesilenia zimowego. Egipcjanie, Grecy i Rzymianie w dniu 6 stycznia obchodzili święta narodzin bóstw roślinności, m.in. Dionizosa i Ozyrysa; w Grecji wierzono, że Dionizos przemienia wtedy wodę w wino, a w Aleksandrii - sławiącej bożka wieczności Eona - święcono wody Nilu. W dniach pomiędzy 17 a 24 grudnia w Rzymie obchodzono Saturnalia, a w Grecji - Kronia; oddawano wówczas cześć legendarnym władcom "złotego wieku" Saturnowi i Kronosowi. Natomiast 25 grudnia obchodzono - z rozkazu cesarza święto państwowe - dzień narodzin "niezwyciężonego Słońca", a po nich uroczystości noworoczne: w Rzymie - Calendae Januarae, a w Grecji - Kalandas.
Chrześcijaństwo zrodziło się na terenach należących do Imperium Rzymskiego, toteż nie dziwi wpływ rozmaitych wierzeń, obrzędów i obyczajów na rytuały wprowadzane przez Kościół, który - zamiast z nimi walczyć - nadał im charakter chrześcijański. Najstarszym świadectwem obchodzenia Bożego Narodzenia 25 grudnia jest wzmianka w "Calendas Januarii Natus Christus in Bethlehem Judae", czyli w chronografie rzymskim - kalendarzu z 354 r. Przed wiekami święta trwały aż osiem dni, od XVII wieku o połowę krócej, a od 1775 r. dwa dni.
Dwanaście "świętych wieczorów"
Od wieczoru wigilijnego aż do Trzech Króli trwały "święte wieczory", podczas których śpiewano pieśni o Narodzeniu Pańskim, czyli kolędy, wysłuchiwano opowieści z dawnych czasów i odwiedzano się nawzajem po domach. Unikano przy tym wszelkiej pracy po zachodzie słońca, aby się np. podczas motania nici "nie zamotał" do wsi jakiś wilk. W niektórych regionach obwożono w tym czasie na saniach bałwana ze słomy, który potem musiał zginąć - jak wiosenna Marzanna - w płomieniach ognia albo w topieli. Złorzeczono mu przy tym: "Niech cię czort zabierze!", w nadziei na rychłe roztopy.
Wigilia i święta były czasem swoistych "Zaduszek", ponieważ wierzono, że dusze zmarłych przodków nawiedzają domy. Ilekroć więc zasiadano do stołu, klaskano w dłonie, aby przypadkiem nie zająć miejsca, na którym wypoczywać mogła przybyła duszyczka. A po jedzeniu pozostawiano na stole trochę potraw dla zmarłych, aby i oni mogli w nocy skosztować świątecznych specjałów. Po wieczerzy na stole kładziono chleb, na nim nóż, a na nożu opłatek. Dopiero blisko Trzech Króli sprawdzano, czy na nożu nie pojawiła się rdza; jeśli była od strony chleba, to zanosiło się na kiepskie plony żyta, a jeśli od strony opłatka - mizerne miały być zbiory pszenicy.
Sądzono, że dzień wigilijny decyduje o najbliższych dwunastu miesiącach, aż do następnej Wigilii. Okres pomiędzy Wigilią a Trzema Królami nazywano "dwunastnicą" i na jego podstawie prognozowano pogodę na cały rok. I to szczegółowo, ponieważ z każdej ćwiartki kolejnej doby przewidywano klimat na poszczególne, następujące po sobie tygodnie roku.
Jak przeżywano święta
Pierwszy dzień świąt upływał zazwyczaj spokojnie, na wspólnym biesiadowaniu i śpiewie kolęd. Unikano jakichkolwiek prac, np. sprzątania czy rąbania drewna. Starano się również nie przeglądać w lustrze, unikano czesania włosów i rozplatania warkoczy, a także pokładania się do snu w ciągu dnia, bo wszystko to mogło ściągnąć na człowieka chorobę.
W drugi dzień świąt wspominano św. Szczepana, a w kościołach święcono owies, który zanoszono później do stajni, aby koniom wynagrodzić to, że podczas Wigilii nie dostały opłatka. Jakże miały go jednak otrzymać, skoro - wedle tradycji - nie było ich obok woła i osiołka, przy żłóbku w Betlejem? Obsypywano się także owsem, życząc sobie: "Na szczęście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie, żeby się darzyło w komorze". Zdarzało się, że owsem rzucano również w księdza po Mszy św., na pamiątkę ukamienowania pierwszego męczennika. Bywało jednak, że ktoś przedobrzył i cisnął owsem zmieszanym np. z bobem albo rzucał nim z chóru w ludzi wychodzących z kścioła. Wieczorem w świątyni ludzie zbierali rozrzucony owies, bo miał cieszyć się on sławą najlepszej karmy dla kur znoszących jaja.
Podczas gdy w miastach wędrowano od kościoła do kościoła, aby przy kolejnych żłóbkach pokłonić się Narodzonemu, na wsi służba wadziła się z gospodarzami, którzy chcieli pozyskać czeladź do pracy na następny rok. Powiadano, że "na święty Szczepan - każdy sobie pan", bo na Boże Narodzenie wygasały wszelakie umowy zawarte między pracownikami najemnymi a chlebodawcami. Gospodyni stawiała na stole barszcz suto kraszony, a gospodarz wyjmował antałek i zapraszał służbę: "Pożywajmy, co Bóg dał!"; jeśli parobek nie odpowiadał, wiadomo było, że wypowiada umowę.
I po świętach były święta
27 grudnia Kościół wspomina św. Jana Ewangelistę, któremu niegdyś próbowano wrzucić truciznę do kielicha z winem, a on znakiem krzyża miał rozbić ową czarę; dlatego w tym dniu przywożono z dworów do świątyń wino do poświęcenia. Kapłani udzielali wówczas wiernym Komunii św. pod dwiema postaciami. Nasi przodkowie przeciwstawiali Janowi Ewangeliście - od którego słońce przesila się ku latu, a zima ku mrozom - Janowi Chrzcicielowi, od kiedy to słońce zwraca się ku zimie, a lato ku upałom.
Natomiast 28 grudnia, w święto Młodzianków, starano się dzieciom wynagrodzić okrucieństwo Heroda, obdarzając je szczodrze upominkami. Młode dziewczęta biegały zaś po wioskach przybrane rutką, bo porzekadło głosiło: "Na święte Młodzianki trza się stroić w wianki".
Gdy nadchodził czas kolędowania
Zaraz po świętach księża wyruszali na kolędę. Jak to pisał przed laty ks. Jędrzej Kitowicz: "...w te czasy jeżdżą po dworach, po wsiach, albo miastach, chodzą po domach, ogłaszają w krótkiej przemowie przyjście na świat Słowa Wcielonego, życzą błogosławieństw wszelkich, niebieskich i ziemskich...".
Niejeden gołowąs z biciem serca oczekiwał odwiedzin księdza, zwłaszcza gdy jeszcze po Pasterce sumienie mu wyrzucało, że nalał do kropielnicy atramentu albo podpiął rąbek spódnicy klęczącej niewieście. Unikał więc dobrodzieja, aby mu uszu nie natarł, a choć okazał skruchę, odgarniając śnieg wokół kościoła i przed plebanią, to i tak ojciec urwisa musiał udobruchać wielebnego, ofiarowując podczas kolędy kokoszę, gęś, suszone grzyby albo choćby osełkę masła. Księdzu towarzyszył organista z dzwonkiem, bakałarz i kilku chłopców ze szkółki parafialnej. Młódki niecierpliwie wyczekiwały aż będą mogły zająć miejsce, na którym siedział dobrodziej, bo miało to gwarantować rychłe zamążpójście.
Ale przyjmowano również innych kolędników, rozmaitych przebierańców. Przed wiekami przyprowadzano czasem gospodarzowi pod zagrodę prawdziwego tura albo niedźwiedzia, ale kiedy te zwierzęta wyginęły, pojawili się przebierańcy z turoniem i kulą, a potem gwiazdą, wyśpiewujący pastorałki. Przyjmowano także chłopców z szopką i kolędą na ustach, a także uczestniczono w "Herodach" lub "Maryjkach", czyli jasełkach o Narodzeniu Pańskim. A zewsząd dochodziły dźwięki muzyki, ponieważ trwał już czas zabaw i maskarad, ciągnących się aż do zapustów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











