Logo Przewdonik Katolicki

Nie tylko prorocy

Aleksandra Polewska
Fot.

Są trzy rzeczy, dla których warto chwytać za pióro czy też stukać w klawiaturę komputera: to wiara, nadzieja i miłość mówi Jarosław Gałuszka. Wszystko inne może być, może nie być. Wiele współczesnych ataków na Kościół, katolików, ma źródło w źle rozumianej kulturze, która w ten sposób staje się antykulturą, antyhumanizmem. Chrześcijanie, w których Bóg...

Są trzy rzeczy, dla których warto chwytać za pióro czy też stukać w klawiaturę komputera: to wiara, nadzieja i miłość – mówi Jarosław Gałuszka. – Wszystko inne może być, może nie być. Wiele współczesnych ataków na Kościół, katolików, ma źródło w źle rozumianej kulturze, która w ten sposób staje się antykulturą, antyhumanizmem. Chrześcijanie, w których Bóg zdeponował choć trochę talentu, są dziś zaproszeni, by odpowiedzieć twórczo na to wyzwanie.

Z autorem trylogii: „Eliasz – ogień Boży”, „Cuda Elizeusza”, „Król Jehu i prorocy”, powieści współczesnej „Ćpun i Samarytanka” oraz bajki „Hece prorockie” rozmawia Aleksandra Polewska

Jak Jarosław Gałuszka został pisarzem?
– Zaczęło się w szkole podstawowej, od pierwszej stustronicowej „powieści”. Odtąd już regularnie ślęczałem nad maszyną do pisania, zużywając tony papieru. To były takie moje prywatne warsztaty, wszystko szło do szuflady; jestem samoukiem. Narzeczeństwo z Joasią (obecnie żoną) wyglądało najczęściej tak: siedzieliśmy w maleńkiej kuchni w mieszkaniu moich rodziców w Żywcu, a ja z dumą czytałem jej moje wypociny. Była i jest moim najwierniejszym czytelnikiem. Czas płynął, na świat przyszły nasze dzieci, pojawiły się obowiązki, konieczność pracy zarobkowej, jakiejkolwiek, byle związać koniec z końcem. Byłem browarnikiem i górnikiem, karateką i ochroniarzem, trenerem i muzykiem bluesowym, budowlańcem i kasjerem w McDonaldzie, wychowawcą w Monarze, a wcześniej także jego pacjentem. I zawsze, w tych trudnych dla mnie latach (około dwudziestu) pisałem i czekałem na cud, na uśmiech Opatrzności. Modliłem się o potwierdzenie mojego powołania, potwierdzenie mojej tożsamości, której byłem pewien! Bóg się ulitował i pochylił nade mną. Przyszła pozytywna opinia z wydawnictwa Palabra, dotycząca pierwszej wersji mojego „Eliasza”. Pamiętam, że razem z żoną płakaliśmy ze szczęścia. Jestem bardzo wdzięczny Bogu za tę chwilę.

Dlaczego na bohaterów swojej powieści wybrałeś proroków? Dlaczego akurat Eliasza i Elizeusza?
– Zamieszkaliśmy w Łodzi i tu Bóg powołał nas na Drogę Neokatechumenalną, ratując nasze małżeństwo od rozpadu. Tutaj odkryłem Pismo Święte, nie tylko jego istotne własności, tak konieczne każdemu wierzącemu dla jego żywego kontaktu z Chrystusem, ale i jego literacką zawartość. Byłem zaskoczony. Zobaczyłem materiał na tysiąc pasjonujących powieści, ale to właśnie historia proroka Eliasza „zaatakowała” moją wyobraźnię. Radykalizm, heroizm, brak kompromisów. Poza tym jego dzieje, a także Elizeusza i Jehu ułożyły się w mojej głowie w małą trylogię biblijną. Byłem jak w transie. Pisałem 20 godzin na dobę, od razu trzy powieści, a każdą z nich w kilku wersjach. Słowa Eliasza stojącego naprzeciw kilkuset proroków Baala na górze Karmel, wołającego do niewiernego ludu Izraela, wyryły się w moim sercu: „Dokądże będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli bogiem jest Baal, to służcie jemu” . Nader aktualne przesłanie, do nas, do wszystkich wierzących...

Większość Twoich powieści poświęcona jest prorokom. I nagle niespodziewanie piszesz „Ćpuna i Samarytankę”.
– Ta książka to osobiste katharsis. Jest wspomnieniem mrocznego okresu mojej młodości, z którego uratowała mnie ofiarna miłość pewnej szesnastolatki. Miała na imię Joanna. Niełatwo opisać koszmar, zresztą nie takie było moje zamierzenie. Nie chciałem pisać kolejnej apologii narkomanii. W „Ćpunie” zmieniłem oczywiście imiona osób oraz topografię wydarzeń, ale wątki są jak najbardziej prawdziwe. Chciałem opisać miłość: dziwną, tajemniczą, poczętą w miejscu, warunkach i okolicznościach, które trudno byłoby uznać za romantyczne. Jednak dla Boga nie ma nic niemożliwego... Właśnie to mnie fascynuje – trudna miłość, przedzierająca się nieustępliwie przez próby, cierpienia, błędy ku Prawdzie, Dobru, Pięknu. Jak miłość biblijnego Jakuba do Racheli, Ozeasza do jego niesfornej żony Gomer. Miłość jest potężna jak śmierć. Bóg dał mi wspaniałą kobietę w najwłaściwszym momencie mojego życia. Nie przestaję Mu dziękować, a wyrazem wdzięczności jest również „Ćpun i Samarytanka”...

Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki