Logo Przewdonik Katolicki

Nowi kapłani Archidiecezji Gnieźnieńskiej

Bernadeta Kruszyk
Fot.

W sobotę, 5 czerwca br., ksiądz Arcybiskup Henryk Muszyński udzieli święceń kapłańskich dziesięciu diakonom z Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Dzisiaj prezentujemy ich sylwetki. Diakon Michał Hinz Urodził się w 1977 roku w Bydgoszczy (w parafii pw. Chrystusa Króla). Ma pięciu starszych braci i młodszą siostrę. O swej rodzinie mówi "ekumeniczna", ojciec...

W sobotę, 5 czerwca br., ksiądz Arcybiskup Henryk Muszyński udzieli święceń kapłańskich dziesięciu diakonom z Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Dzisiaj prezentujemy ich sylwetki.
Diakon Michał Hinz Urodził się w 1977 roku w Bydgoszczy (w parafii pw. Chrystusa Króla). Ma pięciu starszych braci i młodszą siostrę. O swej rodzinie mówi "ekumeniczna", ojciec bowiem, choć katolik, pochodzi z rodziny protestanckiej. Myśl o przywdzianiu sutanny towarzyszyła mu od dziecka, traktował ją jednak dość sceptycznie. Po ukończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w technikum elektronicznym. Nie stronił od dobrej zabawy i spotkań z rówieśnikami. Chciał zdobyć konkretny fach i założyć rodzinę. Pragnienie pójścia za Chrystusem na drodze kapłańskiego życia okazała się jednak silniejsza. Po maturze zdecydował, że wstąpi do seminarium. Najbliżsi nie byli zdziwieni. Jak mówi, czuli, że taką właśnie decyzję podejmie. Pytali tylko, czy jest pewien swego wyboru. Nie był. Dziś, po sześciu latach formacji seminaryjnej już wie, że ta droga jest jego drogą. Michał ma naturę ekstrawertyka. Jest otwarty, komunikatywny, ale by zebrać myśli, potrzebuje samotności. Z czasów szkoły średniej zostało mu zamiłowanie do elektroniki. Przez cztery lata opiekował się seminaryjną stroną internetową. Dwukrotnie był w Kazachstanie na miesięcznej praktyce. Przyznaje, że było to trudne, acz cenne doświadczenie. Nie zastanawia się, gdzie będzie posługiwał po przyjęciu święceń. Pójdzie tam, gdzie Pan Bóg zechce. Diakon Marek Salwa Rocznik 1977. Pochodzi z parafii pw. św. Jerzego i św. Jadwigi w Kłecku. O kapłaństwie zaczął myśleć stosunkowo wcześnie. Nie ukrywa, iż zawsze był blisko związany z Kościołem i swą parafią. Wahał się jednak. Bał, że nie podoła. Myślał: "jest tylu odpowiedniejszych ode mnie." Marek wspomina, iż w dniu zdawania matury (w Technikum Samochodowym w Gnieźnie) ks. proboszcz Leszek Kaczmarek zapytał go, czy już złożył "papiery" do seminarium. Odpowiedział, że nie i w tym samym dniu podjął ostateczną decyzję. Przyznaje, iż pytanie ks. proboszcza bardzo go zdziwiło. O swych zamierzeniach nikomu nie mówił. Skąd więc proboszcz wiedział? Marek nie będzie jedynym kapłanem w rodzinie. Za głosem Chrystusa podążył także jego starszy brat. Przyznaje, iż na swej drodze spotkał wielu wspaniałych i w pełni oddanych Bogu "mężów modlitwy", których życie i postawa utwierdziły go w przekonaniu, iż w kapłaństwie można być szczęśliwym. Wspomina, iż będąc na klasowej wycieczce w Częstochowie, modlił się przed obrazem Jasnogórskiej Pani o odwagę i wytrwałość. Prosił, by Pan Bóg go poprowadził. Dziś dziękuje Mu za łaskę powołania i drogę, którą mu wskazał. Chce nią kroczyć w posłuszeństwie i służyć Kościołowi oraz bliźnim, najlepiej jak potrafi. Diakon Mariusz Kamiński Ma 27 lat. Pochodzi z Łąkocina należącego do parafii pw. Św. Trójcy w Górze (dekanat Inowrocław I). Był ministrantem, lektorem, ale nie przypuszczał, że zostanie księdzem. Głos powołania usłyszał, będąc w trzeciej klasie Technikum Elektromechanicznego w Inowrocławiu. Przyznaje, iż w jego rozeznaniu pomogli mu dwaj kapłani: jego katecheta oraz ks. Teodor Paradowski, ówczesny proboszcz parafii w Górze. Mimo to wahał się, bał, że sobie nie poradzi. Po maturze rozpoczął pracę. Pan Bóg nie dał jednak za wygraną. Decyzja Mariusza była dla jego rodziny niemałym zaskoczeniem. Jak mówi, nigdy nie zdradzał szczególnej chęci zostania kapłanem. Miał być elektromechanikiem, założyć rodzinę. Mimo to najbliżsi przyjęli jego wybór z radością i za to jest im wdzięczny. Mariusz przyznaje, że nie przepada za ulicznym gwarem i wielkomiejskim rozgardiaszem. Wychował się w małej parafii i do takich miejsc czuje największy sentyment. Jest cichym, spokojnym, trochę nieśmiałym człowiekiem, który lubi ciszę i książki. Formacja seminaryjna pozwoliła mu otworzyć się na ludzi i dostrzec to, czego nie dostrzegał wcześniej. Od czasu praktyki na oddziale paliatywnym w gnieźnieńskim Szpitalu przy ulicy Świętego Jana zupełnie inaczej patrzy też na ludzkie cierpienie. Diakon Radosław Kaźmierski Urodził się w 1979 roku w Strzelnie i od najmłodszych lat wykazywał szczególne zamiłowanie do kopania piłki. Najpierw grał w "nożną", a potem w "ręczną". Chciał zostać zawodowym sportowcem albo trenerem. Jak mówi, nie wyobrażał sobie, że mógłby robić w życiu coś innego. Do czasu. W drugiej klasie liceum wszystko się zmieniło. Zaczął poważnie zastanawiać się nad sobą, swoją wiarą i swoim miejscem we wspólnocie Kościoła. Do dziś nie umie sobie tego wytłumaczyć. Radosław przyznaje, iż kiedyś nie poświęcał zbyt wiele czasu Panu Bogu. Owszem, chodził na Msze święte, przyjmował sakramenty, ale nie było w tym jakiejś istotnej głębi. Miał wiele dylematów. Czekał na "list", wskazówkę od Opatrzności. W podjęciu decyzji pomógł mu ks. Radosław Orchowicz. Zdecydował, że po maturze wstąpi do seminarium. Wspomina, iż mama nie mogła uwierzyć, a gdy już uwierzyła, płakała z radości. Tydzień po przyjęciu święceń Radosław pobłogosławi związek małżeński koleżanki i kolegi z liceum. Cieszy się, że będzie mógł to zrobić. Nadal uprawia sport. Nie jest on już jednak w jego życiu najważniejszy. Chciałby pracować z młodzieżą oraz z tymi, którzy nie potrafią się odnaleźć. Wierzy, że Pan Bóg pośle go tam, gdzie będzie potrzebny. Diakon Jarosław Zych Pochodzi z parafii pw. św. Mikołaja w Żydowie. Ma 31 lat. Kiedyś chciał być historykiem, ale Opatrzność - jak mówi - postanowiła inaczej. Był ministrantem, potem lektorem, ale o kapłaństwie nie myślał. Po zdaniu matury chciał studiować historię, zdobyć dobrą pracę, założyć rodzinę. Miał wiele planów. Po kilku latach wstąpił do seminarium. Dla mamy i rodzeństwa było to duże zaskoczenie. Jarek ma trzy siostry i trzech braci. Mówi, iż rodzina przyjęła jego decyzję z niedowierzaniem, ale i radością. Cieszyła się zwłaszcza mama. Oto najmłodszy syn zostanie księdzem. Przyznaje, iż na początku drogi nie było łatwo. Życie w seminarium znacznie różni się od tego "na zewnątrz". Ale to konieczne, by dobrze przygotować się do kapłaństwa. Mówi, iż wzorem byli dla niego dwaj, nieżyjący już proboszczowie parafii w Żydowie - śp. ks. Szczepan Pieszczoch i śp. ks. Jan Tadych. Jarek nie ukrywa swojego zamiłowania do sportu, zwłaszcza piłki nożnej i żużla. Mówi, że jest zapalonym kibicem, choć tylko "telewizyjnym". Chce być dobrym kapłanem. Dobrym, czyli posłusznym, gorliwym i w pełni oddanym w służbie Bogu i bliźnim, wszędzie tam, gdzie pośle go Kościół. Diakon Tomasz Rachowiecki Rocznik 1979. Pochodzi z parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Janikowie. Od zawsze wiedział, że poświęci swe życie Panu Bogu i Kościołowi. Mówi, iż w jego drodze do kapłaństwa nie było żadnych punktów zwrotnych. Powołanie rozwijało się od najmłodszych lat. Służył przy ołtarzu, zanim nauczył się pierwszych liter. Po ukończeniu szkoły podstawowej chciał wstąpić do Niższego Seminarium Duchownego w Markowicach, ale nie został przyjęty. Złożył więc "papiery" do Technikum Technologii Żywności w Solcu Kujawskim i po zdaniu egzaminu dojrzałości wstąpił do Seminarium w Gnieźnie. Rodzina nie była zaskoczona, zdziwili się za to niektórzy koledzy. Tomasz przyznaje, że niekiedy miał wątpliwości co do swego wyboru, ale nigdy nie były one na tyle silne, by go zawrócić z drogi. Mówi o sobie, że jest indywidualistą. Nie przeszkadza mu to jednak w kontaktach z ludźmi. Jest otwarty i optymistycznie nastawiony do świata. Gdy ma okazję, gra na organach i łowi ryby. Jak każdy "rasowy" wędkarz, potrafi przesiedzieć nad wodą cały dzień. Wierzy, że z Bożą pomocą będzie wypełniał swe kapłańskie posłannictwo najlepiej, jak potrafi, bez względu na miejsce i okoliczności. Diakon Sebastian Kołodziejczyk Urodził się w 1979 roku. Pochodzi z Inowrocławia (z parafii pw. św. Jadwigi Królowej). O tym, że zostanie kapłanem, zdecydował w czwartej klasie liceum. Wcześniej, gdy koledzy mówili: "może byś poszedł do seminarium", odpowiadał, by sobie nie żartowali. W końcu zrozumiał, że to jest droga, którą powinien pójść. Śmieje się, że dostrzegł ją jako ostatni. Przyznaje, że w rozeznaniu powołania pomógł mu jego katecheta, ks. Robert Barczik. Wspierał, wyjaśniał, tłumaczył. Decyzja nie była jednak łatwa. Sebastian, nim ją podjął, spędził wiele godzin na modlitwie i rozmyślaniach. O modlitwę prosił też członków Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, do którego należał. Czekał znaku od Boga... I dostał. Był lektorem. Pierwsze czytanie, jakie przyszło mu odczytać, było o powołaniu... To go utwierdziło... Sebastian wspomina, iż o swym wyborze powiedział rodzicom dość późno. Ojciec i dwaj starsi bracia przyjęli wiadomość spokojnie, mama płakała... z radości. Płakała za każdym razem, gdy mówiła o decyzji syna znajomym. Ale była szczęśliwa. Sebastian przyznaje, iż formacja seminaryjna nauczyła go wielkiej pokory. Jako kapłan pragnie zmierzać do świętości i zachęcać do tego wszystkich tych, których mu Pan Bóg powierzy. Diakon Robert Lewicki Jest najstarszy z całej dziesiątki diakonów. Ma 38 lat. Pochodzi z Mieleszyna należącego do parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Popowie Ignacewie. W wieku 17 lat postanowił wstąpić do Zgromadzenia Księży Salezjanów. Rodzice dowiedzieli się o tej decyzji na tydzień przed jego wyjazdem. Robert przyjął śluby czasowe. Przez kilka lat pracował z młodzieżą, prowadził rekolekcje formacyjne. Przed przyjęciem ślubów wieczystych zdecydował, że lepiej przysłuży się Kościołowi i ludziom jako ksiądz diecezjalny. Cztery lata temu wstąpił do gnieźnieńskiego seminarium. Przyznaje, że dzięki tej przedłużonej formacji (najpierw zakonnej, później seminaryjnej) nauczył się pokory. Robert jest typem samotnika, ale ma dobry kontakt z ludźmi. Wiek, pochodzenie, status społeczny nie mają dla niego znaczenia. Ważne, co się ma "w środku". Chciałby pomagać tym, którzy się pogubili, którym coś się w życiu nie udało. Jak mówi, czasami wystarczy zwykła rozmowa, obecność, chwila wspólnej modlitwy. Przyznaje, iż chęć służenia innym "zaprowadziła" go najpierw do salezjanów. Dziś jest w Gnieźnie. To najlepszy dowód na to, iż Pan Bóg prowadzi człowieka do celu różnymi drogami... Diakon Szymon Pawłowski Urodził się w 1978 roku. Pochodzi z parafii pw. Bożego Ciała w Bydgoszczy. O wstąpieniu do seminarium zdecydował po maturze (zdanej w IV LO w Bydgoszczy). Przyznaje, iż wcześniej zamierzał kontynuować naukę w Wyższej Szkole Policyjnej w Szczytnie. Pan Bóg miał jednak względem niego inne plany. Mówi, iż prowadził go do kapłaństwa małymi krokami. Nie ukrywa, że na drodze tej spotkał wielu wspaniałych ludzi, doświadczył różnych, z pozoru błahych sytuacji, które później okazały się być bardzo znaczącymi. Szymon jest jedynakiem. Rodzice nigdy nie kwestionowali jego wyboru. Wspierali go, jak mogli. Wie, że zawsze może na nich liczyć. Nie ukrywa, iż z domem rodzinnym jest bardzo związany. Ostatni rok Szymon spędził w parafii pw. św. Wawrzyńca w Gnieźnie. Był tam na praktyce. Jest wdzięczny ks. proboszczowi Janowi Szrejterowi za ojcowskie przyjęcie oraz posługującym w parafii kapłanom: ks. Arturowi Janowiczowi, ks. Andrzejowi Wachowskiemu oraz ks. Mariuszowi Wieczorkiewiczowi za koleżeńską pomoc. Przyznaje, że wiele się tam nauczył. Mówi, że po przyjęciu święceń będzie się starał wypełniać swe kapłańskie obowiązki najlepiej, jak potrafi, bez względu na miejsce i okoliczności, w których przyjdzie mu posługiwać. Diakon Piotr Lewandowski Urodził się w 1971 roku. Pochodzi z parafii pw. Niepokalanego Serca NMP w Silnie (położonej na trasie Chojnice-Tuchola, w diecezji pelplińskiej). Po ukończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w Technikum Drzewnym w Chojnicach, a po maturze zdecydował się studiować na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Przyznaje, iż głos powołania słyszał już w szkole średniej. Przez długi czas starał się jednak go zagłuszyć. Myślał: "pójdę na studia i zapomnę, jest przecież tylu odpowiedniejszych ode mnie." Ale zapomnieć nie mógł. Każdego dnia pytał: "co robić dalej?" Na drugim roku zdecydował, iż po zakończeniu studiów wstąpi do Seminarium w Gnieźnie. Słowa dotrzymał. Jak mówi, gdyby wybrał inaczej, nie miałby w sercu pokoju. W roku 2000, po dwóch latach spędzonych w Gnieźnie, Piotr rozpoczął formację w międzynarodowym Seminarium Duchownym w Rzymie. Ukończył tam studia teologiczne oraz studia z zakresu prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża. Jak mówi, czas spędzony w Wiecznym Mieście pozwolił mu poznać kulturę i mentalność mieszkańców różnych zakątków świata oraz - co szczególnie ważne - nauczyć się języków obcych. Przyznaje, iż interesuje się polityką międzynarodową i zagadnieniami dotyczącymi praw człowieka. Lubi też sport, zwłaszcza piłkę nożną oraz muzykę poważną. W sobotę, 5 czerwca br., wraz z kolegami z roku, przyjmie święcenia kapłańskie w gnieźnieńskiej katedrze.
Fot. B. Gozdowska
Zebrała:

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki