Logo Przewdonik Katolicki

Odzyskać to, co zagrabione

Mateusz Wyrwich
Fot.

O odzyskiwaniu majątku kościelnego, ze współprzewodniczącym Komisji Majątkowej ks. Mirosławem Piesiurem, rozmawia Mateusz Wyrwich W mediach świeckich można czasem spotkać opinie, że Kościołowi jest zwracane mienie zagrabione jeszcze przez zaborców w XVII czy XIX wieku... To nieprawda. Przedmiotem prac Komisji Majątkowej jest to wszystko, co było w posiadaniu Kościoła...

O odzyskiwaniu majątku kościelnego, ze współprzewodniczącym Komisji Majątkowej ks. Mirosławem Piesiurem, rozmawia Mateusz Wyrwich

W mediach świeckich można czasem spotkać opinie, że Kościołowi jest zwracane mienie zagrabione jeszcze przez zaborców w XVII czy XIX wieku...
– To nieprawda. Przedmiotem prac Komisji Majątkowej jest to wszystko, co było w posiadaniu Kościoła do roku 1945, a zostało zabrane po wojnie, z naruszeniem przepisów obowiązującego wtedy prawa, które władza komunistyczna sama ustanowiła. Mienie Kościoła zagarniano w głównej mierze na podstawie komunistycznej ustawy „o dobrach martwej ręki” z marca 1950 roku. Zapisano w niej, że wszystkie nieruchomości ziemskie przechodzą na własność państwa i to, że każdy podmiot kościelny powinien mieć pozostawione 50 hektarów, by miał z czego żyć. Rzeczywistość była jednak inna. Zabierano niemal wszystko, nie przejmując się ograniczeniami ustawowymi. Wnioski podmiotów kościelnych, które wpłynęły do Komisji Majątkowej, dotyczą tylko tego, co zostało zabrane niezgodnie z przepisami prawa. Jeśli np. krakowscy cystersi utracili prawie 300 hektarów, to ich roszczenie dotyczyć może tylko 50 ha. Reszta, zabrana zgodnie z prawem, już przepadła. W takim przypadku nie ma możliwości odzyskania utraconego mienia, powyżej tej granicy.

Można było zgłaszać roszczenia do końca 1992 roku. Co się dzieje z tymi własnościami, które nie zostały zgłoszone?
– Wygasają. Komisja Majątkowa nie może po tym terminie przyjąć wniosku i wszcząć postępowania. Jest jednak wyjątek: jeśli pokrzywdzony podmiot kościelny, parafia czy zgromadzenie zakonne lub seminarium, złożył do końca 1992 roku wniosek o zwrot mienia do jakiegoś organu administracji państwowej. Wówczas tamten podmiot był zobowiązany przekazać ów wniosek do Komisji. Jeżeli tego nie zrobił, to nie jest wina wnioskodawcy, więc musimy go uznać za zgłoszony w terminie.

Co zabierano? Ochronki, szkoły, budynki kościelne, zakonne?
– Zabierano nieruchomości ziemskie, ale bardzo często znajdowały się na nich jakieś budynki, prowadzone przez Kościół: szpitale, ochronki, szkoły, zakłady produkcyjne, np. drukarnie. Te zabrano Kościołowi z mocy ustawy o nacjonalizacji przemysłu, ale zabór takiego mienia kościelnego nie wchodzi w zakres prac regulacyjnych naszej Komisji. Może zajmie się tym przyszła ustawa reprywatyzacyjna, jeżeli do jej uchwalenia dojdzie.

Czego nie udaje się odzyskać i dlaczego?
– Regulacja nie może także naruszać praw nabytych przez niepaństwowe osoby trzecie oraz rolników indywidualnych. Zachodzi to wtedy, gdy nieruchomości historyczne, grunty lub budynki zostały sprzedane przez państwo komunistyczne. W takim wypadku potrzebne jest mienie zamienne, jako forma odszkodowania. Gdy obiektywnie nie można go zdobyć, istnieje jeszcze możliwość wypłaty odszkodowania. Zarówno mienie zamienne, jak i odszkodowanie musi być równe wartości mienia utraconego. Trzeba wycenić nieruchomość według stanu na dzień utraty. Jeśli dziś jakiś obiekt jest rozbudowany, to Kościołowi należy się rekompensata tylko za część utraconą.

Dobra, według ustawy z 1989 roku, powinny być zwrócone w ciągu trzech miesięcy czy pół roku. Dziś głównie przez samorządy?
– Rzeczywiście, ustawodawca podał takie terminy czasowe na rozpatrzenie wniosków. Problem leży jednak w uzyskaniu mienia zamiennego. Ustawy samorządowe z 1990 roku i 1998 spowodowały, że nieruchomości zabrane Kościołowi, które były we władaniu Skarbu Państwa, zostały przekazane w dużej części samorządom – gminom, miastom. To one w większości przypadków są dziś właścicielami nieruchomości, o które wnioskował Kościół. Dlatego samorządy w pierwszej kolejności powinny zwrócić mienie Kościołowi lub przygotować nieruchomości zamienne. Często bywa jednak tak, że samorządy nie oddają na zasadzie: nie, bo nie.

Czyli można powiedzieć, że niektóre samorządy nie respektują przestrzegania przepisów prawa, nie chcąc oddać Kościołowi tego, co do niego należy...
– Niestety, tak bywa. W Warszawie jest kilkadziesiąt niezwróconych nieruchomości, a na dodatek wnioskodawcy nie mogą otrzymać ekwiwalentnego mienia zamiennego. Dotyczy to terenu obu warszawskich diecezji. Wiemy, że Warszawa wystawia często nieruchomości na sprzedaż. Powinna w pierwszej kolejności dostarczyć mienie zamienne dla wnioskodawców kościelnych, bo to oni zostali ograbieni. Tak było przez wiele poprzednich lat i niestety jest dzisiaj. Czasem proponowano jako mienie zamienne jakieś działki, jednak okazało się, że są to rowy lub grunty pocięte liniami wysokiego napięcia. Jest to niepoważne traktowanie wnioskodawców, a tym samym Komisji Majątkowej. Jednocześnie żaden przedstawiciel miasta nie oświadczy, że nie ma nieruchomości zamiennych, bo wtedy by skłamał. I jest pat, który uniemożliwia nawet orzekanie Komisji finansowych odszkodowań. Brakuje dobrej woli. Zresztą trudno tu mówić o dobrej woli, bo jest to kwestia przestrzegania prawa przez urzędników samorządowych.

Kiedy jednak mienie zostało zbyte dla osób trzecich, to nie samorządy muszą płacić odszkodowania, ale Skarb Państwa, czyli w jego imieniu minister finansów bądź Agencja Nieruchomości Rolnej musi dać mienie zastępcze. Jednak często Agencja Nieruchomości Rolnej, podobnie jak samorządy, nie oddawała historycznych nieruchomości kościelnych ani nie dostarczała mienia zamiennego.
– Zdarzały się takie przypadki w ubiegłych latach. Mimo że miała nieruchomość, ANR przez kilkanaście lat zwlekała z jej zwrotem. Mamy tu do czynienia z uporem urzędników albo z nieznanymi nam interesami czy strefami wpływów politycznych, które blokowały działanie naszej Komisji Majątkowej.

Czy właśnie z tego powodu prace Komisji trwają aż piętnaście lat?
– Zdawać by się mogło, że Komisja będzie działać krótko, ponieważ jest to przywracanie czegoś, co się w oczywisty sposób Kościołowi należy, gdyż to on został pokrzywdzony. Do takiego wniosku przecież doszli ci, którzy na bazie ustawy kościelnej powołali Komisję Majątkową i kazali rozpocząć proces regulacyjny. Niestety, Komisję z biegiem lat zaczęto traktować jako instrument do walki ideologicznej z Kościołem, wykorzystywany przez różnych polityków. A w pracach Komisji nie chodzi o politykę, lecz o przestrzeganie prawa.

Jaki procent mienia wrócił do Kościoła w ciągu tego czasu?
– Prowadzenie statystyk na bazie prac Komisji, ile hektarów zwrócono Kościołowi, jest nieporozumieniem. Każda taka statystyka prowadzić będzie do fałszywych wniosków. Do połowy 2001 roku regulacja polegała na oddawaniu hektar za hektar. Taką praktykę wprowadzono w sposób nieformalny. Było to jednak z wielką krzywdą dla Kościoła, gdyż przez to półwiecze zmieniła się wartość gruntów w naszym kraju. Dzisiaj nie mówimy już więc o odzyskanych hektarach, ale o wartościach utraconych nieruchomości. Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu, jako jedyny podmiot posiadający ustawowo takie kompetencje, wydała protokół uzgodnień, w którym w oparciu o obowiązujące prawo ustalono, że zwrot nieruchomości będzie przebiegał według zasady: stan mienia na dzień jego utraty, ale wartość według cen dzisiaj obowiązujących.

Komisja Majątkowa powstała na mocy ustawy z 17.05.1989 roku. Zajmuje się odzyskiwaniem zagrabionego mienia Kościoła katolickiego obrządku rzymskokatolickiego i greckokatolickiego. Poza Komisją ustawa daje również jeszcze możliwość uregulowania spraw własnościowych Kościoła przez decyzje administracyjne wojewody. Dotyczy to m.in. wszystkich nieruchomości Skarbu Państwa, które były we władaniu kościelnych osób prawnych z chwilą wejścia ustawy w życie. Regulacja takich gruntów, na których np. stoją różne obiekty sakralne lub cmentarze, jest możliwa do dzisiaj. Również inne Kościoły i związki wyznaniowe działające w Polsce posiadają własne komisje regulacyjne dla spraw majątkowych.


Ksiądz Mirosław Piesiur jest kapłanem archidiecezji katowickiej. Od 9 lat pełni funkcję ekonoma archidiecezji. Wcześniej, prawie dziesięć lat, był kapelanem i sekretarzem abp. Damiana Zimonia. Jeszcze wcześniej był wikariuszem. W Komisji Majątkowej, jako jej współprzewodniczący, pracuje od blisko trzech lat

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki