Logo Przewdonik Katolicki

Podzwonne dla Komisji

Adam Suwart
Fot.

Chociaż powołana do rewindykacji bezprawnie zagarniętych dóbr kościelnych Komisja Majątkowa została rozwiązana 28 lutego, wiele wskazuje na to, że nadal będzie istnieć… W propagandowych wypowiedziach niektórych polityków i w bieżącej walce politycznej.

 


 

Oficjalny bilans to 65,5 tys. ha nieruchomości gruntowych oraz ponad 143 mln zł. Rekompensaty o takiej wartości przyznała przez 21 lat swojego funkcjonowania Komisja Majątkowa. Doszło do tego na drodze 3 tys. rozstrzygnięć w sprawach zgłoszonych przez różne podmioty kościelne, np. parafie, zakony czy diecezje. Podane liczby, choć mogą wydawać się duże, w istocie są jedynie odsetkiem mienia, jakie Kościołowi rzymskokatolickiemu odebrały władze komunistyczne po 1945 r. Nawet Komisja Majątkowa działająca od 1989 r. nie była więc w stanie w pełni zrekompensować Kościołowi strat materialnych, jakie poniósł on w wyniku działalności ateistycznego systemu komunistycznego po II wojnie światowej. Nie dziwi to m.in. w świetle tego, że już w momencie powołania Komisji postanowiono, że poszczególne podmioty kościelne nie będą mogły odzyskać więcej niż 50 ha ziemi, nawet gdyby przed wojną posiadały jej przykładowo 200 czy 500 ha.

 

Komisja ustępstwem Kościoła?

Sama idea powstania Komisji Majątkowej pojawiła się na fali wielkich przemian politycznych i społecznych, do jakich doszło w Polsce na przełomie lat 80. i 90. Uznając wtedy, po dziesięcioleciach dyskryminacji, a nawet jawnej agresji wobec Kościoła, jego podmiotowość społeczną i prawną, państwo polskie (a dokładniej ówczesna elita polityczna przymuszona presją społeczną) uznało, że w drodze swoistego postępowania mediacyjno-polubownego porozumie się z różnymi instytucjami Kościoła w zakresie zwrotu mienia (albo jego części) i wypłaty rekompensat za to mienie, którego z różnych względów nie można oddać.

Areną tego postępowania miała stać się właśnie Komisja Majątkowa, w której zasiedli przedstawiciele państwa i Kościoła. Godząc się na to, Kościół wykonał w zasadzie gest dobrej woli wobec administracji państwowej. Gdyby bowiem na początku lat 90. postanowił odzyskiwać swoje mienie (albo żądać adekwatnego odszkodowania) nie na drodze negocjacji ze stroną rządową w obrębie Komisji Majątkowej, ale przed sądami powszechnymi, można by się spodziewać, że skala odszkodowań, jakie otrzyma, będzie znacznie większa. Dowodem na to może być choćby fakt, że podczas gdy przez ponad 20 lat działania Komisja uzgodniła rozstrzygnięcia na łączną kwotę 143 mln zł, to jedna tylko z parafii poznańskich, która wcześniej nie osiągnęła zresztą rozstrzygnięcia w Komisji Majątkowej, uzyskała wyrok (na razie nieprawomocny) przyznający jej 75 mln zł odszkodowania za bezprawnie odebrane w okresie PRL-u grunty. Wyobraźmy sobie zatem, że Komisja Majątkowa nie istnieje, a tysiące poszkodowanych parafii i zakonów procesuje się z państwem o rekompensatę za ukradzione mienie. Skala zasądzonych odszkodowań byłaby wówczas zapewne nieporównanie większa niż owe 143 mln zł.   

 

Zerowe błędy

Tymczasem funkcjonowaniu Komisji Majątkowej towarzyszyła fala krytyki ze strony części mediów, a także określonych środowisk politycznych, na ogół zakorzenionych w lewicy postkomunistycznej. Kwestionowano przede wszystkim fundamenty prawno-organizacyjne samej Komisji, przy czym wątpliwości kierowano najczęściej jako zarzut pod adresem Kościoła. Orzeczenia Komisji były bowiem ostateczne i nie przysługiwał od nich żaden tryb odwoławczy. Szermierze krytyki tego mechanizmu nie dodawali jednak, że Komisja nie była organem administracji publicznej ani sądem, a jedynie gremium, w którym reprezentanci Kościoła i państwa porozumiewali się w sprawie zwrotu mienia bezprawnie zabranego przez komunistyczne państwo. Każda z owych ponad 3 tys. decyzji, jakie zapadły w Komisji, była więc także decyzją reprezentantów państwa o rekompensacie (na ogół częściowej) wobec konkretnych podmiotów kościelnych, które zostały w okresie Polski Ludowej skrzywdzone przez bezprawny zabór ich mienia.

Obciążając Kościół winą za funkcjonowanie Komisji, politycy obecnej lewicy w rezonerskim zapale zdają się jednak zupełnie ignorować fakt, że Komisja powstała w 1989 r. na podstawie Ustawy o stosunku państwa do Kościoła Rzymskokatolickiego. Ustawy w Polsce są efektem procesu legislacyjnego przeprowadzonego przez najwyższe organy państwowe – Sejm, Senat i Prezydenta RP. Ustawy te nie wchodzą w życie na mocy biskupich dekretów. A zatem ci politycy lewicowi, którzy kierują dziś swe propagandowe, antyklerykalne hasła wobec Kościoła, powinni raczej przemówić z politycznej trybuny z równie zapiekłą emfazą do swych partyjnych współtowarzyszy sprzed lat.

Nie jest tajemnicą, że na przełomie lat 80. i 90. spora grupa działaczy postkomunistycznych starała się zbić kapitał polityczny na ustępstwach, często pozornych, wobec Kościoła, widząc poparcie, jakim cieszy się w katolickim społeczeństwie. A taka forma polubownego naprawienia krzywd majątkowych wyrządzonych przez komunistyczny aparat państwowy Kościołowi katolickiemu w latach 1944–1989, jaką była powołana w 1989 r. Komisja Majątkowa, była dziełem również władz państwowych.

 – Gdzie jest granica pazerności Kościoła katolickiego? – komentował sprawy Komisji na początku marca tego roku poseł SLD Sławomir Kopyciński. Ten sam, który wcześniej, jak podały media, epatował opinię publiczną horrendalnymi kwotami, jakie rzekomo Kościół otrzymał od państwa za pośrednictwem Komisji Majątkowej. Podawano nawet kwotę 100 mld (sic!) zł jako wysokość rzekomych rekompensat uzyskanych przez Kościół od państwa w ramach prac Komisji. Po fakcie okazało się, że 100 mld zmniejszyło się do 24 mld, a i tę dziwną kwotę podano bez uwzględnienia denominacji złotówki z 1995 r., kiedy to z dnia na dzień 10 tys. starych złotych stało się równe złotówce! Nawet złamanego grosza nie są więc warte te i inne rewelacje posła SLD i jego współtowarzyszy na ten temat. Jeśli nawet zastanawiać się, dlaczego wobec 11 rozstrzygnięć Komisji Majątkowej istnieją pewne podnoszone publicznie wątpliwości (które zresztą badają powołane do tego organy państwowe), to należy zapytać, dlaczego nie podaje się, że wprawdzie 11 spraw budzi niepokój, ale tylko 11 spośród ponad trzech tysięcy.

 

Slogany zamiast programu

W relacjach na temat Komisji Majątkowej rzadko też podawano informację, że faktycznie istniało pięć tego typu gremiów. Po 1989 r. zostały bowiem powołane analogiczne komisje dla innych Kościołów bądź związków religijnych: Komisja Regulacyjna ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (1991), Komisja Regulacyjna ds. Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (1994), Komisja Regulacyjna ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich (1997) oraz Międzykościelna Komisja Regulacyjna (2000) rozpatrująca roszczenia innych związków wyznaniowych. Komisje te powstały na mocy ustaw regulujących stosunki państwa z danym związkiem wyznaniowym i mają analogiczny tryb działania jak zlikwidowana niedawno Komisja Majątkowa (między rządem a Kościołem katolickim). Warto zauważyć, że prerogatywy, jakie po 1989 r. uzyskał w Polsce Kościół katolicki, były dokładnie kopiowane w ustawodawstwie dotyczącym innych związków wyznaniowych. Nie można więc mówić o uprzywilejowaniu Kościoła katolickiego w kwestiach rewindykacji bezprawnie zagarniętego mienia po II wojnie światowej.

 

 

 


 

 

Skala grabieży mienia kościelnego

 

Po odrodzeniu państwa polskiego w 1918 r., Kościół katolicki posiadał 868 majątków o łącznej powierzchni 204 tys. 640 ha ziemi. Ten stan posiadania w okresie międzywojennym wzrósł – głównie na skutek zwrotu części zagarniętych w czasie zaborów dóbr – do 382 tys. 833 ha ziemi w 1939 r. Nieruchomości kościelne stanowiły 9,6 proc. uprawnej ziemi w kraju.

Kościołowi przed wojną nie udało się odzyskać ponad 404 tys. ha ziemi skonfiskowanej przez zaborców. Na skutek utraty przez Polskę dużej części terytorium państwowego po II wojnie światowej Kościół bezpowrotnie został pozbawiony wszystkich swych dóbr na terenach wschodnich, które weszły w skład ZSRR.

Generalny atak na Kościół nastąpił wraz z końcem lat 40. Wówczas władze komunistyczne Polski Ludowej podjęły decyzję o pozbawieniu Kościoła podstaw materialnych. Pierwszym krokiem była likwidacja dzieł charytatywnych. Na podstawie ustawy z 28 października 1948 r. o zakładach społecznych służby zdrowia upaństwowiono wszystkie kościelne szpitale. 8 stycznia 1951 r. weszła w życie ustawa o przejęciu aptek na własność państwa – w tym bardzo licznych prowadzonych przez zakony. 23 stycznia 1950 r. poddano pod przymusowy państwowy zarząd cały majątek Caritas i jej ogniw.

20 marca 1950 r. komunistyczny Sejm przyjął „ustawę o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom oraz Funduszu Kościelnym”. Mimo pewnych szans na utrzymanie ułamków majątku, jakie ustawa ta pozostawiała Kościołowi, komuniści konfiskowali zazwyczaj wszystko, nie zważając na zapisy prawa. Oblicza się, że w sumie zabrano wówczas Kościołowi od 90 do 155 tys. ha ziemi. W jego posiadaniu pozostało zaledwie 32 tys. 699 ha ziemi ornej.

24 kwietnia 1952 r. skonfiskowano majątek fundacji i stowarzyszeń religijnych.

Ustawa o dobrach martwej ręki stanowiła, że dochody płynące z przejętego majątku miały być przekazywane na rzecz powołanego wówczas Funduszu Kościelnego. Był to jednak zapis martwy, gdyż nigdy nie oszacowano wysokości tych dochodów. Od tego czasu budżet państwa przekazuje Funduszowi na drodze decyzji politycznej określone kwoty. Choć zgodnie z ustawą Fundusz Kościelny miał służyć utrzymaniu i odbudowie kościołów oraz udzielaniu duchownym pomocy materialnej i lekarskiej, to w praktyce przez cały okres komunistyczny służył przede wszystkim premiowaniu duchownych lojalnych wobec reżimu. Księża traktowani byli jako obywatele drugiej kategorii, nie mieli między innymi w okresie PRL-u ubezpieczeń społecznych.

 

  

     

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki