Logo Przewdonik Katolicki

Czeskie rozliczenia z Kościołem

Bartosz Bartosik
fot. MARTIN DIVISEK/PAP EPA

Sprawa zwrotu majątku zagrabionego Kościołom i związkom wyznaniowym przez komunistów po 30 latach wciąż wzbudza w Czechach ogromne emocje. Najnowszy pomysł? Odszkodowania finansowe mają być opodatkowane.

We wczesnych latach 50. represje był tak silne, że Kościół utracił swoją moc wspólnototwórczą. Przemocą narzucono mu kierownictwo, które podlegało bezpośredniej kontroli ze strony instytucji antykościelnych. To wtedy właśnie zaplanowano stopniową likwidację Kościoła jako takiego” – opowiadał kard. Dominik Duka o sytuacji Kościoła w rządzonej przez komunistów Czechosłowacji w wywiadzie rzece Tradycja jest wyzwaniem.
Wskutek uchwalonych przez reżim we wrześniu 1949 r. tzw. ustaw kościelnych, Kościoły i związki wyznaniowe zostały całkowicie podporządkowane państwu, duchowni byli poddawani presji współpracy z władzami, a buntowników więziono i wysyłano do jednostek karnych w obozach pracy przymusowej. Biskupów internowano i pozbawiono kontroli nad diecezjami.
 
Pomysły komunistów
Jednym z głównych elementów ówczesnej rewolucji była likwidacja życia zakonnego i wiążąca się z nią konfiskata majątku kościelnego. W kwietniu 1950 r. czechosłowacki aparat bezpieczeństwa przeprowadził akcję „K”, która doprowadziła do zamknięcia 200 klasztorów i internowania dwóch tysięcy zakonników. W jej efekcie całość majątku przeszła w ręce państwa. Doprowadziło to do dewastacji licznych zabytków, a konfiskata dotyczyła około 2,5 tys. budowli, 25 tys. hektarów gruntów rolnych i 175 tys. hektarów lasów.
Po aksamitnej rewolucji państwo zaczęło porządkować problemy prawne, które odziedziczyło w spadku po socjalistycznej republice. Wkrótce okazało się, że kwestia zwrotu majątku zagrabionego Kościołom i związkom wyznaniowym jest jednym z najtrudniejszych do rozwiązania. Po upływie trzydziestu lat sprawa wciąż wzbudza w czeskim społeczeństwie ogromne emocje. Dopiero przed sześcioma laty udało się wprowadzić w życie ustawę całościowo rozwiązującą problem zwrotów majątku kościelnego. Okazało się jednak, że nie zamknęło to dyskusji. Dziś nie kto inny jak czescy komuniści domagają się nowelizacji ustawy i... opodatkowania finansowych rekompensat wypłacanych kościołom przez państwo.
 
Skąd te emocje?
Dlaczego temat restytucji kościelnego jest języczkiem u wagi dla czeskiego społeczeństwa? Zapytany o to przez widza Czeskiej Telewizji Jan Jandourek – socjolog, pisarz i publicysta – odpowiedział: „Jednym z głównych czynników są tradycyjnie antyklerykalne – niekoniecznie tożsame ze sprzeciwem wobec duchowości jako takiej – poglądy czeskiego społeczeństwa”. Czeska tożsamość narodowa – w przeciwieństwie do polskiej – jest zbudowana na identyfikacji katolicyzmu z ciemiężycielem.
Gdy w XIX w. budziła się czeska świadomość narodowa, jako głównego przeciwnika aspiracji państwowych wskazywano ultrakatolicką Austrię, a czeskie elity w programie narodowym postulowały realizację wartości wniesionych do europejskiego dziedzictwa przez husytyzm i protestantyzm. W dziejowym momencie odzyskiwania niepodległości w 1918 r. – po znacznie dłuższym od Polski okresie braku podmiotowości państwowej – społeczeństwo pozbywało się z przestrzeni publicznej symboli katolickiej dominacji. Nie bez powodu duchowieństwo, a zwłaszcza jego elity i hierarchowie, odnosiło się często co najmniej ambiwalentnie do tematu czesko-słowackiej niepodległości.
Nieprzypadkowo więc I Republika Czechosłowacka wywłaszczyła liczne majątki kościelne, zwłaszcza te powiązane z proniemiecką i proaustriacką arystokracją. Swoje bogactwa Kościół zawdzięczał bowiem w dużej mierze bliskim powiązaniom, pielęgnowanym zresztą przez długie lata, z cesarskim tronem w Wiedniu. Nowo powstałe państwo za przejęte majątki wypłacało rekompensaty, choć trzeba przyznać, że raczej w symbolicznych sumach.
Konfiskaty komunistyczne po zamachu stanu w 1948 r. różniły się między innymi tym, że odbyły się z użyciem przemocy i bez rekompensat za utracony majątek. Co więcej, wywłaszczenia miały na celu nie tyle ograniczenie potęgi finansowej Kościoła, ile de facto likwidację życia zakonnego w kraju.
 
Wyrównanie krzywd czy wodzenie na pokuszenie?
Po upadku reżimu komunistycznego państwo szybko postanowiło zająć się zwrotem zagrabionych majątków. Na podstawie tzw. ustaw wyliczeniowych z lat 1990–1991 Kościołowi zwrócono liczne zagrabione budowle. Nie było to rozwiązanie systemowe – większość zagrabionego majątku wciąż znajdowała się w innych rękach, brakowało pieniędzy na naprawę lub adaptację budynków na potrzeby kościelne (niektóre budowle popadły w ruinę lub zamieniły się np. w kasyna), nie udało się odzyskać wielu ruchomości. Kolejne próby przyjęcia systemowego rozwiązania problemu restytucji kończyły się fiaskiem ze względu na brak woli politycznej, niezgodności między samymi poszkodowanymi Kościołami lub konieczność zajęcia się innymi kluczowymi problemami.
Kwestia restytucji bardzo dzieliła opinię społeczną naszych południowych sąsiadów, wyraźna większość społeczeństwa była jednak przeciwna zwrotom majątków kościelnych. Przeciwnicy argumentowali, że Kościół tak naprawdę nie był właścicielem dóbr, które zostały skonfiskowane, bo prawo do nich od początku dzielił z państwem; przekonywali, że nie godzi się czynić z Kościoła – który był kiedyś przeciwnikiem czeskiej państwowości – wielkiego posiadacza ziemskiego; dowodzili, że wartość proponowanych rekompensat była znacznie przeszacowana i będzie ona polem do licznych nadużyć.
Zwolennicy zwracania majątków mówili jednak o wyrównywaniu krzywd wyrządzonych przez opresyjny reżim. Przekonywali, że nikt nie chce zwrotu wszystkiego, co kiedyś należało do Kościoła, bo wiele budynków zostało zaadaptowanych na potrzeby dobra wspólnego i nie można ich teraz odbierać społeczeństwu. Uważali, że należy przeprowadzić restytucje ze względu na sprawiedliwość społeczną oraz po to, by nikt nie miał wątpliwości, że bezprawie i kradzież ze strony władz państwowych zawsze powinny być odkupione.
Co istotne, wśród przeciwników zwrotów majątków byli również czescy chrześcijanie. „Jesteśmy przekonani, że przyszłości Kościoła nie należy budować na majątkach z przeszłości, ale na żywej wierze i gotowości do ofiary dzisiaj” – pisali w petycji. Nawiązywali do intensywnej kampanii lobbystycznej, którą liderzy Kościołów prowadzili na rzecz uchwalenia nowego prawa. Jej twarzą stał się wspomniany kard. Duka, co według protestujących dowodziło, że hierarchowie zamiast mierzyć się z problemem pustoszejących Kościołów, poddają się pokusie walki o dobra doczesne. Argumentowali, że przekazanie tak dużego majątku na rzecz Kościołów zamieni je w wielkie korporacje zarządzające nieruchomościami, gruntami rolnymi, dziełami sztuki i zabytkami kultury. Ks. Tomáš Halík jeszcze inaczej ostrzegał przed konsekwencjami restytucji: „Porządna i uczciwa troska o takie majątki to nie zabawa. Dla Kościoła będzie to duży problem i obciążenie. Jako uświadomiony prawnie obywatel posiadający poczucie sprawiedliwości popieram restytucje, ale jako członek Kościoła obawiam się ich”.
 
Ustawa sprawy nie zamknęła
Ostatecznie, po długich politycznych bojach, ustawa o zwrocie kościelnego majątku została uchwalona w 2012 r. i rok później weszła w życie. Zakładała transfer 134 mld koron (ponad 22 mld złotych) Kościołom i związkom wyznaniowym. Z tego 75 mld zostało już zwróconych w formie majątku ruchomego i nieruchomości, a 59 mld koron – powiększonych o inflację – ma stanowić finansową rekompensatę za dobra, których zwrócić nie sposób (chodzi m.in. o budynki i tereny należące do samorządów i używane na ważne cele z punktu widzenia dobra wspólnego). Ta mniejsza kwota ma być wypłacana w corocznych transzach przez trzydzieści lat, tj. do roku 2042, po którym ma nastąpić zupełne „odcięcie” finansowe Kościoła od państwa.
Uchwalenie ustawy o zwrotach majątkowych było umową ściśle polityczną. Najpierw dogadały się ze sobą Kościoły i związki wyznaniowe. Choć około 99 proc. zabranych majątków należało do Kościoła rzymskokatolickiego, to jego liderzy – zdając sobie sprawę, że w pojedynkę nie są w stanie stworzyć wystarczająco silnego nacisku na polityków – zdecydowali się ubiegać o 80 proc. środków wypłacanych przez państwo. Pozostałe 20 proc. kwoty rozdzielono między kilkanaście mniejszych Kościołów i związków wyznaniowych. Czeski parlament – pomimo sprzeciwu Senatu – opierając się na propozycjach Kościołów i szacunkach firmy Ernst & Young, przyjął ustawę, która następnie trafiła na biurko prezydenta Vaclava Klausa. Kończący swoją drugą kadencję Klaus nie podpisał jej, ale też nie zawetował. Wyjaśniał, że choć ma liczne wątpliwości co do kształtu i sposobu przyjęcia nowego prawa, to nie chce przyczynić się do dalszej destabilizacji sceny politycznej. Kwestia restytucji miała być zakończona...
Ale nie była. Wkrótce do Trybunału Konstytucyjnego trafiły skargi wniesione przez parlamentarzystów wobec ustawy. Trybunał wykreślił z treści ustawy jedno słowo, potwierdzając jednak zgodność nowego prawa z konstytucją. Kilka miesięcy później w kraju nad Wełtawą odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne. W trakcie kampanii socjaldemokraci – którzy ostatecznie objęli władzę – obiecywali zmianę ustawy, a konkretnie zniesienie zapisu o nieściąganiu podatku z rekompensat finansowych. Podnoszono argument, że wysokość rekompensat była przeszacowana. Ponadto zdarzały się sytuacje, w których Kościoły rzeczywiście uległy pokusie łatwych pieniędzy i próbowały walczyć w sądach o odzyskanie fizyczne majątków, za które miały już wcześniej wypłacane odszkodowania.
Temat wracał do debaty publicznej jeszcze kilka razy, aż do obecnego kryzysu parlamentarnego. Partia typu catch-all (synkretyczne wyłapująca postulaty lewicowe, centrowe i prawicowe) ANO utworzyła mniejszościowy rząd z socjaldemokratami. Do skutecznego rządzenia władza potrzebuje jednak głosów innych partii, wśród których może liczyć przede wszystkim na komunistów i… skrajną prawicę. Ci pierwsi – działający legalnie i zdobywający regularnie kilkanaście miejsc w Sejmie – zgodzili się tolerować, czyli mniej lub bardziej aktywnie wspierać, rząd pod kilkoma warunkami. Jednym z nich było poparcie wniesionej przez komunistów poprawki do ustawy o zwrotach kościelnych majątków, według której rekompensaty powinny być opodatkowane. Po długich debatach nowela została przyjęta przez Sejm, sprzeciw – pod zarzutem niekonstytucyjności – zgłosił Senat, a obecnie sprawa wróciła do niższej izby parlamentu. Oczekuje się, że nawet jeśli ostatecznie parlament ją przegłosuje, to Trybunał Konstytucyjny orzeknie niezgodność noweli z ustawą zasadniczą.
 
Lekcja dla Polski?
Czeskie boje ze zwracaniem kościelnego majątku po bezprawnych konfiskatach doby komunizmu mogą nas nauczyć kilku kwestii. Po pierwsze, postulat zadośćuczynienia krzywd – nawet wnoszony w imię sprawiedliwości – może być niewystarczający w procesach pojednania i dialogu publicznego. Krzywdy pozostawiają ślad nie tylko materialny, ale też – a może przede wszystkim – moralny, dlatego nie da się ich zamknąć w rachunku ekonomicznym. Argumentów moralnych, zwłaszcza tych opartych na chrześcijańskim personalizmie, brakowało w kościelnym lobby na rzecz restytucji w Czechach. Na ile wielkie majątki Kościoła w przeszłości powstawały w sposób moralny? Jak to bogactwo ma się do prostoty Ewangelii i Jezusa, nakazującego bogatemu młodzieńcowi rozdać swój cały majątek i pójść za nim? Czy Kościół zatroszczył się o konkretne zakonnice i konkretnych zakonników, którzy ucierpieli w wyniku zamknięcia klasztorów w latach 50. równie mocno, co o odszkodowania finansowe?
W szerszej skali czeska lekcja przestrzega nas przed konsekwencjami sojuszu tronu z ołtarzem, a w bardziej współczesnych realiach – wpisywania się przez Kościół w konkretną narrację partyjną. Niesprawiedliwość z tym związana może przynieść dramatycznie skutki długo po samym fakcie jej zaistnienia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki