
fot. PAP_Andrzej_Hrechorowicz
Wszystko na to wskazuje, że w nieodległej przyszłości w naszych PIT-ach pojawi się nowa pozycja – podatek kościelny. Miałby to być taki dobrowolny datek, odpisany od naszych podatków na rzecz Kościoła czy związku wyznaniowego, którym zdecydujemy się wspierać Kościół. W żaden sposób nie zwiększy to naszych podatkowych obciążeń, najlepiej porównać go do 1 proc. podatkowego odpisu dla organizacji pożytku publicznego, które możemy wspierać w ten sposób już od kilku lat. W czym więc problem? Ano jak zwykle, w szczegółach – od tego, jak wysoki miałby być to odpis, po termin jego wprowadzenia w życie.
Po pierwsze – zachować spokój
Tak naprawdę nie ma się czego obawiać. Kościół w Polsce utrzymuje się prawie w 80 proc. z ofiar wiernych i bez względu na politykę państwa to się nie zmieni. Jestem dziwnie spokojna o te złotówki składane dobrowolnie na tacę czy przy innych okazjach, bo skoro udało się z nimi przetrwać siermiężne czasy komunizmu, to mam prawo wierzyć, że stojący na gruncie poszanowania praw człowieka i obywatela (swoboda wyznawania religii!) kapitalizm unijno-europejski nie zaszkodzi kościelnym finansom i że bilans w każdej zakrystii będzie co najmniej zerowy, jeśli nie dodatni.
Wydarzenia ostatnich dni wskazują jednak jednoznacznie, jak bardzo zachwiane są finanse publiczne naszego państwa, skoro bezceremonialnie podnosi się wiek emerytalny wszystkim obywatelom, nie patrząc na realia życia osób po sześćdziesiątce w naszym kraju. Tym bardziej więc uważnie należy przyglądać się wszelkim rządowym propozycjom zmiany finansowania czegokolwiek, bo raczej celem tych zmian nie jest zmniejszenie obciążeń podatnika, lecz coś wręcz przeciwnego. Jeśli rząd realizuje aktualnie pomysł likwidacji tzw. Funduszu Kościelnego, to możemy domniemywać, iż robi to nie po to, by Kościołowi cokolwiek oddać, zrekompensować czy po prostu uporządkować. O co więc chodzi w tych negocjacjach rządu ze stroną kościelną, skoro w połowie maja odbyła się już ich trzecia tura i nadal nie widać ich końca?
Po drugie – oszacować straty
Na początek suche fakty. Fundusz Kościelny został powołany na mocy ustawy z 1950 r. „o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego”. Na jej mocy państwo zrabowało nieruchomości ziemskie oraz gospodarstwa rolne powyżej 50 ha, a na terenach województw: poznańskiego, pomorskiego i śląskiego powyżej 100 ha. Fundusz miał być formą rekompensaty dla Kościoła katolickiego i innych związków wyznaniowych za przejęte przez państwo nieruchomości. Państwo jednak nigdy nie wywiązało się z zapisów ustawy z 1950 r. Nigdy wartość tych dóbr nie została oszacowana, zabrane ziemie włączono do Państwowego Zasobu Ziemi, a wysokość środków Funduszu zależała od decyzji politycznych.
W tej sprawie kluczowe sformułowanie to „dobra martwej ręki”, których odebranie Kościołowi miał właśnie rekompensować utworzony przez komunistów Fundusz Kościelny. Dobra te to po prostu ziemie i majątki przekazywane Kościołowi przez stulecia w testamentach i w darowiznach. Ze względu na szczególny charakter ich pozyskania nigdy nie były one w obrocie gospodarczym. Szanując wolę tych, którzy mu je ofiarowali, Kościół nimi nie handlował, ani ich nie rozdawał, stąd to śmieszne określenie „dobra martwej ręki”. Odbierając je Kościołowi, komuniści podeptali więc prawo podwójnie, okradli Kościół i tych, którzy właśnie jemu powierzyli swoją własność.
Zdaniem ks. prof. Dariusza Walencika, znanego kościelnego eksperta od spraw majątkowych, przez lata wysokość budżetu Funduszu Kościelnego była niedoszacowana i nadal środki asygnowane przez państwo na rzecz Funduszu są o wiele mniejsze, niż wynikać to powinno z ustawy o „dobrach martwej ręki”. Kościołowi katolickiemu w Polsce zabrano minimum 155 tys. ha ziemi, z czego zwrócono mu 65 tys. ha. To oznacza, że Fundusz powinien być zasilany obecnie dochodami z 90 tys. ha pozostających w ręku państwa – nie licząc kilku tysięcy zabranych budynków. Przyjmując średni dochód z tzw. hektara przeliczeniowego w 2010 r. na 2278 zł – wyjaśnia ks. prof. Walencik – budżet Funduszu Kościelnego powinien wynosić obecnie nie 89 mln zł, ale ok. 200 mln zł rocznie.
Na ocenę zasadności utrzymywania Funduszu Kościelnego w całości lub części, dokonywaną wyłącznie w świetle posiadanych obecnie przez Kościoły i inne związki wyznaniowe gruntów rolnych, powinna wpływać także okoliczność, że Fundusz przez niemal 40 lat (1950–1989) nie realizował ustawowych zadań lub realizował je w zakresie bardzo ograniczonym i w sposób motywowany względami politycznymi.
Po trzecie – poznać realia
Zgodnie z ustawą o systemie ubezpieczeń społecznych, Fundusz Kościelny finansuje składki na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i wypadkowe duchownych, niepodlegających tym ubezpieczeniom z innych tytułów w wysokości 80 proc., a za członków zakonów kontemplacyjnych klauzurowych i misjonarzy w okresie ich pracy na misjach w 100 proc. Podkreślić przy tym trzeba, że członkowie zakonów kontemplacyjnych klauzurowych i misjonarze w okresach pobytu na terenach misyjnych są grupą społeczną nieosiągającą żadnych przychodów.
Według rzecznika ZUS z Funduszu Kościelnego są dofinansowane składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe, wypadkowe) za 23 tys. duchownych różnych wyznań, a ponadto składki na ubezpieczenie zdrowotne za 1,5 tys. alumnów. Obejmuje to ok. 40 proc. duchownych katolickich, których w Polsce jest w sumie 52 500 tys. (24 455 księży diecezjalnych, 5687 zakonnych, 1149 braci oraz 21 338 sióstr zakonnych). Natomiast duchowni, którzy są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę (np. jako katecheci, wykładowcy, kapelani więzienni, szpitalni czy wojskowi), sami opłacają składki ubezpieczeniowe społeczne i zdrowotne.
Składki te są płacone od najniższego ustawowo obowiązującego wymiaru wynagrodzenia. W wyniku tego duchowni, za których składki opłaca Fundusz, otrzymują najniższe możliwe emerytury. Średnia emerytura duchownego wypłacana przez ZUS wynosi 1050,98 zł. Jest to ponad 700 zł mniej, niż wynosi średnia emerytura w Polsce (dziś to ok. 1800 zł). Już na podstawie tych danych widać, że Kościół nie jest ani chciwy, ani pazerny.
Po czwarte – nie dać się znowu oszukać
Wychodząc naprzeciw rządowej chęci zmian, Kościół w Polsce zaakceptował już konieczność likwidacji Funduszu Kościelnego i zastąpienia go inną, bardziej nowoczesną formą wspierania działalności Kościoła. Zdaniem wielu duchownych proponowany przez rząd i mający zastąpić Fundusz odpis podatkowy w wysokości 0,3 proc. naszych podatków jest jednak niemożliwy do przyjęcia, bo jest znacząco niższy niż 1 proc. przeznaczany dla organizacji pożytku publicznego, a przecież działalność Kościołów w sferze charytatywnej, edukacyjnej oraz ochrony dóbr kultury narodowej jest o wiele większa niż organizacji pożytku publicznego. Ponadto, jak wyjaśnia bp Wojciech Polak, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu, uczestniczący w pracach Zespołów Roboczych Komisji Konkordatowych, kościelnej i rządowej – system zastępujący Fundusz Kościelny ma obowiązywać przez lata, a nie tylko w okresie obecnych trudności związanych z deficytem budżetowym państwa. Winien być więc on wzorowany na rozwiązaniach przyjętych w innych krajach Unii Europejskiej, w których istnieje podobny model relacji państwo-Kościół. Przykładowo, we Włoszech dobrowolny odpis podatkowy wynosi 0,8 proc., w Hiszpanii – 0,7 proc., a na Węgrzech 1 proc. Trudno przyjąć, jak zauważa bp Polak, by w Polsce z jakiegoś powodu wysokość tego odpisu podatkowego miała być o wiele niższa niż w innych krajach. I trudno się z nim nie zgodzić. W prawie całej Europie, poza nielicznymi wyjątkami, wspieranie Kościoła z publicznych funduszy traktowane jest jako coś normalnego, bo uznawany jest za instytucję działającą na rzecz całego społeczeństwa. A w Polsce przykładów na to mamy aż nadto. Warto byśmy o tym pamiętali i już dziś przyzwyczajali się do myśli, że swoją wiarę trzeba będzie wyznawać także w PIT-ach.
Bp Wojciech Polak, sekretarz KEP
– Majowe spotkanie Zespołu Roboczego do spraw Finansów Rządowej Komisji Konkordatowej, którym kieruje minister Michał Boni, oraz Zespołu Roboczego Kościelnej Komisji Konkordatowej, któremu przewodniczy kard. Kazimierz Nycz, nie przyniosło ostatecznych rozwiązań, ale już wiadomo przynajmniej, że rozmowy będą kontynuowane. Docelowo obie strony opowiadają się za nową ustawą. Ale do niej trzeba będzie stopniowo dojść. Pierwszym krokiem ma być nowelizacja ustawy o „dobrach martwej ręki”. Zbyt szybka rezygnacja z niej oznaczałoby niebezpieczeństwo, że zawarte w niej zobowiązania państwa wobec Kościoła zostałyby zaprzepaszczone.
Trzeba pamiętać, że odpis podatkowy nie jest jakimś nowym pomysłem czy prezentem ze strony rządu, lecz stanowi element dziejowej sprawiedliwości. Przecież dotąd zobowiązania państwa wobec Kościoła nie zostały zrealizowane. Własność przejęta na podstawie ustawy o „dobrach martwej ręki” nie została zwrócona, ani nie została Kościołowi przekazana rekompensata na odpowiednim poziomie, co gwarantować miał Fundusz. Nie chodzi tu więc o żadną darowiznę ze strony państwa. Nie chodzi też o jakieś nowe żądania ze strony Kościoła. Chodzi natomiast o uwzględnienie tej sytuacji w duchu sprawiedliwości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













