Logo Przewdonik Katolicki

"Ojcze Święty, Ty do nas?"

Jolanta Hajdasz
Fot.

9 czerwca minie 15 lat od dnia, w którym Jan Paweł II przekroczył próg domu polskiego rolnika, takiej zwyczajnej wielodzietnej rodziny. Jak to się stało, że do nich wtedy przyjechał, czy ta wizyta miała wpływ na ich życie?

Wcale nie jest łatwo znaleźć ich dom, choć drogę do niego zna chyba każdy mieszkaniec tej okolicy. W pobliżu pokamedulskiego klasztoru nad jeziorem Wigry na Suwalszczyźnie wystarczy zapytać o rodzinę Milewskich, a każdy bezbłędnie wskazuje kierunek. Droga jest zwyczajna, żwirowa, ale wije się między lasem i polami, więc łatwo na niej zabłądzić. Na szczęście ten konkretny dom ma swój znak rozpoznawczy – potężny, drewniany krzyż ozdobiony teraz kwiatami i krzewami. I tą tabliczką, z niepowtarzalnym na całym świecie napisem – „Dnia 9 czerwca 1999 r. jako pielgrzym przybył z Wigier do wsi Leszczewo Ojciec Święty Jan Paweł II”.

 

„Powiedzcie, jak wam się tu żyje?”

Te słowa dostojnego gościa powtórzyły wtedy chyba wszystkie telewizje i gazety. Sytuacja była przecież całkowicie niecodzienna. Oto głowa Kościoła katolickiego, przywódca państwa,   o spotkanie z którym zabiegają prezydenci, premierzy, panujący królowie i dyplomaci, odwiedza zwyczajnych ludzi, żyjących bardzo skromnie, wręcz biednie. Na zdjęciach, które,   a jakże, zrobił wtedy papieski fotograf Arturo Mari, widać zwykle wiejskie mieszkanie, świeżo wysprzątane. Na środku stół nakryty białym obrusem. Ojciec Święty zasiadł przy tym stole, a przed nim wokół stanęli gospodarze – Bożena i Stanisław Milewscy oraz ich pięcioro dzieci: Monika, Krzysztof, Agnieszka, Dawid i Damian. I jeszcze babcia Zosia. I jeszcze sąsiad najbliższy, Czesław Nieszczerzewski, który jakoś zdołał wcisnąć się do środka. – Kiedy papież wysiadł z samochodu – opowiada mi teraz pan Stanisław – zdołałem tylko wykrztusić z siebie: „Ojcze Święty, witamy Cię. Jaki to dla nas zaszczyt”. I łzy popłynęły z oczu. Bożena, moja żona, też płakała. Któryś z księży pochylił się nad nami i rzekł po cichutku: Nie płaczcie, całujcie dłoń… Uklękliśmy, najpierw babcia, później my. Papież nas pobłogosławił, a ja zaprosiłem go w nasze skromne progi. O, to tu, to ten pokój, w którym rozmawiamy. Brakuje w nim tylko Ojca Świętego i dzieci – uśmiecha się Stanisław Milewski.

 

„Czy chcecie mieć gości?”

Dla niego poranek 9 czerwca 1999 r. rozpoczął się jak co dzień od zwyczajnego, gospodarskiego obrządku. Zaraz po nim nieoczekiwanie spotkał się na żwirowej drodze przed swoim domem z ówczesnym wigierskim proboszczem ks. Zygmuntem Bialukiem. Rozmowę z nim opisał w wydanej przez parafię w 2009 r. książeczce Cudowny dotyk miłości. „Ksiądz proboszcz zapytał: – Czy chcecie mieć gości? – Oczywiście – odpowiedział pan Stanisław. – Chcą was odwiedzić księża biskupi i jakiś kardynał z Watykanu. Dobrze by było, by wszystkie dzieci były w domu. Goście będą po śniadaniu, więc niczego nie szykujcie. Będą około godziny 9.30” – powiedział proboszcz. – Kiedy samochód zatrzymał się przed nami – wspomina pani Bożena – drzwi się otworzyły, ale przez dłuższą chwilę nikt zza nich nie wysiadał. Nastąpił moment szczególny, ta chwila radosnego oczekiwania na gościa, jakiego się nie spodziewaliśmy, a on nas odwiedził. Wtedy przez chwilę widzieliśmy tylko ręce Ojca Świętego, a w nich przesuwające się paciorki różańca. – Były takie wielkie jak w moim – orzekła babcia Zofia. Na to słynne pytanie o to, jak im się tu żyje, odpowiedział ojciec, głowa rodziny. Pan Stanisław też był cytowany wtedy wielokrotnie w prasie. A odpowiedział wtedy prosto i szczerze: – Ojcze Święty, trudno tu się żyje. Ale jak wyjdę stąd, niedaleko, na taką górkę pod lasem, to stamtąd widzę nasz kościoł, sześć kilometrow stąd. I dwony także słyszę. Tam jest tak pięknie jak u Pana Boga! Ziemia tutaj do uprawy ciężka – mówił – tu jest dużo kamieni. Ale ja te kamienie zbieram, bo po co mają leżeć bezużytecznie. Zbudowałem z nich kapliczkę dla Matki Boskiej. Tam przy niej się często modlimy.

 

„Ojcze Święty, nic się nie zmieniło”

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że czas się w Leszczewie zatrzymał. Pokój, w którym goszczono Świętego Papieża, wygląda dokładnie tak samo jak 15 lat temu, tylko przybyło w nim obrazów i zdjęć Jana Pawła II, a do krzesła, na którym usiadł wtedy dzisiejszy święty, państwo Milewscy przywiązali niebieską wstążeczkę, żeby mieć pewność, które to było. Gospodarze pozwalają wszystkim na nim siadać, bo jak mówią, „każdy, kto na tym krześle usiądzie, odczuje dar łaski Bożej przez osobę Świętego Jana Pawła II”. Stanisław Milewski sam bardzo lubi to robić, bo wtedy w myślach rozmawia z Ojcem Świętym. Co chciałby mu dzisiaj powiedzieć? – Na początek to powiedziałbym mu to samo co wtedy, że nic się nie zmieniło i ciężko nam się żyje, bo lat przybyło, a nadal ta ziemia u nas do uprawy ciężka i mało nam płacą za to, co zbierzemy z pola. Ale jak wyjdę stąd na tę moją górkę pod lasem, to nadal jak wtedy widzę nasz kościół. I dwony także słyszę. U nas nadal jest tak pięknie jak u Pana Boga. I jeszcze – dodaje z uśmiechem pan Stanisław – chciałbym mu powiedzieć, że mimo kłopotów mamy teraz więcej szczęścia niż kiedyś. Bo dzięki Tobie,   kochany Ojcze Święty, zaznaliśmy takiego ogromu radości, o jakiej nam trudno było pomarzyć. Tylu dobrych i życzliwych ludzi spotkaliśmy dzięki Tobie – zamyśla się pan Stanisław.

 

„Dlaczego wybrał właśnie nas?”

Państwo Milewscy nie są jedynymi ludźmi w świecie, których progi przekroczył Ojciec Święty. Jan Paweł II odwiedził kiedyś w Rzymie jednego z włoskich dziennikarzy, a w czasie pielgrzymki do Afryki, przejeżdżając obok wioski, kazał zatrzymać samochód i wszedł do chaty zamieszkanej przez jej czarnoskórych mieszkańców. Milewscy są więc jedną z trzech rodzin, które odwiedził Jan Paweł II, ale rzeczywiście jedyną polską rodziną. Wszyscy wielokrotnie zastanawiali się, czemu i komu zawdzięczają ten wielki zaszczyt. Wiadomo jedynie, że w 1999 r., przed przyjazdem do Polski, Ojciec Święty wyraził życzenie spotkania się z rodziną polskich rolników. Biorąc pod uwagę tak napięty program, na takie spotkanie praktycznie pozostawał jeden dzień – dzień jego odpoczynku na Wigrach. Ojcu Świętemu przedstawiono więc listę pięciu miejscowych rodzin, a on sam na spotkanie wybrał właśnie państwa Milewskich. Dlaczego? Oficjalnie nie wiadomo, ale pan Stanisław ma swoje wyjaśnienie. Pokazuje kapliczkę przed ich domem, którą tuż po ślubie wybudował, i mówi do mnie pewnym głosem: – To Matka Boska go do nas przyprowadziła. Na naszych polach jest dużo kamieni, zbieram je, żeby w ogóle dało się tę ziemię uprawiać – wyjaśnia. – Chciałem jakoś wykorzystać te kamienie i dlatego już wiele lat wcześniej wybudowałem tę kapliczkę, Wtedy, gdy ją stawiałem, to nawet tak mówiłem: „Matko Boska, kto Cię tu będzie oglądał na tym naszym odludziu, chyba tylko ja, moja żona i nasze dzieci, a tu proszę, zobacz sama,   jakiego dostojnego gościa miałaś” – uśmiecha się pan Stanisław. Teraz to najczęściej Milewscy modlą się pod krzyżem, który postawili na skraju swojego pola na pamiątkę tej historycznej wizyty. Krzyż poświęcił prymas Józef Glemp w pierwszą rocznicę wizyty Ojca świętego w Leszczewie. „Boże błogosław tej ziemi i ludziom którzy tu przybędą, pielgrzymom turystom i wczasowiczom” – powiedział wtedy prymas. Pan Stanisław pod swoim krzyżem prowadzi obecnie różne nabożeństwa, ale dla niego tym najpiękniejszym jest nabożeństwo majowe. Mieszkańcy wsi spotykają się na nim zawsze o godz. 19.00.

 

Weszliśmy w historię papieża Polaka

Nawet krótka rozmowa z państwem Milewskimi ukazuje, jak wielki wpływ na ich życie miało tamte niezapomniane piętnaście minut z Ojcem Świętym. To, że w domu niczego nie chcą zmieniać, tak jakby chcieli na zawsze utrwalić tamten czas – to jedno. Ale druga strona medalu, jeszcze jaśniejsza, to świadectwo codziennego życia obojga małżonków oraz ich dorosłych już dzieci. Agnieszka ukończyła Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, tam poznała swojego męża, a dziś mieszka w Warszawie, razem prowadzą firmę produkującą filmy i materiały promocyjne. Krzysztof po maturze odbył służbę wojskową, dziś pracuje w klasztorze w Wigrach i jest prawą ręką księdza proboszcza. Dawid, najmłodszy, który w czasie wizyty Ojca Świętego miał 4 lata, właśnie zdaje maturę… – Chcielibyśmy żyć dalej tak cicho i spokojnie jak wcześniej, żeby świat o nas nie słyszał i nas nie widział – mówi pan Stanisław – ale z woli Boga wciągnięci zostaliśmy w historię papieża Polaka i mamy zatem dawać i dajemy świadectwo prawdzie o Janie Pawle II i jego pontyfikacie. A te spotkania z ludźmi, którzy nas odwiedzają, tylko umacniają naszą wiarę, dają radość, którą możemy dzielić się z naszymi gośćmi. Zdarza się, że z ludźmi, których dopiero co poznaliśmy, żegnamy się tak jak ze starymi znajomymi – mówią zgodnie. A ja się szybko przekonuję, jak prawdziwe są to słowa. Rozmawiam z nimi, jakbyśmy się znali od lat.

 

Dzięki „Przewodnikowi Katolickiemu”

„Przewodnik Katolicki” nieoczekiwanie wpisał się także w historię rodziny Milewskich. W lipcu 2000 r., podróżując z siostrą i szwagrem szlakiem papieskim, zawitał do Leszczewa śp. ks. Ambroży Andrzejak z Kostrzyna w Wielkopolsce. I on powiedział do państwa Milewskich: „Po wizycie czas na rewizytę, musicie pojechać do Rzymu. – Za co? – odpowiedzieli mu gospodarze – przecież ledwo wiążemy koniec z końcem”. Ks. Ambroży nic nie odpowiedział, ale gdy wrócił do Poznania, zaczął szukać sponsorów na wyjazd Milewskich do Ojca Świętego. I udało się! Pojechali do Rzymu, i to w roku 2000, jubileuszowym! „Przewodnik Katolicki” opłacił wtedy wyjazd Agnieszki, tej córki, która z całej gromady najlepiej się uczyła. Uroczyste nabożeństwo i spotkanie rodzin odbyło się na placu św. Piotra w niedzielę – jak wspominają Milewscy – w strugach deszczu. – Wytrwaliśmy do końca i dobrze się stało, bo wówczas poszła wiadomość, że następnego dnia odbędzie się nieplanowana wcześniej audiencja dla Polaków, którą poprzedzi Msza św. odprawiona w bazylice przez polskich biskupów i księży – tych, którzy przyjechali z pielgrzymkami – opowiada pani Bożena. – Na poniedziałek mieliśmy zaplanowaną wycieczkę po Rzymie, ale zrezygnowaliśmy z niej, żeby zobaczyć się z Ojcem Świętym. Na Mszy św. staliśmy przy grobie św. Piotra, co też było pięknym, wzruszającym przeżyciem – opowiada przejęta. – Na audiencji byliśmy jednymi z dziewięciu tysięcy uczestników, siedzieliśmy dosyć daleko od miejsca, w którym był papież. Stanisław Milewski w sposób emocjonujący dodaje: – W pewnym momencie żona stuka mnie łokciem i mówi: „Słuchaj Stachu, słuchaj, do nas mówią”. Pan Stanisław usłyszał wtedy bowiem nagle, jak prowadzący audiencję o. Konrad Hejmo przez mikrofon pyta: „Czy są wśród pielgrzymów Milewscy z Leszczewa? Jak są, niech podejdą do barierki, bo kajakiem dopłynąć do niej się nie da”. – Myślałem, że to żart, ale z żoną, córką Agnieszką i ks. Ambrożym poszliśmy. Staliśmy niemal na końcu tego sznura delegacji. Wcześniej uprzedzono nas, żeby nic Ojcu Świętemu nie podawać, nic nie mówić, nie zaczepiać. Ale kiedy podeszliśmy i przyklękliśmy przed Janem Pawłem II, nie wytrzymałem – mówi pan Milewski. – Powiedziałem: „Ojcze Święty, ziemia wigierska pozdrawia Cię”. A on ożywił się, z jego twarzy zniknęło gdzieś widoczne wcześniej zmęczenie, w oczach pojawił się błysk, uniósł się i odpowiedział: „Pamiętam, pamiętam. Pływałem tam, was odwiedziłem, a tu jest wasza córka”. Położył mi dłoń na lewym ramieniu. Jeszcze raz ją ucałowaliśmy i już były przy nas służby porządkowe, które uznały, że za długo zajmujemy czas Ojca Świętego. Ale nie da się zapomnieć tych chwil do końca życia – posumowuje.

 

Bogactwo na całe życie

 

Bardzo szybko po tamtej wizycie Milewscy zaczęli osobiście odczuwać popularność wszystkiego, co jest związane z Janem Pawłem II. Ich nieduży dom odwiedzali dziennikarze i zwykli pielgrzymi, były także wycieczki zbiorowe i indywidualne. Wszyscy chcieli zobaczyć dom tych, których kiedyś odwiedził papież . Najwięcej serca i cierpliwości do przejezdnych ma pan Stanisław. Założył nawet specjalny zeszyt, do którego wpisują się goście jego rodziny. Aktualnie zapisywany jest czwarty jego tom. Wśród różnych wpisów znajduje się także ten jeden bardzo cenny, bo opisujący reakcję Jana Pawła II na te słynne odwiedziny u Milewskich. Spisał to zakonnik z Niepokalanowa, podpisujący się „Brat Feluś”. „Jeszcze tego samego dnia w Studziennicznej (sanktuarium Matki Bożej niedaleko Leszczewa – przyp. JH) padło pytanie skierowane do Ojca Świętego «czy to zamożni ludzie?», a On odpowiedział «bogactwa tam nie widziałem, ale bogactwo ducha tak!». Tam, we wnętrzu domu, jakich w Polsce tysiące, Ojciec Święty spotkał głęboką wiarę i pobożność, prawdziwą miłość rodzinną i łagodność. Ten polski rolnik wobec niezwykłego Gościa mówił o radościach swego życia, dobrych plonach, udanym życie i pszenicy, i własnym chlebie, mleku, krowach, kurniku… Mówił o tym, że chce kochać Pana Boga i wszystkich ludzi. Rolnik, który wobec Papieża dziękuje za dary nieba i raduje się każdym dobrem ma wymiar Bożych spraw” – podsumował w zeszyciku Milewskich zakonnik, który osobiście znał jeszcze św. Maksymiliana Kolbego. To jest to bogactwo ducha, o którym powiedział wtedy Ojciec Święty. Państwo Milewscy są strażnikami tego bogactwa, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiają.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki