Logo Przewdonik Katolicki

Lukrowany baranek

ks. Andrzej Ziółkowski
Fot.

Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków... Odkładam na bok brewiarz i wystawiam twarz do słońca. Dość się namarzłem tej zimy. Promienie delikatnie głaszczą mnie po twarzy. Zamykam oczy. Na chwilę zapominam o bożym świecie... Wiosna!...

Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków...

Odkładam na bok brewiarz i wystawiam twarz do słońca. Dość się namarzłem tej zimy. Promienie delikatnie głaszczą mnie po twarzy. Zamykam oczy. Na chwilę zapominam o bożym świecie... Wiosna! Cieszę się jak dziecko... Zastanawiam się nad tekstem starożytnej homilii paschalnej. Jaka głębia myśli! Jakże bogate porównania.

Baranek z cukru
– Najpierw polecimy do Bucza, potem do Dobrzynia, Sanic, Sobolic, następnie wrócimy, coś zjemy i dalej „w teren” – głos księdza Mariana wyrwał mnie z medytacji. Moment – a, już wiem, że jestem w samochodzie i że za chwilę wyjeżdżamy. Wszak dziś Wielka Sobota! No tak. Czas leci... Za chwilę wyjeżdżamy do naszych kochanych parafian, którzy mieszkają w maleńkich wioseczkach. Nie mają kościoła ani kaplicy. Nie wszyscy też mają samochody i trudno im dotrzeć do Przewozu, Straszowa czy też Sobolic, dlatego jedziemy do nich, aby poświęcić pokarmy na wielkanocny stół.

Tuż za Przewozem, jakieś pięć kilometrów, zjeżdżamy w prawo. Po chwili przed nami pojedyncze domki. Kiedyś byli tu Niemcy, ale po czterdziestym piątym wszystko się zmieniło. Teraz mieszkają tu ci, co zza Buga. Za Niemca wieś była duża, a teraz raptem trzydzieści rodzin tutaj mieszka. – Widzisz tamte domki? – kolega pokazuje mi odległe dachy. – Tak. To też jest Bucze? – Nie. To już po niemieckiej stronie. Jesteśmy na miejscu.

Przy krzyżu, w środku Bucza, zgromadzili się wszyscy, którzy mogli przyjść: dzieci, młodzież, starsi, wiekowi. A wokół krzyża ustawione koszyczki z pokarmami wyglądają jak białe stokrotki na młodej zielonej trawie. Oczy wszystkich wpatrzone są we mnie. – Ojej! Jakie macie piękne koszyczki! – zagaduję najmłodszych. – A co jest w środku twojego koszyczka? – pytam maleńką dziewczynkę. – Baranek – dziewczynka odpowiada i chowa się za mamusię. – Baraaanek? – specjalnie intonuję, aby zachęcić dziecko do dialogu. – Tak. – No to on ci zaraz ucieknie z koszyczka. – Nie, bo on nie jest żywy, on jest z cukru. Inne dzieci też mają baranki.

Święte zakłopotanie
W Dobrzyniu przed krzyżem zebrała się również prawie cała wioska. Są nawet goście, którzy przyjechali do rodziny na święta. Przydrożny krzyż jest pięknie ubrany. Przyjazne twarze starszych i dzieci ośmielają mnie do krótkiej rozmowy – katechezy – na temat tego dnia.

W Sanicach od białych nakryć koszyczków aż bolą oczy. Mrużę je, aby dostrzec bogactwo cudownie haftowanych małych serwetek. Pani Mielniczkowa uśmiecha się do mnie. Pamięta mnie, gdy pierwszy raz przyjechałem do Lipnej. Przygotowywałem jej córkę do Pierwszej Komunii Świętej. Upłynęło ponad dwadzieścia lat! Zmieniliśmy się od tego czasu i z roku na rok bliżej nam do królestwa niebieskiego.

– Drogie siostry! Drodzy bracia! – odchodzę od tekstu i dzielę się kilkoma myślami. – Co roku w Wielką Sobotę święcimy nie tylko pokarmy wielkanocne, ale uświęcamy samych siebie. I choć zmieniamy się na twarzy, zmienia się nasze myślenie, to nie zmienia się w nas to, co mamy od Chrystusa – wiara, nadzieja, miłość. Święte słowa modlitwy nad pokarmami wielkanocnymi przemieniają nas samych. Dzisiejszy wieczór jest jedyny w naszej katolickiej wierze. Wigilia Paschalna jest bowiem zaproszeniem do Paschy Chrystusa, która trwa przez całe nasze życie. Czy pamiętamy, jak przeżywaliśmy tę uroczystość rok temu, dwa lata temu, pięć, dziesięć...

W niektórych spojrzeniach dostrzegam jakieś zakłopotanie – no tak! Nie chodzi o to, że nie pamiętają. Niektórzy bowiem dawno nie byli u spowiedzi, a może nawet ostatnio zdystansowali się wobec Kościoła, sakramentów. Nikt nikogo na siłę nie wciąga w nurt zbawczej wiary. Po co? W jakim celu? Co z tego, że będzie więcej ochrzczonych, ale nie będą oni świadomi przynależności do Chrystusa i Kościoła?

Kilka kobiet dzieli się z nami pokarmami. Otrzymaliśmy dużo jajek. Podzielimy się z innymi. Jedziemy do Sobolic. Na stopniach przed wejściem do kościoła stoi kilka rzędów koszyczków. Wplatam modlitwę w świergot ptaków i przez moment sam już nie wiem, czy to ja, czy to one wypowiadają słowa poświęcenia. Po lewej stronie, w oddali, dostrzegam zarysy elektrowni po niemieckiej stronie. Myślę także o tych naszych siostrach i braciach.

Za siódmym borem, za siódmym lasem...
– Musimy trochę szybciej, bo nam czasu zabraknie, a o drugiej po południu już mamy poświęcenie pokarmów w Przewozie – ksiądz Marian delikatnie mnie pogania przy jedzeniu. Moja babcia Michalina zabraniała w Wielką Sobotę w ogóle coś jeść. Taki surowy post ma też swoją wielką wymowę. Nic się przecież nie stanie, gdy „na głodnego” przeżywamy Wielką Sobotę. Post uświęca, oczyszcza.

– Już na nas czekają – współbrat naciska pedał gazu. Faktycznie! We Włochowie parę dzieci bawi się biegając przy krzyżu, wokół którego stoją barwne koszyczki. Psy węsząc nerwowo ledwo wytrzymują, bowiem zapach idący od koszyczków jest bardzo nęcący.

– Przepraszamy za spóźnienie – czuję się winny, więc zdobywam się na te słowa. – Nic się nie stało, wszak księża mają dzisiaj wiele roboty – jakaś pani uspokaja. – My tu za lasem, za borem możemy poczekać. To tylko raz w roku. Dobrze, że Pan Bóg pogodę daje.

Czekają. Czekają na Boga, który im się objawia w świętych czynnościach. Przy krzyżu zbierają się rzadko, a właściwie to tylko w maju – na majowych nabożeństwach. – A gdzie są wasi tatusiowie i dziadkowie? – pytam dzieci. – Chłopów naszych nie ma. Oni mówią, że to babskie zajęcia – któraś z kobiet usprawiedliwia. – No, to macie, moje drogie mamy, babcie i siostry zadanie! Takie samo, jak Maria Magdalena, która przybyła pierwsza do grobu. Powiedzcie swoim mężom, ojcom, braciom, że Pan Jezus zmartwychwstał, a dziś wieczorem w kościele parafialnym, o godzinie osiemnastej, mamy Wigilię Paschalną. Poświęcimy ogień, zapalimy świece, wysłuchamy fragmentów Pisma Świętego, poświęcimy wodę, zaśpiewamy Litanię do Wszystkich Świętych... I już dziś zaśpiewamy Alleluja! A jutro o świcie Rezurekcja. Gdy słońce wstanie, to my akurat będziemy szli z Jezusem Zmartwychwstałym!

Wokół krzyża zrobiła się cisza. Powiało kazaniem, a przecież miało być poświęcenie. Coś jeszcze chciałem powiedzieć, ale ksiądz Marian rzucił hasło: – W Dobrochowie też czekają.

Rzeczywiście! Czekali i bardzo się ucieszyli, że przyjechaliśmy. Zebrali także ofiary na kwiaty do Bożego Grobu.

Pisanki, baranki i święta tradycja
Wielka Sobota to przedziwny dzień. W miastach tłumy gromadzą się przed drzwiami kościołów, gdzie ustawiane są koszyczki ze święconką. Ogromne morze poświęconych pokarmów wypełnia cały nasz kraj. Pisanki od Bałtyku, aż po Tatry; od Nysy Łużyckiej i Odry, aż po Bug. Siła tradycji jest tak wielka, że nawet niewierzący ją kontynuują. Przez to jest też wspaniała. Ale wciąż musi być na nowo pogłębiana.

W moim domu nie spożywaliśmy od razu wszystkich poświęconych pokarmów. Przez kilka, kilkanaście dni po Wielkanocy dodawaliśmy do codziennych posiłków kawałek poświęconego jajka, kiełbasy, chrzanu, ćwikły... Smakowało jakoś inaczej z „poświęconym”. Ale najbardziej pamiętam lukrowanego baranka. Co roku był nowy. Siedział sobie w koszyczku pośród pisanek. Trzymał małą czerwoną chorągiewkę; wokół niego była zielona trawa. Gdzieś w małym kieliszeczku sól, pieprz, chrzan, ćwikła, kawałek „babki wielkanocnej”.

Lubiłem zaglądać do tego koszyczka, gdyż mina lukrowanego baranka była niezwykła. Chorągiewkę delikatnie wyjmowałem, a baranka...? Baranka najpierw oblizywałem od spodu, żeby moja siostra Arletta nie spostrzegła, iż baranka ubywa. A potem? Czekałem, aż znów przyjdą Święta Wielkanocne.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki