Logo Przewdonik Katolicki

Śląski Rembrandt

Natalia Budzyńska
Fot.

Niedaleko Kamiennej Góry, wśród sudeckich wzniesień, w niewielkim Krzeszowie znajduje się prawdziwy skarb. Barokowy kościół, którego wnętrze niemal w całości pokryte jest freskami nie znajdziemy podobnego na północ od Alp. Ich autor Michael Willmann umarł trzysta lat temu. Wiele jest w Polsce takich miejsc pereł architektury ukrytych wśród pól,...

Niedaleko Kamiennej Góry, wśród sudeckich wzniesień, w niewielkim Krzeszowie znajduje się prawdziwy skarb. Barokowy kościół, którego wnętrze niemal w całości pokryte jest freskami – nie znajdziemy podobnego na północ od Alp. Ich autor – Michael Willmann – umarł trzysta lat temu.

Wiele jest w Polsce takich miejsc – pereł architektury ukrytych wśród pól, gór lub w małych wioskach – tam, gdzie nawet nie spodziewalibyśmy się ich spotkać. W Krzeszowie w bliskim sąsiedztwie stoją obok siebie dwie świątynie: przepiękna barokowa bazylika Wniebowzięcia NMP i kościół pod wezwaniem św. Józefa, wzniesiony w latach 1690-1696. Pierwsza budowla poraża pięknem fasady, druga wnętrzem: prawie wszystkie ściany pokrywają freski, których autor nazwany został „śląskim Rembrandtem”. Diecezja legnicka, na terenie której leży Krzeszów, 2 kwietnia ogłosiła rok 2006 Rokiem Michaela Willmanna.

Niewiele można się dowiedzieć o tym artyście; przez historyków sztuki bywa zaledwie wspominany w kilku lakonicznych zdaniach. Urodził się w 1630 roku w Królewcu w Prusach Książęcych, które do 1657 roku pozostawały lennem polskim. Uczył się w pracowni ojca – malarza Christiana Petera – i jako czeladnik wyruszył „po dalsze nauki” do Europy Zachodniej, do Niderlandów. We Flandrii i Holandii kształcił się na dziełach Rembrandta, Rubensa i van Dycka. Przez rok (1657-58) był nawet nadwornym malarzem w Berlinie.

Resztę swego życia związał już z Polską, a konkretnie z Lubiążem. W 1656 roku poznał bowiem opata tamtejszych cystersów Arnolda Freibergera, który cztery lata później sprowadził artystę właśnie do Lubiąża. Willmann wkrótce ożenił się z wrocławianką Heleną Liskową, założył rodzinę, wybudował dom z wielką pracownią malarską i kupił winnicę. Wtedy też przeszedł z protestantyzmu na katolicyzm i rozpoczął pracę dla miejscowych i czeskich klasztorów cysterskich. Wśród nich są kościoły w: Lubiążu, Trzebnicy, Henrykowie, Rudach, Kamieńcu i właśnie w Krzeszowie. Równocześnie zupełnie zrezygnował z tematyki portretowej i mitologicznej na rzecz barokowego malarstwa religijnego. Prawdopodobnie nie było malarza na północ od Alp, który by aż tak związał swoją twórczość z potrzebami zakonnych i kościelnych mecenasów.

W tym czasie cystersi pragnęli, by kościoły „wypełnione wspaniałymi dziełami przybliżały wiernym historię zbawienia, pobudzały religijną wyobraźnię i nakłaniały do gorliwej modlitwy”. Wyraźnie jest to widoczne w kościele pw. św. Józefa w Krzeszowie: ściany pokrywa ponad pięćdziesiąt fresków, tak że niepozorny ołtarz jest ledwie zauważalny na tle panoramicznie ukazanej apoteozy Świętej Rodziny. W kaplicach obiegających nawę umieszczone są sceny smutków i radości św. Józefa. Monumentalne malowidła robią porażające wrażenie. Choć płótna Willmanna można oglądać w kilku warszawskich kościołach (m.in. paulinów) oraz we wrocławskim Muzeum Narodowym, to krzeszowska świątynia jest miejscem, w którym najpełniej objawił się jego talent.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki