Logo Przewdonik Katolicki

...i spotkali Pana

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Choć ich drogi poszukiwania Pana były różne, burzliwe i niezwykle pokrętne, to w pewnym momencie na każdej z nich, w najmniej oczekiwanej chwili, pojawił się prawdziwy dar z nieba. Kiedy patrzę z perspektywy na to, co się stało, widzę, że kiedyś byłem jak szczur w klatce, miotający się w niewoli swoich urojeń i rządz, chodzący w różnych protezach szczęścia i wolności. Teraz...

Choć ich drogi poszukiwania Pana były różne, burzliwe i niezwykle pokrętne, to w pewnym momencie na każdej z nich, w najmniej oczekiwanej chwili, pojawił się prawdziwy dar z nieba.

Kiedy patrzę z perspektywy na to, co się stało, widzę, że kiedyś byłem jak szczur w klatce, miotający się w niewoli swoich urojeń i rządz, chodzący w różnych protezach szczęścia i wolności. Teraz widzę, że jestem człowiekiem wolnym, który doświadczył miłości Jezusa Chrystusa – tak o swoim nawróceniu mówi Darek Malejonek, znany wokalista rockowego zespołu Maleo. Nieco inna jest historia Artura Dudzińskiego, syna aktywnego działacza PZPR. Dziś z głębokim żalem wyznaje, że w domu rodzinnym nigdy nie uzyskał odpowiedzi na pytania dotyczące Boga, nie przekazano mu wiary, pozbawiono sakramentów, dlatego swoje wewnętrznie poszarpane życie budował bez fundamentów. Pierwszy kamień do ich stawiania „otrzymał” od Ojca Świętego Jana Pawła II.

Domy bez Boga
Darek Malejonek pochodzi z rodziny niewierzącej, ale jak zawsze podkreślał, jego rodzice są ludźmi niezwykle szlachetnymi i choć nigdy z nimi nie rozmawiał o Bogu i wierze, nie nastawiali go przeciw religii.

Rodzice Artura Dudzińskiego byli kiedyś związani z Kościołem, jednak wiarę w Boga zamienili na wiarę w chore ideały PZPR. Według Artura odrzucenie przez rodziców wszelkich chrześcijańskich wartości poprzez całkowitą akceptację systemu komunistycznego było powodem jego życiowego kalectwa. Kiedy jego koledzy uczęszczali na lekcje religii, on w tym czasie miał lekcje muzyki. Buntował się wewnętrznie, czuł się gorszy od swoich rówieśników, odnosił wrażenie, że traci coś ważnego.

Zarówno w życiu Darka, jak i Artura ważną rolę w dorastaniu odegrały książki i muzyka. Chcąc zapełnić istniejącą pustkę w sercu, pochłaniali stosy książek, najczęściej poruszających nieodpowiednie, czasem wręcz zgubne tematy dla młodej i zagubionej duszy.

Buddyzm, narkotyki i Pieta
Stąd na drodze Darka pojawiła się filozofia i religia Wschodu, którą się zachwycił, bowiem Jezus Chrystus był dla niego tylko mityczno-bajkową postacią, a Kościół katolicki kojarzył się mu z martwym reliktem, dalekim od Boga i prawdziwej wiary. Na kolejnym zakręcie jego drogi życiowej znaleźli się świadkowie Jehowy, którzy prócz znajomości Biblii zaczęli także szybko wpajać nienawiść do wiary katolickiej, księży oraz opowiadali, że... Jezus umarł wbity na pal.

– Pierwszy, bardzo nieśmiały promień wiary w moim życiu zaświecił się w 1988 roku wraz z przyjazdem do Jarocina grupy No Longer Music, z charyzmatycznym liderem Davidem ­– opowiada Darek. Jednak ze względu na panujące w Polsce embargo na amerykańską sztukę zespół został wyproszony przez milicjantów z jarocińskiej sceny. Dzięki błyskawicznej reakcji proboszcza koncert No Longer Music odbył się w kościele. Dla młodych, zbuntowanych osób wzięcie udziału w zakazanej imprezie było niezwykłym wydarzeniem.

– Zobaczyłem wielkich, naprawdę ostro wyglądających facetów w skórach, którzy zaczęli grać fajnego rocka. Nagle, między utworami, David zaczął mówił o Jezusie. Początkowo mnie to wkurzało, po co facet wyjeżdża z tak oderwanymi od życia tekstami? Potem zacząłem ich słuchać, pojawiły się nawet w oczach łzy. Złapałem się w Jezusową sieć – wspomina wzruszony lider zespołu Maleo. Jednak przed nim była jeszcze długa i trudna droga. Jego serce na Jezusa było otwarte, na Kościół zdecydowanie jeszcze zamknięte.

Na tym etapie droga Artura była mniej burzliwa. – Byłem młodym, wrażliwym uczniem szkoły muzycznej, która znajduje się nieopodal kościoła. Często zaglądałem do niego, szukając wyciszenia i izolacji od otaczającego mnie zgiełku. Za każdym razem jakby na nowo moją uwagę skupiała pełna tajemniczości i piękna – znajdująca się w ołtarzu głównym – Pieta. Drugim takim moim ulubionym miejscem był kościół farny. Nigdy racjonalnie nie potrafiłem sobie wytłumaczyć, dlaczego tam chodzę i czego szukam? – wspomina Artur Dudziński.

W życiu Darka pojawiły się narkotyki, zaczął eksperymentować; z LSD, grzybkami i amfetaminą. Wcześniej przez dziewięć lat był uzależniony od marihuany. Biorąc LSD czy inny „towar”, był przekonany, że dzięki nim otwiera swój umysł. – Stało się jednak inaczej, moje życie zamieniło się w piekło, poznałem siłę złych mocy i zacząłem pomału umierać. Nie fizycznie, ale duchowo. I gdy byłem przekonany, że tracę zmysły, z nieba otrzymałem wielki dar. Była nim przyszła żona, Elżbieta – stwierdza Darek.

I to ziarno w końcu zakiełkuje
Artur dopiero dziś docenia rolę, jaką odegrała w jego życia babcia Wiktoria, która nauczyła go kilku najprostszych modlitw. Zasiane przez nią ziarno dość opornie kiełkowało, dlatego tak długo szarpał się z życiem. Wykonywał prawie wszystkie możliwe zawody, począwszy od kotłowego palacza, na zamiataczu ulic skończywszy. Nie szanował rąk, które były stworzone dla muzyki. Teraz dopiero zrozumiał, że to wszystko nie było pozbawione sensu, bowiem Jezus wobec każdego człowieka ma konkretne plany. Pierwszy raz poważnie zastanowił się nad swoim życiem podczas przygotowywania się do egzaminów maturalnych, które zdawał po trzynastoletniej przerwie. Ucząc się współczesnej historii Polski, zrozumiał, czym był komunizm. Pogłębił się w nim żal do rodziców, że pozwolili się przez ten system tak strasznie omamić.

Wkrótce na jego drodze życia pojawił się Jan Paweł II. Początkowo był pod wrażeniem siły i odwagi Ojca Świętego, który głośno i wprost mówił, jakim złem jest system komunistyczny. Później, choć często słuchał jego słów, to zachowywał się jak człowiek głuchy, ponieważ w jego życiu nic się nie zmieniało. Może tylko tyle, że poprzez czytanie ukochanych książek zaczął sięgać po Biblię. Powoli otwierały mu się oczy na aktualność tej niezwykłej księgi.

Boże dary
Wkrótce także w życiu Darka pojawi się Biblia, którą zacznie studiować dzięki kolejnemu darowi, jakim był wyjazd w trasę z zespołem No Longer Music. Nie była to bowiem zwykła trasa koncertowa, ale ewangelizacyjna. W 1994 roku otrzymał zaproszenie na modlitewne czuwanie. Nie chciał na nie pójść, ale Pan Bóg niezwykle konsekwentnie realizuje swoje plany, dlatego Darek niespodziewanie skorzystał z zaproszenia.

– Po Mszy św. ojcowie paulini zaczęli za mnie wstawienniczą modlitwę. Wtedy otrzymałem Ducha Świętego. W atmosferze gorącej modlitwy, ja, który nie wierzyłem w Matkę Boską, nieoczekiwanie usłyszałem Jej głos. Powiedziała mi, że to Ona mnie przyprowadziła na to spotkanie, Ona też wyjednała mi łaskę u swego Syna. Wtedy na kolanach oddałem Jezusowi życie swoje oraz całej mojej rodziny. W kwietniu 1995 roku od Jezusa otrzymałem nowe życie poprzez przyjęcie trzech sakramentów: chrztu, bierzmowania oraz małżeństwa – kończy swoją historię rockowy apostoł Jezusa.

Także na drodze Artura pojawiają się pierwsze Boże dary zapowiadające ważne zmiany. Pierwszym z nich jest żona, drugim córka Asia. Nie chciał, żeby jego córka wchodziła w życie z taką pustką w sercu jak on, dlatego razem z żoną postanowili, że dziecko ochrzczą: poprosili o spotkanie księdza proboszcza. – Nie była to łatwa rozmowa. Ksiądz zadał krótkie i trudne pytanie: po co chcę ochrzcić dziecko, skoro nie jestem w stanie wychować go po katolicku? Te słowa jakby obudziły mnie z długiego snu, jestem za nie księdzu bardzo wdzięczny – konstatuje Artur.

Jednak zanim się obudził do nowego życia, minęło następne siedem lat, do chwili, gdy z radia usłyszał, że umiera Jan Paweł II. Wówczas coś w nim pękło. Z wielkim wzruszeniem i smutkiem śledził wszystkie wydarzenia związane z pożegnaniem Jana Pawła II. Czuł się osierocony, choć trudno mu było sobie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego tak jest? Pewnego wieczoru, leżąc w wannie pełnej wody, zastanawiał się, co taka zagubiona owca jak on może uczynić dla Ojca Świętego. Nagle uprzytomnił sobie, że może uczynić coś bardzo ważnego i to właśnie woda jest odpowiedzią na jego pytanie. – Ta spontaniczna decyzja spowodowała niezwykłe ukojenie i wielką radość. Bez wahania zgłosiłem się na kurs katechumenatu. Tegoroczne Święta Zmartwychwstania Pańskiego staną się moim świętem zmartwychpowstania dla Jezusa Chrystusa – kończy swoją historię Artur.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki