Logo Przewdonik Katolicki

Bratobójstwo

ks. Tadeusz Hanelt
Fot.

Gdy Adam i Ewa opuścili raj, inaczej mówiąc, gdy pokuszeni przez szatana i popchnięci własną pychą, by stać się jak Bóg, zerwali więź przyjaźni i miłości z Bogiem, zaczęło się dla nich zwyczajne, szare życie na ziemi, tak dobrze znane każdemu z nas. Skutkiem odejścia od Stwórcy było cierpienie, trud pracy, a także perspektywa śmierci. Równocześnie ich wzajemna...

Gdy Adam i Ewa opuścili raj, inaczej mówiąc, gdy pokuszeni przez szatana i popchnięci własną pychą, by „stać się jak Bóg”, zerwali więź przyjaźni i miłości z Bogiem, zaczęło się dla nich zwyczajne, szare życie na ziemi, tak dobrze znane każdemu z nas.

Skutkiem odejścia od Stwórcy było cierpienie, trud pracy, a także perspektywa śmierci. Równocześnie ich wzajemna miłość już nie była taka, jak w raju. Oskarżenie Ewy przez Adama przed Bogiem zaowocowało goryczą i przekonaniem, że tak do końca to nie mogą liczyć na siebie. Ale życie jest życiem: trzeba iść dalej i zapomnieć o przeszłości. Zaczęli więc żyć na tej ziemi, która cierń i oset im rodziła. Dzięki pomocy Bożej otrzymali odzienie, dach nad głową i doczekali się potomstwa. Ewa urodziła Kaina i Abla.

Minęło wiele lat. Chłopcy podrośli, stali się mężczyznami. Kain był rolnikiem. Wstawał każdego dnia wcześnie rano do pracy w polu. Owocem pracy jego rąk było zboże, z którego wyrabiano chleb – podstawowe pożywienie ludzi. Jego młodszy brat Abel był pasterzem. Często opuszczał ich siedzibę, by razem z owcami spędzać dnie i noce na pastwiskach. Dzięki jego pracy pierwsi ludzie mieli mleko, sery, owczą wełnę i skóry, z których sporządzali odzienie.

Abel był dobrym człowiekiem. Kochał rodziców i dbał o nich. Kochał swego brata Kaina, dzielił się z nim tym, co wyhodował. Był człowiekiem życzliwym dla innych i niepamiętającym uraz. Kain był jego przeciwieństwem. Często chodził z ponurą miną, nieraz odzywał się nieuprzejmie do rodziców, brata lekceważył, nosił w sobie złość do całego świata – nie wiadomo dlaczego. Swoistej pysze okazywanej bratu towarzyszyła wewnętrzna zazdrość. „Dlaczego on jest inny, dlaczego on jest dobry? – myślał. – Przecież dobroć to okazywanie słabości. Trzeba być silnym, a więc okazywać złość, bo wtedy będą cię szanować i bać się ciebie”.

Ofiara
Pierwsi ludzie pamiętali, że to Bóg ich stworzył, że On jest ich Panem i Dobroczyńcą. Oczywiste było więc dla nich, że swemu Stwórcy i Panu winni składać ofiary. Były one wyrazem wdzięczności i poczucia zależności od Boga. Przecież wszystko, co ziemia im rodziła, co dawały im zwierzęta, pochodziło ostatecznie od Boga. Należało Mu więc oddawać to, co jest najlepsze, pierwsze z dóbr otrzymanych. Stąd Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, a Abel składał pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu. Ofiary składano w ten sposób, że je spalano. Bóg nie potrzebował przecież ani zboża, ani mięsa czy tłuszczu do pożywienia. To człowiek, pozbawiając się tych dóbr, miał zaświadczyć, że uznaje Go za swego Pana. Oddając Mu część otrzymanych płodów ziemi i zwierząt, równocześnie z czegoś rezygnował – składał ofiarę – oddawał Bogu coś, co mógłby uznawać za swoją własność – ale wiedział przecież, że wszystko jest własnością tylko Boga.

Bóg z przyjemnością przyjmował ofiarę Abla. Była to ofiara z serca, ofiara radosna. Natomiast nie przyjmował ofiary Kaina dawanej z musu, nieszczerej. Ale co najważniejsze – ofiara nie zastępuje ani nie zakrywa złych uczynków. Postępowanie Kaina było złe, a więc nie miał prawa składać Bogu ofiary. Należało najpierw wyrzec się zła, a dopiero później przyjść przed Pana, by Mu dać w ofierze wyraz swego oddania i czci. Inaczej czyniło się ze Stwórcy wspólnika swych złych uczynków. Wtedy można by myśleć, że Pan Bóg przymyka oczy i aprobuje nasze złe postępowanie, ponieważ przyjmuje naszą ofiarę.

Ze złością przyjął Kain odrzucenie jego ofiary przez Boga. Pan bowiem na Kaina i jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina i chodził z ponurą twarzą. Wtedy Bóg odezwał się do Kaina, napominając go: Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować. Było to ostrzeżenie, że jeśli Kain nie wyzbędzie się dawnych grzechów przez żal i pokutę, to zło ostatecznie nad nim zapanuje i następne jego uczynki będą jeszcze gorsze. A przecież – mówił Pan Bóg – pokusa jest podobna do psa, który tylko czeka, aby się na człowieka rzucić i pogryźć go. Ale to on ma panować nad psem, a nie odwrotnie.

Zabójstwo
Jednak Kain nie posłuchał Boga. Wiedziony wściekłością na brata, że jest lepszy, że Pan przyjął ofiarę Abla, a jego odrzucił, zabił brata. Wściekłość, która wyrosła z zazdrości i pychy, doprowadziła do bratobójstwa. Abel nic złego mu nie uczynił. To, że był dobrym człowiekiem, było jego największym „przewinieniem” w oczach mordercy. Zło nie akceptuje istnienia dobra. Stara się je zniszczyć za wszelką cenę. Niezależnie od czasu i miejsca ludzie dobrzy są prześladowani, dręczeni, zabijani. Abel stał się pierwszym męczennikiem dobra i prawdy.

Kain nie czuł wyrzutów sumienia, stąd na pytanie Boga: Gdzie jest brat twój Abel? – odpowiedział bezczelnym kłamstwem: Nie wiem. Czyż jestem stróżem mego brata? Reakcja Stwórcy była podobna do naszej, ludzkiej – była reakcją kogoś przerażonego tym, co się stało. Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Jeśli Kain myślał, że jego uczynek pozostanie w ukryciu, to się grubo pomylił. Przed Bogiem nie ma nic zakrytego. Co więcej, morderczy uczynek domagał się kary, a ogłoszenie jej nastąpiło niezwłocznie. Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi! – tak brzmiał wyrok Sędziego.

Kain wpadł w popłoch. Jeśli ziemia nie da mu plonów, to umrze z głodu. Ma się tułać po ziemi i żebrać o pożywienie... Każdy, kto go spotka, może go bezkarnie zabić, bo przecież jest mordercą. Dopiero teraz obudziły się w nim wątłe odruchy sumienia. Nie z żalu za popełnione zło, ale ze strachu przed karą. Dlatego zwraca się błagalnie do Boga, wołając: Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić.

Pan Bóg jest samą dobrocią. Nie chce śmierci grzesznika ani jego zguby. Chce tylko, by się nawrócił i przestał czynić zło, dlatego ulitował się nad Kainem. Zabronił go zabijać, choć byłaby to sprawiedliwa kara za bratobójstwo. Dał mu czas na nawrócenie i pokutę. Aby go ochronić przed ludźmi, którzy widząc mordercę, chcieliby pomścić śmierć Abla, dał Kainowi znamię, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Niestety, szansa dana bratobójcy została zmarnowana. Kain się nie poprawił, za zło nie żałował, a jego następcy stawali się jeszcze gorsi niż on. Sławna była pieśń o zemście jednego z jego potomków, Lameka:

Słuchajcie, co wam powiem żony Lameka, nastawcie ucha na moje słowa:
Gotów jestem zabić człowieka dorosłego, jeśli on mnie zrani
I dziecko, jeśli zrobi mi siniec!

Nie wiemy, jak skończyło się życie Kaina. Biblia pisze tylko, że odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki