Logo Przewdonik Katolicki

Chrześcijanie na falach

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Początkowo słyszę jedynie szum, trochę zgrzytów i pisków. Po chwili zaczynam jednak rozróżniać pojedyncze głosy, w końcu dochodzą do mnie fragmenty rozmów. Za moment do tego rozgadanego krótkofalowego światka przyłączy się także siedzący obok mnie Jerzy Górski. Tu SP3 Dorota, Gustaw zaczyna płynąć w eter jego sygnał wywoławczy. Malutki pokój pana Jerzego...

Początkowo słyszę jedynie szum, trochę zgrzytów i pisków. Po chwili zaczynam jednak rozróżniać pojedyncze głosy, w końcu dochodzą do mnie fragmenty rozmów. Za moment do tego rozgadanego krótkofalowego światka przyłączy się także siedzący obok mnie Jerzy Górski. – Tu SP3 Dorota, Gustaw – zaczyna płynąć w eter jego sygnał wywoławczy.

Malutki pokój pana Jerzego wypełniony jest urządzeniami pomiarowymi i sprzętem elektronicznym. Honorowe miejsce zajmuje w nim radionadajnik – niepozorne pudełkowate urządzenie najeżone pokrętłami. Aż trudno w to uwierzyć, ale w sprzyjających okolicznościach za jego pomocą można porozumiewać się swobodnie nawet z mieszkańcami Nowej Zelandii czy Australii. Na dowód tego Górski pokazuje stosy okolicznościowych kart.

– Po 50 latach zebrało się ich z 30 kilo. Każda karta dokumentuje pomyślnie nawiązaną łączność – wyjaśnia. Są więc karty z San Marino, Meksyku, Singapuru, Puerto Rico, Wenezueli, Izraela, Seulu i setki innych potwierdzeń z całego świata.

Bo krótkofalarstwo to nie tylko hobby, to także sposób na życie. – Siedzisz sobie w malutkim, ciasnym socjalistycznym pokoiku, a z drugiej strony eteru rozmawia z tobą facet z Peru czy ze Sri Lanki. To daje ogromne poczucie wolności. Krótkofalowcy to zresztą jedna wielka światowa rodzina, bo w eterze łatwo nawiązuje się przyjaźnie. Tym bardziej że każdej rozmowy słuchają setki osób na całym globie – mówi poznański krótkofalowiec.

Pierwszy był Maksymilian
Jerzy Górski jest przekonany, że fale elektromagnetyczne i związana z nimi możliwość porozumiewania się na odległość to dar otrzymany od Stwórcy.

– Nie istnieje na świecie autonomia zdarzeń, nic nie dzieje się przypadkowo, wszystko jest Jego dziełem. Także wszelki postęp nauki. To Duch Święty inspiruje bowiem umysły naukowców, wszelkiej maści pasjonatów elektroniki, wynalazców i amatorów majsterkowania – uważa pan Jerzy.

On sam został dotknięty takim bożym palcem już we wczesnym dzieciństwie. – Swój pierwszy odbiornik detektorowy skonstruowałem w 1945 roku, jeszcze za czasów okupacji niemieckiej, a lampowy niecałe dwa lata później. Ale już przed wojną na świecie było ponad 50 tysięcy krótkofalowców. Jedną z pierwszych osób, które w ogóle zastosowały radio do głoszenia Słowa Bożego, był św. Maksymilian Maria Kolbe – opowiada ze swadą Jerzy Górski.

Krótkofalarstwo to zresztą zajęcie dla typowych gaduł. W eterze mówi się o wszystkim, choć najczęściej rozmowy i tak w końcu schodzą na tematy radioelektroniki. Niektórzy jednak wolą z zapałem grywać w szachy z kolegami z drugiego końca świata, inni organizują zawody polegające na nawiązywaniu jak największej liczby łączności w określonym czasie. Są też kolekcjonerzy „zaliczający” łączność z najbardziej egzotycznymi częściami globu.

Te rozmowy są niesłyszalne dla posiadaczy zwykłych odbiorników radiowych, bo krótkofalowcy pracują na zupełnie innych częstotliwościach.

– Ja też przez wiele lat kolekcjonowałem nawiązane łączności. W końcu jednak doszedłem do wniosku, że to za mało. Zamarzyło mi się, żeby to nasze piękne, choć czasochłonne hobby udało się połączyć z czymś naprawdę ważnym – mówi pan Jerzy.

Bo gdzie są dwaj albo trzej...
Na początku lat 70. Jerzy Górski razem z rodziną aktywnie włączył się w działalność Ruchu Światło-Życie. To właśnie pod wpływem Ruchu ks. Blachnickiego stopniowo dojrzewało w nim postanowienie o konieczności dzielenia się Dobrą Nowiną z innymi ludźmi. Krótkofalarskie hobby nadawało się do tego celu idealnie.

Zaczęło się w listopadzie 1987 roku, kiedy to Górski razem z kolegą, zrazu nieśmiało, a potem coraz bardziej otwarcie, rozpoczęli publiczne dzielenie się Słowem Bożym przez radio.

– Początkowo trochę się baliśmy, bo pomimo zgody na działalność krótkofalarską, cały czas wszystko podlegało kontroli ze strony SB. Na szczęście skończyło się jedynie na kilku wizytach milicji w moim domu, które zresztą ograniczyły się do spisania protokołu. Odbierałem natomiast sporo anonimowych telefonów z „dobrymi radami”, w których sugerowano mi, żebym zmienił temat naszych rozmów w eterze – wspomina pan Jerzy.

Od tej pory minęło już prawie 19 lat, a chrześcijańskie spotkania na falach cieszą się niesłabnącą popularnością wśród krótkofalowców. To zresztą najprawdopodobniej jedyne tego typu spotkania w całym eterze.

– Prawie od początku naszych radiowych rozmów ich tematem były czytania mszalne według kalendarza liturgicznego na dany dzień. Spotykamy się na falach dwa razy w tygodniu: w środy rano i w niedziele wieczorem oraz w każde większe święto kościelne. Większość uczestników własnymi słowami przedstawia swoje przemyślenia na temat czytań, dołączając przykłady z codziennego życia. Inni jedynie im się przysłuchują – wyjaśnia Jerzy Górski. Mottem tych spotkań są słowa zaczerpnięte z Ewangelii Mateuszowej: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Nieproszeni goście
Choć od roku pan Jerzy dysponuje nową, bardzo dobrą radiostacją, to chrześcijańskie spotkania na falach paradoksalnie napotykają na coraz większe trudności. Od pewnego czasu w porze tych spotkań pojawiają się bowiem „goście”, którzy usiłują zakłócać rozważania krótkofalowców. W eterze coraz częściej słychać więc piski, szumy, głośną muzykę i wyzwiska: czarna propaganda, Talibowie, ciemnogród.

Dzisiejsze spotkanie również nie odbywa się bez komplikacji. Cały czas słychać pracę jakiegoś zagłuszającego urządzenia. Mimo to słowa kolejnych krótkofalowców dochodzą do nas w miarę dobrze. Podobno ma też odezwać się ktoś z Watykanu, ale zbyt duże zakłócenia sprawiają, że jest to raczej mało realne. Łączność nawiązuje za to krótkofalowiec z Ukrainy.

Jak mówi pan Jerzy, wszystkie te przeszkody utwierdzają tylko krótkofalowców w słuszności tego, co robią.

– Kilka lat temu zaprosiłem do domu na nasze radiowe spotkanie jednego z poznańskich biskupów. Na końcu zapytałem: Jak ksiądz biskup ocenia to, co robimy? Odpowiedział krótko: Ja nie oceniam, ale działajcie tak dalej! – mówi Jerzy Górski.

Kolejne niedzielne chrześcijańskie spotkanie powoli dobiega końca. Jeszcze ostatni z krótkofalowców kończy swoje rozważania. Mikrofon „wędruje” teraz do Janka, księdza krótkofalowca z Borku Wielkiego na Rzeszowszczyźnie.

– Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty – płynie w eter kapłańskie błogosławieństwo. W tym samym momencie czynimy znak krzyża: pan Jerzy, ja i pewnie wielu z tych, którzy siedzą teraz przy swoich radionadajnikach.
Nie tylko w eterze

Krótkofalowcy spotykają się nie tylko w eterze. Kiedyś jeździli przede wszystkim do Niepokalanowa, szukając duchowej opieki u ojca Maksymiliana. Od kilku lat organizują także swoje pielgrzymki na Jasną Górę, połączone ze wspólną Mszą św., koncelebrowaną rzecz jasna przez księży krótkofalowców. Takich kapłanów, mających licencje krótkofalowe, jest dziś w Polsce około 30.

Dlaczego (nie) słychać?
Dla krótkofalowców najważniejsza jest dobra słyszalność. Ta zaś zależy od mocy nadajnika i propagacji, czyli warunków rozchodzenia się fali radiowej. Na niektórych częstotliwościach najlepsza słyszalność jest wieczorem lub w nocy, na innych dużo lepiej odbiera się w dzień. Przy dobrych warunkach propagacyjnych można porozumiewać się nawet z drugim końcem świata.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki