Logo Przewdonik Katolicki

Rozum na usługach wiary

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Z biskupem Tadeuszem Pikusem, przewodniczącym Rady ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Łukasz Kaźmierczak Czy zdaniem Księdza Biskupa w słowach, jakie Benedykt XVI wypowiedział w Ratyzbonie, pojawiło się coś takiego, co mogło urazić muzułmanów? W kontekście wydarzeń i nastrojów, które są charakterystyczne dla współczesnych czasów, rzeczywiście mogło...

Z biskupem Tadeuszem Pikusem, przewodniczącym Rady ds. Ekumenizmu
Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

Czy zdaniem Księdza Biskupa w słowach, jakie Benedykt XVI wypowiedział w Ratyzbonie, pojawiło się coś takiego, co mogło urazić muzułmanów?
– W kontekście wydarzeń i nastrojów, które są charakterystyczne dla współczesnych czasów, rzeczywiście mogło być to odczytane i wykorzystane przez muzułmanów jako pretekst do tego, żeby przeciwstawić się i to niekoniecznie tylko Benedyktowi XVI czy samemu chrześcijaństwu, co bardziej może całemu zachodniemu światu.

Muzułmanie postrzegają Zachód i chrześcijaństwo jako jedną rzeczywistość; większość z nich nie rozróżnia bowiem świata politycznego od sfery religijnej. W islamie jest to łączone w jedność.

Mało kto z nich zwrócił uwagę na to, że negatywna wypowiedź dotycząca Mahometa była cytatem, a jeśli nawet zwracano uwagę, że jest to cytat, to jego wymowę łączono z postacią lub stanowiskiem Ojca Świętego. Oczywiście, gdybyśmy teraz analizowali, w jaki sposób protestowano przeciwko wystąpieniu Papieża, to niestety potwierdziłaby się prawdziwość słów wypowiedzianych onegdaj przez Manuela Paleologa.

Przemoc idąca w parze z religią jest tylko potwierdzeniem tego, co było wypowiedziane przez bizantyjskiego cesarza.

Mimo wszystko trudno na podstawie jednej wypowiedzi posądzać Benedykta XVI o to, że jest wrogiem islamu...
– Absolutnie nie widzę tutaj, żeby Papież był wrogiem kogokolwiek albo też z góry wykluczał jakąkolwiek religię. W jego wystąpieniu natomiast jest widoczne poważne podejście do zagadnienia religii. Jest to podejście krytyczne, które niesie coś więcej niż tylko ocenę jej wartości doczesnej, bo przecież wiemy doskonale, że w religii chodzi o cel najwyższy, jakim jest zbawienie. I tutaj najważniejsze jest spojrzenie na każdą religię w perspektywie jej prawdziwości i to tej, która łączy się ze zbawieniem człowieka, czyli życiem wiecznym.

Ksiądz Biskup nazwał słowa wypowiedziane w Ratyzbonie przez Benedykta XVI „odą do rozumu”...
– Rzeczywiście, jest to swego rodzaju pochwała rozumu. I choć w chrześcijaństwie doskonale wiadomo, że wiara nie na ludzkim rozumie się opiera, ale na mocy i mądrości Bożej, to rozum znajduje się na usługach wiary. Akt wiary, czyli przyzwolenie człowieka na otwarcie się na ten Boski dar, jest przyzwoleniem świadomym i dobrowolnym, czyli aktem rozumnym i wolnym.

W papieskim wykładzie jest zresztą mowa nie tylko o islamie, ale także o pewnych prądach światopoglądowych, które nie dopuszczają do tego, by rozum mógł akceptować czy też uznać wiarę czy religię; chodzi tutaj o kierunki laicyzujące, które wykluczają Boga i transcendencję jako niedopuszczalne przez rozum. Myślę, że w swoim wykładzie Ojciec Święty ustawia te relacje następująco: wiara – rozum, nauka – religia, nie muszą się wykluczać, a wręcz przeciwnie, potrzebują siebie nawzajem, aby organizować życie i rozwój człowieka również w jego perspektywie wiecznej.

Podczas niedawnego spotkania z dyplomatami muzułmańskimi w Castel Gandolfo Ojciec Święty powiedział, że „od dialogu z islamem zależy dziś dobro świata”. Jak Ksiądz Biskup interpretuje te słowa?
– Islam jest religią bardzo liczebną, obecnie według statystyk ma około miliarda wyznawców, a więc nie jest to jakaś mało znacząca grupa religijna. Od strony społecznej stanowi, podobnie jak chrześcijaństwo, wielką siłę. W związku z tym choćby minimalna współpraca obu religii może pozwolić na wspólne, pokojowe rozwiązywanie niektórych bieżących problemów życia społecznego. Poza tym czynnikiem społecznym ważne są także wspólne wartości religijne. Choć nie było na razie jakichś poważnych rozmów, osiągnięć w dziedzinie teologicznej, doktrynalnej, to wiemy doskonale, że dla muzułmanów życie jest czymś wartościowym, świętym, tak samo jak życie rodzinne czy sprawa pokoju.

Islam religią pokojową?
– Obie strony widzą dziś siebie w sposób zdeformowany. Dwa lata temu uczestniczyłem w Gdańsku w sympozjum poświęconym wzajemnemu postrzeganiu muzułmanów i chrześcijan zarówno przez media arabskie, jak i zachodnie. I obydwa te obrazy były okropne, nie do przyjęcia, ponieważ jedne i drugie mass media najczęściej pokazywały skrajne postawy ludzi. I tak my, niestety, nawzajem siebie widzimy na co dzień.

Oczywiście, powstaje pytanie, czy już u samych źródeł islamu nie znajdują się czasami przesłanki usprawiedliwiające stosowanie przemocy. Jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to takich przesłanek nie ma, bo Nowy Testament zdecydowanie wyklucza takie działania.

W przypadku Koranu takiej jednoznaczności nie ma. Istnieją fragmenty, w których jest mowa o apostolstwie opartym na wolności, o ekspansji dokonywanej z zachowaniem szacunku wobec innych, ale są również słowa nawołujące do świętej wojny – dżihadu i ten termin bywa przez muzułmanów różnie interpretowany. Znamienne jest, że w praktyce łatwiej wejść do wspólnoty muzułmańskiej, niż ją opuścić.

Ksiądz Biskup przestrzegał niedawno przed próbami dialogu z islamem opartego na założeniach politycznej poprawności.
– W każdym dialogu potrzebna jest przede wszystkim szczerość, autentyczna chęć poszukiwania prawdy i wzajemny szacunek między partnerami. Tylko to daje szansę powodzenia. Nawet jeżeli jest to bolesne. Dialog udawany, pozorny zawsze kończy się fiaskiem. Pamiętajmy też, że w dialogu religijnym pierwsze miejsce musi zajmować Bóg. Dlatego najważniejsza jest przede wszystkim autentyczna modlitwa.

Czy po spotkaniu w Castel Gandolfo widać jakieś symptomy poprawy stosunków między Kościołem katolickim a światem islamu?
– Potrzeba takiego dialogu społecznego jest ewidentna, ale może on być bardzo burzliwy, bo dotyczy przecież bardzo trudnych spraw. Natomiast jeśli chodzi o dialog międzyreligijny, to jest on jak na razie raczej niemożliwy. Tym, co może łączyć – przynajmniej w tej fazie – wyznawców obu religii, jest wzajemny szacunek. Gdyby udało się osiągnąć chociaż ten cel, byłoby to już bardzo dużo. Możemy także modlić się za siebie wzajemnie lub wypraszać u Boga wspólne dobro. I myślę, że to byłoby pewnym połączeniem, pewną jednością we wzajemnym szacunku, jednością w modlitwie wzajemnej. Natomiast niebezpieczne jest to, że pojawiają się kwestie pozareligijne, które usiłują angażować myśl religijną w rozmaite konflikty. A wiemy, że istnieją przynajmniej trzy takie płaszczyzny, które zawsze powodują pewne zderzenie, mogące w skrajnych sytuacjach przerodzić się nawet w konflikt: są to potrzeby materialne, wymiar kulturowo-obyczajowy i wreszcie wątek religijny. Pamiętajmy też, że dialog jest zadaniem, środkiem, nie zaś celem. Ma on prowadzić do współpracy, do tworzenia harmonii tutaj na ziemi, ale przede wszystkim do budowania perspektywy zbawczej na fundamencie żywej wiary. Tak naprawdę dla wyznawców obu religii celem najważniejszym jest szczęście i to szczęście wieczne, bez miary.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki