Logo Przewdonik Katolicki

A wszystko zaczęło się w Dęblinie

Waldemar Szymenderski
Fot.

Jako 15-letni chłopak pochodzący z małego miasteczka w 1973 roku wybrałem się do Dęblina, by re-alizować swoje marzenia. Aby się tam dostać, trzeba było poddać się bardzo rygorystycznym badaniom lekarskim i zdać egzaminy. Udało się! Byłem w Dęblinie cztery lata i ukończyłem pierwsze w Polsce Liceum Lotnicze. Wydawało się, że drzwi do lotnictwa stały przede mną otworem....

Jako 15-letni chłopak pochodzący z małego miasteczka w 1973 roku wybrałem się do Dęblina, by re-alizować swoje marzenia. Aby się tam dostać, trzeba było poddać się bardzo rygorystycznym badaniom lekarskim i zdać egzaminy. Udało się! Byłem w Dęblinie cztery lata i ukończyłem pierwsze w Polsce Liceum Lotnicze. Wydawało się, że drzwi do lotnictwa stały przede mną otworem. Dostałem się do Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej (słynna Szkoła Orląt), gdzie spędziłem trzy lata. Pechowy wypadek podczas zajęć (skomplikowane złamanie nogi) przerwał moją lotniczą karierę w Dęblinie, a miałem już wtedy niezły dorobek jako pilot: odbywałem samodzielne loty na różnych typach samolotów. Najbardziej utkwił mi w pamięci samolot TS-11 Iskra, który był pierwszym odrzutowym samolotem polskiej konstrukcji. Niestety, musiałem zrezygnować z tego, co tak kochałem. Przez długi czas nie mogłem się otrząsnąć z życiowej porażki. Spotkałem jednak instruktora motolotniowego Henryka Orwata. Okazało się, że można realizować swoje lotnicze marzenia, a najtańszym sposobem na uprawianie lotnictwa „z napędem” jest motolotniartswo. Pod okiem instruktora wyszkoliłem się i zdobyłem wiele uprawnień. Dzisiaj mam już ponad 1200 godzin nalotu. Jest to moje najważniejsze hobby, dzięki któremu się spełniam i odnajduję wiele radości. Lubię dzielić się tą pasją z innymi. Świat oglądany z góry wygląda zupełnie inaczej. Gdy człowiek jest w powietrzu, zapomina o troskach i problemach codziennego życia. Na uprawianie motolotniarstwa namówiłem wielu kolegów z Leszna, Środy, Śremu, Księginek, Kiełczynka i dzielę się z nimi swoim doświadczeniem oraz dbam o przestrzeganie zasad bezpiecznego uprawiania sportów lotniczych. Czuję satysfakcję, gdyż w Książu Wlkp. mieszka aż pięciu pilotów, jest też pięć zarejestrowanych motolotni, lądowisko i hangar. Prawdą jest, że ludzie, którzy uprawiają sporty lotnicze, zmieniają się. Spotkałem wielu pilotów o ciekawych osobowościach. Wśród moich kolegów jest aż czterech generałów będących w służbie czynnej. Moim największym marzeniem jest to, by uprawianie sportów lotniczych było bardziej dostępne dla młodych ludzi. Barierę stanowią jednak kwestie finansowe.

Lotnictwo wyrabia w młodym człowieku wiele pozytywnych cech: odwagę, refleks, spostrzegawczość, szlachetność, samodzielność w podejmowaniu trudnych decyzji, chęć niesienia pomocy innym. Uważam, że warto propagować sporty lotnicze (w tym motolotniarstwo) zwłaszcza wśród młodzieży. Jest to bardzo dobra metoda wychowawcza, która pozwala człowiekowi sprawdzić się w ekstremalnych warunkach, a przede wszystkim uczy pokory wobec życia i otaczającego nas świata.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki