Logo Przewdonik Katolicki

Bracia Don Bosco

Mateusz Wyrwich
Fot.

Wyjeżdżają zazwyczaj na rok, jednak już po kilku miesiącach wiedzą, że będą tu chcieli zostać przez kilka lat. Często w misyjnych krajach pozostają do końca życia. Ponad półtora wieku temu włoski kapłan, dziś święty Jan Bosko, założył Towarzystwo św. Franciszka Salezego. Niecałe dwadzieścia lat później, w 1872 r., powołał również Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki...

Wyjeżdżają zazwyczaj na rok, jednak już po kilku miesiącach wiedzą, że będą tu chcieli zostać przez kilka lat. Często w misyjnych krajach pozostają do końca życia.

Ponad półtora wieku temu włoski kapłan, dziś święty Jan Bosko, założył Towarzystwo św. Franciszka Salezego. Niecałe dwadzieścia lat później, w 1872 r., powołał również Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki Wiernych, czyli siostry salezjanki. W Polsce zakon osiedlił się z końcem XIX wieku w Oświęcimiu.

Założeniem wspólnoty była przede wszystkim pomoc biednym, szczególnie dzieciom i młodzieży pochodzącym ze środowisk, którymi ksiądz Bosko zajmował się już wcześniej: rodzin więźniów, chorych, samotnych. Zanim powstało Towarzystwo, ks. Bosko zbudował oratorium dla młodzieży. Był to rodzaj świetlicy, w której młodzi mogli spożyć posiłek, zdobyć wiedzę, a także spędzić czas na zabawie. Niebawem zaczęły powstawać też schroniska dla młodzieży, szkoły, małe warsztaty rzemieślnicze czy wreszcie zakłady pracy. Co było wówczas rzadkie, wychowawcy mieli być powiernikami i przyjaciółmi młodzieży.

Misjonarz w więzieniu
Salezjański Ośrodek Misyjny w Polsce obchodzi właśnie ćwierćwiecze swego istnienia. Misjonarze salezjańscy wyruszają w świat, zwłaszcza do krajów afrykańskich i arabskich, by głosić Ewangelię. Trudna sytuacja chrześcijan jest np. w Egipcie, gdzie są oni spychani przez muzułmańską większość do roli pariasów. Nie mogą znaleźć pracy, często muszą ukrywać się ze swoją wiarą, przybierają arabskie imiona. Pomoc ekonomiczna i edukacyjna ze strony misji chrześcijańskich jest tam niezwykle potrzebna. Podobnie jest w Iranie, gdzie chrześcijanie również są prześladowani, a księża mordowani bądź oskarżani o szpiegostwo. Wśród nich był także salezjanin o. Jarosław Dobkowski, uwięziony w latach 90. przez irańskie służby specjalne. – Oskarżono mnie o szpiegostwo i aresztowano z polskim dyplomatą – wspomina ojciec Dobkowski. – Już wcześniej podejrzewałem, że coś niebezpiecznego dzieje się wokół mnie, bo kiedy rozpocząłem studia na Uniwersytecie Teherańskim, byłem śledzony. Być może liczono na to, że ucieknę. Na szczęście jednak pod presją dyplomatyczną szybko nas wypuszczono z więzienia, ale musiałem opuścić Iran.

Zarówno ojciec Jarosław Dobkowski, jak i jego współbrat Kazimierz Gajowy już blisko ćwierć wieku posługują na Bliskim Wschodzie, najdłużej w Libanie. Obaj zakładali tam salezjańską szkołę i jeszcze przed rokiem byli jej dyrektorami. Obaj zresztą na misje wyjechali już jako klerycy, najpierw do Międzynarodowej Szkoły Misyjnej w Izraelu, gdzie zostali wyświęceni. – Nasza obecność w dawnych krajach chrześcijańskich, a dziś muzułmańskich, to dawanie świadectwa. Te wspólnoty potrzebują naszego wsparcia. Cały świat islamu pomaga swoim wyznawcom, dlaczego więc my nie możemy pomóc katolikom? Szczególną opieką powinniśmy otaczać ich w takich krajach, jak: Syria, Egipt, Palestyna. Tam dla chrześcijan największą bolączką jest ich bardzo niska pozycja socjospołeczna. Katolicy mogą zajmować jedynie najniższe stanowiska pracy, a w niektórych krajach są wręcz niedopuszczani do jakichkolwiek posad państwowych – opowiada o. Kazimierz Gajowy. – Jest to dziś najpowszechniej stosowany rodzaj dyskryminacji chrześcijan na Wschodzie. Na pierwszy rzut oka niewidoczny, bo nie są to prześladowania prowadzone w XIX-wiecznym wymiarze, gdzie bicie i zabijanie innowierców było normą obowiązującą.

Jeden z największych ośrodków na Bliskim Wschodzie prowadzonych przez salezjanów znajduje się w Libanie, kraju najbardziej otwartym na Europejczyków i na misje chrześcijańskie, a w szczególności zakonne. Dzisiaj w tym niewielkim państwie, zamieszkanym przez niecałe cztery mln mieszkańców, jest aż 186 szkół chrześcijańskich, w tym cztery uniwersytety chrześcijańskie. Tutaj też, oprócz funkcjonujących już salezjańskich oratoriów, przed sześciu laty została oddana do użytku w miejscowości Fidar jedna z najnowocześniejszych i największych szkół technicznych – Don Bosco Teknik. Wybudowano ją kosztem kilkudziesięciu milionów dolarów, głównie z funduszy UE i darowizn. Szkołą przez ostatnie sześć lat kierowali ojcowie Dobkowski i Gajowy. – Liban jest krajem o ogromnej możliwości wyboru szkół. Przy tak dużej konkurencji otwarcie naszej szkoły było już nie lada przedsięwzięciem – stwierdza jej były dyrektor o. Kazimierz Gajowy. – Rozpoczęliśmy zajęcia od kursów zawodowych, czyli od edukacji najsłabszej części młodzieży, która z różnych powodów nie mogła rozpocząć studiów. Uczestniczyło w nich kilkaset uczniów. Szkoła ma rozbudowany kierunek informatyki, ale jest również wydział dla asystentek, prowadzenie sekretariatu, księgowości. Od ubiegłego roku placówkę przejęli już miejscowi salezjanie.

Niebo bliżej ziemi
W Afryce salezjanów nazywają potocznie „Bracia Don Bosco”. Katarzyna Wnuk, świecka misjonarka, absolwentka pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, pracowała rok na misji w Kenii. Niedawno wróciła do Polski, ale jest pewna, że tylko na urlop. Pracowała na misji w dwudziestotysięcznym miasteczku pustynnym Korr, gdzie Ewangelia Chrystusa dotarła dopiero przed 35 laty, a święcenie wciąż odbywa się kozim mlekiem, które miejscowi uważają za symbol życia. Elektryczność zaś istnieje tylko w budynkach misji i to zaledwie przez parę godzin. Pracowała wśród społeczności zajmującej się głównie pasterstwem. Na pustynnym terenie, gdzie temperatura dochodzi do plus czterdziestu stopni, w czasie częstych pór bezdeszczowych wysychają koryta rzek, ginie trzoda, umierają ludzie – właśnie tutaj usytuowana jest salezjańska misja z kościołem, szkołą, dwoma internatami dla dziewcząt i chłopców, przedszkolem. Katarzyna Wnuk wraz z Katarzyną Tadlą, pod baczną opieką ks. Henryka Juszczyka, proboszcza i dyrektora misji, prowadziły przedszkole z siedemdziesięciorgiem dzieci. Uczyły też w szkole. Gdy było trzeba, malowały klasy, zajmowały się też obsługą dokumentacyjną misji czy akcją „Adopcja na odległość”. – W tej pustynnej ciszy niebo wydaje się być bliżej ziemi. Życie tam płynie wolniej. Jest się bliżej Boga, chociaż na początku trudno było przeżywać Msze Święte, ponieważ odbywają się w języku suahili – mówi Katarzyna Wnuk. – Wróciłam do Polski dwa miesiące temu, ale tylko fizycznie, ponieważ i myśli, i serce pozostały w Afryce. Spełniłam niemal wszystkie swoje marzenia, ale jeśli ktoś mnie pyta, czy czegoś jeszcze potrzebuję, odpowiadam: bilet do Kenii.

„Obecnie w 128 krajach świata pracuje 16.692 salezjanów, a w 90 krajach – 15.032 salezjanek. Polskich salezjanów jest 1.140, zaś salezjanek 494. Salezjański Ośrodek Misyjny w Warszawie (SOM) powstał w 1981 roku z siedzibą w Łodzi, a następnie w Warszawie. Od 1991 roku Ośrodek posiada własny dom w Warszawie. Od początku istnienia jest instytucją ogólnopolską, której celem jest koordynacja działalności misyjnej czterech salezjańskich inspektorii polskich (krakowskiej, pilskiej, warszawskiej i wrocławskiej)”.
Źródło: Salezjański Ośrodek Misyjny w Warszawie

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki