Logo Przewdonik Katolicki

Kapłan Bożego Miłosierdzia

Jadwiga Knie-Górna
Fot.

Z księdzem dr. Henrykiem Ciereszko, biografem księdza Michała Sopoćki, wykładowcą w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku, rozmawia Jadwiga Knie-Górna To, że na drodze siostry Faustyny stanął ksiądz Michał Sopoćko, spowiednik i kierownik duchowy przyszłej świętej, nie było dziełem przypadku... Zewnętrzne okoliczności zdają się jakby sugerować,...

Z księdzem dr. Henrykiem Ciereszko, biografem księdza Michała Sopoćki, wykładowcą w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku, rozmawia Jadwiga Knie-Górna


To, że na drodze siostry Faustyny stanął ksiądz Michał Sopoćko, spowiednik i kierownik duchowy przyszłej świętej, nie było dziełem przypadku...
– Zewnętrzne okoliczności zdają się jakby sugerować, że te osoby przypadkowo się ze sobą zetknęły. Siostra Faustyna mogła być wysłana do innego klasztoru, a ks. Sopoćko mógł być spowiednikiem w innym zgromadzeniu. Patrząc jednakże oczami wiary, uznajemy, że to Bóg jest Panem czasu i kieruje ludzkimi losami, wyznacza ludziom zadania, powołuje. Już to spojrzenie pozwala uznać, że Bóg połączył drogi siostry Faustyny i ks. Sopoćki. Znaczące są także zapisy w jej „Dzienniczku” o wizjach i obietnicach danych siostrze Faustynie, dotyczących wypraszanego w modlitwie i oczekiwanego kierownika duszy. Z kolei śledząc życie ks. Sopoćki, możemy odkrywać ślady szczególnego prowadzenia i przygotowywania go do roli spowiednika wizjonerki i świętej. Jego zatroskanie o własne życie duchowe i głębia tego życia, troska o stałe rozeznawanie i pełnienie woli Bożej, wyczulenie na Boże natchnienia i wierne ich podejmowanie, co ujawniało się w licznych inicjatywach apostolskich prowadzonych od pierwszych lat kapłaństwa. Ogólnie jego kapłaństwo nieprzeciętnego formatu, osiągnięta wiedza i doświadczenie na polu prowadzenia i kierowania ludzkimi duszami predestynowało go do tej szczególnej roli. Już te okoliczności i fakty pozwalają nam mówić o jego powołaniu i wybraniu przez Boga do posługi spowiednika i kierownika duchowego świętej i apostoła Miłosierdzia Bożego.

Jaką rolę w szerzeniu kultu Bożego Miłosierdzia odegrał ksiądz Michał Sopoćko?
– Ogromną, niezmiernie istotną i znaczącą. Podjął wezwania skierowane w objawieniach do św. Faustyny. To on pierwszy, jeszcze przed wojną, napisał o potrzebie uczczenia Boga w tajemnicy Jego Miłosierdzia. Wypracowywał biblijne, liturgiczne i pastoralne podstawy kultu. Przedstawione przez niego motywy, racje za kultem, świętem Miłosierdzia Bożego, zasadniczo zostały powtórzone we współczesnych czasach, także przez Ojca Świętego Jana Pawła II, który ustanowił święto dla całego Kościoła i zawierzał świat Miłosierdziu Bożemu. A „Dzienniczek” powstały na jego zalecenia stanowiący wciąż żywe źródło dla pobożności i duchowości miłosierdzia? A pierwszy obraz Miłosierdzia Bożego, do namalowania którego się przyczynił, przed którym do dziś czczone jest Miłosierdzie Boże w Wilnie? Nie kto inny, jak ks. Sopoćko zwrócił się jako pierwszy do władz kościelnych o zatwierdzenie kultu i ustanowienie święta, a prośby te kierował aż po ostatnie dni swego życia. A przeciwności, niezrozumienie, cierpienia, których zaznał, czyż nie są zasiewem pod przyjęcie i upowszechnienie się kultu? Święta Faustyna przekazała upomnienie się Boga o uczczenie Go w Jego Miłosierdziu i tak stała się apostołką tegoż Miłosierdzia. Jej spowiednik, ks. Sopoćko poświęcił swe życie wypełnieniu tej woli Boga i był drugim po niej apostołem Miłosierdzia Bożego w naszych czasach. Całe ogromne dzieło apostolskie ks. Sopoćki, śmiem twierdzić, ma niezmiernie istotne znaczenie dla współczesnego upowszechnienia się i pełnego zatwierdzenia w Kościele kultu Miłosierdzia Bożego.

Ksiądz Michał Sopoćko, godząc się na duchowe prowadzenie siostry Faustyny, stanął wobec wyjątkowych zadań.
– Spróbujmy sobie wyobrazić co byśmy odczuwali, gdyby nam ktoś zaczął opowiadać, że Jezus mu się ukazał, że Bóg przemawia w jego wnętrzu, że trzeba ustanowić nowe święto? Dalej, że w tym jest szczególna rola nam wyznaczona? Uwierzyć, zbagatelizować, wycofać się? Z tym wszystkim najpierw musiał zmierzyć się ks. Sopoćko. Następnie musiał pokonać własne opory, lęk przed wielkością, ciężarem zadania. Rozeznać, czy naprawdę Bóg, gdzieś w prowincjonalnym Wilnie, przez zakonnicę, jedną z wielu, wobec niego księdza, też jednego z wielu, objawia swą wolę? Przecież chodziło o ogłoszenie światu przesłania o Bożym Miłosierdziu, ustanowienie święta, wprowadzenie szczególnej formy uczczenia Boga, założenie zgromadzenia zakonnego. Jak o tym mówić przełożonym? Czyż nie będzie się posądzonym o naiwność, egzaltację, może jakiś ukryty interes? Ileż potrzeba było wiary, ufności, właśnie w Boże Miłosierdzie, aby podjąć przerastające niewątpliwie ludzkie możliwości wezwania? Ks. Sopoćko, w całym realizmie sytuacji, w której się znalazł, w ogromnym zawierzeniu Bogu, krok po kroku, dojrzewał do swej roli i trzeba przyznać, wiernie ją wypełnił.

Siostra Faustyna uprzedzała księdza Sopoćkę, że będzie doświadczał wielu trudności i niezrozumienia, a jeszcze więcej przeciwności w szerzeniu kultu Bożego Miłosierdzia. Czy rzeczywiście tak było? Czy te zapowiedzi się spełniły?
– Tak, droga życiowa i apostolstwo ks. Sopoćki naznaczone było próbami, doświadczeniami, niezrozumieniem, przeciwnościami. Dusze wybrane wybiegają swymi wizjami, działaniem przed zwykły, raczej zachowawczy rytm życia. Stykają się z niezrozumieniem, powściągliwością, dystansem, niedowierzaniem, a może nawet nieraz i z zazdrością innych. Od takich okoliczności, postaw różnych osób, także przełożonych, nie był uchroniony i ks. Sopoćko. Spotkał się ze zbyt powściągliwą i ostrożną postawą swego ordynariusza. Wskutek pewnych nieporozumień i okoliczności od niego niezależnych posądzany był o nadużywanie autorytetu prymasa Hlonda w upowszechnianiu kultu. Błędy i nieprawidłowości w szerzeniu kultu pochodzące od innych były nieraz do jego osoby odnoszone, jako że jego postać najbardziej się ujawniała, bo to on składał petycje do biskupów, publikował prace dotyczące Miłosierdzia Bożego i nabożeństwa. Może największą próbą wiary i ufności, właśnie w Miłosierdzie Boże, był zakaz rozszerzania nabożeństwa w oparciu o objawienia siostry Faustyny z 1959 r. Ks. Sopoćko przyjął ten zakaz z pełnym poddaniem się władzy kościelnej, ale i z przeświadczeniem, iż próba ta przyczyni się do oczyszczenia i uporządkowania kultu. Tak też rzeczywiście się stało.

Na czym skoncentrowały się działania tego niezwykłego kapłana po śmierci siostry Faustyny?
– Ks. Sopoćko wiernie i wytrwale realizował wezwania skierowane w objawieniach do siostry Faustyny. Zabiegał o ustanowienie święta, opracowywał podstawy biblijne i teologiczne dla kultu, nauczał o Miłosierdziu Bożym, współtworzył zgromadzenie zakonne, które w myśl wizji świętej podjęłoby się dzieła modlitwy i apostolstwa Miłosierdzia Bożego, troszczył się o poprawność nabożeństwa, o upowszechnienie i poprawność obrazów.

„Dziennik” spisywany przez księdza Michała Sopoćkę pozwala nie tylko odtworzyć historię życia tego niezwykłego kapłana, ale także umożliwia wgląd w jego wnętrze.
– „Dziennik” – takim tytułem opatrzył ks. Sopoćko swoje zapiski dotyczące własnego życia, w pokaźnym stopniu zawierające też duchowe refleksje, nieraz wewnętrzne zwierzenia czy osobiste przemyślenia. W tym sensie rzeczywiście pozwalają one bardziej wejrzeć także w jego wnętrze, przestrzeń spotkania z Bogiem. Szkoda, że sporządzane były nieregularnie i nieraz z długimi przerwami. Niezwykła aktywność, ogrom podejmowanych zajęć zapewne nie pozwalały na ciągłość zapisu. Najwcześniejsze teksty pochodzą z pierwszych lat kapłaństwa. Potem jest dość długa przerwa. Wznowienie pojawia się w 1937 r. z podaniem powodu pisania. Zachęcali go do pisania wychowawcy i kierownicy sumienia, aby zawarł w nim – jak sam sformułował – dzieła Boże, które ujawniły się w jego życiu. Stąd pojawiają się też duże partie wspomnieniowe. Regularność zapisu ujawnia się w późniejszych latach życia, zwłaszcza po przejściu na emeryturę.

Zapisy „Dziennika” odkrywają zatroskanie autora o własne życie duchowe, ukazują jego duchową wrażliwość, prostą i ufną wiarę, postrzeganie życia w perspektywie tajemnicy miłosierdzia.

Dlaczego „Dziennik” nie został opublikowany? Może jest to tak trochę tak jak ze sprawą upowszechnienia się kultu Miłosierdzia Bożego. Potrzeba było czasu, dojrzewania według planów Bożych. A jako że wszystko dokonuje się z woli Bożej, przyjdzie czas, iż z tejże woli „Dziennik” dotrze do czytelników.

Dlaczego tak długo trwa przygotowanie do beatyfikacji kapłana, o którym Jezus powiedział: „jest to kapłan według Serca Mojego, miłe Mi są wysiłki jego” (Dz. 1256)
– Czy przygotowanie trwa długo? Siostra Faustyna zmarła w 1938 r. Jej proces rozpoczęto formalnie w 1965 r. Formalnie, bo ks. Sopoćko pisze w swym „Dzienniku”, że już w 1948 roku złożył wraz z przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia podanie do kardynała Adama Sapiehy o mianowanie postulatora do wszczęcia procesu informacyjnego siostry Faustyny. Jednakże czynności te nie zostały wtedy podjęte. Proces rozpoczął się ostatecznie po 27 latach od śmierci siostry. Beatyfikacja odbyła się w 1993 r., a więc 28 lat po wszczęciu procesu. Proces beatyfikacyjny ks. Sopoćki rozpoczęto w 1987 r., czyli 12 lat po jego śmierci. Aktualnie upływa 20. rok od wszczęcia procesu, czyli w liczbach, w porównaniu z przebiegiem czasowym procesu siostry Faustyny, chyba nie trwa to aż tak długo. Ale oczywiście nie chodzi o liczby.

Zacytowanie fragmentu z „Dzienniczka”, a trzeba dodać, że są w nim jeszcze inne teksty bardziej wyróżniające ks. Sopoćkę, jak rozumiem jest sugestią: objawienia dane świętej jakby „kanonizują” jej spowiednika, dlaczego Kościół jeszcze nie doprowadził do beatyfikacji? Z nauczania Kościoła wiemy, że objawienia prywatne, a takie miała święta Faustyna, nie zobowiązują do wierzenia tak jak objawienie publiczne. Nie mogą być więc podstawą do orzeczeń Kościoła, jak w tym wypadku o wyniesieniu na ołtarze. Owszem wskazują, jakby „podpowiadają”, ale podstawą do beatyfikacji według praktyki Kościoła jest stwierdzenie heroiczności cnót Sługi Bożego oraz potwierdzenie nadzwyczajnej łaski, czyli cudu za jego wstawiennictwem. A to wymaga z jednej strony czasu, z drugiej zaś gorącej modlitwy przez wstawiennictwo Sługi Bożego. Ufamy, że nasze pragnienia i modlitwy Bóg przyjmie, że według Bożej miary czasu doczekamy się wyniesienia na ołtarze naszego Sługi Bożego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki