Logo Przewdonik Katolicki

Własne zdanie

Jolanta Hajdasz
Fot.

Nieoczekiwanie dla mnie samej styczeń przyniósł mi radykalną zmianą życia zawodowego. Z dziennikarza redaktora i publicysty stałam się szefem, dyrektorem dużego ośrodka telewizji publicznej. Instytucji, w której wszystko jest na wczoraj, która czy chce, czy nie, zawsze znajduje się w epicentrum politycznych kryzysów i w której jedyną niezmienną cechą jest ich...

Nieoczekiwanie dla mnie samej styczeń przyniósł mi radykalną zmianą życia zawodowego. Z dziennikarza – redaktora i publicysty stałam się szefem, dyrektorem dużego ośrodka telewizji publicznej. Instytucji, w której wszystko jest „na wczoraj”, która czy chce, czy nie, zawsze znajduje się w epicentrum politycznych kryzysów i w której jedyną niezmienną cechą jest ich brak. „To teraz nie powinnaś już pisać w tym piśmie katolickim – usłyszałam - kierujesz zbyt dużą instytucją i nie powinnaś tak jednoznacznie się określać, jakie masz poglądy i co myślisz. Przecież szefujesz instytucji, która z założenia jest niezależna i pluralistyczna, więc własne zdanie schowaj lepiej na dno szafy”. W pierwszym odruchu pomyślałam, że ci, którzy tak mówią, mają rację, po co ludzi drażnić. Przecież nigdy nie afiszowałam się swoim katolicyzmem, a przy tym awans to dobry pretekst do tego, by zrezygnować z zajęcia, które zabiera mi czas, a mogłabym go poświęcić np. dla rodziny. Ale po chwili przyszła refleksja, właściwie dlaczego widzowie mojej stacji mieliby nie znać mojego zdania? Przecież pracuję w instytucji publicznej, utrzymywanej także z ich, moich, naszych pieniędzy (abonament!), więc transparentność, czyli przejrzystość naszych, telewizyjnych działań jest tu jak najbardziej wskazana, a chyba powinny do niej należeć także poglądy decydenta. Zwolennik aborcji czy też nie, za czy przeciw lustracji, dekomunizacji i kary śmierci? Nie mówić tego głośno, udawać, że się waham i w sprawach w których poglądy mam stałe i ugruntowane siedzieć cicho, by broń Boże ktoś nie pomyślał, że telewizja będzie teraz opanowana przez wojujący katolicyzm i zdewociałe, prawicowe oszołomstwo. Lepiej się nie afiszować, bo etykieta prawicowego, reżimowego dziennikarzyny przykleja się teraz bardzo szybko i co najwyżej może być odczytana jako sprytne ustawienie się pod obowiązujące trendy. Jako że tylko zdechłe ryby płyną z prądem, więc na przekór dobrym radom mam jednak zamiar pisać w „Przewodniku” nadal wierząc, że ktoś zechce to wydrukować, a inny przeczytać. I to z bardzo konkretnych powodów.

Przede wszystkim uzmysłowiłam sobie, jak bardzo nasze media są zlaicyzowane. W ostatnich piętnastu latach pracowałam w kilku redakcjach i wszędzie łatwiej było przyznać się do ciężkiego kaca po nocnej imprezie niż do tego, że chodzi się co niedzielę do kościoła. Chciałabym to zmienić, tak by dziennikarz nie wstydził się tego, że był na Mszy, tak jak nie wstydzi się ten, który nie był. W telewizji nawet to nie jest proste. Stała rywalizacja o widza, budżet, o program, czas na antenie, permanentna konkurencja między kolegami z pracy, gdy sukces jednego oznacza często klęskę drugiego, to wszystko sprawia, że nieraz jesteśmy daleko od prostoty i jednoznaczności Dekalogu, a główną cechą dziennikarza staje się cyniczne wyrachowanie. Na co dzień widzimy zbyt wiele obłudy, fałszu i manipulacji, by nigdy nie mieć kłopotów z odróżnieniem tego co dobre, od tego co złe, tego co białe, od tego co czarne, kłamstwa, od prawdy. Jeśli więc wymagam od dziennikarzy wiarygodności i uczciwości, to sama muszę taka być. Widzowie powinni znać moje poglądy, by móc mnie ocenić. Tak więc jestem przeciwnikiem aborcji, jestem zwolennikiem lustracji i dekomunizacji, także w mediach, jestem przeciwnikiem kary śmierci i chodzę co niedzielę do kościoła. To tyle na początek. Pozostałe kwestie przedstawiać będę w kolejnych felietonach. Jeśli tylko „Przewodnik Katolicki” zechce je drukować, a Państwo - czytać .

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki