Logo Przewdonik Katolicki

Rok 2011 z watykańskiej perspektywy

Krzysztof Bronk
Fot.

O roku beatyfikacji Jana Pawła II, nowej ewangelizacji i kapłaństwie Benedykta XVI z abp. Zygmuntem Zimowskim, przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Służby Zdrowia i Duszpasterstwa Chorych

, rozmawia Krzysztof Bronk Radio Watykańskie

 
Księże Arcybiskupie, dobiega końca rok kalendarzowy. Był to rok beatyfikacji Jana Pawła II. Czy to wydarzenie zmieniło nasze postrzeganie Błogosławionego Papieża?
– Odpowiedź zapewne jest bardzo indywidualna, to znaczy: w znaczącej mierze zależy od tego, w jaki sposób ktoś postrzegał Jana Pawła II za jego życia, po śmierci i teraz – już po beatyfikacji. Niezależnie jednak od osobistych w tym względzie doświadczeń, wyniesienie na ołtarze kolejnego z następców św. Piotra potwierdziło, że cały Kościół jest nieodłącznie związany w swym posłannictwie z dążeniem do świętości. Radość, jaką przeżywaliśmy 1 maja, w dniu beatyfikacji, była wspaniałym hymnem uwielbienia Boga Trójjedynego za dar Jana Pawła II dla Kościoła i świata. Była to radość z faktu, że świętość jest naprawdę możliwa; że trzeba do niej dążyć i można ją ostatecznie osiągnąć, mimo wielu trudności i niebezpieczeństw.
Dzień beatyfikacji Jana Pawła II był dla mnie osobiście także dniem szczególnej wdzięczności Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI za to, że tak mocno podkreślił w swej homilii świadectwo wiary swojego poprzednika. Wiara jest łaską, jest niczym niezasłużonym przez człowieka darem. Ale jest także zadaniem. To było niezwykle wymowne, że Benedykt XVI w imieniu całego Kościoła podziękował Janowi Pawłowi II za jego głęboką wiarę, prosząc jednocześnie o wstawienniczą modlitwę u Boga. Dlatego gdy dzisiaj, u kresu roku kalendarzowego zastanawiamy się, na ile wydarzenie z 1 maja zmieniło nasze postrzeganie Jana Pawła II, warto i trzeba szukać odpowiedzi w dwóch źródłach: w tym, co każdemu powie jego własne sumienie oraz w tym źródle, którym jest teologiczne uzasadnienie wypowiedziane ustami Benedykta XVI, dlaczego Jan Paweł II został wyniesiony do chwały ołtarzy. Papież przypomniał także jego cierpienie i miłość do Matki Najświętszej – Totus Tuus. Jan Paweł II wielki w życiu, w umieraniu i po odejściu do Domu Ojca, dziś błogosławiony. Od 1 maja jest jeszcze bardziej na świeczniku, ponieważ zawsze na klęczniku. Uczmy się od niego postawy złożonych rąk i zgiętych kolan przed Panem.
 
Wydawałoby się, że o Janie Pawle II już wszystko zostało powiedziane. On jednak nie przestaje inspirować. Parę tygodni temu Papieska Rada ds. Służby Zdrowia i Duszpasterstwa Chorych, której przewodniczącym jest Ksiądz Arcybiskup, zorganizowała konferencję właśnie o Janie Pawle II. Czym szczególnie inspiruje bł. Jan Paweł II środowisko medyczne i jego duszpasterzy?
– Refleksja nad świadectwem wiary Jana Pawła II dokonuje się w każdym z nas indywidualnie, ale ma także charakter wspólnotowy. Bardzo mi zależało, aby zaakcentować te dwa wymiary, gdy podejmowaliśmy decyzję co do tematu dorocznej konferencji w Rzymie dla środowisk medycznych (24–26 listopada). Zgodnie ze znaną sentencją, że słowa pouczają, a przykłady pociągają, zarówno nauczanie Jana Pawła II, jak i przykład jego posługi wobec cierpiących wraz z jego chrześcijańskim męstwem w niesieniu swojego krzyża – to bezcenne dziedzictwo dla całego Kościoła. Jak okazało się w czasie obrad, także i ci, którzy na co dzień otaczają troską chorych i cierpiących, mają żywo w pamięci postać Błogosławionego Papieża.
Dlatego przywołanie postaci Jana Pawła II w roku jego beatyfikacji było dla nas inspiracją do pogłębionej refleksji, a także stanowiło formę wdzięczności za powołanie przez niego 26 lat temu Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Jak podkreślił Benedykt XVI w Orędziu na XVIII Światowy Dzień Chorego, chodzi o motyw dziękowania Bogu za dotychczas przebytą drogę w dziedzinie duszpasterstwa służby zdrowia, a jednocześnie wzniecenie coraz bardziej wielkodusznego zapału apostolskiego w służbie chorym i tym, którzy się nimi opiekują.
 
W dobiegającym końca roku miały miejsce dwa wielkie wydarzenia, którym początek dał Jan Paweł II, a które są kontynuowane przez jego następcę. Mam tu na myśli Światowe Dni Młodzieży i spotkanie w Asyżu. Zacznijmy od młodzieży. Niektórzy obawiali się, czy ta inicjatywa zachowa swą aktualność. Okazało się, że Dni Młodzieży nie tylko pozostały w kalendarzu ewangelizacyjnych działań współczesnego Kościoła, ale mają – zwłaszcza dla ich uczestników – istotne znaczenie. Gdzie jest źródło niesłabnącej siły duchowej tego rodzaju spotkań?
– Ostatecznym źródłem jest Jezus. Kiedyś, gdy nauczał, przyszedł do niego młodzieniec i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mk 10, 17). Tamta ewangeliczna scena jest znakiem, że jeśli ktoś u Jezusa szuka odpowiedzi na najważniejsze pytania, nigdy się nie zawiedzie. Zgodnie ze słowami Jezusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6). Nie ulega wątpliwości, że Światowe Dni Młodzieży są jedną z bardzo ważnych w dzisiejszym świecie form pomocy, aby doszło do osobistego i zarazem wspólnotowego spotkania młodych ludzi – z ich pytaniami, radościami i obawami – z Jezusem.
Bo jeśli młodzi ludzie doświadczą miłości Jezusa, jeśli na drodze sakramentu pokuty i pojednania spotkają Go w Komunii Eucharystycznej, wówczas będzie się spełniać nadzieja, jaką przed laty pokładał w nich bł. Jan Paweł II, a obecnie – Ojciec Święty Benedykt XVI. Nie mówimy jednak o zwykłej i naturalnej nadziei, bo taką nadzieję praktycznie wszyscy w młodzieży pokładają. Z całą swoją międzynarodową i krajową płaszczyzną organizacyjną Światowe Dni Młodzieży są przesłaniem nadziei szczególnej, nadziei chrześcijańskiej, będącej odpowiedzią na Jezusowe wezwanie: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15).
Pragnę dodać, że ze wzruszeniem przyjmowaliśmy w Papieskiej Radzie ds. Służby Zdrowia i Duszpasterstwa Chorych świadectwa o tym, jak bardzo udział w modlitewnych spotkaniach młodzieży znajduje później wyraz w ich wrażliwości wobec ludzi chorych i cierpiących. Trzeba uczyć młodzież wolontariatu, bezinteresownej miłości wobec bliźnich. Trzeba, aby byli zwiastunami nadziei, o czym przypomniał nam papież Benedykt XVI w encyklice Spe salvi.
 
Innym tegorocznym wydarzeniem, także niejako odziedziczonym po Janie Pawle II, było spotkanie liderów różnych religii w Asyżu. Było to wielkie świadectwo dążenia do pokoju na fundamencie wiary. Jednocześnie nie brakowało interpretacji dowodzących, że tego rodzaju spotkania są znakiem zgody na równość i prawdziwość wszystkich religii. Niektórzy pytali nawet, czy taka intencja była rzeczywiście obca organizatorom?
– Co do tego nie powinno być żadnych wątpliwości, chociaż interpretacje, o których Pan wspomniał, docierały do szerokiego kręgu osób czerpiących wiadomości z komentarzy z niektórych środków społecznego przekazu. Wspominając więc to, co się wydarzyło, trzeba podkreślić, że spotkanie w Asyżu było obrazem różnorodności religijnej i wyznaniowej współczesnego świata. To jest fakt. Ale jest też faktem, o którym przypomniał Benedykt XVI, że Kościół został ustanowiony i posłany do wszystkich ludów i narodów z Ewangelią Jezusa Chrystusa, „bo nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12).
Bardzo wiele głębokich myśli mogliśmy więc usłyszeć podczas spotkania w Asyżu. Trudno byłoby je teraz choćby ogólnie streścić. Chociażby problem szczególnie interesujący naszą Papieską Radę, a dotyczący cierpienia tysięcy ludzi na świecie z powodu wyznawanej wiary w Chrystusa. Dobrze, że spotkanie w Asyżu było przypomnieniem, że chrześcijańscy męczennicy to uczniowie Chrystusa, to świadkowie Jego Paschy. Zawierzając Jego miłości, dochowują wierności Ewangelii i czynią to w duchu modlitwy kamienowanego diakona Szczepana: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu!” (Dz 7, 60).
Podobną siłę miłości wykazał wzór wszystkich głosicieli Chrystusa – św. Jan Chrzciciel. On też jest wzorem dla wszystkich doświadczających dzisiaj cierpienia z powodu swej wierności Jezusowi. Św. Jan Chrzciciel nie był jak trzcina chwiejąca się na wietrze. Do końca był wierny swemu powołaniu i zasadom, które nadawały sens jego życiu. Krew przelana przez Jana, wraz z krwią męczenników wszech czasów, jednoczy się z odkupieńczą krwią Chrystusa – za zbawienie świata.
 
W mijającym roku Ojciec Święty Benedykt XVI mógł odwiedzić swoją ojczyznę. Jakie przesłanie zostawił swoim rodakom, biorąc pod uwagę realny obraz wiary chrześcijańskiej w Niemczech?
– Duchowe owoce każdej pielgrzymki następcy św. Piotra do jakiegoś kraju nie mogą być w prosty sposób ani nazwane, ani ocenione. Zapewne upływający czas będzie jakimś sprawdzianem i znakiem tej owocności. Ale to, co na bieżąco możemy zauważyć, to zupełnie niezaskakująca nas konsekwencja Benedykta XVI w realizacji orędzia, które wypowiedział podczas Mszy św. inaugurującej jego pontyfikat. Ojciec Święty jest wierny i konsekwentny wypowiedzianym wówczas słowom o potrzebie dialogu, jaki Kościół – w imieniu Jezusa – pragnie prowadzić ze współczesnym światem.
Pamiętamy tę dramatyczną charakterystykę naszej cywilizacji podaną w homilii. Dlatego wobec wielu narodów, także wobec swoich rodaków, Ojciec Święty z sercem Dobrego Pasterza szuka dróg pełnego powrotu i przylgnięcia do Jezusa. Bo jak mówił w czasie inauguracji, tak wiele osób żyje dzisiaj na pustyni. Ta pustynia ma wiele form. Istnieje pustynia nędzy, pustynia głodu i pragnienia, pustynia porzucenia, samotności i zniszczonej miłości. Istnieje pustynia ciemności Boga, wypalenia duszy, gdzie zanika świadomość godności i drogi człowieka.
Wspominając więc pielgrzymkę do Niemiec, zachęcam wszystkich, aby – na miarę swych możliwości – sięgnęli do przemówień Ojca Świętego wypowiedzianych wówczas w swojej ojczyźnie. Ale zachęcam do takiej ich lektury, która widzi jeden kraj w kontekście szerszym, w przeciwnym wypadku nasze zrozumienie słów Ojca Świętego nie dotrze do ich ponadczasowej głębi.
 
Pozostańmy przy kwestii poszukiwania nowych dróg, nazywanych często nową ewangelizacją. Z okazji 50-lecia rozpoczęcia Soboru Benedykt XVI postanowił ogłosić Rok Wiary. Czego należy się spodziewać po tej inicjatywie właśnie w perspektywie nowych wyzwań ewangelizacyjnych we współczesnym świecie?
– Słusznie, że nie tyko wspominamy minione wydarzenia, ale postrzegamy je w perspektywie tego, co dopiero przed nami. A wydarzenie, również na skalę ogólnokościelną, które jest przed nami, to Synod Biskupów w roku 2012, w ramach Roku Wiary. Ojciec Święty zaprasza wszystkie środowiska życia kościelnego do refleksji na temat nowej ewangelizacji. Jestem przekonany, że z wielkim zainteresowaniem będziemy uczestniczyć, mam tu na myśli także naszą Papieską Radę, w poszczególnych etapach Roku Wiary.
Będziemy uświadamiać sobie aktualność słów Jezusa: „Każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare’” (Mt 13, 52). Rok Wiary i Synod Biskupów to wieka szansa, aby do jak najszerszych kręgów wiernych dotarło pytanie o owocność głoszenia Ewangelii we współczesnym świecie. Za każdym razem, gdy biorę udział w spotkaniach o charakterze teologiczno-duszpasterskim, widzę, jak bardzo taka dyskusja jest potrzebna, abyśmy nie budowali przyszłości na fałszywych założeniach i metodach.
Nowa ewangelizacja to przecież przede wszystkim nieustanny powrót do źródeł. Powracając do źródeł, wiara przestaje być teorią, a zaczyna łączyć się z praktyką życia. Tak rozumiana nowa ewangelizacja jest zwyczajną formą działania Kościoła, a nie czymś wyjątkowym w znaczeniu: nadobowiązkowym, niekoniecznym. Ewangelizując świat i rozwijając w nim swe dzieła apostolskie, Kościół coraz bardziej pogłębia swą miłość do Boga, idąc za światłem prawdy objawionej.
 
W kończącym się roku przypadło 60-lecie święceń kapłańskich Benedykta XVI. Ksiądz Arcybiskup zna Ojca Świętego jeszcze z pracy w Kongregacji Nauki Wiary, a teraz jako przewodniczący jednej z papieskich dykasterii. Jak kard. Joseph Ratzinger – Benedykt XVI przeżywa dar i zadanie powołania kapłańskiego?
– Zawsze byłem i jestem pod ogromnym wrażeniem pewnej cechy – jednej w wielu – przeżywania daru kapłaństwa przez Ojca Świętego Benedykta XVI. Chodzi o kapłaństwo dyskretnie, a jednocześnie głęboko zakorzenione w duchowości jego patrona – św. Józefa. W adhortacji Redemptoris Custos Jan Paweł II nazwał życie wewnętrzne św. Józefa idealnym przezwyciężeniem pozornego napięcia między życiem czynnym i kontemplacyjnym. To zdanie wydaje mi się bardzo bliskie realizacji powołania kapłańskiego przez obecnego Ojca Świętego. Harmonia między życiem czynnym i kontemplacyjnym.
Prawdą jest, że prymatu życia wewnętrznego nie można nikomu narzucić, nie można nikogo „na siłę” wprowadzić w świat pierwszeństwa życia wewnętrznego, bo ono wymaga dobrowolnej decyzji i przyjęcia konkretnych jej konsekwencji. Dlatego atmosfera wolności i odpowiedzialności to atmosfera nazaretańskiego domu, w którym osoba św. Józefa pozostaje wzorem i przykładem szczególnie dla każdego kapłana, powołanego do współpracy z łaską Bożą z miłości do Jezusa i Jego zbawczej misji powierzonej Kościołowi. A zatem prymat życia wewnętrznego, to u Ojca Świętego Benedykta XVI harmonia modlitwy i pracy, studium i kontemplacji, słów i czynów, nauczania i wiernej realizacji tego, co zawiera się w orędziu Ewangelii.
 
W tym roku otrzymaliśmy drugi tom Jezusa z Nazaretu. Przy tak napiętym programie zajęć, przy tylu problemach, Benedykt XVI znajduje czas na kontemplację Osoby Jezusa Chrystusa i dzielenie się jej owocami w formie książki. Co nam chce powiedzieć swoimi przemyśleniami na temat życia i misji Jezusa?
– To rzeczywiście jeszcze jedno ważne wydarzenie mijającego roku. Jestem przekonany, że kolejne tomy Jezusa z Nazaretu bardzo wielu ludzi przybliżają do Jezusa. I byłoby rzeczą pożądaną, aby książki te dostały się do rąk szczególnie tych osób, które – z różnych powodów – jeśli już nie przestały wierzyć w Jezusa, to na pewno zatrzymują Go z dala od siebie przez postawę obojętności. Św. Jan przytacza w Apokalipsie skargę samego Jezusa: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15–16). Obojętność religijna jest jedną z tych postaw, które trzeba leczyć przez ponowne wyjaśnianie podstawowych prawd wiary dotyczących Jezusa z Nazaretu.
Uważna lektura rozważań Ojca Świętego nie pozostawia wątpliwości co do faktu, że sam Jezus nigdy nie dopuszczał obojętności w sferze wiary. Poszczególne rozdziały kolejnych tomów omawianej publikacji, są głębokim studium o Jezusie Chrystusie jako prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku. Dlatego obojętność wobec Niego, która w wielu współczesnych społeczeństwach jest wręcz obowiązującą modą, nie znajduje żadnego teologicznego i antropologicznego uzasadnienia. Bóg nie może być dla człowieka obojętny. Myślę, że między innymi to chce nam powiedzieć Benedykt XVI dzieląc się z nami – i poniekąd z całym współczesnym światem – analizą orędzia Ewangelii o tajemnicy Wcielonego Syna Bożego.
 
To może i z tych powodów, czyli między innymi z powodu zagrożenia, jakie niesie obojętność religijna, Ojciec Święty w mijającym roku podjął nowy etap dialogu z ateistami, agnostykami i ludźmi poszukującymi. Temu ma służyć tak zwany „Dziedziniec Pogan”. Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega tę inicjatywę w kontekście duszpasterstwa służby zdrowia?
– Nauczanie Kościoła przeniknięte jest przekonaniem, że życie należy do podstawowych dóbr osoby ludzkiej. We Wstępie do Karty pracowników służby zdrowia (z 1995 r.), Stolica Apostolska przypomniała, że życie jest głównym i podstawowym dobrem osoby ludzkiej. Podejmujemy więc dialog na owym „Dziedzińcu Pogan” na temat człowieka i moralnego obowiązku troski o jego życie od momentu jego poczęcia aż po naturalną śmierć. Troskę o zdrowie i życie traktujemy – podobnie jak wielu naszych rozmówców – jako posługę miłości i miłosierdzia.
Nie zapomnę, jak przed laty ks. prof. Tadeusz Styczeń z takim naciskiem przestrzegał, że także w krajach o rozbudowanej demokracji mamy do czynienia z systematycznie realizowanym – w warunkach pokoju – ludobójstwem, z masowym niszczeniem ludzi bezsilnych przez ludzi silnych. Niepodobna pomyśleć większego zakłamania prawa, a przez to większego samozakłamania państwa. To jakby szczytowe spiętrzenie absurdu i strukturalnego zła. I szczytowe zarazem nagromadzenie ich niszczących mocy. Dlatego dialog na „Dziedzińcu Pogan”, czyli dialog z tymi wszystkimi, którzy mówią „tak” wobec człowieka i jego niezbywalnej godności, jest znakiem czasu, który Ojciec Święty Benedykt XVI odczytuje w perspektywie Jezusowego orędzia – Ewangelii życia.
 
*
Pragnę zakończyć życzeniami dla Czytelników „Przewodnika Katolickiego” na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok:
Jezus Chrystus przyszedł na świat, aby być Emmanuelem – Bogiem z nami. Przychodzi co roku, bez względu na sytuację na świecie – przychodzi, by nas wspierać i pomagać.
Otwórzmy umysły i serca, niech napełnią się Bożą miłością, radością i pokojem, a słowa bł. Jana Pawła II, w roku Jego beatyfikacji, staną się naszą wspólną modlitwą:
 „Wspomnij na nas, odwieczny Synu Boży, który przyjąłeś ciało z Maryi Dziewicy! Cała ludzkość, która przechodzi tyle prób i boryka się z trudnościami, potrzebuje Ciebie” (Pasterka w Bazylice św. Piotra, 24.12.2004)

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki