Logo Przewdonik Katolicki

Bliźniaczka Dzieciątka Jezus

Monika Białkowska
Fot.

Jej życie można opowiedzieć suchym biogramem. Ale czyż ciekawiej o życiu ludzkim nie mówią szczegóły? Zacznijmy więc od tego: była bliźniaczką Dzieciątka Jezus...

 
Była bliźniaczką Jezusa ? tak lubiła o sobie myśleć i mówić. I miała ku temu podstawy: Irena Szweda urodziła się bowiem w przeddzień Bożego Narodzenia 1911 r. i tego samego dnia została ochrzczona. A potem już całe jej życie przesiąknięte było oczekiwaniem na spotkanie z Jezusem: od lubostrońskich pól aż po Karmel.
 
W pieluszkach
? Tak naprawdę miałam nie jednego, ale dwóch braci bliźniaczych: jednym był mój Leoś, a drugim ? a może właśnie pierwszym i najważniejszym ? Boże Dzieciątko. Zawieruszyłam się w Jego sianku i Jego pieluszkach i w nich chciałam pozostać już na zawsze, a On nie odstąpił ode mnie ? wspominała. ? Rodzice opowiadali, że kiedy urodziliśmy się z Leosiem, położono nas w jednej drewnianej kołysce na biegunach. Ponoć płakałam nieustannie, uspokoiłam się dopiero wtedy, kiedy zabrali ode mnie brata i całą kołyskę mogłam mieć tylko dla siebie. Od pierwszych chwil mojego życia byłam i chciałam być samotna, sam na sam z moim Panem.
 
List do Brata
Kochała Adwent i Boże Narodzenie. Jako dzieci w wigilię św. Mikołaja wystawiali na próg czyste, wypastowane buciki, a rano znajdowali w nich jabłka i słodycze. Pisali też listy do Gwiazdora. Pierwszy taki list napisała, mając sześć lat. Z wielkiego przejęcia popełniła w nim błąd, który odjął Gwiazdorowi nieco powagi: nazwała go ?Kochanym Gwizdorem?. Gotowe listy wiązali nitką i wieszali między podwójnymi oknami. Wieczorem, gdy wiatr nimi delikatnie poruszał patrzyli z przejęciem przekonani, że to Gwiazdor stoi przed domem i czyta listy.
Ale nie tylko do Gwiazdora pisała listy: ten najważniejszy napisała do Jezusa ? swojego Bliźniaka: ?Stałeś się moim Bratem w samotności za miastem w Betlejem. Ja muszę żyć w samotności z Tobą przez całe życie. Ja wiem, że Ty mnie chcesz dla Siebie zupełnie w takiej samotności. I to jest moja wielka radość. Ja nie wiem, gdzie to będzie ta wielka samotność jak pustynia, ale chcę w niej być i stamtąd jak święty Jan Chrzciciel wołać ? i więcej jeszcze ? aż na krańce ziemi o dusze, by były zbawione. (...) Dziękuję Ci za Twoje Narodziny dla mnie i że chcesz mnie mieć Sobie. Więc uczyń tak wszystko?. Kiedy to pisała, miała dwanaście lat.
 
Ksiądz Michał
W gimnazjum w Bydgoszczy poznała ks. Michała. Był wysokim blondynem o szaroniebieskich oczach, a na jego twarzy rysowała się powaga, granicząca z surowością. Miał nieładny głos, śpiewał piskliwie i niezbyt czysto. Jego kazania też nie porywały ? jąkał się i mówił na jednym tylko tonie. Przekonywały dopiero jego powaga i skupienie. Zapamiętała też wyraz oczu ks. Kozala ? jakby zapatrzonych w wieczność. To właśnie dzięki tym oczom wkrótce zaczęto o nim mówić jak o świętym. Potrafił opanować każdą sytuację, uczył sumiennie, a dla dziewczynek był niezwykle troskliwy. Nigdy nie żartował i nigdy nie pozwalał na mówienie głupstw. Jego powaga nie była jednak sztywnością: to było coś Bożego i dobrego. Kiedy się z nim rozmawiało, badało się swoje sumienie...
Klasy Ireny ks. Michał Kozal nigdy nie uczył. Mimo to znała go dobrze i często z nim rozmawiała. Spotykała go często, idąc do szkoły, czasem też razem wracali po lekcjach. Była zawsze niewysoka i wyglądała jak dziecko, więc bardzo wysoki ks. Michał brał ją za rękę jak małą dziewczynkę i szedł swoim spokojnym krokiem, za którym bez trudu mogła nadążyć. Rozmawiali o szkole i o lekcjach, ale ks. Michał pytał również o rodzinę i troszczył się, żeby Irena dużo jadła, żeby była silna i zdrowa. Ona opowiadała mu o tym, że urodziła się w Boże Narodzenie i że otrzymała chrzest razem z Bożym Dzieciątkiem, a on cieszył się z nią, że taki właśnie znak otrzymała na życie.
Jej tato, który również znał ks. Kozala, opowiadał, że przy spotkaniu na ulicy zawsze musiał bardzo się spieszyć z uchyleniem kapelusza, aby ks. Kozal go nie uprzedził.
 
Nie umiesz słuchać!
Sama o sobie mówiła, że nieskora była do posłuszeństwa czy uległości. W 1939 r, kiedy w domu rozmawiano już o jej wstąpieniu do Karmelu, jej brat Edwin z prawdziwym oburzeniem zawołał:
? Ty do klasztoru? Ależ ty wcale nie umiesz słuchać! Nie masz pojęcia, co to znaczy być zakonnicą!
Ale to nie ona chciała ? to Bóg chciał mieć ją w Karmelu. Była tego pewna tak samo mocno, jak tego, że żyje.
Zaraz po maturze zaczęła chorować. Wszystkie plany musiały być odłożone na czas nieokreślony.  Kiedy w końcu mogła rozpocząć studia, trafiła na ekonomię. Sama przyznawała, że pomysł był dziwny: ale co by było, gdyby studia pochłonęły ją za bardzo, tak że zapomniałaby o Jezusie? Chodziła na wykłady, które ją nudziły i zdawała egzaminy z przedmiotów, do których nie miała talentu. A na pytanie profesora, jakie akcje przynoszą największe korzyści, spontanicznie odpowiadała, że ? Akcja Katolicka!
Kiedy zdała ostatni egzamin na studiach, usłyszała na pożegnanie:
? A teraz życzę pani dobrej posady!
Uśmiechnęła się radośnie i odpowiedziała:
? Ależ ja już mam ją zapewnioną!
? Ach tak? ? zdziwił się profesor. ? Proszę mi zatem powiedzieć, jaką i gdzie?
?  Wstąpię do Karmelu!
Była pełna nadziei na zbliżające się miesiące. Nie wiedziała, że na wstąpienie do Karmelu przyjdzie jej czekać jeszcze sześć lat.
 
Byle do września
W maju 1939 r. poznańskie karmelitanki odmówiły jej przyjęcia do klasztoru ze względu na stan zdrowia. Płakała bardzo, ale była pewna swojego powołania. Miesiąc później otrzymała list z zaproszeniem z Karmelu w Wilnie. Z Poznania wyjeżdżała właśnie pielgrzymka do Ostrej Bramy, postanowiła więc się do niej przyłączyć.
Poznańskie siostry prosiły, żeby przy okazji wyjazdu zabrała listy i paczki. Kiedy po nie przyszła, zobaczyła dwie wielkie walizy, niewiele mniejsze od niej! W jednej były najpiękniejsze róże z karmelitańskiego ogrodu, a w drugiej kwiaty i kilka drobiazgów. Fiakrem pojechała na dworzec. Na peronie było mnóstwo pielgrzymów, którzy patrzyli ze zdziwieniem, bo wyglądała, jakby wybierała się nad morze, a nie na pielgrzymkę. A ona śmiała się po cichu ze sprytnych sióstr, które tak niewinnie pytały, czy nie zabierze kilku drobiazgów!
W Wilnie swoje pierwsze kroki skierowała do Karmelu. Przez trzy dni w Ostrej Bramie powierzała Matce Miłosierdzia swoje powołanie, a w duszy słyszała jej cichą odpowiedź: ?tak?. Matka Rafaela wyznaczyła jej termin wstąpienia na 8 września 1939 r.
 
Karmel Bożego Narodzenia
Wojna przerwała wszystkie ludzkie plany. Irena nie mogła wyjechać do Wilna, poznańskie Karmelitanki wyjechały do Krakowa. Została więc z rodzicami w Bydgoszczy i pracowała w biurze. Dopiero kiedy wojna się skończyła, mogła zostać pierwszą powojenną nowicjuszką w poznańskim Karmelu. Podczas obłóczyn otrzymała zakonne imię s. Maria Józefa od św. Stanisława Kostki. W liście do prowincjała o zmianę na tytulację ?od Wcielenia? ? zmianę tę otrzymała, stając się s. Józefą od Wcielenia.
W Karmelu od samego początku czuła się na swoim miejscu. Nachodziła ją jednak myśl o fundacji klasztoru w Gnieźnie ? w kolebce polskiej państwowości i chrześcijaństwa. Nowy Karmel mógł mieć tylko jedną tytulację, tak bliską siostrze Józefie: ?od Bożego Narodzenia?.
Była połowa lat sześćdziesiątych. Bp Bernacki tłumaczył, że w Gnieźnie Karmel będzie miał trudności z utrzymaniem się, a ponadto wciąż byłby na oczach komunistów. Radził, żeby siostry myślały raczej o Bydgoszczy. Na początku sierpnia 1966 r. cztery karmelitanki bose z Poznania zamieszkały w Bydgoszczy przy ul. Spacerowej, a w styczniu 1973 r. przeniosły się do podbygdoskiego Tryszczyna, do Karmelu Bożego Narodzenia.
 
Karmel z Dzieciątkiem w tytule
Myśl o fundacji w Gnieźnie wciąż jednak żyła. Temat powrócił w 1984 r., a trzy lata później siostry pojechały zobaczyć teren pod przyszły klasztor. Kamień węgielny wmurował prymas Józef Glemp w połowie lipca 1990 r. Budowa trwała pięć lat. 30 czerwca 1995 r. w Karmelu Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa w Gnieźnie zamieszkało dziewięć sióstr z Tryszczyna, z Matką Józefą na czele.
Matka Józefa zmarła 24 czerwca 2008 r., w uroczystość św. Jana Chrzciciela. Pochowana została na cmentarzu przy gnieźnieńskim Karmelu Świętej Rodziny. Po trzynastu latach od fundacji Karmel, dzięki grobowi swej założycielki ? bliźniaczce Dzieciątka Jezus ? został na stałe związany z gnieźnieńską ziemią: tak ściśle jak Abraham z ziemią Kanaan, w której spoczęła jego żona Sara.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki