Logo Przewdonik Katolicki

Bydgoskie "Betlejem"

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Centrum Pomocy Betlejem, prowadzone przez Caritas Diecezji Bydgoskiej, każdego dnia wydaje bezdomnym i ubogim około 300 ciepłych posiłków. Liczba potrzebujących, niestety, rośnie…

Centrum Pomocy „Betlejem”, prowadzone przez Caritas Diecezji Bydgoskiej, każdego dnia wydaje bezdomnym i ubogim około 300 ciepłych posiłków. Liczba potrzebujących, niestety, rośnie…

 
 
Codziennie w zaciszu ulicy Drukarskiej w centrum Bydgoszczy pojawia się spora grupa osób, które – jak podkreśla ks. prałat Wojciech Przybyła – są wołaniem samego Chrystusa: „Byłem głodny, a daliście mi jeść”. W ośrodku – obok stołówki – bezdomni mogą korzystać z pryszniców i świetlicy. Na miejscu dyżuruje pracownik socjalny, a w wyznaczonych godzinach – pielęgniarka, która wydaje niezbędne lekarstwa.
 
Jedyny taki ciepły kąt
– Zima to wzmożony czas pracy dla potrzebujących. To także wzmożony okres próśb słanych do ludzi dobrej woli. Pragniemy pomóc jak największej liczbie osób. Choć na chwilę stworzyć im dom. Dać ciepły posiłek – tłumaczy ks. prałat Wojciech Przybyła. Dyrektor szczególnie podkreśla wagę zaangażowania osób, które działają „od kuchni” – i to w sensie dosłownym. – One doskonale wiedzą, że są tutaj, aby swoją pracą pomóc potrzebującym – stwierdził.
„Betlejem” w Bydgoszczy to dla wielu jedyny ciepły kąt. Miejsce, w którym mogą czuć się bezpiecznie. – Są z nami osoby, które znalazły się na marginesie społecznym, także na własne życzenie. Wielu podopiecznych odwzajemnia się życzliwym słowem. Niektórzy jednak traktują pomoc jako obowiązek. To nie zraża pracowników. Owszem, wywołuje czasami żal i łzy, bo ta pomoc to przecież wiele godzin spędzonych przy kotłach i garnkach z zupą. To nieprzespane noce, bo przyszedł towar, który natychmiast trzeba zagospodarować, aby się nie zmarnował – powiedział ks. Przybyła.
Pracownicy Caritas zdają sobie sprawę, że obecne czasy – tak bardzo naznaczone słowem „kryzys” – godzą szczególnie w najuboższych. To jednak także słabe wyniki finansowe wielu firm, niski popyt na niektóre towary, rosnące rachunki i drożejąca żywność. – Każdego dnia, jadąc do hurtowni spożywczej, widzimy wielki skok cen. Stawki, jakie mamy na niewielką ilość obiadów (80 dotowanych przez miasto), nie zmieniają się, a ceny rosną w zawrotnym tempie. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że kiedy nadejdą silniejsze mrozy, potrzebujących będzie znacznie więcej – dodaje ks. Przybyła. Ale – jak przepowiedział Chrystus – „biednych zawsze mieć będziecie wokół siebie”. – Byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony i daliście mi pić, byłem nagi, a odzialiście mnie. To rzeczywistość wpisana w naszą posługę. Jeśli ktoś uważa, że nie ma biednych lub brakuje ich w jego otoczeniu, to słabo obserwuje rzeczywistość. Oni przychodzą właśnie do takich miejsc jak nasze. Bez względu na to, czy są przekonani o istnieniu Boga, czy ich wiara zaledwie się tli. Caritas jest bez granic, bez różnic, bez dzielenia – zakończył ks. Przybyła.
 
A będzie jeszcze trudniej
Warunkiem korzystania z Centrum Pomocy „Betlejem” jest trzeźwość. I chociaż jest to miejsce żywienia „doraźnego”, zaangażowanie ze strony osób świeckich musi być „nieustanne”. – Trzeba tym ludziom naprawdę pomóc. A my wkładamy w to dużo serca i siły – tłumaczy Iwona Langa, związana z „Betlejem” od 14 lat. – Jestem kucharką. Pomagam innym i mam z tego wielką radość. Kiedy przygotowujemy Wigilię, dzielimy się opłatkiem, wielokrotnie płyną łzy wzruszenia – opowiada.
300 osób każdego dnia to nie lada wyzwanie. Trzeba przygotować pieczywo, herbatę, kawę i zupy – ogórkową, pomidorową czy fasolową. W kuchni pracuje trzech kucharzy, a jedna osoba zmywa naczynia. To średnio dziesięć godzin dziennie na nogach. – Przygotowujemy właśnie kapuśniak ze słodkiej kapusty. Musimy obrać 40 kg ziemniaków, 15 kg białej kapusty i marchewki. Bywają i takie momenty, kiedy bezdomni wyzywają, ubliżają nam. Ale jak człowiek z nimi usiądzie i porozmawia, to wrócą, przeproszą i podziękują. Warto tu być – dodała Iwona Langa.
Anna Kowalska poznała dyrektora bydgoskiej Caritas w swojej parafii. Właśnie szukała pracy. Od sześciu lat jest zatrudniona w „Betlejem”. – To zajęcie trudne i bardzo wymagające. Piękne jest jednak to, że przez swój własny trud możemy pomagać innym. Służę pomocą kuchenną, kroję, myję. Trzeba być do wszystkiego. To, co pomaga, to świadomość, że moja praca w tym miejscu rodzi dobro – podkreśliła.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki