Logo Przewdonik Katolicki

Tylko wiara nas ocali

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Z bp. Macramem Max Gassisem, biskupem diecezji El Obeid w Sudanie, rozmawiają Weronika Stachura i Małgorzata Szewczyk

 
Dla Polaków Sudan to bardzo odległy kraj, o którym wiemy niewiele. Czy wyodrębnienie w tym roku dwóch osobnych państw przyniosło pokój w tym regionie Afryki?
– Sudan Południowy to najmłodsze państwo świata. W styczniu odbyło się referendum, podczas którego społeczeństwo opowiedziało się za oddzieleniem południa od północy. Faktyczny podział nastąpił w lipcu.
Na północy kraju obowiązuje Koran z prawem szariatu. Południe w większości zamieszkują chrześcijanie, katolicy. Sudan to państwo bardzo biedne, zniszczone ponad 30-letnią wojną domową. 90 proc. jego mieszkańców to analfabeci. Boryka się z problemami gospodarczymi, ekonomicznymi, głodem. Mieszkańcy południa, dopóki nie ogłosili niepodległości, cierpieli z powodu braku tożsamości. Dzisiaj kwestia religijna nie jest problemem na południu. Jest natomiast wyzwaniem na północy. Prezydent Sudanu zapowiedział, tuż po ogłoszeniu niepodległości przez Sudan Południowy, że Republika Sudańska będzie państwem islamskim. Chrześcijanie mieszkający na północy są traktowani jak nielegalni emigranci. Są prześladowani.
Jeszcze inna sytuacja panuje w górach nubijskich, na granicy obu państw. Rdzenni mieszkańcy tej krainy zmuszani są do przejścia na islam. To efekt tego, że podczas wojny Nubijczycy zaangażowali się w działania armii południa. Ginęli w obronie niepodległości południowej części kraju. Nubijczycy nie są Arabami ani muzułmanami, choć niektórzy wyznają islam. Większość z nich wyznaje jednak tradycyjne religie afrykańskie, ale wielu jest też chrześcijan, katolików, protestantów. Nubijczycy nie chcą przynależeć do północy, bo mają własną tożsamość. To jest dla nich nie do zaakceptowania. Tymczasem przeciwko nim podjęto działania wojskowe. Podczas bombardowań giną niewinni ludzie: kobiety, starcy i dzieci. Nuba nadal jest prześladowana, podobnie jak mieszkańcy Darfuru. Nubijczycy są bohaterami, którzy umierają za niepodległość południowego Sudanu. Mimo że mamy XXI w., nadal panuje tu niewolnictwo. Własny rząd porywa dzieci, młode dziewczyny są poddawane przemocy fizycznej, stają się niewolnicami i prostytutkami dla swych muzułmańskich panów. Brakuje pożywienia, nie dociera do nas pomoc charytatywna, bo rząd wstrzymał transport lądowy. Musimy czarterować samoloty, a wiadomo, że transport lotniczy jest bardzo drogi.
 
Jako biskup Kościoła prześladowanego w Sudanie, Ekscelencja wiele podróżuje, by mówić głośno o sytuacji tamtejszych chrześcijan. Ma Ksiądz Biskup okazję porównać wiarę wyznawców Chrystusa w Europie czy USA z wiarą Afrykańczyków... Czy jest jakaś zauważalna różnica?
– Tak, różnica jest znacząca. W Europie w większości wiara jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Można powiedzieć, że dzieci otrzymują ją w spadku po rodzicach. W Afryce ludzie stają się chrześcijanami przez świadome nawrócenie. Dobrym przykładem ukazującym różnicę między Kościołem w Europie i Afryce jest fakt, że świątynie afrykańskie są wypełnione mężczyznami, a nie kobietami. U nas mężczyźni stanowią większość wiernych. Kobiety muszą zająć się domem, sprzątaniem, wychowywaniem dzieci...
 
Sudan Południowy jest jednym z niewielu państw w Afryce z tak wysoką liczbą chrześcijan. Jak to jest być chrześcijaninem w Sudanie?
– Musisz zaakceptować konsekwencje tego wyboru. Niejako automatycznie jesteś naznaczony. Chrześcijanin ma problemy w codziennym życiu ze znalezieniem pracy,  mieszkania, nawet ze zdobyciem wykształcenia. Wszystkie stypendia finansowane z zagranicy przyznawane są muzułmanom i Arabom. Chociaż Europejczycy przekazują pomoc Afryce, to chrześcijanie otrzymują zaledwie niewielki jej procent. Być chrześcijaninem to być świadkiem Chrystusa, który na co dzień dźwiga swój krzyż. To radykalna decyzja naśladowania Chrystusa. Nie ma tutaj miejsca na bycie letnim: albo się jest z Chrystusem, albo przeciwko Niemu.
 
W 2008 r. ukrzyżowano sześciu młodych chrześcijan.
– To byli moi katecheci...
 
Czy wyznawcy Chrystusa nie zniechęcają się prześladowaniami i dyskryminacją?
– Sudańczycy są bardzo odważni i silni. Nie kryją swojego chrześcijaństwa, nie wstydzą się go, przeciwnie: noszą różańce i krzyże w widocznym miejscu, na piersiach. Tym samym głoszą: jestem chrześcijaninem. Czerpię dużo sił z faktu, że mogę być częścią wspólnoty o tak silnej wierze, bo jestem głęboko przekonany, że to nas ocali. Powtarzam, że to, co teraz przeżywamy, to prawdziwa Droga Krzyżowa tego narodu, ale za każdym razem dodaję też, że po ukrzyżowaniu jest przecież zmartwychwstanie.
 
Czy Ksiądz Biskup nie obawia się o swoje życie?
– Mieszkam ze swoimi ludźmi w buszu, nie w centrum, gdzie, jak już wspomniałem, pomoc do nas nie dociera. Głośno mówię o sytuacji w Sudanie. Do tej pory jako jedyny biskup otworzyłem trzy szpitale, w tym jeden położniczy. Nie są one wyłącznie dla chrześcijan. Leczymy też tych, którzy nas prześladują...
To samo pytanie zadał mi mój serdeczny przyjaciel kard. Carlo Maria Martini, a ja mu odpowiedziałem: „Popatrz na prezydentów Ameryki, są atakowani, a przecież mają tak potężną ochronę”. Jeśli Bóg mnie nie ochroni, to kto mnie ochroni? Armia? Wojsko?
W rzeczywistości naprawdę o tym nie myślę.
 
Co jest największą troską Ekscelencji? W jaki sposób możemy wesprzeć chrześcijan w Sudanie?
– Z pewnością jest wiele organizacji, które starają się nam pomóc. Jedną z nich jest międzynarodowa organizacja „Kirche in Not”. Naszym głównym zadaniem jest pokazać, w jaki sposób ludzie mogą nam pomagać. Miliony ludzi wracają do swoich miejsc zamieszkania z sąsiednich krajów, jednak bardzo często po prostu nie mają do czego wracać. W sudańskich obozach przesiedleńczych na północy przebywają tysiące ludzi. Brakuje w nich dosłownie wszystkiego. Z funduszy nam przekazanych wybudowałem jedną studnię, która służy... 50 tys. osobom. Korzystają z niej nie tylko chrześcijanie. To jest prawdziwy chrześcijański dialog.
Kościół prześladowany musi wołać o pomoc, zwrócić uwagę świata na to, że jej potrzebuje.
Kościół Sudanu musi mówić głośno o prześladowanych chrześcijanach na północy, w Darfurze, w górach nubijskich. Potrzebujemy waszej modlitwy i pamięci.
Sudańczycy są, trwają i cierpią prześladowania.
 
Przeżywamy radosne święta Bożego Narodzenia. W jaki sposób Sudańczycy celebrują ten świąteczny czas?
– W centrum Sudanu, nawet w górach nubijskich ludzie mogą bez przeszkód świętować Boże Narodzenie. Rząd nie może się temu sprzeciwić, ponieważ wywołałoby to krwawe zamieszki. To jest naprawdę piękne, że mimo ogromnych odległości ludzie z najdalszych zakątków zmierzają do świątyń na Msze św. z okazji Bożego Narodzenia. Są jak mrówki. Niekiedy pieszo przemierzają kilkadziesiąt kilometrów. Dużo śpiewają, emanują wprost prawdziwą radością. Chciałbym, aby Europejczycy mieli kiedyś okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Dla tych ludzi nie mają znaczenia urozmaicone pokarmy, strój, wygląd zewnętrzny. Przychodzą do kościołów takimi, jakimi są naprawdę. Tego właśnie oczekuje od nas Bóg, byśmy przychodzili do Niego takimi, jakimi jesteśmy naprawdę, bo takimi nas kocha.
 

 
Chrześcijan w Sudanie można wesprzeć, wysyłając do 31 grudnia SMS o treści RATUJE na numer: 72405 (koszt 2 zł + VAT)

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki