Logo Przewdonik Katolicki

Taka ładna praca

Małgorzata Szewczyk
fot. Archiwum dr Wandy Błeńskiej

Dr Wanda Błeńska, poznanianka, lekarka i misjonarka, będzie jednym z 25 świadków wiary wybranych na Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w październiku. Gdyby żyła, zapewne byłaby zaskoczona taką decyzją.

„Czy pan się nie boi tak młodej córki puszczać samej na medycynę?” – to pytanie usłyszał Teofil Błeński podczas rozmowy z prof. Wincentym Jezierskim, dziekanem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Poznańskiego, gdy przybył zapisać niespełna 17-letnią Wandę na studia. Błeński odpowiedział: „Ona powiedziała, że na nic innego nie pójdzie…”.  Jeszcze w tym samym 1928 r. młoda poznanianka zapisała się do Akademickiego Koła Misjologicznego (dziś nosi ono jej imię) i w ten sposób zaczęła realizować swoje najwcześniejsze marzenia. Medycyna i misje – te dwie pasje wypełniły całe jej długie, 103-letnie życie, choć warunki fizyczne i panujące wówczas konwenanse wcale jej w tym nie pomagały.
 
„To ci się nie uchowa…”
Polka, lekarz leprolog i misjonarka, przez 43 lata pracowała wśród chorych na trąd w Ugandzie. Bez wahania jej nazwisko można by wymieniać wśród takich postaci jak św. Matka Teresa z Kalkuty, Damian De Veuster czy bł. Jan Beyzym. Polacy mówili o niej „Matka Trędowatych”, Ugandyjczycy − „Dokta”. Święty Jan Paweł II nazywał ją „Ambasadorem Misyjnego Laikatu”. Urodziła się 30 października 1911 r. w Poznaniu. Gdy jej babcia zobaczyła nowo narodzoną wnuczkę ważącą zaledwie 2,25 kg, powiedziała: „«Wiesz synu, bardzo mi żal, ale to ci się nie uchowa». A to się uchowało!” – wspominała po latach.
Uhonorowana wieloma odznaczeniami oraz tytułami państwowymi i kościelnymi, w 2018 r. wygrała plebiscyt na „Poznaniankę Stulecia”. W tym roku będzie jednym z 25 świadków wiary wybranych na Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w październiku. Gdyby żyła, zapewne byłaby zaskoczona taką decyzją. Kiedy bowiem pytano dr Błeńską o jej pracę, powtarzała: „Wszyscy uważają, że moja praca byłaby poświęceniem, a dla mnie to było szczęście. (…) Tego, że tak pokochałam moją pracę wśród trędowatych, nie uważam za osobistą zasługę. Jest to spełnienie moich młodzieńczych marzeń. To jest dar, za który jestem wdzięczna Bogu”.
 
365 dni na dyżurze
Mimo że jej biografia to gotowy scenariusz filmowy, swoją postawą przeczy lansowanemu przez współczesny świat ideałowi życia, jakby Bóg nie istniał. Konsekwentnie, w niemal z każdym wywiadów podkreślała, że to Pan Bóg dawał jej siłę i był źródłem szczęścia. Uważała, że widocznie była potrzebna w Jego planie, sama bez reszty Mu zawierzała, prowadząc długie rozmowy z Bogiem na adoracji i uczestnicząc w Eucharystii. Doświadczyła okrucieństwa II wojny światowej, wstąpiła do Armii Krajowej, była aresztowana 1944 r. za działalność konspiracyjną i osadzona w więzieniu w Toruniu, a następnie w Gdańsku, skąd wykupił ją „Gryf Pomorski”. 
Doradzano jej, by została zakonnicą, że będzie jej łatwiej na Czarnym Lądzie. Ona mówiła, że nie ma powołania, że chce zostać lekarzem i świecką misjonarką. I to w Afryce. „Bo jeśli mówiło się o jakichś misjach, to była to Afryka” − wspominała. Ukryta na statku w schowku na węgiel, w 1946 r. przedostała się do Niemiec, by ratować umierającego brata − Romana. Nie mogąc powrócić do Polski, wyruszyła do Anglii. W Hamburgu i w Liverpoolu ukończyła kursy medycyny tropikalnej. Miała niespełna 39 lat, kiedy 19 lutego 1950 r. wsiadła na statek. Miesiąc później znalazła się w Ugandzie, gdzie w Bulubie, nad największym jeziorem Afryki − Jeziorem Wiktorii, spędziła 43 lata. Życie w egzotycznym kraju nie było łatwe − gorący klimat, komary i dzikie zwierzęta, prymitywne warunki i piki-piki, czyli motocykl, którym się poruszała, bo w Ugandzie wszędzie było daleko… Biała kobieta na motorze budziła zdziwienie i podziw wśród Afrykańczyków.
Mała placówka sióstr franciszkanek pod jej kierownictwem rozrosła się w centrum lecznicze i szkoleniowe, które dziś nosi nazwę „Wanda Blenska Training”. Zaczynała pracę w niezwykle trudnych, niemal prymitywnych warunkach, ale konsekwentnie realizowała swoje cele. „Myślę z wdzięcznością dla Boga za tyle szczęścia i błogosławieństwa w życiu i pracy. Mam jedną gorącą prośbę na nowe siedmiolecie − żebym nigdy nikomu nie wycisnęła łzy” − notowała w swoim pamiętniku pod datą 25 kwietnia 1958 r. Najtrudniej było przez pierwsze 15 lat. Operowała na łóżku polowym. By mieć więcej światła podczas operacji, poleciła zdjąć część dachu pawilonu. Dyżur miała całą dobę przez 365 dni w roku, bo była tam jedynym lekarzem.
 
Ręce i rękawiczki
Została jednym z najlepszych leprologów na świecie. Leczyła zresztą nie tylko trąd, ale wszystkie choroby, na jakie zapadali jej pacjenci. Musiała wykonywać skomplikowane operacje plastyczne, okulistyczne, amputacje kończyn, nocami studiowała profesjonalne podręczniki. Fenomen jej osobowości tkwi na pewno w jej stosunku do pacjenta. Przez jej ręce przewinęło się tysiące Ugandyjczyków. Właśnie ręce „odegrały” kluczową rolę w kontaktach z chorymi. W czasach gdy trąd budził ogromny strach, ona przełamywała społeczny lęk przed chorymi, badała pacjentów bez rękawiczek, nie chcąc wywoływać w nich  poczucia odrzucenia. „Gdybym badała trędowatych zawsze w rękawiczkach, to by oznaczało, że się ich boję. (…) Zachowywałam zwyczajne higieniczne zasady” – wspominała.
Miała niezwykłą, dziś już niemal niespotykaną, umiejętność postrzegania pacjenta nie tylko przez pryzmat procesu chorobowego, ale w pełnym wymiarze – jako człowieka z jego cierpieniem i sytuacją rodzinną. „Lekarz, który traktuje medycynę jako sztukę lekarską, a nie tylko jako zawód, musi być przyjacielem chorego” – tłumaczyła. Wielokrotnie powtarzała, że aby być dobrym lekarzem, trzeba pokochać swoich pacjentów. „Pokochałam ten kraj i tych ludzi” − wspominała po latach. Nigdy nie katechizowała, pozostawiając głoszenie Ewangelii kapłanom. Ona sama „trzymała się swojej medycyny”, choć miała świadomość, że wybór chrześcijaństwa przez Afrykańczyków zależał pośrednio od jej postawy misjonarki. Dlatego wspólna modlitwa za chorego w ciężkim stanie była czymś naturalnym.
Na stałe do Polski wróciła w 1992 r., choć Ugandę odwiedziła jeszcze dwa razy, w 1994 i 2006 r. „Gdy przyjechałam tam, gdzie pracowałam, zdębiałam. Było sześciu lekarzy, a przecież ja byłam sama i to na dwa szpitale! Pomyślałam nawet wtedy, co oni tam robią? I czy się czasem nie nudzą?” – żartowała w jednym z wywiadów. Bo też i uśmiech towarzyszył jej do końca życia.
 
 
***
Dopóki mogła, nie zwalniała tempa życia. Chętnie spotykała się z dziećmi i młodzieżą oraz z harcerkami z drużyny jej imienia. Młodym powtarzała: „jeżeli macie jakieś dobre, świetlane pomysły, to je pielęgnujcie. Nie dajcie im zasnąć, nie odrzucajcie ich. Nawet jeżeli wydają się niemożliwe do spełnienia, za trudne. Swoje marzenia trzeba pielęgnować!”. Dopóki miała siły, uczestniczyła we Mszach św. celebrowanych dla chorych w poznańskim kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej i spotkaniach okolicznościowych organizowanych przez Caritas przy tej parafii. Chętnie wyjeżdżała na wczasorekolekcje. Pamiętam jej drobną, niepozorną postać. Zatopiona w modlitwie nigdy nie zajmowała pierwszych ławek w kościele, zupełnie jakby chciała pozostać niezauważoną. Emanowała dobrocią, otwartością i życzliwością.
Ci, którzy się z nią spotykali, byli pod wrażeniem jej skromności i bezpośredniości, choć wielu miało świadomość wielkości osoby, historii jej życia i pozostawionego dzieła.
Dr Błeńska zmarła w swoim poznańskim domu 27 listopada 2014 r. Obecnie trwają przygotowania do rozpoczęcia jej procesu beatyfikacyjnego. „To jest ładna praca − być lekarzem na misjach. Bo nie tylko leczy się choroby, ale również duszę” − mówiła w Poznaniu, z okazji swoich 100. urodzin. Sprawy cielesno-duchowe stanowiły dla niej jedność, dlatego też z pokorą przyznawała, że nie wie, ilu Afrykańczyków wyleczyła „dobrym leczeniem, a ilu wybłagała modlitwą”. Wiernie realizowała swoje powołanie lekarki i misjonarki, które odkryła, będąc jeszcze dzieckiem. „Ja muszę być lekarką, i to lekarką na misjach” – mówiła. I słowa dotrzymała.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki