Logo Przewdonik Katolicki

Bez zagłuszania

Jolanta Hajdasz
Fot.

Kilka ruchów komputerową myszką i przenosimy się w świat dawno niesłyszanych dźwięków. Otaczają nas głosy osób nieżyjących już od wielu lat i przypominamy sobie o wydarzeniach, o których, nie wiedzieć kiedy i czemu, przestaliśmy pamiętać.

 


Zamknięty na głucho szczelny skarbiec zaledwie kilka dni temu uchylił swoje wrota. Zajrzyjmy więc do cyfrowego archiwum Radia Wolna Europa.

Pewnie, gdyby nie jubileusz, nic by się nie wydarzyło. Na swoje szczęście lub nieszczęście, obecne kierownictwo Polskiego Radia bardzo lubi mocne piarowe posunięcia, więc okrągłą, choć nie nadzwyczajną, rocznicę 85-lecia istnienia radia zechciało świętować w spektakularny sposób. Wykonało cyfryzację tysięcy archiwalnych taśm Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, Sekcji Polskiej BBC i Radia France International, czyli zagranicznych rozgłośni nadających do Polski i po polsku codzienne programy radiowe w czasach komunistycznych. Bez cenzury, czyli bez ingerencji urzędnika, który decydował, co wolno, a czego nie wolno powiedzieć na antenie. Dziś możemy się przekonać, jakie korzyści daje kompresja sygnału i dostęp on-line do materiałów archiwalnych. Jeśli tylko zechcemy, możemy cofnąć się w czasie. Czy ma to jeszcze sens? Czy jest coś, czego nie wiemy o ostatnich 50, 60 latach, a czego możemy dowiedzieć się np. z taśm mających pieczątkę „Radio Free Europe Archives”?

 

Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa

Jedna z najbardziej zagadkowych i jednocześnie najbardziej zasłużonych redakcji w historii polskiego dziennikarstwa, której dzieje pełne są paradoksów. Rozgłośnia istniała przez 42 lata. Formalnie od 3 maja 1952 r. stale nadawała program radiowy po polsku i o Polsce, choć jej siedzibą było utożsamiane z hitleryzmem Monachium, a właścicielem – rząd Stanów Zjednoczonych, który zresztą przez pierwszch dwadzieścia lat istnienia radia oficjalnie zaprzeczał, że ma cokolwiek z nim wspólnego, wstydliwie i po kryjomu przekazując fundusze na jego utrzymanie za pośrednictwem CIA, Centralnej Agencji Wywiadowczej. W czasie przesileń politycznych w okresie istnienia PRL-u rozgłośni słuchało nawet 70 proc. dorosłych Polaków, a przeciętne audytorium stacji to 25–45 proc. Truizmem jest więc twierdzenie, że w czasach komunizmu RWE wywierała ogromny wpływ na elity polityczne, kulturalne i naukowe w naszym kraju. Mimo to nadal jeszcze niewiele wiemy o strategii i taktyce programowej tej rozgłośni, choć na dwa lata przed zamknięciem stacji, czyli w 1992 r., co drugi dorosły Polak przyznawał, że kiedykolwiek w przeszłości był słuchaczem radia, a jego nazwę wymienia dziś każda encyklopedia i każdy podręcznik do historii najnowszej. Nadawane przez RWE audycje i programy mogłyby stać się kapitalnym materiałem źródłowym dla historyków zainteresowanych szczegółami i kulisami najnowszej historii Polski. Celowo używam trybu przypuszczającego – mogłyby – zamiast czasu przeszłego dokonanego, np. stały się, bo niestety archiwa RWE są nadal w sensie poznawczym wręcz „dziewicze”, mimo że znajdują się w Polsce od ponad 15 lat. Ale nie było chętnych i chyba naprawdę nie było sposobu, by się przez nie przebić. Po likwidacji Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium w czerwcu 1994 r., po wielu staraniach i zabiegach, pudła z taśmami i kasetami trafiły do Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie, państwowego archiwum zajmującego się najstarszymi i najcenniejszymi naszymi zbiorami audiowizualnymi. Co z tego, skoro były to „kilometry” taśm do przesłuchania. Zbiór ten liczył przecież ok. 17 tys. nagrań audycji zarejestrowanych na taśmach i kasetach magnetofonowych. Gdy czasem z powodu swojej pracy naukowej bywałam w tym archiwum, widziałam, że tak naprawdę nikt się nim nie interesuje. Nikt nie wypełniał rewersów i nie miał cierpliwości mozolnego odsłuchiwania i spisywania zawartości poszczególnych programów, nikt niczego nie badał i nie analizował. Teraz, dzięki Polskiemu Radiu i serwisowi „Radia Wolności”, na portalu www.polskieradio.pl może się to zmieni.

 

Przebogaty skarbiec

Dźwiękowe archiwa RWE są naprawdę przebogate. I jak przekonałam się jeszcze w latach 90., gdy pierwszy raz byłam w Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium, są dla nas szczególnie cenne. Powstawały przecież w czasach, gdy w Polsce bez podpisu cenzora nie ukazała się nawet wiadomość o cenach marchewki na targu. Tymczasem dzięki rozgłośni z Monachium na emigracji nie było znanego polityka i działacza, który choć raz nie wystąpiłby przed mikrofonami RWE. Utrwalone na taśmach są więc głosy m.in.: Władysława Andersa, Tadeusza Bora-Komorowskiego, Adama Ciołkosza, Edwarda Raczyńskiego, Stanisława Mikołajczyka, Zygmunta Szyszko-Bohusza, Kazimierza Sosnkowskiego, Stanisława Maczka, Tomasza Arciszewskiego, Stefana Grota-Roweckiego, Józefa Hallera, Władysława Raczkiewicza. Są nagrania wielkich twórców literatury, takich jak Witold Gombrowicz, Kazimierz Wierzyński, Zbigniew Herbert, Aleksander Wat, Czesław Miłosz, czy oryginalny zapis kabaretów Mariana Hemara. Są też nagrania wybitnych ludzi muzyki, np. Artura Rubinsteina, Andrzeja Panufnika, Witolda Lutosławskiego czy Witolda Małcużyńskiego. Na taśmach zachowały się również audycje z udziałem uciekinierów z PRL, przede wszystkim byłego funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Józefa Światły czy pilota Franciszka Jareckiego, który uciekł samolotem na Bornholm.

Ogrom zebranego materiału zaskoczył nawet Andrzeja Mietkowskiego, dyrektora portalu polskieradio.pl, a także byłego szefa warszawskiego biura Radia Wolna Europa. Na szczęście dostęp do nagrań jest całkowicie bezpłatny. „Uważamy, że jest to jeden z najbardziej misyjnych projektów, nad jakimi Polskie Radio, a na pewno portal, pracowały w ciągu ostatnich miesięcy” – zapewnia na swoich stronach internetowych Andrzej Mietkowski. Dźwięki, które umieszczono w nowym serwisie, to ok. 1500 audycji BBC i drugie tyle z RFI oraz blisko 20 tys. analogowych nagrań, których kopie od 15 lat zdeponowane były w Archiwum Dokumentacji Mechanicznej, czyli dzisiejszym Narodowym Archiwum Cyfrowym w Warszawie. Oryginały znajdują się w Instytucie Hoovera w Kalifornii.

Zachowane materiały dźwiękowe to  zaledwie 5 proc. audycji nadawanych do kraju. W ciągu pierwszych lat istnienia radia praktycznie nie archiwizowano niczego po emisji, a potem robiono to tylko wybiórczo. Systematyczne gromadzenie zbiorów rozpoczęto dopiero w latach 80. Cyfrowe, czy nie, są więc tylko niewielkim fragmentem naszych dziejów, niewielkim w ilości, ale bardzo istotnym w treści, kształtującym opinie i poglądy rzeszy słuchaczy w PRL-u. Może więc internet zainspiruje do dyskusji o rzeczywistym wpływie RWE na historię Polski? Chyba najwyższy czas. Na razie jednak posłuchajmy „Faktów, wydarzeń i opinii” w sieci. Tym razem na szczęście (ciągle jeszcze ) bez zagłuszania.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki