Logo Przewdonik Katolicki

Życie dla ubogich

Krystyna Matuszewska
Fot.

2 lutego przypada Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. O powołaniu do służby Bożej i trudnościach, jakie napotykają dziś kandydatki do życia zakonnego z siostrą Stanisławą Gorczyńską, przełożoną prowincji Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim rozmawia Krystyna Matuszewska

2 lutego przypada Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. O powołaniu do służby Bożej i trudnościach, jakie napotykają dziś kandydatki do życia zakonnego. Z siostrą Stanisławą Gorczyńską, przełożoną prowincji Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim rozmawia Krystyna Matuszewska

 

Jaka jest istota powołania albertynki, co stoi w jego centrum? – możemy rozpocząć od tego pytania, czy lepiej zostawić odpowiedź na koniec – jako konkluzję?

– Możemy rozpocząć, bo tutaj jest punkt wyjścia. Odpowiem jednak nie – „co”, tylko – „Kto” stoi w centrum. Centrum każdego powołania do życia poświęconego Panu Bogu, czy to będzie powołanie kapłańskie, czy zakonne, jest Jezus. On jest źródłem powołania. My przychodzimy tutaj przede wszystkim dla Niego. Powołanie zakonne jest całkowitym oddaniem siebie Panu Bogu i przyjęciem Go za jedynego Oblubieńca. Dopiero z  tej miłości do Jezusa, z mojego zaangażowania ma wypływać konkretna służba, w naszym przypadku – służba człowiekowi najbardziej ubogiemu i opuszczonemu. Służąc biednemu, służymy samemu Panu Jezusowi, który powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

 

Na czym polega posługa sióstr?

Nasze zgromadzenie spełnia swoją misję w Polsce i za granicą. Przestrzenią posługi sióstr są przytuliska dla bezdomnych, domy opieki dla osób starszych i samotnych, domy pomocy społecznej, świetlice i ochronki dla dzieci z rodzin wielodzietnych i patologicznych, hospicja, domy księży emerytów, domy samotnej matki oraz placówki parafialne.

Nasz założyciel, św. Brat Albert, pragnął nie tylko rozdawać biednym chleb czy zupę, ale chciał też zapewniać im pracę, aby umożliwić powrót do społeczeństwa. Dzisiaj mamy trudności ze znalezieniem pracy dla ubogich, żaden zakład nie chce przyjąć do pracy bezdomnego, osoby bez zameldowania.

W ostatnim czasie spotykamy się też z sytuacjami, nad którymi trzeba się poważnie zastanowić – do przytuliska trafiają osoby bardzo młode, np. 18-letnie, po pobycie w domu dziecka czy rodzinie zastępczej. Jest to bardzo bolesne. Wiemy, jak wielkim zagrożeniem dla młodego człowieka, jeszcze nieuformowanego i słabego, jest wejście w takie środowisko i przebywanie z osobami, które na przykład wyszły z więzienia lub mają inne, trudne doświadczenia za sobą.

Współzałożycielka naszego zgromadzenia bł. Matka Bernardyna Jabłońska bardzo uczulała nas na potrzeby i cierpienia dzieci, dlatego w ubiegłym roku otworzyłyśmy nową świetlicę dla biednych dzieci w Wejherowie. Trzeba zająć się najmłodszymi, gdyż coraz więcej rodzin rozpada się (rodzice są zapracowani, brak też podstaw wiary) i dzieci błąkają się po ulicy...

 

Czy są plany otwarcia kolejnych świetlic?

– W tym momencie niestety nie, z powodów braków personalnych. Potrzeb jest dużo, a nas ciągle za mało.

 

Kto wstępuje do zgromadzenia? Czy na przestrzeni czasu zmienia się profil kandydatek, jeżeli chodzi o wiek, wykształcenie, wcześniejsze doświadczenia życiowe?

– Dawniej tendencja była taka, że do zakonu zgłaszały się bardzo młode dziewczyny. Teraz zauważam, że przesunęła się granica wieku. Najczęściej są to osoby pomiędzy 25. a 30. rokiem życia, nierzadko z wyższym wykształceniem oraz takie, które mają już doświadczenie pracy zawodowej.

 

Czy to ma wpływa na formację i rozpoznawanie powołania?

Myślę, że współczesny człowiek z dużym trudem podejmuje różne decyzje, a zwłaszcza zobowiązanie na całe życie. To widać i w życiu zakonnym, i małżeńskim. Małżeństwa także zawierane są w późniejszym wieku. Zauważa się też czasami u kandydatek brak ugruntowanej wiary wyniesionej z domu rodzinnego i dlatego niekiedy potrzebny jest dłuższy czas formacji.

Gdy chodzi o rozpoznanie powołania, to każda dziewczyna musi najpierw sama to rozeznać, usłyszeć głos Jezusa i zapragnąć odpowiedzi na Jego wezwanie. Jeżeli kandydatka zgłasza się do naszego zgromadzenia, to jest możliwość, aby przez kilka dni pobyła w naszym domu. Dziewczęta uczestniczą wtedy w naszych modlitwach i pracy, jest też czas na rozmowę.

 

Jest to więc taka otwarta formuła?

Tak, one się trochę przyglądają i my też. Ale myślę, że w ciągu jednego tygodnia, po odbyciu dwóch-trzech rozmów nie można jeszcze rozeznać powołania. Na to przeznaczony jest czas postulatu, nowicjatu i junioratu. Najważniejsze  jest szczere pragnienie oddania się na służbę Bogu. Często pytam dziewczęta: „Dlaczego chcesz do nas przyjść?”. Odpowiedź: „Bo chcę pracować dla ubogich” – to jeszcze za mało.

 

Wiele  świeckich organizacji charytatywnych podejmuje podobną działalnością...

–Tak, a życie zakonne jest – jak już powiedziałam – przede wszystkim oddaniem się Panu Bogu. Dziewczyna, przychodząc do zakonu, musi wiedzieć, że przychodzi dla Jezusa – to jest pierwsze i najważniejsze. Jeżeli Jezus będzie jej miłością, to będzie szczęśliwa i będzie miała  pasję życiową.

 

Jak wygląda formacja w Waszym zgromadzeniu? Czy w przypadku postulantek wymagane są jakieś określone przymioty charakteru?

– Musimy wzrastać i dojrzewać przez całe życie. Najważniejsza jest dobra wola i współpraca z łaską Bożą. Wymagane są jednak odpowiednie zdrowie, wystarczająca równowaga psychiczna i pewne predyspozycje dające nadzieję na rozwój prawidłowej osobowości.

Postulat jest czasem głębszego rozeznawania daru powołania zakonnego, uzupełnienia zasadniczej wiedzy religijnej i ugruntowania praktyk życia chrześcijańskiego oraz kształtowania dojrzałej osobowości. Potem rozpoczyna się nowicjat – okres wzrastania w miłości do Chrystusa przez modlitwę i codzienną pracę. Jest to dwuletni czas przygotowania do podjęcia dojrzałej decyzji i złożenia ślubów zakonnych. Następnym okresem jest juniorat. Ma pomóc pogłębić świadomość własnej tożsamości jako osoby konsekrowanej Bogu przez profesję rad ewangelicznych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Jest to czas przygotowania do profesji wieczystej i trwa aż sześć  lat.

 

Czy siostra pełniąca służbę na rzecz ubogich może liczyć na jakąś konkretną pomoc, gdy sama staje się „uboga” na skutek trudności, zmęczenia, kryzysu powołania?

- O tym pomyślał już św. Brat Albert, zakładając domy pustelnicze. Są to domy modlitwy, wyciszenia, gdzie siostry mogą przebywać, by zaczerpnąć sił fizycznych i duchowych do dalszej pracy. Bardzo mocno akcentował i powtarzał: „Jeżeli domów pustelniczych zabraknie, to nie będzie można nowych przytulisk dla ubogich urządzać, bo zabraknie wytrwałości, poświęcenia i sił do ich obsługi”.

Pustelnie są w Zakopanem na Kalatówkach oraz w Pizunach – miejscu urodzenia naszej współzałożycielki. W zgromadzeniu odbywamy też coroczne 8-dniowe rekolekcje. Zawsze możemy też liczyć na modlitwę i wsparcie w siostrzanej wspólnocie.

 

Proszę przybliżyć swoją osobistą drogę życia zakonnego.

– W zakonie jestem od 27 lat. Zgromadzenie poznałam w ośrodku powołań w Niepokalanowie. Zgłosiłam się do domu generalnego w Krakowie i w 1984 r. zostałam przyjęta. Do dzisiaj codziennie dziękuję Panu Bogu za łaskę wybrania i powołania do życia zakonnego.

 

Czy były jakieś momenty trudne na tej drodze? Czytałam, że matka Bernardyna doświadczyła sytuacji, kiedy wydawało się, że dalszy pobyt w zakonie przekracza jej możliwości...

– Chciała już odejść ze zgromadzenia, a wtedy brat Albert wręczył jej Akt heroicznego oddania się Panu Bogu. Powiedział, że jeżeli zechce, może go podpisać. Matka Bernardyna przyjęła go w Wielką Sobotę. Odtąd była konsekwentna i wierna temu, co podpisała.

Ja raczej takich wielkich wątpliwości nie przeżywałam. Wstąpiłam do zgromadzenia, gdy miałam 25 lat, ale pragnienie takie czułam zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej. Przez te 10 lat Pan Bóg dał mi przeżyć chyba wszystkie wątpliwości i przychodząc tutaj, byłam pewna, że to jest moja droga. W 1993 r. złożyłam śluby wieczyste.

 

Siostry często zmieniają  placówki. Czy chodzi o to, by nie przywiązywać się do miejsca pobytu?

– Zmieniamy placówki w zależności od potrzeb prowincji oraz przygotowania sióstr do dalszej posługi. Częściej zmieniane są siostry młodsze, chociaż nie ma wyraźnych reguł. W Piśmie Świętym czytamy, że Pan Bóg kazał Abrahamowi – gdy ten był już w podeszłym wieku – opuścić swoją ziemię i ruszyć w drogę, w nieznane. Z nami bywa podobnie, dlatego nie chcemy się przywiązywać do danego miejsca, ale być w pełni do dyspozycji i odpowiadać na Jego wezwanie. Jest to oznaka wierności Temu, który nas powołał i który powiedział: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem na to, abyście szli i owoc przynosili” (J 15, 16).

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki