Logo Przewdonik Katolicki

Ludzie potrzebują Boga

Ewa Kotowska-Rasiak
Fot.

O powołaniu kapłańskim i biskupim oraz o tworzeniu nowej diecezji z ks. bp. Stanisławem Napierałą, pasterzem diecezji kaliskiej rozmawia Ewa Kotowska-Rasiak


 

27 maja minęło 50 lat od momentu, kiedy Ksiądz Biskup przyjął święcenia kapłańskie. Jak to się stało, że zdecydował się Ksiądz Biskup wybrać taką drogę życia?

 

– „Jest rzeczą dobrą trzymać w ukryciu tajemnicę Króla”. Tajemnicą jest powołanie i kapłaństwo. Jest tajemnicą między człowiekiem powołanym i Bogiem. Sięga głębi intymności i trudno jest o niej mówić. Dlatego czuję się skrępowany w udzieleniu odpowiedzi na postawione mi pytanie.

W okresie szkolnej młodości był w mojej rodzinnej parafii proboszczem kapłan, znakomity duszpasterz, człowiek wielkiej duchowości i kultury. Cieszył się u wszystkich poważaniem i zaufaniem. Byłem pod jego urokiem. Odpowiadało mi wewnętrznie to, co mówił i czynił. W takim klimacie zrodziło się we mnie pytanie: „Może i ty byłbyś księdzem?”. Natychmiast myśl tę oddaliłem. Wydawało mi się, że wyglądem i sposobem bycia nie pasuję na księdza. Jednak myśl wracała. Kryłem się z nią, ale ostatecznie musiałem się z nią zmierzyć. Zwyciężyła.

 

Jak Ksiądz Biskup przyjął wiadomość o powołaniu do godności biskupiej?

 

– Byłem rektorem Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, kiedy któregoś sierpniowego dnia roku 1980 zostałem powiadomiony, że mam udać się do Warszawy, do kard. Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski. Był to czas rodzącej się w Polsce „Solidarności”, napięć i zmagań, które doprowadziły w końcu do powrotu wolności i niepodległości.

W dniu, w którym udałem się do Warszawy, nad miastem przeszła gwałtowna burza, ulice były zalane wodą i zasłane gałęziami oberwanymi przez wicher z drzew. Ledwie zdążyłem zjawić się u księdza prymasa o wyznaczonej godzinie.

Ksiądz kardynał przyjął mnie serdecznie w swoim gabinecie. Bez wstępów zwięźle oznajmił, że wolą Ojca Świętego Jana Pawła II jest, abym był biskupem pomocniczym arcybiskupa poznańskiego. I dodał: „Ojcu Świętemu się nie odmawia”. Potem zapytał: „Czy ksiądz doktor przyjmuje decyzję Ojca Świętego?”. Odpowiedziałem chyba mniej więcej tak: „Jeśli Ojciec Święty i Wasza Eminencja uważają, iż nadaję się do tej posługi, jestem gotów. Przyjmuję”. Kard. Wyszyński poinformował mnie jeszcze, że ogłoszenie nominacji nastąpi 25 sierpnia 1980 r. w południe. Pobłogosławił mi i pożegnał.

Wracając z Warszawy do Poznania, starałem się ogarnąć refleksją to, co wydarzyło się w moim życiu. Dziękowałem miłosiernemu Bogu i próbowałem układać w myślach jakiś plan działania na najbliższe dni.

Po powrocie do Poznania udałem się do abp. Jerzego Stroby, metropolity poznańskiego. Oczywiście, ksiądz arcybiskup już o wszystkim wiedział. Ustaliliśmy termin święceń biskupich. Przez pewien czas miałem pełnić równocześnie obowiązki rektora seminarium i biskupa pomocniczego.

 

Po 12 latach służby, jako biskup pomocniczy w archidiecezji poznańskiej, Ojciec Święty Jan Paweł II ustanowił Księdza Biskupa ordynariuszem nowo ustanowionej diecezji – diecezji kaliskiej. Czy nie lękał się Ksiądz Biskup stworzenia od podstaw nowej diecezji?

 

– Decyzję Ojca Świętego Jana Pawła II o tym, że mam być biskupem nowej diecezji, diecezji kaliskiej, przekazał mi nuncjusz apostolski w Polsce abp. Józef Kowalczyk podczas Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie, 12 marca 1992 r. Wobec księdza arcybiskupa nuncjusza wyraziłem zgodę na przyjęcie tego urzędu.

24 marca 1992 r. podczas Konferencji Episkopatu Polski w Gnieźnie dowiedziałem się, jak będzie wyglądać diecezja kaliska. Została utworzona z części sześciu diecezji: poznańskiej, włocławskiej, gnieźnieńskiej, częstochowskiej, wrocławskiej i opolskiej. Liczyła ok. 750 tysięcy wiernych. Kościołem katedralnym została świątynia pw. św. Mikołaja w Kaliszu. Otrzymała nadto kościół konkatedralny w Ostrowie Wielkopolskim.

Pociągała mnie ta diecezja, której struktury, instytucje centralne i budynki należało stworzyć i zbudować. Czułem wewnętrzny pokój. Cieszyłem się, że zostałem biskupem diecezji, w której stolicy znajduje się miejsce naznaczone obecnością i działaniem św. Józefa. Pierwsze kroki po przybyciu do Kalisza, pod wieczór 25 marca 1992 r., skierowałem do sanktuarium św. Józefa. Wtedy rozpoczęło się budowanie diecezji.

 

Na przestrzeni 19 lat w diecezji kaliskiej miały miejsce wydarzenia budzące i wzmacniające wiarę diecezjan. Czy może Ksiądz Biskup pokrótce o nich opowiedzieć?

 

– Jest ich wiele. Przede wszystkim przybycie do Kalisza Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 4 czerwca 1997 r. Ojciec Święty, Piotr naszych dni, umocnił naszą wiarę i jedność oraz wskazał nam, jakby w testamencie, życie ludzkie i rodzinę jako duszpasterskie i apostolskie zadanie.

Zwrócę uwagę na trzy inne jeszcze wydarzenia, które z perspektywy czasu odczytuję jako szczególne dary łaski dla integracji diecezji i dla duchowego życia diecezjan. Są nimi:

peregrynacja kopii obrazu św. Józefa Kaliskiego, pobłogosławiona przez Ojca Świętego w Rzymie i prawie przez rok omadlana przez żeńskie wspólnoty zakonne po kolei w ich klasztorach. Św. Józef w kopii kaliskiego obrazu w latach 1994–1996 nawiedził wszystkie parafie. W każdej części diecezji ludzie przygotowani przez uprzednio przeprowadzone rekolekcje, witali św. Józefa z wielką czcią i miłością. Św. Józef dokonał jakby wstępnego „zszycia” sześciu części diecezji w jedną całość.

Misje Miłosierdzia Bożego w latach 2002–2011. Prowadzili je księża jezuici we wszystkich parafiach, w każdej przez tydzień. Misje zbliżyły ludzi do Boga, który jest Miłością, Miłością Miłosierną i kocha nas. Przebiegały one po linii zawierzenia świata Miłosierdziu Bożemu przez Jana Pawła II w Łagiewnikach 16 sierpnia 2002 r.

Peregrynacja Maryi w Jasnogórskim Obrazie Nawiedzenia. Rozpoczęła się 11 września 2010 r., a zakończy 29 października 2011. Peregrynacja jest wielkim darem Bożym, wielkim poruszeniem połączonym z duchową radością i przeżywaniem rzeczywistości Kościoła. Jest wielkim publicznym wyznaniem wiary.

 

W swoim liście do diecezjan napisał Ksiądz Biskup, że kapłaństwo to radość dawania ludziom Boga. W czym przejawia się ta niezwykła radość?

 

– Ludzie potrzebują Boga. Każdy Go potrzebuje. Będąc już pięćdziesiąt lat kapłanem, miałem możność wiele razy to zauważyć. Kapłan ma świadomość pochodzącą z wiary, że jest powołany i wyposażony, aby ludziom niósł Boga, aby im o Nim mówił i dawał im Go, przede wszystkim w świętych sakramentach. Kapłan, spotykając się z ludźmi, czuje, że staje się w tajemniczy sposób pośrednikiem między nimi i Tym, który Jest. Jest świadkiem przedziwnego działania Boga w ludziach.

W tym wszystkim tkwi przyczyna pokoju i wewnętrznej radości, jakie są udziałem kapłana. I ta radość oraz pokój są mocą jego życia i apostolskiego działania.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki