Logo Przewdonik Katolicki

Bracia najmniejsi

kard. Gianfranco Ravasi
Fot.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25, 40)


 

Wokół tego krótkiego fragmentu zbudowana jest wspaniała scena, która tyle razy pobudzała geniusz wielu artystów, nosząca tytuł „Sąd Ostateczny”. Myśl spontanicznie biegnie ku wstrząsającemu, niezapomnianemu freskowi Michała Anioła w środkowej części Kaplicy Sykstyńskiej. Centrum tej sceny stanowi Jezus, Najwyższy Sędzia. Początek opisu sądu, który znajdujemy w Ewangelii Mateusza, jest poruszający; zdaje się niemal, że asystujemy uroczystemu ingresowi, któremu towarzyszy prawdziwy pochód: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody” (25, 31–32).

Jego pierwszym gestem jest dokonanie wyraźnego podziału na dwa różne obozy. Użyty tu obraz wywodzi się z kultury plemion koczowniczych; jak pasterz oddzielał owce od kozłów, tak Chrystus zdecydowanie rozdzieli dwa środowiska. Nastanie więc to, co nie zdarza się w doczesności, gdzie dobro i zło występują jednocześnie, często się mieszając. Nie można nie wspomnieć tu znanej przypowieści o ziarnie i chwaście, które razem wzrastają w świecie. Jednak właśnie w tym opowiadaniu Chrystus zapowiedział już moment rozdzielenia i oczyszczenia: „Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego” (Mt 13, 41–43).

Jakie jest kryterium zaliczenia nas do jednego albo drugiego sektora, do ciemnej perspektywy potępionych albo świetlistej przestrzeni zbawionych? Odpowiedź zawarta jest w krótkim zdaniu, które dziś wybraliśmy. Zbawienie przeznaczone jest dla tych, którzy miłowali Jezusa, służąc Mu w „bracie najmniejszym”, czyli głodnym, spragnionym, przybyszu, nagim, chorym, uwięzionym. Nie jest ważne, że czyniący miłosierdzie w danym momencie nie rozpoznaliby profilu Chrystusa w mizernym obliczu cierpiącego. Istotne jest, że poświęcili się najmniejszym tej ziemi z taką miłością, z jaką Jezus oddawał się ubogim, chorym i odsuniętym na margines.

Wśród sprawiedliwych jest jednak również wielu nie chrześcijan, którzy pośrednio służyli Synowi Człowieczemu swym hojnym miłosierdziem. W tym świetle wzbudza zachwyt pewna tybetańska modlitwa stanowiąca idealne echo ducha ewangelicznego: „Daję moje ciało głodnym, moją krew spragnionym, moją skórę nagim, moje kości na spalenie tym, którzy cierpią z zimna. Ofiaruję moje szczęście nieszczęśliwym, mój oddech na ożywienie umierających”.

Jest jednak inna zagroda, ta dla niegodziwców. To na nich opuszcza się kurtyna naszej sceny. Wyrok, który na nich spadnie, opiera się na tym samym, wybranym przez nas i dominującym w tym tekście, zdaniu. Oczywiście w negatywie. Również dla nas stanowi ono zachętę do rachunku sumienia: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25, 45).

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki