Logo Przewdonik Katolicki

Polskie drogi śmierci

Jarosław Stróżyk
Fot.

Fatalny stan infrastruktury drogowej, nadmierna prędkość, pijani i niewyszkoleni kierowcy to wszystko sprawia, że polskie drogi należą do jednych z najniebezpieczniejszych w Europie. Dwadzieścia razy mniej bezpieczne niż niemieckie autostrady.

Fatalny stan infrastruktury drogowej, nadmierna prędkość, pijani i niewyszkoleni kierowcy – to wszystko sprawia, że polskie drogi należą do jednych z najniebezpieczniejszych w Europie. Dwadzieścia razy mniej bezpieczne niż niemieckie autostrady.

 

25 lipca, jak co roku, w Kościele wspominamy św. Krzysztofa, patrona kierowców. Z tej okazji w wielu parafiach w całej Polsce odbędzie się tradycyjne już święcenie pojazdów. Nie zabraknie też modlitwy o bezpieczną jazdę dla wszystkich kierowców. A może być ona w tym okresie szczególnie potrzebna. Wakacje to bowiem czas, w którym na polskich drogach ginie najwięcej osób. Niestety wszelkie apele w mediach o bezpieczną jazdę niewiele dają i każdego dnia dochodzi do tragicznych w skutkach wydarzeń.

 

Narodowy eksperyment

O tym, jak jest źle, niech świadczy przykład Narodowego Eksperymentu Bezpieczeństwa „Weekend bez ofiar”. Ta akcja organizowana wspólnie przez policję oraz Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad ma zachęcać kierowców do bezpiecznej jazdy. W drugą już edycję włączyły się wszystkie największe media. Przez wiele dni informowano o tym, co zrobić, by bezpiecznie odbyć podróż. Na drogach pojawiła się rekordowa liczba policjantów. Eksperyment zaplanowano na pierwszy wakacyjny weekend po Bożym Ciele. Bilans sprawdzianu? Koszmarny. W trakcie długiego weekendu w 525 wypadkach zginęło aż 71 osób, a 650 zostało rannych. – Te statystyki pokazują, że nadal mimo apeli nie kierujemy się na drodze zdrowym rozsądkiem. To zbyt duża liczba wypadków, osób zabitych, rannych – mówił rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. Policjanci zatrzymali aż 2794 nietrzeźwych kierowców. – To ogromna liczba. Każdego dnia zatrzymywaliśmy ponad pół tysiąca pijanych kierowców. Mimo apeli, mimo grożących kar. Te osoby stanowiły ogromne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla innych użytkowników dróg i dla swoich bliskich, którzy z nimi jechali – podkreśla Sokołowski.

Równie źle było podczas ubiegłorocznego Narodowego Eksperymentu Bezpieczeństwa, wówczas zorganizowanego w sierpniu. W 389 wypadkach zginęły 44 osoby, a 525 zostało rannych. A w inne dni wcale nie jest lepiej. – Tygodniowo giną na drogach trzy pełne autokary Polaków. To jak na wojnie – mówi znany kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc. Nic więc dziwnego, że Polska jest na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drogach.

Jak wynika z najnowszych danych Komisji Europejskiej, najbardziej niebezpiecznie w 2010 r. było na drogach Grecji (116 ofiar na milion mieszkańców), Rumunii (111), Bułgarii (102) i Polski (102). Dla porównania na drogach szwedzkich na milion mieszkańców w wypadkach zginęło jedynie 26 osób. Jeszcze gorzej Polska wypada, jeśli chodzi o redukcję liczby ofiar w ciągu ostatnich 10 lat. W całej Wspólnocie od 2001 do 2010 r. udało się zredukować liczbę wypadków, w których giną ludzie o 43 proc., a w Polsce jedynie o 29 proc.

Trasy pełne dziur

Jakie są główne przyczyny tak tragicznej sytuacji? Według raportu Najwyższej Izby Kontroli na pierwszym miejscu jest fatalny stan naszych dróg. – Co drugi kilometr dróg publicznych nadaje się tylko do zamknięcia – wynika z raportu. Na co drugim kilometrze dróg publicznych powstały koleiny powyżej 2 cm głębokości, na co czwartym – powyżej 3 cm. Takich jezdni jest w Polsce 23 proc. Na innych dostrzeżono złe właściwości przeciwpoślizgowe (21,9 proc.), pęknięcia nawierzchni (13,3 proc.), a nierówną nawierzchnię na 11,2 proc. W krajach UE takie jezdnie ze względu na bezpieczeństwo kierowców wyłączane są z użytkowania. W Polsce to jest niemożliwe, gdyż nie byłoby wówczas po czym jeździć. Co gorsza, zdecydowanie odstajemy od europejskich standardów jeśli, chodzi o liczbę autostrad i dróg ekspresowych.

– Proces poprawy bezpieczeństwa na drogach jest tak wolny, że Polska nie tylko pozostaje daleko w tyle za średnią europejską, ale prawdopodobnie nie osiągnie nawet wyznaczonych w kraju progów bezpieczeństwa – zwraca uwagę Zbigniew Matwiej z Najwyższej Izby Kontroli. – Brakuje nam stabilnych rozwiązań, sprzyjających budowie dróg wysokiej klasy, tj. autostrad i dróg ekspresowych, a tempo powstawania nowych jest zbyt wolne.

Efekt jest taki, że fatalny stan polskich dróg stał się już w Europie przysłowiowy. Jeśli zapytać jakiegoś obcokrajowca, z czym kojarzy mu się Polska, to niemal na pewno jedną z pierwszych odpowiedzi będzie „z fatalnymi drogami”. – Polskie drogi zupełnie nie sprzyjają bezpiecznej jeździe. Są w bardzo złym stanie, z ogromnymi koleinami, często obrośnięte grubymi drzewami. Mało jest nowoczesnych arterii, bezkolizyjnych rozwiązań, od lat znanych za granicą. Corocznie przybywa dziesiątki tysięcy nowych aut, a nie bardzo przybywa nowych dróg. Jest oczywistym, że wraz ze wzrostem natężenia ruchu na naszych kiepskich drogach rośnie ryzyko wypadków – zwraca uwagę Krzysztof Hołowczyc.

Gdzie jest najbardziej niebezpiecznie? Najłatwiej rozstać się z życiem możemy, jadąc krajową „ósemką” z Warszawy, przez Wrocław, do granicy w Ku­dowie-Słonem lub podróżując tzw. szosą lubelską, czyli drogą krajową nr 17. Niewiele lepiej jest na drodze krajowej nr 7 do Kielc i dalej Krakowa czy na drodze nr 2 z Warszawy do Siedlec. Natomiast najbezpieczniej jeździ się po autostradzie A2 między Poznaniem i Łodzią, a także fragmentem drogi nr 1 z Gdańska do Grudziądza.

Nadmierna prędkość i brawura

Według policji mówienie o złym stanie dróg to zbyt łatwe wytłumaczenie tak koszmarnych statystyk. Według nich wina za tak dużą liczbę wypadków leży głównie po stronie samych kierowców. – Jeśli droga jest dziurawa, to jadąc po niej, musimy dostosować naszą prędkość do stanu jej nawierzchni, a nie gnać na złamanie karku. To sprawa fundamentalna. Jeśli droga jest jednojezdniowa, to wyprzedzanie na niej też regulują przepisy ruchu drogowego. Trzeba się do nich stosować, a nie wyprzedzać na trzeciego, na podwójnej ciągłej czy na wzniesieniach. Za kierownicą trzeba po prostu myśleć, a nie zasłaniać się złym stanem jezdni – uważa inspektor Jacek Zamorowski z Wydziału Ruchu Drogowego. – Warto zrozumieć, że jeśli w danym miejscu znajduje się jakieś ograniczenie prędkości, zakaz wyprzedzania czy informacje o nierównościach na drodze, to jest to czymś spowodowane i trzeba wziąć to pod uwagę – apelują policjanci.
Prawdziwą plagą jest zbyt szybka jazda kierowców. Jak wynika ze statystyk Komendy Głównej Policji, prawie co trzeci wypadek w Polsce spowodowany jest nadmierną prędkością. To właśnie takie wypadki najczęściej kończą się śmiercią. Przyczyną ponad 20 proc. wypadków jest nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu. Do licznych wypadków dochodzi też wskutek nieprawidłowego przejeżdżania przejść dla pieszych i niezachowywania odpowiedniej odległości między pojazdami. Jak wynika z danych TNS Pentor, zdaniem 65 proc. Polaków przekraczanie prędkości jest w Polsce powszechnie akceptowane, a jazda o 10–30 km/h ponad limit wydaje im się całkowicie bezpieczna.
Eksperci podkreślają też, że jedną z przyczyn wypadków jest nadmierna brawura polskich kierowców. – Na naszych drogach panuje „prawo dżungli” – mówi Hołowczyc. – Problemem jest też wszechobecna agresja objawiająca się brakiem jakichkolwiek przyjaznych zachowań wobec innych uczestników ruchu drogowego. Każdy się spieszy, nikt nikomu nie ustępuje drogi. Wynika to m.in. z tego, że nie mamy gdzie się nauczyć komunikacyjnej kultury – dodaje.
Kluczowym problemem pozostaje też nieskuteczny system szkolenia kierowców oraz podnoszenia ich kwalifikacji zawodowych. Kursy nauki jazdy – mimo wprowadzanych zmian – wciąż nie zapewniają odpowiedniego przygotowania do kierowania pojazdem – zwraca uwagę raport NIK. Niewystarczająca jest zarówno przekazywana wiedza, jak i zdobywane umiejętności. NIK zwraca uwagę, że w konsekwencji alarmująco niski jest poziom zdawalności egzaminów. W latach 2009–2010 nie brakowało ośrodków, w których egzamin praktyczny za pierwszym podejściem zdawało tylko 25 proc. kursantów. Z danych KGP wynika, że aż 35 proc. wypadków powodują osoby tuż po uzyskaniu prawa jazdy.

Pijani kierowcy wiozą śmierć

Kolejną prawdziwą plagą polskich dróg są pijani kierowcy. Na nic zdało się zaostrzanie kar za jazdę „pod wpływem” i liczne kampanie społeczne jak choćby „Pijani kierowcy wiozą śmierć”. W 2010 r. policjanci zatrzymali ponad 165 tys. osób kierujących samochodem po alkoholu. To zatrważająca liczba, jeśli uświadomimy sobie, jak wielu pijanych kierowców nie jest zatrzymywanych i każdego dnia jeździ po naszych drogach.
Jednak niebezpieczni dla innych uczestników ruchu drogowego są nie tylko pijani kierowcy. Coraz większą liczbę wypadków powodują osoby rozmawiające podczas jazdy przez telefon. Niektórzy piszą podczas jazdy nawet SMS-y. – Zdarzało nam się przyjeżdżać do wypadków i na miejscu znajdowaliśmy telefon z niedokończoną wiadomością – opowiadał znany strażak Kelvin Aiston.

Równie niebezpieczni są przemęczeni kierowcy. Zaśnięcia za kierownicą to jedna z najczęstszych przyczyn wypadków. – Jeśli planujemy wyjazd o szóstej rano, a wróciliśmy do domu trzy godziny wcześniej, lepiej przesunąć w czasie podróż – mówią policjanci. – Każdy kierowca powinien zaplanować trasę, uwzględniając częste postoje na odpoczynek. Przypominam też o obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa i przewożeniu dziecka w foteliku. Podobnie jak źle zamocowany bagaż, przewożony np. na tylnym siedzeniu, w razie wypadku nie zapięty pasażer z olbrzymią siłą wypadnie przez przednią szybę, taranując wszystko, co napotka na swojej drodze. Niby wiemy o tym wszyscy, ale takie przypadki to ciągle codzienność – podkreślają. Dodaję też, że niezwykle ważne jest regularne sprawdzanie stanu technicznego swoich pojazdów. Często zdarza się, że kierowca nie popełnił żadnego błędu, a do wypadku doszło, bo zawiódł samochód.
Co ciekawe, wbrew powszechnemu przyczyną większości wypadków rzadko są złe warunki atmosferyczne. Do największej liczby zdarzeń dochodzi latem przy pięknej słonecznej pogodzie. Najmniej jest ich, zimą kiedy na drogach leży śnieg. – Podczas ulewy czy śnieżycy kierowcy jeżdżą bardzo ostrożnie. Co najwyżej dochodzi wówczas do stłuczek, ale rzadziej są ofiary śmiertelne – podkreśla policja.

Coś się zmienia?

Sytuacja na polskich drogach jest zła, ale pojawiają się pierwsze optymistyczne symptomy. Ubiegły rok był pod względem statystyki bezpieczeństwa w ruchu drogowym najbardziej bezpieczny od 10 lat. 670 mniej osób zabitych, ponad 7 tys. mniej osób rannych i 5420 mniej wypadków niż w roku 2009 te dane dają nadzieję. Wciąż nie jest dobrze, ale może chociaż będzie lepiej.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki