Logo Przewdonik Katolicki

Terapeuta z czerwonym nosem

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Z Elżbietą Baran-Cebuą psychologiem, pełnomocnikiem i terapeutą Fundacji Dr Clown w Krakowie, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

 

Z Elżbietą Baran-Cebuą – psychologiem, pełnomocnikiem i terapeutą Fundacji „Dr Clown” w Krakowie, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

 

Fundacja „Dr Clown” wychodzi z założenia, że „śmiech to zdrowie” to więcej niż slogan. Jeśli uśmiechanie może być terapią, to jak się śmiać?

– Śmiech jest dla organizmu masażem naszego ciała. Gdy się śmiejemy, wdychamy trzy razy więcej powietrza do płuc. W konsekwencji zwiększa się ciśnienie krwi, bardziej dotleniony jest nasz mózg i reszta ciała. Wydobywają się endorfiny (hormony szczęścia) oraz acetyloholiny (hormony rozluźniające). Dlatego tak dobrze – zdrowiej – czujemy się po śmiechu. Ale nie musimy go wymuszać, by poczuć się lepiej. Wystarczy delikatny uśmiech na twarzy, a nasz mózg otrzymuje od mięśni informację o tym, że się uśmiechamy, więc jest nam dobrze. W Indiach, a teraz również w Polsce, istnieją kluby śmiechu, gdzie ludzie po pracy spotykają się na godzinę i spędzają miło czas, śmiejąc się z dowcipów, opowieści oraz uczą się technik oddychania, relaksacji.

 

Kim jest dr Kapelusik?

– Dr Kapelusik jest wolontariuszem Fundacji „Dr Clown”, która wykorzystuje wizerunek klauna oraz elementy terapii śmiechem i zabawą w pracy z dziećmi i młodzieżą przebywającą w krakowskich szpitalach dziecięcych. Każdy wolontariusz w kolorowym przebraniu spędza czas z dziećmi na oddziałach. I tam czarujemy, a właściwie dzieci czarują. Wykorzystujemy humor sytuacyjny, gagi, pantomimę. Pokazujemy naszym podopiecznym, że szpital nie musi kojarzyć się z bólem i nudą. Ze szpitalem można się oswoić, można się w nim śmiać i uczyć nowych rzeczy. Dzieci dostrzegają, że gdy się uśmiechają, to mniej boli, a skoro potrafią zmienić kolor chusteczki w magicznym worku, to dlaczego nie mogłyby wyzdrowieć? Przecież mają w sobie ogromną moc. Każde dziecko podczas wizyty zostaje obdarowane czerwonym noskiem (symbol uśmiechu) oraz balonowym zwierzątkiem (symbol zabawy).

 

Czy i ja mogłabym zostać na przykład doktorem Motylkiem?

– Niestety nie, bo Dr Motylek już jest (śmiech). Wolontariusze, oprócz kolorowych strojów, mają swoje imiona. Każde jest inne, ciekawe, wesołe i przedstawia umiejętności wolontariusza. Jest Dr Piosenka, Dr Śmieszek, Dr Palemka, Dr Bajeczka... Skupiamy osoby, które chcą dzielić się swoim wolnym czasem, mają poczucie humoru i dystans do siebie. Nie trzeba mieć specjalnych umiejętności. Osoby nowe na początku obserwują wolontariuszy-terapeutów w działaniu, później zaczynają się coraz bardziej włączać w ich pracę.  Równocześnie odbywa się szkolenie z psychopedagogiki oraz elementów iluzji. Uczymy o specyficznej sytuacji chorego dziecka, o terapii śmiechem, obsługi długich balonów oraz kilku prostych sztuczek magicznych. Po ok. 50 godzinach stażu odbywa się uroczyste nadanie imienia i egzamin na terapeutę. To bardzo uroczysta chwila w oddziale.

 

Czy któreś ze spotkań z dziećmi szczególnie utkwiło Pani w pamięci?

– Każde wyjście jest wyjątkowe i niepowtarzalne. Największą nagrodą dla nas jest uśmiech dziecka i ta iskierka w oku. Ale największe moje przeżycie to spotkanie z chłopcem z porażeniem mózgowym, który nie miał kontaktu z otoczeniem. My śpiewałyśmy, delikatnie tańczyły chusty, a chłopiec się uśmiechnął. Jego mama się rozpłakała, bo to była jego jedyna reakcja na bodźce z zewnątrz od lat... Natomiast największą dumę czułam, gdy moje czteroletnie dziecko, tłumacząc podczas imprezy integracyjnej w zaprzyjaźnionym przedszkolu, co robi mama i czym zajmuje się fundacja, dodało: „Mamusia obiecała, że jak podrosnę, to pójdę z nią do szpitala rozśmieszać dzieci”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki