Logo Przewdonik Katolicki

Ambulans nadziei

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Przez sześć dni dyżurował w Wołczynie. Kapucyńskie pogotowie ratunkowe dla ducha ściągnęło młodzież z całej Polski. Nie tylko tę pobożną.

 

Zaczęło się dawno temu, jakieś kilkanaście lat. Młodzi by powiedzieli, że to prehistoria, bo gdy ma się „naście”, to czas jakoś tak inaczej płynie. Mimo to Spotkania Młodych w Wołczynie trwają nadal. I cel ich ciągle jest taki sam: doprowadzić młodzież do spotkania z Bogiem.

 

Bogata treść

„Są w naszym życiu tematy, których wolimy nie poruszać i sytuacje, od których chcemy się jak najszybciej uwolnić. Niewątpliwie choroba jest takim wycinkiem naszego życia, który napawa nas lękiem i niewiadomą. Pokazuje, że nasze życie jest kruche i krótkie” – napisali kapucyni w „Notatniku uczestnika”, który otrzymali wszyscy młodzi goście Wołczyna. By od początku wiedzieli, że tu nie będzie ucieczki od tabu.

Od kilku lat podczas Spotkań Młodych rozważana jest istota sakramentów świętych. Tym razem padło na owiane tajemnicą i obudowane stereotypami namaszczenie chorych – że dla starych babć i tych, co już prawie nie żyją. Przez sześć dni, od 11 do 16 lipca, młodzież uczestniczyła w pogłębionej katechezie poświęconej temu sakramentowi.

Spotkanie przebiegało według klucza: DIAGNOZA, CHOROBA, LEKARZ, LEKARSTWO. Diagnoza postawiona w oparciu o biblijne wygnanie z Raju była prosta: naszym największym problemem jest to, że uciekamy od Boga i samych siebie. Aby to sobie uzmysłowić, wszyscy uczestnicy dostali stempel na czoło – literę „F” od łacińskiego fugitivus, czyli niewolnik. Choroba to sytuacja, w której nasz organizm funkcjonuje nieprawidłowo. W znaczeniu duchowym faktyczną chorobą jest grzech – niszczy nas i ostatecznie prowadzi do śmierci.

Receptą na wszelkie dolegliwości jest sakrament pokuty, a Lekarzem, który nigdy nie popełnia błędów – Jezus Chrystus.

 

Interesująca forma

Ale kapucyni wiedzą, że sześciu dni kontemplacji w milczeniu młodzi by nie wytrzymali. Dlatego oprócz Eucharystii i wieczornych nabożeństw, które szczególnie przypadły do gustu wielu uczestnikom, zorganizowali prace w grupach (a było ich aż 100), konferencje (np. o. Leona Knabita) i koncerty ewangelizacyjne. Grały m.in. Naaman, Fragua, Pospolite ruszenie, Nacinacze sykomory i Propaganda Dei. – Śpiewamy o życiu człowieka, Pan Bóg pojawia się w naszych piosenkach w drugiej albo trzeciej odsłonie. Nie lubimy pustych, powierzchownych piosenek. Moglibyśmy iść w komercję i śpiewać o jakiejś tam Mariolce, ale po co? Nie mamy zahamowań, by grać o Bogu – mówili Boży propagandziści z salezjaninem ks. Michałem Malkiem na czele.

Cenne były również świadectwa życia zaproszonych gości. Trzeciego dnia, kiedy tematem wszystkich rozważań była CHOROBA, swoim doświadczeniem podzieliły się trzy silne kobiety. – Nigdy nie uważałam cierpienia za karę. Pan Bóg dał mi łaskę przyjęcia go od początku – mówiła poruszająca się na wózku inwalidzkim 23-letnia Magda Buczek, założycielka Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci, która przeżyła już 30 złamań kości. – Choroba i śmierć bezczelnie wdzierają się w nasze życie i zawsze są nieproszonymi gośćmi – dodała Małgorzata Kotarba. – Janusz wiedział, że może przyjdzie mu zwinąć swoje życie jak namiot – wspominała swojego męża, założyciela magazynu muzycznego „Ruah”, który niespodziewanie zmarł na raka. – Można żyć 100 lat i nie przeżyć nic – dzieliła się 21-letnia Natalia, studentka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, chora na ostrą białaczkę szpikową, dla której Bóg był abstraktem, a do księdza mówiła „proszę pana”. – Nie wiem, jak będzie, czy będę żyć, ale wiem, że nie boję się śmierci. Wiem, że mój Tatuś już nie może się mnie doczekać.

 

„Spotkaliśmy dziwnych ludzi”

Motywacje uczestników XVIII Spotkania Młodych były przeróżne. Do małej miejscowości niedaleko Kluczborka i Opola przyjechali ministranci, lektorzy i oazowicze – by wrzucić „pobożną młodzież” do tego jednego worka – oraz zbuntowani, wątpiący, zadający niewygodne pytania.

Br. Marcin Grec, szef Wołczyna: – Sporo jest młodzieży poszukującej. Dla niektórych przyjazd tutaj był pierwszym doświadczeniem wspólnoty. Było to widać podczas spotkań w grupach, kiedy czasem byli onieśmieleni.

Br. Paweł Teperski, rzecznik prasowy Braci Mniejszych Kapucynów: – Przyjeżdża tu młodzież, która wie, czego chce, w odróżnieniu od pierwszych Wołczynów, kiedy bywało różnie… Chcą się spotkać z Panem Bogiem, ale czasem nie wiedzą jak. Jeden z uczestników powiedział, że tu po prostu można normalnie pogadać z kapłanem.

Dwaj Łukasze ze Stalowej Woli, studenci: – Przyjechaliśmy trochę z nudów. Opłaca się, bo jest tanio, pobyt kosztuje tylko 50 zł, grają fajną muzykę. Spotkaliśmy tu dziwnych ludzi. Takich pozytywnie dziwnych, po prostu dobrych. Jeśli ktoś tu nie przyjedzie, to tego nie zrozumie. Chyba zaczęła się jakaś przemiana naszego serca.

 

 


 

„Wołczyńska” strona działa przez cały rok. Zajrzyj, przekonaj się i przyjedź w następne wakacje: www.wolczyn.kapucyni.pl.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki