Logo Przewdonik Katolicki

Prawo to nie matematyka

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

O etyce w zawodzie prawnika, przepisach, które nie są klockami lego, i sprawach nie dla katolickiego adwokata z mecenasem Zbigniewem Cichoniem, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

O etyce w zawodzie prawnika, przepisach, które nie są klockami lego, i sprawach nie dla katolickiego adwokata z mecenasem Zbigniewem Cichoniem

 

 

Co jest największą słabością polskiego prawa w aspekcie etycznym?

– To, że często nasze przepisy są tworzone na zasadzie inżynierii prawa, bez wchodzenia w ich skutki społeczne i moralne. Przykładów jest mnóstwo. Np. całkiem niedawno, bo parę lat temu, tworzono przepisy dotyczące zasiłków rodzinnych. Uprzywilejowywano w nich samotne matki kosztem normalnych rodzin. I niby intencja dobra, bo wychodziło się z założenia, że skoro samotne, to im trudniej, ale efekty tego były deprymujące. Po to, aby dostać więcej pieniędzy, ludzie nie brali ślubu albo się fikcyjnie rozwodzili. Czasem ta fikcja zamieniała się w rzeczywistość. Inne rozwiązanie dyskryminujące rodziny możemy znaleźć w przepisach podatkowych. Jeśli ktoś zatrudnia małżonka lub inną osobę z rodziny, wypłacone jej wynagrodzenie nie stanowi kosztów uzyskania przychodu. Sytuacja jest na tyle absurdalna, że bardziej się opłaca zatrudniać osoby spoza rodziny.

 

A kompromis aborcyjny?

– Też. Choć pamiętajmy, że Polska i tak dobrze wygląda na tle innych krajów. W Stanach Zjednoczonych jest przyzwolenie na aborcję niemal do samego urodzenia 9-miesięcznego dziecka. Światowy trend jest bardzo niedobry.

 

Jaka atmosfera panuje w Sejmie i Senacie wokół obywatelskiego projektu, który zakłada całkowity zakaz aborcji?

– Stanowiska są podzielone. Sądzę, że prawie wszyscy moi koledzy z PiS popierają ten projekt. Z drugiej strony mamy polityków lewicowo-platformianych uważających, że istniejące rozwiązanie prawne jest dobre.

 

Jak to możliwe, że minister zdrowia popiera zabijanie dzieci nienarodzonych?

– To jakaś anomalia, bo minister zdrowia powinien chronić rodziny. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że czasami są takie sytuacje, kiedy można mieć ogromny dylemat. Ja jako prawnik, nawet wychodząc z założeń chrześcijańskich, zastanawiam się, czy prawo może wymagać od ludzi heroizmu. Czy prawo powinno chronić życie dziecka tak bardzo, aby matka musiała położyć na szali swoje własne, czy może dopuszczać tzw. stan wyższej konieczności, gdzie dwa dobra są równorzędne i nikt nie ma obowiązku oddawać swojego życia za innego człowieka? Oczywiście, imponuje mi postawa św. Joanny Beretty Molli, która umarła, aby ocalić własne dziecko.

 

Czy są sprawy sądowe, których by się Pan nie podjął z powodu jakiegoś konfliktu sumienia?

– Tak. Kiedyś koleżanka poprosiła mnie o przejęcie sprawy przeciwko szpitalowi, który nie wykonał badań prenatalnych, a dziecko, które się urodziło, było niepełnosprawne. Mimo że prosiła mnie o to dobra znajoma, nie zgodziłem się.

 

A sprawy rozwodowe?

– Gdy byłem bardzo młody, zawsze odmawiałem. Dopiero po rozmowie z poważnym księdzem, zajmującym wysokie stanowisko w hierarchii kościelnej, zmieniłem zdanie. Przekonał mnie, że każdą sytuację należy rozpatrzyć indywidualnie, bo zdarzają się przypadki, w których rozwód jest jakimś wyjściem. Jako przykład podał mi rodzinę, w której mąż i ojciec jest tak zdegenerowany, że utrzymywanie tego związku jest wielką krzywdą dla żony i dzieci.

Chociaż trzeba jeszcze pamiętać, że mamy instytucję separacji, akceptowaną przez Kościół. Dobrze, że rozwiązanie to zostało w końcu wywalczone, bo daje możliwość wyjścia z takich sytuacji bez konfliktu sumienia.

 

 

W Rzeszowie poseł SLD pozwał prezesa Stowarzyszenia „Contra in Vitro” za wystawienie w miejscu publicznym wystawy prezentującej dzieci nienarodzone. Został uniewinniony. Natomiast bielskich Rycerzy Kolumba, pozwanych przez dziennikarza „Gazety Wyborczej”, skazano na grzywnę. Jak to możliwe?

– Prawo to nie jest matematyka. W prawie 2+2 daje czasem 5. Stosują je prawnicy, którzy są tylko ludźmi. Badania amerykańskie dowodzą, jak wielką rolę w rozstrzygnięciu odgrywa sędzia, jego przekonania moralne, filozoficzne, religijne. One zawsze są języczkiem u wagi.

Wydaje mi się, że w przypadku, o którym pani mówi, doszło do nieporozumienia, bo wyrok skazujący narusza art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który stanowi, że każdy ma prawo do swobody wypowiedzi.

Sprawy tego typu często ludzie pokrzywdzeni wygrywają w Strasburgu, bo tamtejszy Trybunał twierdzi, że debata publiczna nie powinna być ograniczana. Dopuszcza nawet wypowiedzi obraźliwe, szokujące, niesmaczne. Słynne było orzeczenie dotyczące austriackiego polityka Heidera, uważanego za nacjonalistę. Kiedyś niefortunnie powiedział, że w czasie wojny żołnierze niemieccy wykonywali swoje obowiązki tak samo jak ci po drugiej stronie frontu. Jakiś polityk nazwał go idiotą i napisał o nim artykuł pt. Raczej idiota niż nazista. Heider poczuł się dotknięty, sprawa trafiła aż do Strasburga. Trybunał orzekł, że sformułowanie to było obraźliwe, ale padło w czasie debaty publicznej na ważkie tematy. Co więcej, wypowiedź samego Heidera była na tyle kontrowersyjna, że mogła wywołać tak ostrą reakcję.

 

Dramatyczna sprawa trafiła do sądu w USA. Małżeństwo zdecydowało się na in vitro. W jego wyniku powstało pięć zarodków, które zamrożono. Potem był rozwód, a następnie kłótnia między byłymi małżonkami: żona chciała, aby wszczepić jej zarodek, mąż się nie zgadzał, twierdząc, że to już nie jest jego dziecko. Co ma zrobić sędzia?

– To ogromny problem. Z jednej strony jest już poczęte życie, tyle że poza organizmem matki, a z drugiej pojawia się pytanie, w jakiej rodzinie ma się ono wychować? Nie wiem, co należałoby zrobić w takiej sytuacji. Do takich dylematów prowadzi niekontrolowany postęp naukowy.

Niestety, Trybunał strasburski przyjął w podobnej sprawie stanowisko, z którym trudno mi się pogodzić. To tzw. sprawa Evans przeciwko Wielkiej Brytanii. Natalie Evans nie mogła zajść w ciążę z powodu choroby nowotworowej jajowodów. Przed zabiegiem usunięcia jajowodów lekarze poinformowali ją, że można pobrać kilka komórek jajowych w celu umożliwienia zabiegu sztucznej prokreacji w przyszłości. Evans udała się w tym celu do specjalistycznej kliniki. Tam zaproponowano jej zapłodnienie jajeczek plemnikami męża, ponieważ ta klinika nie mogła przechowywać komórek jajowych, ale tylko embriony. Małżeństwo zdecydowało się na in vitro, w wyniku którego za ich zgodą powstało sześć embrionów.

Dwa lata później małżeństwo się rozpadło. Mąż skarżącej powiadomił klinikę, że wycofuje swoją zgodę na zapłodnienie, a ta poinformowała Natalie Evans, że w tej sytuacji prawo brytyjskie mówi, iż embriony powinny zostać zniszczone. Skarżąca skierowała skargę do sądu, ale przegrała sprawę.

 

Jeśli mamy jakąś precedensową sprawę, to na dany wyrok będą się powoływać kolejni sędziowie. Mam wrażenie, że przypadkowi ludzie na nowo wyznaczają normy moralne.

– Tak. Widać to nawet w Europejskim Trybunale Spraw Człowieka na przykładzie sprawy o obecność krzyża we włoskich szkołach. Trybunał postanowił, że symbol religijny narusza prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z wartościami, które oni wyznają. Na szczęście wyrok ten zmieniła Wielka Izba, w której zasiada aż 17 sędziów.

 

Automatycznie nasuwa mi się pytanie o morale sędziów. Czy są one jakoś weryfikowane?

– Często jest tak, że w zależności od tego, na jakiego sędziego trafimy, taki zapadnie wyrok. Mamy wiele przykładów żonglowania pojęciami, które nie są precyzyjne. Kiedy do Trybunału Konstytucyjnego skierowano zapytanie o zgodność aborcji ze względów społecznych z konstytucją, jeden z sędziów miał odrębne zdanie i powołał się na klauzulę godności człowieka. Jego zdaniem kobieta mogła się domagać aborcji ze względów społecznych, ponieważ ma swoją godność.

Innym przykładem, trochę humorystycznym, była sytuacja z czasów komunizmu. Prosty chłop pozwał spółdzielnię produkcyjną, zwracając się o wydanie świniaka, którego wniósł do jej majątku. Przegrał sprawę. Co powiedział Sąd Najwyższy? Że jest to żądanie sprzeczne z podstawowymi zasadami współżycia społecznego i socjalistycznego porządku prawnego, bo co by było, gdyby nagle wszyscy chcieli odzyskać swoje świnie?

Jeśli chodzi o weryfikowanie morale sędziów, nie wiem, jak to wygląda w praktyce. Ustawa mówi, że sędzia powinien być człowiekiem „nieskazitelnego charakteru”. Jest to badane przed przyjęciem do zawodu sędziowskiego przez wywiad policyjny wśród sąsiadów, ale – jak się można domyślić – nie jest to badanie doskonałe.

Poza tym trzeba odróżnić wydawanie nietrafnych wyroków od braku moralności. To, że czasem są one nietrafne, to kwestia ludzkiej ułomności i po to mamy wyższe instancje, aby móc się odwołać.

Inną jeszcze kwestią jest ludzka wrażliwość. Dobry sędzia musi być po prostu dobrym człowiekiem, humanistą, który nie stosuje przepisów na oślep, jak klocków lego. To słabość naszego szkolnictwa, bo kształci się prawników bardziej na „rzemieślników prawa” niż humanistów. Nawet jeśli mamy nie najlepsze przepisy, ale sędzia jest mądrym człowiekiem, nie wyrządzi nimi krzywdy.

 

 


 

 

 Zbigniew Jan Cichoń – adwokat, obrońca i promotor praw człowieka. Bezpartyjny senator RP VII kadencji wybrany z listy PiS (okręg 12 – Kraków). Członek Komisji Praw Człowieka, Komisji Ustawodawczej oraz Podkomisji do spraw Zmiany Konstytucji, wiceprzewodniczący Polsko-Francuskiej Grupy Bilateralnej Senatu RP

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki