Logo Przewdonik Katolicki

Wincentyńska tarcza

Marcin Jarzembowski
Księża z bazyliki mniejszej pw. św. Wincentego à Paulo w Bydgoszczy w okresie epidemii koronawirusa pracują w kuchni, przygotowując posiłki fot. Tytus Żmijewski/PAP

Braterska pomoc ma być kierowana zwłaszcza do małych, rodzinnych firm, sklepów, zakładów usługowych oraz wszystkich ludzi, którzy stracili pracę.

Wychodząc naprzeciw sytuacji, która dotyka każdego z nas, powołuję Wincentyńską Tarczę Antykryzysową” – napisał do parafian, przyjaciół, sympatyków bydgoskiej bazyliki mniejszej św. Wincentego à Paulo jej proboszcz ks. Sławomir Bar CM. Miejsce, którego gospodarzami są księża misjonarze, od początku wybuchu epidemii jeszcze bardziej zintensyfikowało swoje działania na rzecz samotnych, potrzebujących i ubogich.

Braterska pomoc
– Dla siebie i dla wszystkich tych, których Pan postawi na naszej drodze, jesteśmy świadkami Chrystusa. Stąd najważniejszym prawem, którym się kierujemy, jest zawsze przykazanie miłości Boga i bliźniego. Wspieramy wszystkie dobre inicjatywy i ludzi dobrej woli, którzy kierują się tym przykazaniem – podkreśla proboszcz. Braterska pomoc ma być kierowana zwłaszcza do „małych, rodzinnych firm, sklepów, zakładów usługowych oraz wszystkich ludzi, którzy stracili pracę”. – Nasze wsparcie polega m.in. na uruchomieniu tablicy ogłoszeń z tyłu bazyliki dla dających pracę i jej poszukujących, udostępnieniu portali parafialnych, gdzie można zamieszczać ogłoszenia; stworzeniu specjalnych miejsc na reklamy i wizytówki firm i osób mogących udzielić pomocy, udostępnieniu prasy parafialnej, gdzie można również zamieszczać ogłoszenia dotyczące pracy lub wzajemnej pomocy, lokalnych sklepików, zakładów usługowych czy rehabilitantów i opiekunów osób chorych i starszych – wymienia ks. Bar.
Starsi księża obierają ziemniaki, młodsi gotują
W ramach tarczy zaplanowano również doradztwo rozwoju osobistego i wsparcia indywidualnego im. św. Józefa (tzw. coaching). Księża misjonarze proponują też: pomoc duchową, prawną i żywnościową. W dni powszednie w ogrodzie za bazyliką ustawia się kolejka kilkuset osób, które są zwyczajnie głodne.
Czasy epidemii sprawiły, że ks. Sławomir Bar jest nie tylko proboszczem jednej z największych bydgoskich parafii. Jest również dobrym kucharzem. Jego zakonni współbracia wraz z wolontariuszami jeszcze bardziej niż do tej pory zakasali rękawy i swoje duszpasterstwo przenieśli właśnie do kuchni. – Część starszych księży obiera ziemniaki. Ci młodsi, którzy mają fantastyczne poczucie smaku, gotują pyszne obiady – mówi ks. proboszcz. To wszystko sprawiło, że kuchnia pracuje pełną parą po kilkanaście godzin w ciągu doby. Zużywane są setki kilogramów ziemniaków, cebuli, grzybów, przypraw i owoców. Tu nie ma taryfy ulgowej, a posiłki są smaczne i pełnowartościowe. – Ludziom biednym nie można dać tylko zupy, musi być drugie danie i możliwość zabrania posiłków do domu – opowiada ksiądz. Może to absurdalnie zabrzmi, ale epidemia stała się jeszcze większym impulsem do wypełniania charyzmatu, jaki pozostawił księżom misjonarzom ich założyciel św. Wincenty à Paulo.
– Najpiękniejsze jest chyba to, że ludzie chcą pomagać innym. Zaczynamy dostrzegać miłość i dobro. Zaczynamy dostrzegać człowieka. Święty Wincenty à Paulo powiedział, że musimy nauczyć się opuścić Boga dla Boga. Najpierw musimy dać biednym kawałek chleba, a potem głosić im Jezusa. I tak staramy się robić – dodał ks. Sławomir Bar. Wolontariusze z bazyliki zaangażowali się również w przygotowanie niezliczonej ilości kanapek, zaś członkowie Młodzieży Misjonarskiej docierają do domów najbardziej potrzebujących.


Jest środek tygodnia, a w powietrzu czuć wiosnę. Słońce coraz mocniej grzeje. W Bydgoszczy wybiła 15.20. Na tyłach bazyliki, w ogrodzie księży misjonarzy zaczyna się ruch. Gromadzą się jacyś ludzie. Wygląda na to, że pomimo pandemii przychodzą tu codziennie. Zachowując dwumetrowe, bezpieczne odległości ustawiają się w długiej kolejce. Minęło 10 minut. Przybyło kilkadziesiąt osób. Każdemu została zmierzona temperatura. Ogród jest ogromny, ale kolejka przy płocie już zakręca. Stoją młodsi i starsi. Są kobiety i mężczyźni. Widać, że na coś czekają. Niektórzy usiedli na trawie, inni stoją wytrwale. Nadchodzą kolejni. Nie można nie zauważyć, że część z nich to osoby bezdomne. Ustawiają się na końcu kolejki. Za nami następny kwadrans. W bramie co chwilę pojawiają się kolejne twarze. Jedni idą zdecydowanym krokiem, inni są niepewni i bardzo skrępowani. Wygląda na to, że w ogonku stoi już co najmniej 250 osób. Nagle wśród oczekujących małe poruszenie. Przy bazylice staje długi stół. Wolontariusze i księża niosą duże garnki (z daleka widać, że pełne i ciężkie, bo każdy z nich niosą dwie osoby). W powietrzu unosi się zapach obiadu, a w kolejce mówi się, że to misjonarski gulasz. Na stole pojawiają się sterty jednorazowych naczyń, skrzynki z owocami i wielkie termosy. Ogonek oczekujących w międzyczasie powiększył się o kilkadziesiąt kolejnych osób. Zegar na kościelnej wieży wybija godzinę 16.00. Wolontariusze zaczynają rozdawać posiłki. Każdy otrzymuje solidną porcję gorącego gulaszu, ziemniaków i surówki. Księża szykowali to wszystko od rana. Do ręki każdego potrzebującego trafia jeszcze kubek z ciepłą herbatą oraz jabłko, bo ma dużo witaminy C. Kolejka się przesuwa, wszyscy pojedynczo podchodzą do stołu. Niektórzy po swój pierwszy (i nierzadko ostatni) dziś posiłek. Ale chwila… Jak to jest? Ileś osób już dostało swoją porcję, a koniec kolejki ani drgnął? A nie, jest w porządku, wszystko OK. Kiedy patrzyłam na pracę wolontariuszy od strony Alei Ossolińskich, przyszły następne osoby i ustawiły się na końcu długiego już na jakieś 300 osób ogonka. Od księży dowiaduję się, że w ogrodzie zgromadzili się ludzie potrzebujący z całej Bydgoszczy. Są tacy, którzy mieszkają na ulicy i przychodzą tu od lat. Wśród nich byli nauczyciele i sportowcy. Są starsi i schorowani, którym emerytura nie pozwala na wszystkie konieczne wydatki, więc chociaż jeść przychodzą do bazyliki. Są tu osoby, które jeszcze miesiąc temu pracowały na umowach śmieciowych i żyły od pierwszego do pierwszego. Kryzys spowodowany pandemią pozbawił ich pracy – nie mają żadnych środków na utrzymanie, a jeść trzeba. Księża przyznają, że kilka osób jest tu dziś pierwszy raz – niestety z dnia na dzień kolejka potrzebujących jest coraz dłuższa...

Monika Siewert

Jeden ciepły posiłek to koszt 5 zł. Wpłacając 25 zł, zapewniasz jednej osobie obiad przez cały tydzień. Ofiarując 100 zł, sprawisz, że ktoś przez cały miesiąc będzie przychodził do bazyliki ze stuprocentową pewnością, że ciepłego posiłku dla niego nie zabraknie. Wystarczy wejść na adres: zrzutka.pl/z/kolejka-w-bazylice

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki