Logo Przewdonik Katolicki

Pełno(s)prawne macierzyństwo

Weronika Frąckiewicz
Mamy nie patrzą na dzieci przez pryzmat ich niepełnosprawności. Wspólny spacer czy wyjście na lody są zawsze tak samo ważne fot. Education Images/Universal Images Group/Getty Images

Rozmowa z Beatą Jakusik o niepełnosprawności znikającej w miłości, systemie, z którym trzeba się mocować, i późnym rodzicielstwie.

Podobnie jak Pani jestem z wykształcenia pedagogiem specjalnym, ale przyznam szczerze, że mimo to miałabym spore obawy przed adopcją dziecka z niepełnosprawnością.
– Prawdę mówiąc, nigdy nie patrzyłam na moje dzieci przez pryzmat ich niepełnosprawności. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, nie zdecydowałabym się na stworzenie domu dla dzieci w pełni sprawnych. Jakoś tak już jest, że mam serce wyjątkowo otwarte na dzieci z niepełnosprawnością. Być może wynika to z faktu, iż wiem, że dzieci z niepełnosprawnościami mają małe szanse, aby ktoś stworzył dla nich dom. Wraz z mężem tworzymy zastępczą zawodową specjalistyczną rodzinę. Teoretycznie, z funkcji urzędu jesteśmy pracownikami i pracujemy. Ale nigdy nie wychodziliśmy z mężem z założenia, że podejmujemy się jakiegoś zatrudnienia na tym polu. Dzieci niepełnosprawne pozostawione w szpitalach zazwyczaj trafiają do domów dziecka, placówek opiekuńczych lub domów pomocy społecznej. W jednym z takich domów pomocy społecznej, gdzie pracowałam, poznałam Anielkę, spojrzałam jej w oczy i po prostu zakochałam się. W mężu decyzja o stworzeniu rodziny zastępczej dłużej kiełkowała, potrzebował sprawę przemyśleć, przedyskutować, podszedł do tematu racjonalnie, nie tak jak ja z emocjami. Ale w końcu zdecydowaliśmy się zabrać ją do domu. Od tamtego momentu nasze życie zupełnie się zmieniło. Po Anielce, której proces adopcyjny jest w toku, wzięliśmy w rodzinę zastępczą Antka i Jasia. W tym czasie nauczyłam się, że nie można być i pedagogiem, i mamą. Ja jestem mamą, a całą terapię dzieci oddałam w ręce obcych, mimo że sama na co dzień pracuję w ośrodku rewalidacyjno-wychowawczym dla dzieci z głęboką wieloraką niepełnosprawnością. Nie chcę, aby moje dzieci identyfikowały mnie z terapeutą. To, że jestem pedagogiem specjalnym, pomaga mi dojrzeć symptomy nieprawidłowości w rozwoju dzieci i mogę np. podzielić się z terapeutą swoimi spostrzeżeniami lub ocenić czy terapia jest prowadzona w dobrym kierunku.

2-banerek-pod-teksty.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 21/2020, na stronie dostępna od 17.06.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki