Logo Przewdonik Katolicki

Nauka samokontroli

Bogna Białecka
Fot.

Uwielbiam widok dzieci z radosnym piskiem goniących się po trawie. Spontaniczne porywy serca, wszechobecne w życiu dzieci, są urocze. Mimo to jednym z naszych zadań jest nauczenie dzieci samokontroli. Czy oznacza to niszczenie spontaniczności? I tak, i nie.

 

 

Samokontrola to inaczej siła woli, samodyscyplina, odmawianie sobie poddania się impulsom. Na pierwszy rzut oka wydaje się czymś przeciwnym do spontaniczności, kreatywności, wolności. Nie chcielibyśmy tego pozbawiać dzieci. A jednak spontaniczność i samokontrola nie są przeciwieństwami, ponieważ samokontrola to zdolność podejmowania wyboru. Oznacza tyle, że zamiast być niewolnikiem impulsów, potrafimy podjąć racjonalną decyzję – czy w konkretniej sytuacji pozwalamy sobie na spontaniczność, czy zdrowiej i rozsądniej jest tego nie robić.

Po co samokontrola

Jak silną masz wolę? Czy łatwo się rozpraszasz? Czy działasz często pod wpływem emocji? Czy nie potrafisz odłożyć przyjemności na później? Czy masz problemy z planowaniem? To wszystko oznaki słabej samokontroli. Generalnie kluczowy dla nauki samokontroli jest okres, gdy dziecko ma od trzech do siedmiu lat. Poniżej opiszę, co możemy zrobić, by pomóc naszym dzieciom w tej nauce. Jednak na początek chcę pokazać, dlaczego warto włożyć w to wysiłek.

Badania naukowe pokazują, że dzieci o słabej samokontroli i nieumiejące planować mają więcej problemów w szkole z powodu agresywnych zachowań, są bardziej narażone na zaburzenia nastroju i depresję. W perspektywie lat impulsywne dzieci mają skłonność do otyłości, są bardziej podatne na uzależnienia (papierosy, alkohol, narkotyki), częściej popadają w konflikt z prawem.

Pamiętajmy też, że dziecko potrzebuje rozwiniętej zdolności kontroli impulsów także w szkole, gdzie spędza dużą część dnia. Dzieci chcą umieć skupić uwagę, śledzić instrukcje nauczyciela, a zatem samokontrola jest ważna w nauce szkolnej. Potwierdzają to również badania naukowe. Na przykład gdy przebadano ponad 300 przedszkolaków pod kątem kontroli impulsów, okazało się, że te opanowane, rozpoczynając naukę szkolną o wiele lepiej radziły sobie od bardziej „spontanicznych” kolegów i z biegiem czasu, jeszcze swe zdolności doskonaliły.

Czego unikać

Z jednej strony musimy pamiętać, że skłonność do impulsywności jest uwarunkowana genetycznie, podobnie jak problemy z koncentracją uwagi. Mimo wszystko uwarunkowania biologiczne to jedno, a wpływ wychowania to drugie. Zwyczajnie – niektóre dzieci łatwiej nauczą się kontroli impulsów, inne trudniej. Piszę to tylko dlatego, że spotkałam rodziców, którzy w poczuciu bezradności przestali stawiać jakiekolwiek wymagania dziecku, żądając za to od innych dostosowania się do kaprysów swojej pociechy. Nie jesteśmy bezradni. Pierwsza rzecz, technicznie najłatwiejsza do zrobienia, to ograniczenie do minimum oglądania telewizji i surfowania po internecie.  Badania naukowe pokazują, że oglądanie telewizji przez dzieci znacznie zaburza ich zdolności koncentracji uwagi, a wręcz przyczynia się do rozwoju ADHD.

Po drugie, powinniśmy zastanowić się nad swoim sposobem reagowania na negatywne emocje dzieci. Być może, gdy dziecko płacze czy złości się, próbujemy mu wmówić, że nie ma prawa do odczuwania tych emocji. Typowe reakcje to: „nie płacz, nie masz powodu do płaczu” czy „nie wolno się złościć”. Problem polega na tym, że to nie pomaga dzieciom nauczyć się radzenia z emocjami, uspokajania się. Zdaję sobie sprawę, że to trudne i wymaga czasu, a często go po prostu nie mamy (godzina siódma rano, za pół godziny musisz przyprowadzić dziecko do przedszkola i jechać do pracy, a tu maluch płacze i robi fochy o to, że gumka do włosów ma zły kolor).

Stosunkowo prosta rzecz, którą możemy zrobić, to nazwanie obserwowanej emocji i zaproponowanie do wyboru dwóch rzeczy, które mogą pomóc w jej przezwyciężeniu: „Widzę, że jesteś smutna i płaczesz, mogę cię przytulić, żeby cię pocieszyć lub możesz wziąć ze sobą do przedszkola pluszaka”. I zanim ktoś zareaguje: „łatwo tak mówić, ale w praktyce się nie da”, proszę sobie uświadomić, że w moim domu na porządku dziennym są sceny typu „syn skarży się: <<błeee, a ona dostała lepszą kanapkę>>” (obie są identyczne) w czasie, gdy siostra bliźniaczka płacze, gdyż sama chciała zapakować swoją kanapkę do torebki, a ja zrobiłam to za nią. Zauważyłam, że dwie minuty poświęcone „emocjonalnemu coachingowi” zapobiegają histeriom ciągnącym się przez całą drogę do przedszkola. Dla pocieszenia dodam, że konsekwentne stosowanie tego podejścia powoduje, że z czasem dziecko samo uczy się uspokajać w trudnych sytuacjach.

Zabawy, które rozwijają

Możemy też proponować dzieciom zabawy, pomagające na przykład w rozwijaniu pamięci krótkotrwałej. Pamięć ta, zwana też operacyjną, to jakby umysłowy notatnik, używany przez nas do zapamiętywania na krótko różnych przydatnych w danym momencie rzeczy. Korzystamy z niej, gdy pytamy kogoś o drogę, i idąc, przypominamy sobie usłyszane przed chwilą wskazówki. Dobrze funkcjonująca pamięć operacyjna potrzebna jest, by śledzić instrukcje nauczyciela w klasie.

Badania pokazały, że pewne gry planszowe i komputerowe pomagają rozwijać tę umiejętność. Pomoc taką stanowi gra „Memory”, którą w różnych wersjach można dostać w każdym sklepie z zabawkami. Przydają się tu też niektóre gry komputerowe. Na przykład gra, w której komputer „wygrywa” coraz dłuższe sekwencje dźwięków, a zadaniem grającego jest je powtórzyć, naciskając w odpowiedniej kolejności migające na ekranie przyciski. Jedno z badań pokazało, że pół godziny takich gier dziennie, powtarzane przez sześć tygodni, znacząco poprawiło pamięć i zdolność do koncentracji dzieci z poważnymi deficytami uwagi. A zatem warto w takie zabawy zainwestować. Bardzo ważne są też gry uczące bezpośrednio przeciwstawiania się impulsom.

Angielska gra w czerwone i zielone światło jest doskonałym przykładem. Gdy prowadzący woła: „Zielone światło”, dzieci mogą ruszać się, biegać. Kiedy zawoła: „czerwone światło” – muszą zastygnąć bez ruchu. Samokontroli uczymy, odwracając reguły. Gdy dzieci nauczą się, że na „zielonym świetle” biegamy, a na „czerwonym” stoimy, wprowadzamy nową zasadę – gdy prowadzący krzyknie: „na odwrót”, zaczynają obowiązywać reguły przeciwne – na zielonym stoimy, na czerwonym biegamy. Wersja zaawansowana jest o tyle ciekawa, że wymusza powstrzymywanie się od reagowania nawykowego, a zatem zmusza dziecko właśnie do hamowania impulsów, czyli samoregulacji. Popularną w Polsce podobną grą jest „Raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy”. Więcej opisów  zabaw w ramce obok.

Samokontrola na co dzień

Ostatnia rzecz, którą warto doskonalić, to zdolność planowania, tworzenia strategii radzenia sobie z zadaniami. Może to dotyczyć naprawdę każdej dziedziny życia. Córka ma wyjąć naczynia ze zmywarki i ułożyć w szafce? Opracujcie strategię, np. „układam naczynia według kształtów, dzięki czemu będą mniej miejsca zajmować w szafce i wszystko się zmieści”. Układa puzzle? Pokaż jej, że warto najpierw odwrócić wszystkie kawałki obrazkiem do góry i ułożyć ramkę, a łatwiej pójdzie dopasowanie całości. Badania pokazują, że prosta instrukcja: „ułóż sobie w głowie plan, co zrobisz, zanim zaczniesz działać” powoduje, że radzimy sobie z zadaniami szybciej i łatwiej.



 

Zabawy wspomagające naukę samokontroli:

 

Dziwny taniec. Prowadzący włącza na zmianę dwa rodzaje muzyki – szybką i wolną. Gdy słychać muzykę szybką, dzieci tańczą szybko, przy wolnej – wolno. Gdy prowadzący wyłącza muzykę – wszyscy zastygają. Po pewnym czasie następuje zmiana reguły – teraz tańczymy wolno przy szybkiej muzyce i szybko przy wolnej!

Kolorowe tańce jest to wariant gry opisanej wyżej. Cała podłoga pokryta jest wielkimi planszami w kilku (maksymalnie czterech) kolorach. Każda z plansz ma swój „taniec na zatrzymanie”. Na przykład – „taniec na zatrzymanie” czerwonej planszy polega na podskoku i klaśnięciu dwa razy w dłonie. „Taniec na zatrzymanie” planszy zielonej – to skłon w przód. Gdy milknie muzyka, dziecko musi spojrzeć pod nogi, by sprawdzić, na jakim kolorze stoi, i wykonać odpowiedni „taniec na zatrzymanie”. Trudne na początku, ale bardzo wciągające.

Dyrygent – dzieci otrzymują instrumenty (dowolne, może być np. grzechotka, trójkąt itp.). Prowadzący jest dyrygentem. Z początku, gdy prowadzący dyryguje wolno, dzieci grają wolno, a szybko, gdy dyrygent szybko macha rękami. Tutaj znów – po pewnym czasie – zmieniamy reguły: dzieci mają grać szybko w odpowiedzi na wolne ruchy dyrygenta i wolno w odpowiedzi na szybkie. Jest to kolejna gra sprzyjająca nauce przeciwstawiania się odruchowym reakcjom.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki