Logo Przewdonik Katolicki

Trampolina do lepszego życia

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Żeby ktoś odbił się od dna, nie wystarczy dać mu miskę zupy. Wiedzą o tym kapucyni, którzy wierzą w każdego, kogo spotkają na ulicy. Biorą bezdomnego za rękę, mówią: ja mam dla ciebie czas i prowadzą do Dzieła.

Żeby ktoś odbił się od dna, nie wystarczy dać mu miskę zupy. Wiedzą o tym kapucyni, którzy wierzą w każdego, kogo spotkają na ulicy. Biorą bezdomnego za rękę, mówią: „ja mam dla ciebie czas” i prowadzą do Dzieła.

 

Jesteś do kitu” i „Nic z ciebie nie będzie” – te dwa zdania taty zapamiętałem najlepiej z mojego dzieciństwa. Jako nastolatek uciekłem z domu. Zacząłem pracę, a wraz z nią zacząłem picie. Czekałem na wypłatę tylko po to, by mieć pieniądze na alkohol. Bałem się… bałem się tego, co mnie czeka, jak przestanę pić. Dodatkowo „życzliwi” koledzy poprosili, bym coś podpisał, potem dowiedziałem się, że kupili na moje konto sprzęt. Wpadłem w tarapaty finansowe. Spłatę długu miałem jednak „gdzieś”, chciałem tylko pić… Wkrótce straciłem pracę i dosięgłem dna. Moim domem stała się ulica.

Historia pana Jarosława nie jest jedyna i nie jest nawet niezwykła, bo „lubi się powtarzać”. Problem bezdomności nie jest, niestety, marginesem.

Kompleksowa pomoc

Mimo wielu istniejących już placówek, w których osoby bezdomne mogą otrzymać pomoc, krakowscy kapucyni otwierają kolejną. Pierwszą w Polsce, która może być prawdziwą trampoliną do lepszego życia. 23 września w liturgiczne wspomnienie patrona Dzieła Pomocy – św. Ojca Pio zostanie przecięta wstęga drugiej części nowoczesnego Centrum wspierania osób bezdomnych i zagrożonych bezdomnością.

– Działalność charytatywna od zawsze była wpisana w kapucyński charyzmat – wyjaśnia o. Henryk Cisowski OFMCap. – Biednym i potrzebującym pomagamy wszędzie tam, gdzie pracują nasi bracia. W Krakowie zaczęło się bardzo naturalnie. Osoby bezdomne przychodziły po prostu na klasztorną furtę. Prosiły o bułkę, gorącą herbatę, czasem o lekarstwo. Pomagaliśmy, jak mogliśmy. Tylko że z czasem doszliśmy do wniosku, że nasza doraźna pomoc wcale im… nie pomaga. Dalej żyli z dnia na dzień, ciągle nie mieli domu i pracy – opowiada.

Wtedy pojawił się pomysł, aby stworzyć dla nich miejsce, w którym otrzymają kompleksową pomoc i przy wsparciu fachowców poradzą sobie z milionem niezałatwionych i poplątanych spraw. Bo bezdomność to problem bardzo złożony.

W 2010 r. przy ul. Loretańskiej w Krakowie kapucyni uruchomili pierwszą część Centrum Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. Działa tu Punkt Konsultacyjny i Poradnia Psychiatryczno-Psychologiczna. Doradca zawodowy, pracownicy socjalni, prawnicy oraz wolontariusze pomagają na przykład w załatwieniu formalności związanych z wynajmem mieszkania, w poszukiwaniu pracy, napisaniu CV, przygotowaniu się do rozmowy z pracodawcą, a także umożliwiają podnoszenie kwalifikacji zawodowych i wykonanie badań koniecznych do podjęcia pracy. Istnieje możliwość nieodpłatnego korzystania z internetu oraz telefonu – w celu znalezienia zatrudnienia. Osoby bezdomne mogą należeć do grup samopomocowych, np. Zielona Mila (o charakterze AA). Do dyspozycji są także psychoterapeuci, psychologowie i psychiatra, kapłani. – Jeśli ktoś decyduje się zmienić swoje życie, jest otoczony wszechstronną opieką – podkreśla o. Henryk Cisowski.

To nie są nasze pomysły

Dokładnie w trzecią rocznicę otwarcia Punktu Konsultacyjnego i Poradni Psychiatryczno-Psychologicznej zacznie działać druga część Centrum Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. Pięciokondygnacyjny obiekt o powierzchni 2800 mkw. przy ul. Smoleńsk w Krakowie będzie uzupełnieniem pomocy świadczonej przy Loretańskiej.

Do dyspozycji osób bezdomnych zostanie oddana łaźnia i pralnia samoobsługowa, jadłodajnia z zapleczem kuchennym i recepcją, ambulatorium, sale komputerowe i szkoleniowe. – Mamy nadzieję, że uda nam się pomagać jeszcze efektywniej, bo zarówno pierwsza, jak i druga część Centrum nie powstały w oderwaniu od rzeczywistości – przekonuje Justyna Borkowska, koordynatorka działu kontaktu z darczyńcami. – Nie przywiązywaliśmy się do swoich planów, koncepcji i pomysłów, ale po prostu słuchaliśmy naszych podopiecznych. To oni nam powiedzieli, że przydałaby im się pralnia, bo lubią swoje ubrania i są do nich bardzo przywiązani. Jednak nie mając ich gdzie wyprać, kiedy już przejdą zapachem ulicy, muszą je wyrzucać.

Podobnie z łaźnią. Trudno dobrze zaprezentować się przed pracodawcą, będąc brudnym i nieświeżym. Pomoc medyczna także jest dostosowana do potrzeb osób bezdomnych. Często zapadają na choroby skórne, będzie więc dermatolog. Lekarze będą też opatrywać rany i świadczyć pierwszą pomoc chirurgiczną. Nie zabraknie również gabinetu stomatologicznego i ginekologicznego.

Warto dodać, że lekarskie dyżury zgodziło się pełnić krakowskie stowarzyszenie Lekarze Nadziei skupiające fachowców, którzy nieodpłatnie pomagają najbardziej potrzebującym.

Darczyńcy „z nieba”

Pracownicy Dzieła nie przypisują sobie żadnych zasług. Często natomiast powtarzają, że to „dzieło wielu rąk”. Oprócz nich, braci kapucynów i podopiecznych, wspólny dom tworzą także darczyńcy i wolontariusze. Tych drugich jest ok. 60 – od najmłodszej licealistki po panie na emeryturze. Pomagają organizować grupy wsparcia dla rodzin czy Dyskusyjny Klub Filmowy dla bezdomnych. Dzielą się czasem i zdolnościami: udzielają korepetycji, podpowiadają, jak najlepiej wypaść na rozmowie o pracę. Wolontariusze mają dyżury stałe, np. raz w tygodniu pomagają w recepcji albo w kuchni dla ubogich lub włączają się w pomoc przy konkretnych akcjach. Choćby podczas wysyłania podziękowań dla darczyńców. To spore przedsięwzięcie, ponieważ jest ich kilkadziesiąt tysięcy. Biorą się „z nieba”, bo organizacja nie prowadzi wielkich kampanii promocyjnych. Wielu wspiera Dzieło regularnie, przekazując co miesiąc choćby niewielkie kwoty. Warto podkreślić, że budowa drugiej części Centrum w całości została sfinansowana z 1 procenta podatku.

Pomoc oferują także firmy i przedsiębiorstwa. Pewien hotel przekazał Dziełu ręczniki, pościel i naczynia. Duża galeria handlowa zakupiła pralnicosuszarkę i zadeklarowała pokrywać miesięczne koszty utrzymania sprzętu. – Dzwoni do nas także wiele osób prywatnych. Oferują odzież, meble. U nas przyda się wszystko – zapewnia Justyna Borkowska. – Ponad rok temu daliśmy naszym podopiecznym klucze do pierwszych mieszkań wspieranych. To miejsca, w których mogą zamieszkać na preferencyjnych warunkach. Będąc pod naszą opieką, na nowo uczą się życia, np. robienia zakupów. Przygotowujemy dla nich „wyprawki”, czyli dajemy kilka mebli, pościel, talerze, żeby nie zaczynali od zera. Kiedy się usamodzielnią i znajdą pracę, wyprowadzają się, a mieszkanie wspierane służy kolejnej rodzinie.

 

Wiara czyni cuda

Dzieło ma na swoim koncie wiele historii z happy endem. Z dwóch powodów. Po pierwsze, nie jest instytucją, która daje palec, a potem całą rękę. Także osoby korzystające z pomocy mają konkretne zobowiązania. Tylko wtedy, kiedy zaczną od siebie wymagać, w ich życiu może nastąpić przełom. Dlatego chodzą na rozmowy z potencjalnym pracodawcą, regularnie odwiedzają psychologa, biorą udział w grupie wsparcia. Po drugie, kapucyński system opiera się na równości, zaufaniu i przyjaźni. Tu nie ma „placówki”, ale jest „dom”. Nie ma pierwszego lepszego „bezdomnego”, ale jest pani Ania, pan Zbyszek, pan Leon. I to przynosi konkretne owoce.

Z wizytami do Dzieła regularnie wpada pan po sześćdziesiątce. Dziś mieszka w Domu Pomocy Społecznej, zawsze jest świeży i zadbany, w okularach, koszuli i wyprasowanych spodniach. Zupełnie inaczej niż rok temu, kiedy wyglądał dokładnie tak, jak myślimy, gdy słyszymy słowo „bezdomny”. Spał w pustostanach i na parkowych ławeczkach. Przychodził do kuchni dla ubogich. Tam spotkał panią dyrektor Dzieła, która przekonywała go, by zmienił swoje życie. Bardzo w niego uwierzyła. I ta ogromna wiara obudziła w nim niesamowite pokłady. – Przecież żeby komuś pomóc, nie trzeba skomplikowanych programów i wielkiej biurokracji. Potrzebna jest tylko postawa „ja mam dla ciebie czas” i wiara – puentuje Justyna Borkowska.

I to właśnie ta wiara sprawia cuda. Tylko dzięki niej także historia pana Jarosława z początku artykułu ma swój ciąg dalszy.

Spotkałem młodego chłopaka, który poradził mi, bym przyjechał do Krakowa. Nie miałem nic do stracenia. Wsiadłem w pociąg. Tak rozpoczęła się moja powolna droga do trzeźwości. Dziś od 5 lat nie piję. Reset myślenia. Zmieniłem środowisko, zacząłem o siebie dbać, zamieszkałem w schronisku dla bezdomnych mężczyzn, należę do wspólnoty – to daje mi siłę. Nieco filozoficznie mogę powiedzieć, że Dzieło pomaga mi w prostowaniu ścieżek mojego życia. Tu spotykam ludzi, którzy z oddaniem potrafią służyć innym, to mnie motywuje do tego, bym dawał coś od siebie. Myślę: „Jarek potrafisz! Tu w ciebie wierzą!” i idę do przodu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki