Odzyskać utracone

Niejeden raz pisałam w „Przewodniku Katolickim” o dziełach sztuki utraconych, czyli zrabowanych przez nazistów i komunistów w ciągu wojennej i powojennej zawieruchy. Co jakiś czas mogliśmy się cieszyć, że odnalazło się płótno znane już tylko z przedwojennych zdjęć i muzealnych dokumentacji.
Czyta się kilka minut
Dzieła sztuki same nie upomną się o zwrot do swoich prawowitych właścicieli
Dzieła sztuki same nie upomną się o zwrot do swoich prawowitych właścicieli

Znajdowało się najczęściej na jakiejś niszowej aukcji gdzieś w świecie, często jednak na aukcjach prowadzonych przez znane i uznane domy aukcyjne. Już w dzieciństwie fascynowała mnie praca bohatera ulubionych powieści młodzieżowych. Pan Samochodzik korzystając ze swej ogromnej erudycji, odnajdywał prawdziwe skarby. Dzisiaj zapewne korzystałby z rewolucyjnej aplikacji na smartfona o nazwie ArtSherlock (dostępna dla każdego za darmo). Kilkanaście dni temu zaprezentowano ją światu. Jej działanie jest bardzo proste: robisz zdjęcie dziełu sztuki, a aplikacja od razu daje znać, czy to dzieło utracone w wyniku działań wojennych i poszukiwane przez cały sztab Panów Samochodzików. Trochę trywializuję, z góry przepraszam specjalistów, którzy z poczuciem misji od lat prowadzą detektywistyczną pracę, ale felieton ma swoje prawa. Aplikacja rozpozna 63 tysiące pozycji – tyle, ile znajduje się w ogólnopolskiej bazie danych strat wojennych. A wśród nich dzieła Rubensa, Rafaela, Durera, braci Gierymskich, Matejki, Wyspiańskiego i tysiące mniej znanych artystów, a także przedmiotów sztuki użytkowej. Wywożono bowiem na potęgę. Wprawdzie Panu Samochodzikowi zdarzyło się odnaleźć także i takie dzieła zrabowane, ale tak naprawdę oficjalnie i w sposób zorganizowany zajęto się tym w naszym kraju dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. Pełna lista dzieł sztuki utraconych w czasie II wojny światowej powstała w 1992 r. Od tego czasu kilka razy w roku otrzymujemy informacje o kolejnym odnalezionym obrazie czy rzeźbie. Jak tych odnalezionych przypadkiem przez policję kilka lat temu, należących do syna osobistego marszanda Hitlera, Corneliusa Gurlitta. Były ukryte, a prywatna kolekcja liczyła ponad tysiąc dzieł. Nikt o niej nic nie wiedział aż do 2012 roku. Natomiast pojedyncze obrazy albo zalegają w magazynach muzeów, albo wiszą na ścianach kolekcjonerów, którzy nawet nie znają ich pochodzenia. Dziwić się można profesjonalistom, którzy dopuszczają na aukcje dzieła o niepewnym pochodzeniu. Na przykład wiedeński dom aukcyjny Im Kinsky oferował w maju tego roku osiemnastowieczne popiersie bogini Diany autorstwa Houdona należące przed wojną do kolekcji Łazienek Królewskich. Rzeźba wróci do Warszawy.
 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2016