Wpolskiej mentalności, tak przynajmniej sądzę po tym, co czytam we wszelkiego rodzaju komentarzach w mediach społecznościowych, nie bardzo jest miejsce na przyjęcie pouczenia. Owszem, we wspomnianych postach wypowiada się grupa społeczna o specyficznej mentalności, ale przejawy takiego podejścia widuję też w realu – „wiemlepieizm” trzyma się mocno. Pod tą postawą dostrzegam jednak najczęściej nie tyle pychę, co głęboki lęk przed odsłonięciem prawdy o tym, że nie zawsze już za pierwszym razem jesteśmy rewelacyjni w tym, co robimy; wbite w podświadomość przekonanie, że albo jesteśmy doskonali, albo nie mamy prawa do wolności i życia.
Nieszczęśliwe sformułowanie
Drugi uczynek miłosierny co do duszy jest, według mnie, dość nieszczęśliwie określony – pouczanie kojarzy się nam z przekonanym o swojej wszechwiedzy osobnikiem przemawiającym raczej z wysokości swego ego niż wiedzy. Tymczasem chodzi tu o uczenie się i tych, którym brakuje konkretnych umiejętności. Czy jednak w naszej wspólnocie wiary są tacy, którzy ich nie mają?
Dźwięczy mi jeszcze w uszach rozmowa ze znajomą klaryską, która dzieliła się tym, że widzi w Kościele brak katechezy i mistagogii. Podobną uwagę zawarł w książce 33 listy z Atlasu o. Michał Zioło, trapista, a więc też człowiek żyjący za klauzurą: „Mówimy o Orygenesie ludziom, którzy nie potrafią wykonać znaku krzyża”. Od siebie dodam: albo którzy często nie do końca rozumieją, dlaczego tak, a nie inaczej go wykonują i co on oznacza. To niestety często jest połączone z podejściem: „Chodziłam/em na katechezę/byłem ministrantem, więc o teologii i Kościele wiem wszystko”, które zresztą bywa formą obrony przed wejściem głębiej w przestrzeń wiary w życiu, bo to mogłoby wymagać dużych zmian w codziennym postępowaniu.
Nie chodzi więc o pouczanie, ale uczenie istotnych rzeczy, nawet podstawowych, i tu trzeba sobie odpowiedzieć na dwa istotne pytania: kto może uczyć i jak przyjmować pouczenie?
Kto i jak
Przywołany na początku ks. Chris mówi, że przywilej głoszenia i nauczania ma każdy chrześcijanin, bo każdy z nas otrzymał Ducha Świętego oraz każdy może się douczać, czytać i przede wszystkim modlić. Pamięć o tym jest istotna szczególnie w tych chwilach, kiedy jesteśmy proszeni o wskazówki i wyjaśnienia. To ten moment, kiedy mamy stać się nauczycielami wiary, a jeśli brak nam odpowiedniego przygotowania, by odpowiedzieć (oraz mamy wystarczającą pokorę, by to przyznać), to moment wskazania kogoś, kto taką wiedzę powinien mieć (patrzę na was, księża i teologowie!).
Pierwszymi nauczycielami tego, co chrześcijańskie, mają być rodzice. Wielu katechetów mówi, że obecnie często zdarza się, że dzieci przychodzące na przygotowanie do Pierwszej Komunii nie potrafią wykonać znaku krzyża, nie mówiąc o znajomości podstawowych modlitw. Mówiąc inaczej, ci rodzice zawiedli, jeśli chodzi o omawiany uczynek miłosierdzia, chociaż w ich przypadku to raczej jest obowiązek, do którego się zobowiązali podczas chrztu dziecka.
„Zawodowymi” nauczycielami są kapłani, katecheci i teologowie. Oni mają prawo „zasiadać na katedrze” i z niej pouczać, bo taką rolę odgrywają w Kościele. Gorszenie się z powodu tego, że ktoś z tej grupy uczy o wierze, przypomina oburzanie się, że lekarz opowiada o profilaktyce chorób lub policjant poucza o zasadach ruchu drogowego.
A jak uczyć? Przede wszystkim odpowiadając na pytania chcących wiedzieć. Nie wmuszać na siłę wiedzy, jeśli jednak widzimy otwartość, a nawet tylko ironiczną prowokację, warto skorzystać z okazji. Jeśli nie pytający, to może ktoś ze słuchających/czytających rozmowę skorzysta. Są jednak i takie pytania i sytuacje, kiedy jedyną odpowiedzią jest milczenie, czego przykładem jest zachowanie Jezusa odpytywanego przez Heroda. Jeśli nasza odpowiedź niczego nie zmieni lub wręcz stanie się powodem do szydzenia z chrześcijaństwa, zachowajmy naszą wiedzę dla nas. Nie każdy nieumiejętny jest taki z powodu braku kogoś, kto by go uczył; niektórzy po prostu nie mają potrzeby nabywania umiejętności związanych z wiarą. Trzeba to uszanować, po cichu dorzucając ich do listy osób, za które się modlimy.
Wątpiący i rada
Trzeci uczynek połączyłam z drugim, ponieważ jest to podobny sposób działania. Mogą się więc wydawać prawie identyczne, ale tu nie chodzi o pomoc komuś, kto nie umie, a komuś, kto traci motywację. Święty Jakub tak go charakteryzuje: „Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam” (Jk 1, 6). Opis wydaje się ostry, ale adekwatnie ujmuje problem: człowiek żywiący wątpliwości jest kimś, kto stracił cel i nie jest pewien, czy zmierza we właściwym kierunku. Dlatego tak istotne jest, żeby ktoś, kto mocno trzyma się kursu (że tak zostanę przy metaforze marynistycznej), pomógł mu ten cel odnaleźć lub przetrwać na wyznaczonej trasie mimo trudności.
Kiedy zajrzymy do Biblii, czasowniki „radzić” oraz „radzić się” najczęściej odnoszą się do sytuacji, w których wierni pytają Boga, jak mają postąpić. W księgach prorockich Bóg wręcz wyrzuca Izraelitom, że chodzą po radę do bożków, zamiast zapytać Jego. W tych fragmentach mowa również o znaczeniu jakości rady, zresztą podobnie jak w opisie uczynku miłosierdzia. O tym, że nie zawsze jest ona dobra, nawet jeśli pochodzi od kogoś, kogo uważamy lub on sam się uważa za naszego przyjaciela, można się przekonać, czytając chociażby Księgę Hioba. Przekładając to wszystko na język Nowego Testamentu: każdy wybierzmowany od Ducha Świętego otrzymał dar rady. Z tym że aby nim posługiwać, trzeba słuchać tego, co On mówi i jak prowadzi.
Co ważne, przy służeniu tym uczynkiem miłosierdzia nie ma znaczenia wykształcenie czy wiek. Świetnie wiedział to św. Benedykt, bo zapisał, że na kapitule należy wysłuchać wszystkich, gdyż: „Pan często komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze” (Reguła św. Benedykta 3, 3). Kluczowe tu jest słuchanie nie tylko wewnętrznych poruszeń Ducha, ale i osoby, która do nas przychodzi ze swoimi wątpliwościami. Czasem już to, że może je bezpiecznie z siebie wyrzucić, jest dużą pomocą. Nie bójmy się jednak także dociekać. Sokratejska metoda poszukiwania prawdy, właśnie przez pytania pozwalające wydobyć z pytanego to, co w sobie nosi, sprawdza się od ponad dwóch tysięcy lat, więc szkoda z niej rezygnować.
Znaki nadziei
Jeśli komuś udzielam pouczeń, to w tym zachowaniu jest zakodowane przeświadczenie, że „uczeń” jest zdolny do ich przyjęcia i wcielenia w życie. Mam nadzieję na to, że chce wzrastać w swojej relacji z Bogiem i że jest do tego zdolny. Jednocześnie przekazuję mu nadzieję, że może się rozwijać i odkrywać Boga, Kościół i siebie wciąż na nowo.
Trzeci uczynek miłosierdzia co do duszy z definicji jest wyrazem nadziei. Victor Frankl w książce Człowiek w poszukiwaniu sensu opowiada o wieczorze, kiedy poproszono go, by jako terapeuta i uczony wygłosił współwięźniom wykład. Zgodził się i opowiedział im, jak w piekle obozu nie zwątpić w to, że przeżycie jest możliwe. Te kilkadziesiąt minut zmieniło emocjonalny klimat w baraku, większości uwięzionych dając siłę do dalszej walki o siebie. Wskazał im kierunek i dał narzędzia. My też możemy to robić.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













