Internet poszerza naszą wiedzę. Niestety także o tym, jak wielu ludzi wypowiada się arbitralnie o rzeczach, o których nie ma pojęcia. I o tym, jak daleko można się posunąć w braku empatii, w agresji, w bezduszności. Mimo wszystko rzadko kiedy mam ochotę opowiadać o swoim wstydzie po zajrzeniu do social mediów, ale tak jest w tym przypadku.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i jego ludzie w bezprecedensowym widowisku wciągnęli w pyskówkę ukraińskiego prezydenta. Miało się skończyć podpisaniem umowy oddającej USA połowę dochodów z wydobycia tzw. metali ziem rzadkich. Przedstawiano to jako receptę na ochronę Ukrainy przez Trumpa po ewentualnym przerwaniu wojny z Rosją. Awantura zakończyła się wyjazdem Wołodymyra Zełenskiego z niczym.
Z uwagą słucham różnych interpretacji. Także autorstwa tych, którzy, jak były ambasador w Waszyngtonie Marek Magierowski czy jak Jan Rokita, uważają, że Zełenski popełnił błąd, zachował się niedyplomatycznie, dał się sprowokować, a przecież jechał załatwić coś dla swojej skrwawionej ojczyzny. Skądinąd w tej wersji Trump wychodzi na autokratę, którego broń Boże nie można urazić. Ja mam inne podejrzenie. Amerykański prezydent jest zakochany w sobie, ale w tym przypadku zorganizował ustawkę. Wiedział, że Rosja nie przerwie działań wojennych, że będzie stawiała zaporowe warunki, co dowiedzie bezsilności Trumpowej dyplomacji. Więc trzeba było zwalić niepowodzenie na Ukrainę. Po to zafundowano nam przedziwnie widowisko – dyskusji z gościem na oczach dziennikarzy.
Można o tym dyskutować, szukać odpowiedzi. Ja jednak czytam wpisy zdumiewające, pełne antyukraińskiego jadu. Dowiadujemy się, że Zełenski zasłużył, bo kumał się z Niemcami i był niewdzięczny wobec Polski. Oczywiście Trump kierował się własną wizją amerykańskiego interesu – pytanie czy słuszną – a na pewno nie polskimi pretensjami. Ale co to szkodzi zademonstrować małostkową mściwość?
Ukraińców poucza się, że powinni stanąć na baczność, okazać posłuszeństwo Trumpowi. Piszą to polscy konserwatyści. W każdym międzynarodowym sporze dotykającym Polaków ci sami ludzie nauczali, że liczy się racja i duma, że trzeba się podnosić nieustannie z kolan. My do tego mamy prawo. Ukraina – nie. Wielu komentatorów, także polityków prawicy, zainwestowało tyle w Trumpa, że nie widzą innej drogi, jak jego okadzanie. Mogliby przynajmniej milczeć, ale nie. Ja poczucie wdzięczności, choćby za wypowiedzenie przez Trumpa wojny globalnej politycznej poprawności, nawet rozumiem. Ale czy trzeba się wykazywać aż taką bezwzględnością?
Czytam spiskowe teorie. Naturalnie Zełenskiego podburzyli według domorosłych twitterowych strategów Niemcy albo międzynarodowa lewica. To dlatego spróbował, lepiej czy gorzej, ale bronić racji swojego narodu. Tyle że przy okazji ci samozwańczy wychowawcy naszego sąsiada i jego prezydenta przypominają karpie podrygujące z radości na myśl o zbliżającej się Wigilii.
Perspektywa zbliżania się Rosji do polskiej granicy – w różnych formach, ale jednak – może cieszyć tylko głupców. Oczywiście oni wierzą, że są w innej sytuacji, że wreszcie to ktoś inny jest bardziej zagrożony od Polaków. A mnie się nasuwają skojarzenia z brutalnością, z jaką w latach 1943–1945 Anglosasi traktowali nasz naród i jego polityków, bo zawadzaliśmy w układaniu relacji z Rosją Stalina.
Możemy się kontentować wrażeniem: przecież nas Trump traktuje dobrze, a na dokładkę chronią nas rozmaite przynależności z NATO na czele. To dziś, ale co stanie się jutro albo pojutrze, gdy ład międzynarodowy zostanie ostatecznie rozregulowany? Przecież ta awantura to krok w takim kierunku.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













