Tak źle nie było

W Skarżysku-Kamiennej przerwano kurację dla ludzi ze stwardnieniem rozsianym, bo szpitala nie stać na lekarstwa, w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie trzeba mieć własny papier toaletowy.
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Książek
Fot. Magdalena Książek

W zeszłym roku, na początku lata, trafiłem do szpitala – jednego z najlepszych w Warszawie. Zwykle nie opisuję swoich zdrowotnych problemów, tyle że nakładały się one na politykę. Zasadnicza diagnoza była groźna: zator płucny. Zdaje się, że lekarze to powstrzymali. Niedługo minie rok… Ale przy okazji ci świetni medycy zauważyli coś na moim jelicie. I zaordynowali mi kolonoskopię – badanie, na które zwykle w państwowej służbie zdrowia czeka się miesiącami. Żeby to przeprowadzić, po kilku tygodniach zostałem ponownie przyjęty. Ostatecznie okazało się, że nic groźnego.

Teraz się nad tamtym ciągiem zdarzeń zastanawiam. Czy gdyby to wszystko rozegrało się nie w ubiegłym, a w tym roku, ta kolonoskopia byłaby możliwa? Wszak przywrócono pod koniec zeszłego roku limity na badania diagnostyczne. Wbrew protestom lekarzy, którzy bezskutecznie tłumaczą, że mniej poważnych chorób wykrytych na wczesnym etapie oznacza ich nasilenie na etapach późniejszych. Są to więc oszczędności pozorne. Wiele razy pisałem, że w przypadku największej zapaści budżetowej wydatki na zdrowie powinny być chronione najbardziej, cięte w ostatniej kolejności.

Na dokładkę przygnębiające wrażenie robi styl, w jakim ta niewątpliwa porażka jest maskowana i broniona przez koalicję rządową. Oto poseł PiS Łukasz Kmita dostał podczas jakiejś telewizyjnej audycji notatki posłanki KO Karoliny Pawliczak. A w nich można wyczytać zalecenia, jak mówić o braku 18 miliardów w budżecie NFZ. Na pytanie o cięcia w wydatkach na badania diagnostyczne trzeba po pierwsze odpowiadać, że nic się nie zmieniło. Po drugie zaś, że to element jakiegoś szerszego planu, „porządkowania systemu”. To nonsens, a jednak to powinni mówić parlamentarzyści partii Donalda Tuska. Po ogłoszeniu przez posła Kmitę treści tych zapisków posłanka Pawliczak wzięła to na siebie: to tylko jej notatki, ona sama sobie zalecała takie reakcje. Jest rzeczą oczywistą, że nie wyprodukowała tego samodzielnie. To część tzw. przekazów dnia, czyli instrukcji narzucanych posłom przez kierownictwo partii. Żeby się o tym przekonać, wystarczy zerknąć na dowolną dyskusję polityczną w mediach. Parlamentarzyści KO powtarzają tę formułkę.

Największą moją grozę budzi fakt, że dokładnie takim językiem mówi o zapaści budżetu zdrowia sama minister Jolanta Sobierańska-Grenda. Prawda, nie jest ona lekarzem, a menadżerem. A jednak ciąży na niej konstytucyjny obowiązek troski o zdrowie Polaków. Czy opowieści, że pokoje przy izbach przyjęć są równie wygodnym miejscem, w którym Polki mogą rodzić, jak oddziały położnicze, to realizacja tego obowiązku? A opowieści, że badań było za dużo? Źli lekarze do spółki ze złymi pacjentami uparli się, aby trwonić pieniądze na zabawę w kolonoskopię czy tomografię komputerową? Jest oczywiście jeszcze stary refren o winie PiS-u, który systemu nie uzdrowił. Prawda, nie uzdrowił, ale tak źle nie było, a teraz jest. Pani minister bez mrugnięcia okiem pokrywa narażanie pacjentów na utratę życia lub zdrowia gładką, biurokratyczną gadką.

I potem słyszymy, a to, że w Skarżysku-Kamiennej przerwano kurację dla ludzi ze stwardnieniem rozsianym, bo szpitala nie stać na lekarstwa, a to że w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie trzeba mieć własny papier toaletowy… To powinno zmieść obecną władzę, ale ginie pośród czysto  politycznych awantur. A PiS zagrożony rozłamem, zajmuje się sobą. Pani minister, podejrzewana o to, że na końcu będzie zabiegała o prywatyzację bankrutujących szpitali, może bezkarnie pleść co bądź. To jest taki moment, kiedy określona polityka niesie naprawdę bardzo konkretne niebezpieczeństwo.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2026