Logo Przewdonik Katolicki

Odbudujmy wspólnie Irak

Bernadetta Jarocińska
Chłopiec wypasający owce. Alqosh, Irak fot. Bernadetta Jarocińska

Mamy nadzieję, że wizyta papieża zapali światło nadziei. Nie tylko dla chrześcijan, ale też dla innych mieszkańców Iraku. Tak że będą mogli zobaczyć wartość w odbudowywaniu społeczeństwa obywatelskiego, w którym ludzie szanują siebie nawzajem.

Irak naznaczony jest różnorodnością religijną, kulturową i etniczną, która stała się źródłem podziału społeczeństwa i konfliktów zbrojnych. Bogactwo historyczne starożytnej Mezopotamii zostało przysłonięte krzywdą i prześladowaniem jego mieszkańców. Historia wojen jest przytłaczająco długa. Na tyle długa, że w wyobraźni wielu osób Irak maluje się jako czarna plama na mapie świata. Inwazja tzw. Państwa Islamskiego w 2014 r. skupiła po raz kolejny oczy całego świata na tej ziemi i na cierpieniu ludzi.
Dziś Irak znowu przyciąga uwagę świata. Tym razem ze względu na planowaną na początek marca pielgrzymkę papieża Franciszka, który chce odwiedzić wspólnotę chrześcijan tam żyjących. Chce odwiedzić ziemię, z której Abraham rozpoczął swoją pielgrzymkę, stając się ojcem w wierze dla trzech religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu.

Alqosh
Szukając wytchnienia od zgiełku i tłoku irackich miast, odwiedzałam Alqosh – asyryjskie miasto biblijne proroka Nahuma, autora jednej z ksiąg Starego Testamentu, którego grób znajduje się tam w starej synagodze. To małe miasteczko położone na Równinie Niniwy u podnóża gór skrywa w sobie bezcenny skarb przeszłości – monastyr św. Hormizda. Prowadzi do niego długa i kręta droga, a po dotarciu na górę słychać już tylko wiatr i śpiew ptaków. Monastyr jest opuszczony, ale wciąż w tej głębokiej ciszy poprzez wydrążone w skałach setki cel mówi historia. Od VII w. mieszkali tu mnisi – eremici. Wbudowany w skały monastyr swoją fasadę ma zwróconą w kierunku Równiny Niniwy. Od Mosulu dzieli go jedynie 45 kilometrów.
Równina przywołuje na myśl historię proroka Jonasza, który nawoływał do nawrócenia mieszkańców Niniwy – miasta potężnego, do przejścia na trzy dni drogi, jak czytamy w Starym Testamencie, które było jedną ze stolic Asyrii, starożytnego państwa semickiego w północnej Mezopotamii. Chociaż miasto Niniwa współcześnie już nie istnieje, a biblijne historie mogą wydawać się bardzo odległe, to wciąż Równina Niniwy jest domem i ojczystą ziemią dla dziesiątek tysięcy chrześcijan w Iraku. Ta sama Równina stała się przez wieki schronieniem dla innych mniejszości religijnych i etnicznych w tym kraju. Stała się również znakiem ich prześladowania i drastycznego spadku liczebności członków tych grup.

1.jpg

Wejście do monastyru św. Hormizda na górze w Alqosh

Monastyr św. Hormizda
Monastyr św. Hormizda stanowił przez wieki jeden z najważniejszych ośrodków Kościoła wschodniego, będąc jego patriarchalną stolicą. Założony w VII w. przez przybyłego z Persji eremitę Rabbana Hormizda, którego osoba, życie i świadectwo, jakie po sobie zostawił, przez kolejne wieki przyciągały setki mnichów. Prowadzili oni życie pustelnicze w górach, a niektórzy z nich wędrowali, głosząc Ewangelię nawet do dalekich zakątków Azji. W tym miejscu swój początek miało powstanie Kościoła chaldejskiego, który obecnie jest największym Kościołem w Iraku pod względem liczebności wyznawców.
Monastyr Hormizda został opuszczony, gdy pod koniec XIX w. wybudowano nowy klasztor poniżej gór, w miejscowości Alqosh. To położenie miało zapewnić bezpieczeństwo mieszkającym tam zakonnikom. Pomimo że monastyr na górze został opuszczony, to w szczególnie ważne święta w kościele wciąż celebruje się Msze św. Tak jak we wspomnienie św. Hormizda, które przypada na trzeci poniedziałek po Wielkanocy według kalendarza Kościoła chaldejskiego. Jest to jedna z uroczystości, na którą pielgrzymują do Alqosh setki chrześcijan z całej Równiny Niniwy.

Różnorodność Niniwy
Chrześcijaństwo w Iraku nie jest monolitem, składa się ono z wielu denominacji. Współistnieje tutaj ze sobą kilka Kościołów wschodnich, z którego najwięcej, bo około 70 proc. chrześcijan, gromadzi Kościół chaldejski. Obok siebie żyją chrześcijanie Asyryjskiego Kościoła Wschodu, Syryjskiego Kościoła Katolickiego, Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego, Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, Kościoła greckokatolickiego, Kościołów protestanckich oraz Kościoła rzymskokatolickiego. Chrześcijanie są mniejszością religijną, stanowią obecnie mniej niż 1 proc. społeczeństwa Iraku, czyli niecałe 400 tys.
Na Równinie Niniwy współistnieją ze sobą trzy religie: chrześcijaństwo, jazydyzm i islam. To tutaj znajdują się dziesiątki chrześcijańskich miast i wiosek, w sąsiedztwie miejscowości zamieszkałych przez Jazydów oraz muzułmanów – Kurdów i Arabów. Około 80 proc. ludności Iraku to Arabowie wyznający islam (dwie trzecie z nich to szyici, jedna trzecia – sunnici). Jednocześnie Irak jest ojczyzną dla takich mniejszości religijnych i etnicznych jak Kurdowie (około 15 proc. ludności), Jazydzi (około 2 proc. ludności), czy stanowiących mniej niż 1 proc. ludności, wspomnianych już chrześcijan, Turkmenów, Persów, Ormian i Żydów. Wyznawcy każdej z mniejszości religijnej czy etnicznej, jak również muzułmanie, w dalekiej przeszłości, jak i na przestrzeni ostatnich lat doświadczyli prześladowania i ludobójstwa.
Ostatnim krwawym konfliktem była inwazja tzw. Państwa Islamskiego w 2014 r. Jego bojownicy, ekstremiści religijni, prześladowali i zabijali wszystkich, którzy nie popierali ich działalności – bez względu na wyznawaną religię. Tzw. Państwo Islamskie zajęło również miejscowości chrześcijańskie na Równinie Niniwy. Ich mieszkańcy, zmuszeni do ucieczki, znaleźli schronienie w irackim Kurdystanie. Większość przesiedlonych chrześcijan wróciła do swoich domów na przełomie 2017 i 2018  roku. Ale też wiele tysięcy z nich znalazło schronienie za granicami Iraku. Emigracji nie zatrzymało pokonanie islamistów. Ze względu na niestabilną sytuacje w kraju i minione wydarzenia wielu chrześcijan wciąż myśli o ucieczce. Ale są też tacy, którzy nie wyobrażają sobie zostawić ziemi swoich przodków.
Przywiązanie do swojej ojczyzny nie jest już tak silne wśród młodszego pokolenia chrześcijan w Iraku. Wielu z nich wybiera emigrację i poczucie bezpieczeństwa ponad kontynuowanie tradycji rodzinnych. Rzeczywistość naznaczona podziałem i niezgodą skłania ludzi do nieufności wobec siebie nawzajem, do myślenia i interpretowania wydarzeń czy decyzji politycznych z punktu widzenia swojej mniejszości. Brak zaufania do rządu Iraku popchnął chrześcijan po ataku tzw. Państwa Islamskiego do stworzenia własnej zbrojnej obrony wokół miejscowości chrześcijańskich na Równinie Niniwy.

6.jpg

Modlitwa chrześcijan, droga krzyżowa w kościele w Qaraqosh

Język aramejski 
Nie tylko ziemia przodków stanowi o tożsamości chrześcijan w Iraku. To również ich język ojczysty, aramejski (ang. Syriac language), dialekt języka, którym mówił Jezus. Chrześcijanie posługują się tym językiem między sobą, obok arabskiego, który jest językiem urzędowym w Iraku.
W monastyrze św. Hormizda spotkałam ojca Samera Soreshow Yohannę – opata Chaldejskiego Zakonu Ojców Antonianów św. Hormizda. Jako główny przełożony tutejszego zgromadzenia jest również wykładowcą języka aramejskiego na uniwersytecie Salahaddin w Irbilu w irackim Kurdystanie. Jego zamiłowanie do edukacji przekłada się na próbę wzbudzenia na nowo, szczególnie w ludziach młodych, przywiązania do ziemi ich przodków. Przez naukę aramejskiego, nazywanego często po prostu językiem chrześcijan, chce wzmocnić ich tożsamość.
– Aramejskiego nauczyliśmy się, gdy byliśmy dziećmi, i próbujemy go zachować, gdyż jest ważną częścią naszej tożsamości. Obecnie poza domem rodzinnym można się go również uczyć w kościołach. Próbujemy jednak zrobić krok naprzód i przenieść jego naukę na poziom szkolny, na uniwersytety. Chrześcijanie mogą studiować swój własny język na państwowej uczelni. W 2020 r. kierunek Syriac Language na uniwersytecie Salahaddin został ukończony przez kilkudziesięciu studentów. Absolwenci mogą teraz uczyć aramejskiego w szkołach – opowiada ojciec Samer Soreshow Yohanna.
Dbałość o zachowanie języka chrześcijan w użyciu jest wpisana w historię zakonu ojca Samera. Od początku istnienia monastyru św. Hormizda mnisi zajmowali się pisaniem, kopiowaniem cennych dla chrześcijaństwa manuskryptów. – Utrzymaliśmy tradycję, w której mnisi interpretują i przekazują dla pozostałych braci i dla kościoła cenne manuskrypty. Nie tylko się nimi opiekujemy, ale również je studiujemy, pisząc o nich różne prace naukowe – mówi ojciec Samer.
Z myślą o ochronie bezcennych manuskryptów należących do światowego dziedzictwa kultury oraz będących świadectwem chrześcijańskiej historii Bliskiego Wschodu ojciec Samer stworzył projekt Scryptorium Syriacum Kościoła chaldejskiego. Ma on na celu wybudowanie skryptorium w Irbilu, stolicy irackiego Kurdystanu, i stworzenie bezpiecznego miejsca na przechowywanie oraz opracowywanie manuskryptów. – Scryptorium Syriacum pozwoli nam podzielić się tym skarbem z ludzkością – dodaje ojciec Samer.

10.jpg

Zapalone świece w geście modlitwy i prośby o wstawiennictwo św. Hormizda, Alqosh

O wolności
Wiele razy słyszałam od chrześcijan żyjących w Iraku, że wolność to dla nich możliwość emigracji, która obecnie jest bardzo utrudniona, a dla przeciętnego Irakijczyka wręcz niemożliwa. Słyszałam również, że wolność to brak strachu o przyszłość swoją i swoich dzieci; że to możliwość wybudowania domu bez obawy, że za rok, a może za dwa, bojownicy tzw. Państwa Islamskiego go splądrują, spalą bądź zbombardują. Najbardziej w pamięci zapadł mi ten opis: wolność to życie, w którym widok wojska na ulicach miasta, gdy w niedzielę spaceruje się z rodziną na lody, będzie budził zdziwienie i sprzeciw, a nie obojętność i poczucie normalności. Tutaj nierozerwalnie pragnienie wolności łączy się z pragnieniem pokoju.
Jak wolność w kontekście chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie postrzega ojciec Samer? Jego determinacja może zadziwiać. Z pasją opowiada o budowaniu wspólnej przyszłości pomimo różnic religijnych czy etnicznych. – Wolność może być gwarantowana dla różnych religii, ale nie tylko o taką wolność nam chodzi. Jeśli mamy dobrze wyedukowanych ludzi, którzy mogą polegać nie tylko na swoich przywódcach religijnych i na religijnych prawach i nakazach, ale przestrzegać praw człowieka, zważać na ludzką godność, to z takimi ludźmi możemy budować społeczeństwo, w którym nie bierze się pod uwagę politycznych, religijnych czy rasowych przynależności, ale to, że jest się obywatelami jednego państwa – mówi.
– Obecnie żyjemy w pozornym pokoju. Nie jest on stabilny, nie taki, w którym chcielibyśmy żyć. Zagrożenia są obecne i jako chrześcijanie staramy się przezwyciężyć te przeciwności przez budowanie społeczeństwa, które szanuje drugiego człowieka i chce budować jego dobrobyt. A to może zostać osiągnięte tylko przez edukację ludzi: że człowiek zasługuje na szacunek i pokój, bo jest człowiekiem, bez względu na wyznawaną przez niego religię, pochodzenie rasowe czy etniczne. Patrząc w tym kierunku, możemy zagwarantować przyszłość chrześcijan w Iraku, inaczej nie będzie jej dla nas. Dlatego jesteśmy tutaj, edukujemy ludzi, pracując razem z nimi, starając się dać im przykład bycia człowiekiem dobrym, zdolnym do miłości i przebaczenia – mówi ojciec Samer Soreshow Yohanna.
Miłosierdzia na tych ziemiach muszą uczyć się wszyscy. Lata wojny, prześladowań i niesprawiedliwości odcisnęły w ludziach ogromne i bolesne piętno. Edukacja może zmienić bardzo dużo, jednak słysząc głosy młodego pokolenia chrześcijan w Iraku, często przebija się w nich poczucie zagubienia i bezsilności. Tak wielu z nich mówi, że gdyby tylko mogli, to chcieliby wyemigrować ze swojej ojczyzny, w której nie czują się bezpiecznie.

3.jpg


Pozostałości po celach wydrążonych w skałach przy klasztorze św. Hormizda na górze w Alqosh

Wizyta papieża w Iraku
Na początek marca została zaplanowana wizyta papieża Franciszka w Iraku. Wizyta, która wzbudza wiele radości, ale i obaw związanych z bezpieczeństwem papieża oraz ludzi, którzy będą chcieli się z nim spotkać. Ojciec Samer pomógł mi spojrzeć z innej strony na planowaną pielgrzymkę.
– Mamy nadzieję, że wizyta papieża zapali światło nadziei, nie tylko dla chrześcijan, ale też dla innych mieszkańców Iraku, tak że będą mogli zobaczyć wartość w odbudowywaniu społeczeństwa obywatelskiego, w którym ludzie szanują siebie nawzajem, w którym widzą wartość współistnienia ze sobą – mówi ojciec Samer. – Papież przylatuje odwiedzić mniej niż 1 proc. populacji Iraku, dlatego jest to jeszcze ważniejsze dla pozostałych 99 proc. Kochamy go, szanujemy go, chcemy, żeby nas odwiedził. Ale w mojej opinii bardzo ważne dla wszystkich Irakijczyków jest to, żeby zauważyć, że święty człowiek, a zarazem wielka osobowość, papież Franciszek, przyjedzie do ziemi, skąd nasi ojcowie, skąd Abraham rozpoczął swoją pielgrzymkę. On jest naszym wspólnym przodkiem, wspólnym dla trzech religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Naśladujmy go w jego wierze, odbudujmy wspólnie Irak, w braterstwie. Pomimo różnic, które nas dzielą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki